Image and video hosting by TinyPic
Życie Bałtyku w żółto-niebieskim cieniu
Weszło Extra

Życie Bałtyku w żółto-niebieskim cieniu

Arka jest na ustach wielu. Niespodziewanie wzięła Puchar Polski, poprawiła Superpucharem, dopiero po heroicznym boju odpadła z Midtjylland, nie musząc się wstydzić w Europie czegokolwiek. Jeśli ktoś chciałby łączyć futbolowe puzzle, to idealnym elementem pasującym do Gdyni jest właśnie Arka. Lecz nie zawsze tak było – kiedyś Arkę i Bałtyk wymieniano jednym tchem, ba, kiedyś to Bałtyk nad lokalnym rywalem górował, grał wyżej, ściągał lepszych piłkarzy. Tymczasem od lat przychodzi mu żyć w żółto-niebieskim cieniu.

Choćby w latach 80. byłoby to nie do pomyślenia – Bałtyk grał w pierwszej lidze, Arka zaś błąkała się głównie po jej zapleczu albo schodziła jeszcze niżej. „Kadłuby” miały w swoich szeregach takie postacie jak Andrzej Zgutczyński (później uczestnik mundialu w Meksyku), Piotr Rzepka (wicemistrz Europy do lat 18), Adam Walczak (reprezentant Polski) czy Tomasz Korynt, wcześniej piłkarz-ikona w Arce. Klub może nie szastał kasą na lewo i prawo, ale było przyzwoicie, stocznia – choć też przeżywająca swoje problemy – zapewniała mu godne życie. Czesław Boguszewicz, drugi trener Bałtyku w latach 1985-1988, wspomina: – Spadliśmy z ligi, wchodzimy smutni do pokoju prezesa Zbigniewa Brewki. Patrzymy, że stoły zastawione, catering jak na tamte czasy bardzo fajny, Brewka na nas patrzy i mówi: „panowie, co to za głowy zwieszone? Spieprzyliście zespół do drugiej ligi? To musicie wprowadzić na nowo, zostajecie. Pani otworzy szampana”. Babka pach-pach, otworzyła, pozostaliśmy i pogadaliśmy, zostaliśmy na ten sezon i oczywiście awansowaliśmy.

Przez lata klub tętnił życiem, nie ograniczał się tylko do futbolu. Stanisław Głowacki, chodząca encyklopedia związana z Bałtykiem, bo i kiedyś piłkarz, i prezes, i autor książki o klubie, opowiada: – Była sekcja bokserka z mistrzami Polski, sekcja siatkówki, koszykówki, szybowców, lekkoatletyki, gimnastyki, tenisa stołowego, motorowa, piłki ręcznej mężczyzn, sportów wodnych, podnoszenia ciężarów, szachowa, żeglarstwa, ale ta króciutko, ponieważ całość przekazano do klubu żeglarskiego Stal Gdynia. Było tych sekcji dużo, bo i ludzi było dużo. Władysław Kozakiewicz, który zdobył złoty medal na Igrzyskach w Moskwie, był zawodnikiem Bałtyku.

glowa

Stanisław Głowacki

W futbolu „Kadłuby” medali pierwszej ligi nie wygrywały, ale choćby zaraz po awansie, absolutnie wstydu nie przynosiły. Bałtyk zajął szóste miejsce, mając tyle samo punktów co brązowy medalista, straszył szczególnie u siebie, wygrywając z Widzewem Łódź (wówczas mistrzem Polski, czyli w sezonie 80/81), Legią Warszawa czy Wisłą Kraków. – Do pucharów zabrakło nam mało, na dwie czy trzy kolejki przed końcem graliśmy z Wisłą, zremisowaliśmy 1:1, ja miałem w 88. minucie słupek. Gdybym trafił, zostalibyśmy pewnie wicemistrzami Polski, to już w ogóle byłaby sensacja. Wygrywaliśmy z Widzewem, a jakie tam były nazwiska: Boniek, Smolarek, Żmuda… Cała Polska się wtedy cieszyła z Widzewa, bo był w stanie rozbijać europejskie tuzy – mówi Piotr Rzepka. Z kolei w sezonie 84/85 gdynianie dotarli do półfinału Pucharu Polski, gdzie jednak ulegli w dwumeczu 3:1 GKS-owi Katowice.

Klub żył na przyzwoitym finansowym poziomie, potrafił też korzystać z okazji i ściągnąć do siebie dobrego piłkarza.

Korynt: – Ukończyłem studia i po tych studiach powinienem odbyć roczną służbę wojskową, więc wojsko się o mnie upominało. Arka spadła w 1982 roku do drugiej ligi, a to wojsko pukało i po spadku Arka nie za bardzo chciała mi pomóc w kwestii wybronienia się przed nim. Jednocześnie miałem propozycję od trenera Geszkego z Bałtyku, by tam przejść. Tak się stało, że Bałtyk znalazł paragraf i taką możliwość, bym tej służby wojskowej nie musiał odbywać. Miałem 28 lat, założoną rodzinę, dziecko, nie bardzo mi się do wojska paliło. I to była główna przyczyna, że skorzystałem z oferty biało-niebieskich.

Rzepka: – Bałtyk skusił mnie ekstraklasą, to był dla mnie awans sportowy, bo wcześniej grałem w Gwardii Koszalin całe życie, klasę niżej. Skończyłem maturę, zacząłem studia na AWF-ie i ten Bałtyk był w dodatku blisko od domu. Miałem jednak zaawansowane rozmowy z Lechią, już tam jechałem, przesiadałem się w Głównej Osobowej, a ktoś tam z Bałtyku do mnie jeszcze podszedł na dworcu, dogadaliśmy się i zostałem w Gdyni.

Boguszewicz: – Przyjemne to były lata. Jeździliśmy na mecze towarzyskie do dawnych krajów wschodnich, szczególnie do DDR-u.

b4

Skoro Bałtyk miał niezłe wyniki, to miał i określoną grupę kibiców. Z tego, co mówią moi kolejni rozmówcy, fani nie byli zbyt fanatyczni, ale doceniali dobry futbol – zachowywali się trochę jak w teatrze, gdy poszła dobra akcja, nagradzali ją brawami. – Nie było wariackich przyśpiewek czy czegoś takiego. Choć pamiętam mecz z Widzewem, kiedy sędzia kręcił w sposób niesamowity, byle tylko Widzew wygrał mecz. Przy którymś fałszywym gwizdku kibice Bałtyku nie wytrzymali i przeskoczyli przez płot. Chodziło osiem-dziesięć tysięcy ludzi, choć na te ważniejsze mecze i po dwanaście — opowiada Głowacki.

300 – 500 osób zawsze jest, im mecze bardziej prestiżowe, drużyna wygrywa, to więcej ludzi przyjdzie – mówi Adam Tomaszewski, kierownik dzisiejszego zespołu Bałtyku.

Dziś Bałtyk występuje w III lidze, zeszły sezon zakończył na trzecim miejscu, choć długo bił się o pierwszą lokatę. – Moje Chwaszczyno ich załatwiło. Przegrali z nami 0:1 trzy kolejki przed końcem – mówi Tomaszewski, który, choć jak sam mówi, jest „Kadłubem” od urodzenia, zawędrował do KS Chwaszczyno, rozwiązanego po sezonie. Wrócił do Gdyni i dostał posadę w ukochanym klubie, który nie pierwszy raz przechodzi rewolucję. Masa piłkarzy odeszła, masa piłkarzy przyszła, zmieniono również trenera, Dariusza Mierzejewskiego zmienił Sebastian Letniowski.– Zawsze jest trudno, gdy trzeba coś zbudować od podstaw, ale to też wyzwanie. Chyba go potrzebowałem po byciu trenerem przez pięć sezonów w GKS-ie Przodkowo, trzeba mi było jakichś zmian. Cieszy mnie, że trafiłem do Bałtyku, ale nie cieszy mnie sytuacja, kiedy nie ma większości zespołu – zostały może ze cztery osoby czy pięć z poprzedniego sezonu. Dostałem jednak zadanie budowy silnej drużyny i taką staram się zbudować – mówi Letniowski.

b5

Sebastian Letniowski

Widać, że klub przechodzi zmiany – choćby piłkarze nie trenują jak jeden mąż w tych samych koszulkach, każdy ma inną, ale jak zapewniają kierownik i trener, komplety lada dzień będą. – To była jedna z moich pierwszych decyzji, wszyscy muszą mieć sprzęt treningowy, byśmy nie musieli się wstydzić i po prostu stawać się rozpoznawalnymi. Organizacyjnie dużo musi się zmienić, Bałtyk to rozumie, ale wiadomo: chodzi o finanse. Jak wszędzie w polskiej piłce trzeba gdzieś zabrać, by dołożyć – mówi Letniowski. Trening, który oglądałem, zaczynał się o 17:45. Pewnie pomagało to uniknąć upału, ale główny powód jest inny, piłkarze po prostu chodzą do pracy. – Człowiek dąży do tego, by zawodnicy przychodzili wypoczęci o 11, ale jest, jak jest, organizacyjnie nie jesteśmy na takim etapie, by trenować rano. Różne są przykłady, Przemek Kostuch jest wojskowym, chłopacy pracują na magazynie, są kurierami, dlatego trzeba patrzyć na to przez pryzmat pół-zawodowej piłki. Na pewno staram się być przez to bardziej wyrozumiały dla zawodników. Wcześniej, w poprzednim klubie, spierałem się z włodarzami, że nie można od wszystkich tego samego wymagać, jeżeli chłopak miał pracę na trzecią rano, a o 18 trening, to musiałem te obciążenia dozować. Nie da się wszystkich brać jedną miarą.

Tamta środa była dla Bałtyku wręcz świętem, bo Arka wyleciała akurat do Danii, więc „Kadłuby” mogły potrenować na boisku z naturalną murawą. Zdarza im się to raz, dwa razy w tygodniu, zazwyczaj ćwiczą w – jak to mówią – „klatce”, czyli boisku ze sztuczną nawierzchnią. A wiadomo, że dla stawów piłkarza nie jest to najlepsza wiadomość. – Trener bramkarzy pracuje w Gdyńskim Centrum Sportu od 20 lat bodajże i zawsze raz w tygodniu stara się nas na tę naturalną murawę wepchnąć – mówi Tomaszewski. – Jest to coś, co nam się nie podoba, mi, zawodnikom, ale na to nie mamy akurat wpływu, nie przeskoczymy tego. Wolelibyśmy trenować tutaj częściej, jednak trenuje Arka i dbają pod nią o tę płytę. Jak spadnie deszcz, to już nie możemy wchodzić. To jest dziwna sytuacja, bo uważam, że to się tak samo Bałtykowi należy, ale może z czasem normalność tutaj dotrze. Jesteśmy w cieniu, ale też zdaje sobie sprawę dlaczego – Arka jest w najwyższej klasie rozgrywkowej – dodaje Letniowski.

Z kolei mecze ligowe Bałtyk dotychczas rozgrywał na Narodowym Stadionie Rugby, również ze sztuczną nawierzchnią. Teraz się to na jakiś czas zmieni, będzie tam wymieniana murawa i przez te chwile „Kadłuby” pograją tu, gdzie dziś trenują, czyli na naturalnym boisku. Stadion miejski to marzenie – by koszt wynajęcia się zwrócił, trzeba go solidnie wypełnić, a tak jak zostało wspomniane, Bałtyk nie ma na to na razie większych szans.

rugbi

Narodowy Stadion Rugby

Z jednej strony to więc nic dziwnego, że co do obiektów więcej do powiedzenia ma Arka, ale z drugiej to jednak ciekawe, bo stadion należał kiedyś do Bałtyku.

– Na rejon, gdzie mieścił się stadion Bałtyku – przy ulicy Janka Wiśniewskiego (wówczas Juliana Marchlewskiego) – przydział dostały na początku lat 60. Polskie Linie Oceaniczne, a Bałtykowi Urząd Miasta przydzielił teren przy ulicy Olimpijskiej. PLO weszło na Marchlewskiego, a myśmy jako klub wchodzili na Olimpijską i zaczęliśmy budować stadion. On został wybudowany środkami stoczni i był na tamte czasy jednym z najnowocześniejszych na Wybrzeżu, bo odbył się tam mecz Polska-Szwecja. Jednak zanim budowa się skończyła, Bałtyk rozgrywał spotkania na Ejsmonda – mówi Głowacki.

– Czyli na Arce.

Nie! Na stadionie miejskim. Arka nigdy nie miała stadionu. Nigdy. Tak jak nie została założona w 1929 roku, tylko w 1954 – takiego klubu jak Arka w ogóle przed wojną nie było. Było KS Gdynia, na który oni się powołują, ale żadnej fuzji nie było, a ten klub zlikwidowano w 1937 roku. Zginął z mapy, ciągłości nawet nie ma, by podciągnąć go do 1939 roku. Jednak to inna historia, a wracając do stadionu: obiekty na Olimpijskiej zostały poddane pod zarząd miasta na początku lat 90., jako spłacenie długu przez Stocznię w postaci podatku od nieruchomości. Później Krauze kupił tereny na Ejsmonda i zrobił tam korty tenisowe, a Arkę przeniesiono na Olimpijską.

b2

Czy wówczas oba gdyńskie kluby żyły jak pies z kotem? Niezbyt. – Żyliśmy drzwi w drzwi z Bałtykiem i muszę powiedzieć, że nasze relacje układały się zupełnie inaczej, niż ma to miejsce dzisiaj. Spełniałem funkcję łącznika między Arką a Bałtykiem, potrafiliśmy się dogadać, biura mieliśmy obok siebie. Graliśmy w jednej lidze. Nasi kibice żyli ze sobą w lepszych relacjach, zupełnie inaczej układały się one między piłkarzami, trenerami czy działaczami. Dzisiaj oprócz zmieniającej się na lepsze infrastruktury, zmieniają się także – tyle że na gorsze – te relacje. Szkoda – mówił w wywiadzie dla „Dziennika Bałtyckiego” w 2011 roku Andrzej Czyżniewski.

Arka i Bałtyk to bowiem zupełnie inna historia niż choćby ta Arki i Lechii, ponieważ pozbawiona nienawiści. Wiadomo, rywalizacja zawsze była, ale jak wsłuchać się w opowieści piłkarzy o gdyńskich derbach, wyłania się zupełnie inny obraz niż ze starć z Lechią, gdzie „tamci to kurwy”, „Trójmiasto jest nasze” i tak dalej. – Nie było żadnej wrogości, za moich czasów nie było prawie porządkowych, kibice siedzieli razem, bez podziału na Bałtyk i Arkę – mówi Rzepka. – Na trybunach atmosfera była raczej pokojowa, nic takiego co można by porównać do derbów Arki z Lechią. Zresztą, gdy odszedłem z Arki do Bałtyku, kibice nie mieli do mnie pretensji – dodaje Korynt. Boguszewicz: – Gdy byłem trenerem Arki, Witek Sokołowski był trenerem Bałtyku. Myśmy się spotykali, wiemy, że zawodnicy między sobą też. Ja się z Witkiem znałem od dawna, on mówi do mnie:

– Stary, ciężka jest ta zima, nie mamy gdzie trenować, wczoraj dałem wolne, dzisiaj też.

– Witek, a jakbym ci na Arce udostępnił trening?

– No chyba zwariowałeś, nie stać nas.

– Za darmo udostępnię, kiedyś się zrewanżujecie.

Dla mnie to było normalne. Nie było wrogości, pewnie, że czasem ktoś na derbach coś wykrzyknął z trybun, ale panowała bardzo piłkarska atmosfera. Doping za swoimi.

Kiedy to się zaczęło psuć? Głowacki wskazuje na moment, gdy Bałtyk szedł w dół, a Arka do góry. – Bałtykowskich kibiców zaczęła zżerać zazdrość, a Arkowcy zaczęli się czuć panami, na zasadzie „co ty mi tu będziesz gadał”. To są zjawiska psychosocjologiczne, nic nie narasta znikąd, z czegoś się to bierze. Kiedyś były dwa kluby w pierwszej lidze i potrafiły się dogadać, a jakiś czas temu słyszałem, że piłkarze Bałtyku boją się przyznać w mieście, gdzie grają. Był bramkarz, który wyjechał nawet za granicę, bo mu żyć nie dawali. Nie wiem, jakby było, gdyby dziś doszło do derbów, ale pamiętam, że poszedłem na mecz Bałtyku dwa-trzy lata temu, a boisko do rugby było obstawione policją dookoła, natomiast kibice Arki stali i nie wpuszczali na stadion. Ja mówię: „panowie, zwariowaliście? Ja chcę iść na mecz, mam bilet kupiony”. Nie, bo oni się przyjaźnią z kibicami tej drużyny, która przyjechała – opowiada Głowacki.

Chłód między klubami więc narastał, a kolejny rozdział znów dopisała sprawa stadionu, a konkretnie krzesełek. Na początku miały być żółto-niebieskie, bo jak mówił Marek Stępa, wiceprezydent Gdyni, miasto kojarzy się z plażą i morzem. Nie spodobało się to oczywiście Bałtykowcom i stanęło na, choć skromnym kompromisie: 85% procent krzesełek jest w kolorze żółto-niebieskim, 15% to kolor biało-turkusowy. Czyli, żeby ten drugi dostrzec, trzeba się przyjrzeć. – Nieładnie się stało i z punktu widzenia historycznego niezbyt przyjemnie. Jeżeli to nazywa się stadion miejski, niech będą to barwy miejskie. Gdynia nie ma barw żółto-niebieskich, w Gdańsku to w XVII wieku kat miał kolory żółto-niebieskie, który wykonywał ileś wyroków śmierci. Państwo obok Polski ma barwy żółto-niebieskie. To ten stadion ma tak wyglądać? Można było to inaczej zrobić, a zrobiono na złość innym – mówi Głowacki.

b6

*

A skąd różnica w kierunku, w jakim zmierzyły oba kluby, jeśli chodzi o poziom sportowy? – Po udanym sezonie 80/81 zabrakło wzmocnień, nie ściągaliśmy tylu dobrych piłkarzy co Legia, Widzew czy śląskie kluby. Stocznia też zaczynała mieć problemy – mówi Rzepka. – Po oddaniu terenów na Ejsmonda wokół Krauzego powstała nieprzyjemna atmosfera, wręcz wrogości. Krauze obiecał więc Arce określoną sumę pieniędzy i rzeczywiście je przekazał, co pozwoliło żółto-niebieskim mieć dobry start. Jednak nie można tego sprowadzić tylko do tych pieniędzy, sprawa jest bardziej złożona, choćby więcej kibiców Arki zasiadało w zarządach spółek miasta, co zawsze pomaga – tłumaczy Głowacki.

Jednak choć Bałtyk gra nisko, wciąż jego marka kusi piłkarzy, którzy są z karierą na zakręcie i wyjść na prostą. Zawsze łatwiej odbudować się w Bałtyku niż dajmy na to, w Przodkowie. Dzisiaj w kadrze jest Adam Duda, wcześniej był Wojciech Zyska, Robert Hirsz, na koniec kariery wpadł Piotr Włodarczyk. – Na pewno traktuję Bałtyk jako miejsce, skąd mogę się wybić. Powiem szczerze, że miałem plan, by pół roku odpocząć od piłki, bo pięciu latach w Przodkowie byłem trochę zmęczony. Jednak dostałem propozycję z Bałtyku, a to na poziomie III ligi był jedyny klub z Pomorza, który mógł mnie skusić do pracy – mówi Letniowski.

Klub na pewno chciałby wrócić na wyższy poziom, ale będzie to trudne. W Gdyni ton nadaje Arka, zaraz za miedzą jest Lechia, sponsorów i pieniędzy pewnie nie ma tyle, by wyżywić trzy zespoły na przyzwoitym poziomie. – Miasto może nie jest małe, ale jak się ma zespół w ekstraklasie, to większość sponsorów idzie reklamować się w ekstraklasie. Kto dziś może sponsorować Bałtyk? Ci, którzy mają firmy, gdzie w zarządach są kibice, ludzie związani z Bałtykiem. Bo inaczej, jeżeli ktoś ma do wyboru Arkę, która jutro gra w Lidze Europy, a Bałtyk, jest to niełatwe.

Pewnie warto też pozostać optymistą, jak Piotr Rzepka: – W piłce to jest kwestia nieraz jednego sezonu, zbiegu okoliczności, nie takie kluby jak Bałtyk się odradzały.

PAWEŁ PACZUL

KOMENTARZE (32)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
legia

Wytknalbym kilka błędów językowych i merytorycznych, ale wtedy je poprawicie i już nie będzie tak zabawnie

ronnie79

Uczciwie trzeba przyznać,że gdyby nie było Arki,to Bałtyk mógłby zaistnieć w Gdyni.

Lechia

Arka zawsze bezdomni

Wojtaz

A Provident nowym sponsorem lechii

TaG1928

Brawo Panie Głowacki, nie można pozwolić by kłamstwa powtarzane setki razy stały się prawdą. Klubem Gdyni jest SKS.

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Ciekawe! Więcej tego typu tekstów! Dajcie coś o Garbarni Kraków.

Marek_Ramoniak

Tak mi się przypomniało jak wspomniałeś o Garbarni. W 1989 (chyba) byłem na rewanżowym meczu o awans do drugiej (dziś pierwszej) ligi, właśnie między Garbarnią a Bałtykiem. Spotkanie odbyło się na starym, wypełnionym szczelnie przez kibiców (wsparcie Wisły) stadionie Korony, umiejscowionym powyżej Rynku Podgórskiego. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem i na zaplecze eklapy awansował Bałtyk, który wygrał pierwszy mecz 1-0.

Jatu

Ale kłamstwa. Co do daty powstania to nawet nie ma co się kłócić, bo takie analizowanie tylko pokazuje tę zazdrość o której nawet mowa w tekście.
Ale warto wyjaśnić kwestię stadionu, bo to powielane ciągle kłamstwo już się mocno przyjęło. Arka została wyrzucona z Ejsmonda na OLIMPIJSKĄ przez lekkoatletów i grała tam przez jeden sezon, kiedy Bałtyk grał jeszcze na swoim starym stadionie. Czyli Arka była przy Olimpijskiej pierwsza. Potem wróciła z powrotem na Ejsmonda.
A kolejna bzdura, o tym że Arka nigdy nie miała swojego stadionu to jest już piramidalna:
„W późniejszym czasie właścicielem stadionu był klub Arka Gdynia, jednak w 1993 roku z powodu zadłużenia został oddany miastu Gdynia. W kolejnych latach klub użytkował stadion na zasadzie dzierżawy, jednak w 2000 roku w wyniku ogłoszonego przetargu miasto wydzierżawiło teren Klubowi Tenisowemu Arka Gdynia.”

dambibi
Rote Armee Fraktion

http://polskielogo.net/pl/arka-gdynia/ – fajnie rozrysowana geneza powstania Arki

Użytkownik usunięty
legia

„geneza powstania” to pleonazm. Nie bądź jak ci z weszlo

TaG1928

Jeden dziewięć dwa dziewięć
tu podobno się zaczyna
klub nazwany KS Gdynia

Jeden dziewięć trzy cztery
twór ten już likwidujemy
a Kotwice budujemy

Jeden dziewięć cztery siedem
z Portowca, Marynarza, Kotwicy
Morski klub jest na dzielnicy

Jeden dziewięć cztery dziewięć
Morski się miksuje z Czynem
a Związkowiec jest ich synem

Jeden dziewięć pięć jeden
syn był z nieprawego łoża
dziś Kolejarz klubem morza.

Jeden dziewięć cztery sześć
tu cofamy się z tematem
KS MIR Rybackim bratem

Jeden dziewięć cztery dziewięć
tu dwie siostry dołączają
i się Spójnią nazywają

Jeden dziewięć pięć zero
pierwszy raz ktoś w łapę bierze
bo to teraz jest Wybrzeże

Jeden dziewięć pięć jeden
rozwiązują tego kmiota
w Kolejarzu ich robota

Jeden dziewięć pięć dwa
Arka słowo tutaj pada
tak przemianowano gada

Jeden dziewięć pięć osiem
gad wyrasta na potwora
zjadł Ogniwo, zjadł Dalmora

Jeden dziewięć sześć cztery
potwór w daniach nie przebiera
i pożera też Dokera

Jeden dziewięć siedem dwa
Szwedzi dresy zostawili
barwy szybko więc zmienili

Jeden dziewięć osiem cztery
już niedługo znów rocznica
cała górka wtedy kica

Jeden dziewięć dziewięć zero
derby Gdyni wielkie trwają
7 : 0 PRZEGRYWAJĄ !!!

Jeden dziewięć dziewięć jeden
kapitalizm wkracza, wiem
teraz będzie HaTeeM

Dwa zero zero zero
może zabrzmi to jak skecz
powiem tylko gem, set, mecz.

Dwa zero zero siedem
ostatnie pokera rozdanie
czyli full zdegradowanie

Dwa zero jeden dwa
to powolna zmiana gniota
była Arka a jest Flota.

Dwa zero jeden siedem
Ręka Gdynia czyli wałki
Lubin, Chorzów i Suwałki

ein

Tekst chyba nieco zbyt krótki, albo po prostu sam szybko przez niego przeleciałem, niemniej fajnie, że się pisze o takich klubach.
Świetnie się czytało o Ruchu Radzionków, ale chętnie przeczytam dobry artykuł o KSZO, Motorze czy o tym, dlaczego między Szczecinem a Bydgoszczą i Poznaniem a Koszalinem nie ma, nie było i nie będzie poważnej piłki, no może poza Chojniczanką i Bytovią obecnie.
Gorzów, Piła, Szczecinek… to nie są wsie. Zresztą nawet skoro w Niecieczy, Niepołomicach czy nawet Kluczborku da się zrobić coś, co jako-tako się broni to dlaczego nie tam?

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

edit :)

Arkoholik

Nie do konca to prawda nawet z ta liczna rzesza kibicow, jakby Baltyk ,ial kibicow to nie bylby tam gdzie jest… Klubam Gdyni zawsze byla Arka, Arka byla klubem rybackim, ludzkim, Baltyk – Stocznia Komuny Paryskiej – dla mnie byl zawsze kojarzony z wladza, byl przez nia faworyzowany, zaczal sie naradzac tam jako taki ruch kibicowskich, ale wtedy Arka zaczela robic wjazdy na Krawiecka – gdzie miscilo sie glowne skupisko…. potem przyszla wolnosc a wraz z nia wolny rynek i stocznia upadla a wraz z nia Baltyk… I raczej nie powstanie…… Arka byla w duzo gorszej sytuacji kopiac sie po glowioe w 3 ligach kiedy Baltyk gral w Ekstraklasie….. ale nie upadla tylko sie odrodzila…. Dlaczego??? bo ma miala i bedzie miec kibicow ktorzy pomoga i nie pozwola zginac klubowi… przyklady mozna mnozyc np Widzew czy kiedys Lechia… klub z kibicami nie upadnie… a Baltyk tych kibicow w Gdyni nie ma (to co jest to naprawde jest marginalne), wiec jak pieniadze od wladzy sie skonczyly skonczyl sie Baltyk…
Co do pytania odnosnie derbow Arki z Baltykiem np jakby trafily na siebie w PP, bedzie pelny stadion… ale Baltyku tam nie bedzie, bo nie przyjda…

TaG1928

Klub kojarzony z władzą… sorry to właśnie Arka. Istniejecie tylko i wyłącznie dzięki pieniądzom miasta i jej przychylności. Bałtyk od ponad 30 lat jest marginalizowany. Przykłady tego można by mnożyć. Ile osób przychodziło na Arke w III lidze – 300 ? Bo to głównie liga decyduje o frekwencji. Arka bardzo dobrze opanowała propagandę sukcesu. Gdyby Bałtyk jak piszesz nie miał kibiców to by juz dawno upadł, ale cały czas utrzymuje się na powierzchni, mimo wielu „wysiłków” jakie włożyliście w wymazanie Bałtyku z kart historii. O Waszych kibicowskich metodach w lipcowym TMK. Wracając do frekwencji kilka faktów. W pierwszym sezonie „ekstraklasy” średnia widzów wyniosła blisko 8.000 osob. Rekord to mecz z Lechią w 1976 roku 18.000 widzów. W latach 90-tych na drugim poziomie gdzie występowały trzy wybrzeżowe jednastki, wszędzie była podobna ilośc publiki 1.000-3.000 pomijając derby. Zresztą wtedy Bałtyk bardzo dobrze prezentował się kibicowsko i był widoczny w Gdyni. Na derbach z Arką zasiadło w samym młynie 1000 osób wg relacji śp. Łysego. Wiele zaczęło się psuć po Waszej krzywej akcji po Chojniczance. W nowszej historii w dzisiejszej II lidze przychodziło 1000-2000 osób. Obecnie tak jak w tekście 300-500 osób. Warto wspomnieć, że w kibicowskim klubie 100 który finansowo wspomaga Bałtyk jest już grubo ponad 100 osób. W minionym sezonie zadeklarowali 80.000 PLN za awans – czy to mało jak na IV poziom rozgrywek ? Jak i to Cie nie przekonuje to zerknij na 12zawodnika za miniony sezon. Kto miał najwięcej zaliczonych wyjazdów w pomorskiem ? Nie Lechia, nie Arka tylko Bałtyk… 16 razy.
Może jest nas mało, starzejemy się, znamy swoje miejsce w szeregu ale działamy wedle możliwości i robimy wszystko aby Bałtyk nie zniknął. Jednak Twoje teksty, że nas nie ma pachną tanią propagandą i są takie same się od paru lat. Kiedyś zmieni się władza w Gdyni, odwrócą proporcje i gro osób przypomni sobie, że Olimpijska to Bałtyk…

TaG1928

Jeszcze fotka

17.jpg
Arkoholik

Fotka z derbow z Lechia…. chyba szczyt swietnosci kibicowskiej… tylko ze tam gdzie wy mieliscie sufit u nas zaczynala sie podloga… Co do przychylnosci miasta, to jest jak juz kolega jeden zauwazyl tylko i wylacznie ostatnie lata, Arka zazwyczaj byla cierniem w oku… a dlaczego tak jest bo my zaglosowalismy na ludzi zwiazanych z Arka i jak ktos bedzie startowal i powie ze jest za Arka to moze tylko zyskac glosow, czemu skoro jest was tak wielu czemu ktos nie pojdzie do wyborow samorzadkowych jako kibic Baltyku i nie sprobuje zmienic tego naszego poparcia od srodka??? Nie musisz odpowiadac…

Lolcislaw

Istniejemy dzięki władzy i pieniądzom miasta… tak, zwłaszcza wtedy gdy wypowiedzieli nam umowę na dzierżawę Ejsmonda (użytkowanie wieczyste) i obiekt wrócił pod panowanie włodarzy. Miłościwie panująca nam Cegielska. Słynne: zamknąć stadion, a klucze wyrzucić do morza, po jednej z afer. Tak, władza miejska nam „pomagała” na ile się dało… Zawsze i wszędzie. Jasne, że klub był zadłużony po uszy ale jakoś miasto nie bawiło się w zerowanie długu jak bywało to np. w Ruchu tylko ucięło temat definitywnie. I jeszcze proponowana fuzja, aby w Gdyni był tylko jeden twór. Klepiesz gościu te same bzdury, co ci od monografii sksowej. A może jesteś jej współautorem.
Na Arce wielokrotnie było po 300 osób i nikt tych liczb się nie wstydzi, tylko jakościowo to byli tacy kibice, że nigdy nie mieliście do nich startu (sam Rzepka niedawno na weszlo się wypowiadał o tym kto jakich miał kibiców w Gdyni). Lata 90-to norma. Mobilizacja jedynie na derby i ew. puchary jak z Widzewem. Ale gościu, te 300 osób to i tak inna bajka, w porównaniu z tym co działo się ligę wyżej u Was. 1500 osób na meczu Iglopolem, gdzie taki pędzel zamiast ciągnąć doping to siedział z resztą „wariatów” :) i dłubali w nosie. Taki to był klimat. Wy wtedy II liga, a my kopanie się w czoło w III. Przyjechał Górnik Wałbrzych na puchar, wówczas też liga wyżej i jak górka p…. doping to z tej zbieraniny na prostej i łuku wszyscy się jednoczyli i był klimat. Tym się zawsze Arka wyróżniała od tej sennej, bezpłciowej atmosfery na Sksie. I to kibice wówczas nie dopuścili do całkowitego upadku gdzie przegrywaliśmy z Chemikiem Police 1:6 u siebie, praktycznie lądując w IV lidze. ŚP Jacek Dziubiński objął juniorów, uzupełnił skład lokalesami i pociągnął chłopaków do dawnej drugiej ligi. A was kibicowski rak toczy od dawna, takiego gówna jak u Bałtyku pod względem wzajemnych animozji, oskarżeń i konfidenctwa chyba nie było na przestrzeni całej historii. I zawsze winna Arka… prasa, książki, miasto, kibice, stadion – zawsze tylko Arka i Arka. I nic się nie zmienni bo jesteście zerem tolerując pewne sprawy, które w normalnym klubie nigdy nie powinny mieć miejsca.
„źdźbło w oku bliźniego widzisz, a belki w swoim nie dostrzegasz” – ktoś idealnie skroił to pod wasze wieczne lamenty.
A wracając do Łysego na którego się powołujesz – dlaczego odwrócił się na końcu od was? może odpowiadajcie sobie wewnętrznie na takie pytania zamiast ciągle rycząc jak baby w każdym artykule o Bałtyku i wplatając w to Arkę.

Lolcislaw

Panie Autor – niech Pan zrobi wywiad z Maciejem Witczakiem, który opracował monografię Arki. Czytałem obie, zarówno Bałtyku jak i Arki – ta druga zawiera to co powinna zawierać porządna monografia bez opluwania „rywala”. W opracowaniu dot. Bałtyku autorzy nie mogli sobie darować wielu przytyków związanych z sąsiadami (polecam okres przedwojenny, zresztą po wojnie gorzkich żalów nie brakowało do praktycznie ostatniej strony).
Pan Witczak wykonał kawał wielkiej pracy i co dziwne oraz szokujące dla przedstawicieli SKS-u – skupił się jedynie na Arce. Poza tym to postać z innej bajki. Człowiek o megawysokiej kulturze osobistej i wiedzy. Rozmowa z nim będzie przyjemnością, a i na niewygodne pytanie z pewnością odpowie bez jadu i odwracania kota ogonem jak ten frustrat z wywiadu wyżej.

TaG1928

Rozumiem, że nie wspominanie o Bałtyku odczytujesz jako wyraz szacunku… Podobne wyrazy szacunku wiele razy dawaliście na swoich stronach internetowych odwracając nasz herb w zapowiedziach, pisząc nazwę mała literą czy przez k…
Historia Arki i Bałtyku wiele razy się krzyżuje i przeplata, więc unikanie tego tematu w takiej książce byłoby conajmniej dziwne.
Co do tematów kibicowskich, pewnie wiesz doskonale lub popytaj kolegów ile wysiłku wkładali i nadal wkładają (ostatnio są po każdym meczu) w eksterminację Bałtyku.
Nie dajecie rady Lechii więc zostaje Bałtyk… Pachnie to już schizą na naszym tle a ciagle poniżany Bałtyk dalej jest. Nasze brudy pierzemy w naszym gronie, jest prawie czysto… ale ciekawe kwiatki są obecnie w Arce…

Lolcislaw

Nie jest to książka o Bałtyku, a o Arce to po pierwsze i tego autor od początku się trzyma. Podobnie jest z klubowymi monografiami Legii czy też Lecha. Zapewne tutaj autorzy też się dziwnie zachowują, nie wspominając o rywalach… A może nie interesują ich losy tamtych ekip tylko słusznie skupili się merytorycznie na tym co powinni.
Z drugiej widocznie jesteście na tyle czystym, honorowym klubem że nic Wam nie można zarzucić :-)
O tym co ktoś w internecie sobie wstawi i napiszę się nie wypowiadam. Byle gamoń może obecnie w necie pisać co chce, w zasadzie bez konsekwencji. Odniosłem się do oficjalnej publikacji obu klubów i tego się trzymajmy.
A kibicowsko cóż… Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. Ciągle odnosicie się do tej Lechii, a kopani byliście w dupę przez nich tyle razy, że wspomnę najlepsze momenty:
-układ na Werder
-GKS Wybrzeże Gdańsk
-derby w Gdańsku.
Jak kiedykolwiek w historii dorównacie Lechii jak swego czasu Arka i im się zrewanżujecie za ww. to możecie podyskutować. A póki co szczekacie za monitora i te 300-500 osób to doliczacie sobie w relacji live na trojmiasto.pl. Brudy tak pierzecie, że za chwile cała ekipa ucho się zbierze w jednym miejscu ratować SKS przed totalnym upadkiem. Po trupach do celu. Pierzcie dalej.
Te kwiatki dalej będą was traktować jak traktuje się takich szczekaczy. Pisaniem w internetach życia sobie nie poprawicie.

TaG1928

W monografii Bałtyku pana Głowackiego i Orlikowskiego, która liczy blisko 800 stron może kilka raptem nawiązuje do Waszego klubu. Czytelnicy Weszlo mogą odnieść wrażenie, że jest tam kilka rozdziałów na ten temat. Jak piszą sami autorzy we wstępie „Pisząc o klubie Bałtyk pokzaliśmy jednocześnie początki sportu w Gdyni, problemy ekonomiczne, żródła kryzysów, struktury organizacyjne sportu w mieście…”
Jednak autorów na pewno boli los pamiątek Bałtyku o czym mówią również we wstępie… nie wiesz kto maczał palce w wyrzuceniu ich na śmietnik ?
O Lechii wspomniałem jednym słowem w innym kontekście ale cóż boli widać…
Ilośc widzów na poziomie 300-500 jest w zasadzie policzona co do +- 10 osób na każdym meczu i łatwa do udowodnienia w odróżnieniu od Waszych milicyjnych sióstr z Koszalina … tam puste trybuny i 1000 osób. Ale propaganda 20-30 osób rodzin piłkarzy i dzieci musi trwać dalej…
Bałtyk nigdy specjalnie na ogolnopolskich forach w internecie nie błyszczał a może szkoda. Było trochę wydarzen które rzuciły by inne swiatło na układ sił swego czasu w Trojmiescie

TaG1928

W zasadzie zapomniałem o najważniejszym. Przywołana monografia Arki to tak naprawdę historia dwudziestu chyba, różnych klubów, gdzie majsterszykiem jest powiązanie wszystkich ze sobą. Na szczęście oprócz Was samych mało kto to kupił. Dużo wiarygodniejsza byłaby historia Baltyku przy stoczni w Pucku w 1920 czy 23 roku jeśli dobrze pamietam. Jednak taka roznica miedzy nami ze nikt w Bałtyku na siłę powiązań nie szukał…

Lolcislaw

Od końca – to zacznijcie błyszczeć w końcu na tych trybunach, ubierajcie barwy i pokazujcie się na mieście, a nie w internecie czego jesteś przykładem.
„Bałtyk nigdy nie zginie!” i dobrze, bo wcale mu źle nie życzę. Te Twoje konteksty to o wszystko zdążyły zahaczyć, choć to pewnie i tak zajawka (w Gorzycach nas opierdolili z flagi – to jakbyś zapomniał :-) boli jak skurwysyn, zwłaszcza internetowy ból przeszywa klawiaturę. Zgadnę – bo to pewnie nie koniec – był wiersz, za chwilę film, potem stand-up, a na końcu dramat z powieszeniem się na poprzeczce w ramach protestu za śledziową propagandę :)

Pamiątki na śmietniku – oczywiście Arka. Pewnie Dziubek ze śmieciARKĄ tam wjechał i wyczyścił jak należy. Lepiej Ci? :-) a na drukARCE było zestawienie środków trwałych w utylizacji – podpisane: arkowcy.

Arka w czasie korupcji podobno opłaciła wszystkich sędziów, abyście spadli i się podnosili przez 11 i więcej lat. Podobno, bo we Wrocku jeszcze tego nie udowodnili, choć ciągle pracują. Rzucam Ci temat – masz pole do kolejnych odpowiedzi. To, że od lat kopiecie się w czoło w III lidze to też wina Arki. Na samym końcu zawsze nieprzypadkowo w ostatnich kolejkach gubicie punkty, bo znowu arkowcy coś…

I ta trawa z plastyku, ten SNR, włodarze, Szczurek, ludzie Arki w mieście, żółto-niebieskie krzesełka, stadion o który „walczyliście” jak lwy! i tak bez końca by wymieniać ile ta Arka Wam codziennie krzywdy robi. A na końcu wchodzi Bałtyk – cały na biało! (i na niebiesko :-)

Deser: monografia – patrz dwadzieścia klubów, a może i pięćdziesiąt powiązanych ze sobą jak Goły z milicją po MN. I ani słowa o Bałtyku. Nie – sa – mo- wite! W zasadzie to M. Witczak zapomniał o najważniejszym :-) Ale o tym pisałem wyżej dlaczego mógł zapomnieć. U Was to przecież nie całe rozdziały o Arce…, ale o tym cichoooo, bo jeszcze Czytelnik Weszło będzie miał inne wrażenie niż Wasze…

TaG1928

Zdaje się, ze to u Was na forum proponuja wysłać odpowiedź do Weszło bo artykuł nie jest po linii Waszej propagandy. Bo jak inaczej nazwać usunięcie go z forum, zbyt niewygodny dla młodszych czy bardziej bystrych kibiców Arki ? W końcu tyle lat urabiacie ten temat, że już sami w to uwierzyliscie…
Co do naszych trybun, z kazdego meczu jest relacja kibicowska… każdy sam może ocenić.
Chcesz być śmieszny to może przypomnieć jak przekonywaliscie Szelsat aby nie sponsorowal Bałtyku ? W Naucie ostatnio też zdaje sie przeprowadziliscie rozmowy wychowawcze.
O kopiowaniu różnych rzeczy już nawet nie wspominam vide żółto-niebieska rodzina swego czasu. Wspomniany Goly nic nie ujawnia w obawie przed storpedowaniem przez Arke. Dzień Dziecka próbujecie ugryźć z kazdej strony ( do zupy sie dorzuciliśmy) Takich niuansów było mnóstwo.
Za poziom sportowy odpowiadamy sami, ale ciężko coś osiągnąć kiedy w wielu plaszczyznach jesteśmy zależni od pewnych układów i powiązań… w tle zwykle pada slowo Arka.
Nie zdziwiłbym sie gdyby za parę lat Gdynia zmieniła swoje barwy z bialo-turkusowych na wiadomo jakie… bo te pierwsze oficjalne już ciężko dostrzec. W takiej otoczce funkcjonuje Bałtyk.

Lolcislaw

Czyli wszystko się potwierdza na każdym kroku – Arka, Arka i Arka. A niech wysyłają odpowiedzi – ich sprawa. Osobiście wolałbym poczytać wywiad z Maćkiem na tematy historyczne (nawet te tak bardzo bolesne :-) niż przesyłać sprostowania. Swoje wiem i nie muszę tego udowadniać, klepiąc nieustannie w klawisze. Ale widać, każdy lubi co innego. No nie dogodzisz wszystkim. Co zrobić?
Propaganda istnieje wszędzie – w dobie internetu chyba nie ma obszaru, którego by nie dotknęła. Problem w tym, że tylko niewielu ludzi potrafi zdobyć się na minimum obiektywizmu, a nie doszukiwaniu się wszystkiego co złe poza sobą. Każdy ma swój brud za paznokciami. Ma go Arka, macie go Wy, ale w dyskusji sprowadzasz wszystko do winy Arki. I tak pewnie zostanie Wam do śmierci, zamiast skupić się na sobie.
A co do torpedowania na koniec powiem, że to tak zwana „praca u podstaw”. Obraliście pewien kierunek, który sprawił że jesteście traktowani tak a nie inaczej. I nie zdziwię się wcale jak pewne osoby podostrzą niebawem działania wobec Was.

TaG1928

Może zablokowaliście wszystkie wyjazdy i pozostał jeden kierunek ? A może sami ubzduraliście go sobie…. Co do obiektywizmu zgoda, każdy ma coś za uszami, ale syty głodnego nie zrozumie… patrząc na to z zupełnie innej perspektywy. Kiedy praca u podstaw wkracza w życie rodzinne kibiców czy biznesowe klubu to chyba przekraczamy pewną granicę… Nic dziwnego, że każdy na Bałtyku podkreśla, że zasady to nie Arka… Nie wzięło to się z powietrza. W sumie Twoja odpowiedź może być puenta tej dyskusji, więc z mojej strony EOT

Lolcislaw

Może tak być. Zasady w miastach derbowych od dłuższego czasu nie obowiązują. Zresztą spieramy się w sprawach kibicowskich, a w życiu codziennym bywa podobnie.
To stawiamy kropkę i kończymy. Mimo odmiennych poglądów i zasad :-) pozdrawiam. Jako gdynianin wierzę, że Bałtyk nie zginie i sportowo powalczy o dobre derby. Tego życzę.

TaG1928

Tak, przydałoby się odkurzyć rozdział pt. derby Gdyni. Miało być tak blisko a dalej jest tak daleko, może kiedyś.
Dzięki, również pozdrawiam.

PanGoly

Mn – antifa, niemcy:
Jak ktos chce strugać idiotę i zaprzeczać że biel jest biała – udając że się nie wie, kto atakował Polaków przed MN w 2011, to prosze bardzo.
Jest wielu kretynów, którzy są tak „charakterni” że mandatu nie przyjmą i jest to smieszne, oraz mega pozerskie, nie swiadczy o żadnych zasadach, a o problemach z głową i kompleksach. Ja idiotą nie jestem i w związku z tym
Jasno przyznałem że napadli nas niemcy,
natomiast na nagabywanie telefoniczne ze strony Komendy Głównej Policji z Warszawy – wysłałem im faksa, w którym potwierdzam że nikogo nie rozpoznaję i nie znam nikogo kto też wtedy ucierpiał, odmawiam wniesienia sprawy, oraz niczego się nie domagam.
Otrzymałem potwierdzenie odbioru tego faksa w KG.
Psem który prowadził moją sprawę w KG policji w Warszawie był niejaki Kowalczyk.
Koniec sprawy.

Arkoholik

najwazniejsze ze istniejecie w necie… i temat jest bylo nie bylo o Batyku a Ty zaczynasz z wierszykiem o Arce… i w zasadzie to jest jedyne miejsce gdzie mozesz cos powiedziec tutaj albo na komendzie…

TaG1928

Ktoś inny przywołał genezę Arki, a ta wierszowana podoba mi sie… To właśnie sfalszowana data powstania wraz z korupcja, stadionem i paroma innym sprawami tworzy tytułowy cień Arki, który będzie się za nią ciągnął aż do końca

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY