post Avatar

Opublikowane 03.08.2017 11:02 przez

Rafal Bienkowski

Moja mama zawsze mówiła: „Życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, co ci się trafi” – zwykł mawiać Forrest Gump. Polacy podczas lekkoatletycznych mistrzostw świata też trafiali różnie. Bywały pudełka wypełnione co najwyżej żenadą, bo mieliśmy dorobek medalowy na poziomie… Grenady i Botswany, jak w Daegu w 2011 r., ale bywały też takie z ośmioma medalami, jak ostatnio w Pekinie. Dlatego każde miejsce na podium smakuje tak dobrze. Na kilka chwil przed startem czempionatu w Londynie przedstawiamy subiektywny ranking najlepszych momentów w historii występów naszych zawodników na mistrzostwach świata. Oby to jeszcze bardziej nakręciło obecną kadrę.    

*** 

„Szto ty zdziełała, Jelena…

… Isinbajewa?”, to było chyba najczęściej powtarzane pytanie po niebywałym wręcz konkursie tyczki w Berlinie w 2009 r. Niebywałym, bo Rosjanka – która na przestrzeni wcześniejszych pięciu lat wygrała dwie olimpiady, dwa mistrzostwa świata i mistrzostwo Europy – w stolicy Niemiec nie zaliczyła ani jednej próby! Otworzyło to drzwi do sukcesu innym zawodniczkom, a konkretnie Annie Rogowskiej i Monice Pyrek. Pierwsza z nich, brązowa medalistka igrzysk w Atenach, celowała w medal, ale po wszystkim sama przyznała, że nie w złoty. Owszem, marzyła o nim, ale była realistką. Ten był przecież zarezerwowany dla „Carycy tyczki”, która na lata zdominowała rywalizację, bijąc przy okazji centymetr po centymetrze rekord świata. A żeby było jeszcze śmieszniej, Rosjanka swój kolejny rekord globu – 5,06 m – ustanowiła dwa tygodnie… po mistrzostwach w Berlinie. Wtedy, w Niemczech, wpadła więc w czarną dziurę. Lekkoatletyczna anomalia.

Ale wróćmy do Polek, bo szczęściu trzeba jeszcze umieć pomóc. Rogowskiej do złota wystarczyło 4,75 m, a Pyrek, która zajęła drugie miejsce ex aequo z Amerykanką Chelsea Johnson – 4,65 m. Takiego konkursu na MŚ polska tyczka nie pamiętała i pewnie długo jeszcze się nie doczeka.

Dziś kibice patrzą tylko na wynik, ale to były naprawdę trudne zawody. W trakcie skakania mocno zmieniły się warunki atmosferyczne, a te przecież w skoku o tyczce mają ogromne znaczenie. Tak jak na rozgrzewce i na początku konkursu mieliśmy dobry wiaterek w plecy, tak później zaczęło kręcić. To był powód, dla którego niektóre zawodniczki nie poradziły sobie z wyższymi wysokościami – mówi nam Rogowska przyznając jednak, że do samego końca obawiała się, że Isinbajewa załatwi ją w ostatniej próbie. – W żaden sposób nie lekceważyłam jej, do ostatnich chwil byłam gotowa na to, że będę musiała skoczyć więcej niż 4,75 m. Ale jednak tyle wystarczyło. Po konkursie Jelena zachowała się bardzo w porządku, przyszła mi pogratulować. Była bardzo rozgoryczona, bo co tu kryć, niezaliczenie żadnej wysokości na imprezie docelowej to przykra sprawa. Chociaż ja sama myślałam wtedy zupełnie o czymś innym – uśmiecha się.

Amerykanie zasuwali, aż się kurzyło. Od koksu…

… którym jak się później okazało faszerował się Antonio Pettigrew, członek sztafety 4×400 m. Tej samej, która walczyła z Polakami podczas mistrzostw w 1999 r. w Sewilli. Nasi jechali do Hiszpanii pewni swojej wartości, wierzyli w medal. Minęły już czasy, kiedy zawodnicy USA objeżdżali naszych jak BMW Wartburga. W końcu pod wodzą słynnego trenera Józefa Lisowskiego ledwie rok wcześniej wykręcili w Nowym Jorku kapitalny rekord Polski 2:58:00 (niepobity do dziś), a podczas poprzednich MŚ w 1997 r. w Atenach byli w finale na czwartym miejscu. Na marginesie: po latach po dopingowej wpadce Amerykanów awansowali ostatecznie w Grecji na trzecią lokatę.

W hiszpańskim finale zaczynał Tomasz Czubak, na kolejnych zmianach jak na złamanie karku pędzili Robert Maćkowiak, Jacek Bocian i Piotr Haczek. Maćkowiak miał za rywala wspomnianego Pettigrew i trzymał go na krótkiej smyczy nic do niego nie tracąc. Ale mimo to Amerykanie dowieźli ostatecznie zwycięstwo do końca, które na ostatniej zmianie przyklepał Michael Johnson. Polacy ze srebrnym medalem. I był to jedynym w ogóle nasz krążek na tamtych mistrzostwach.

Ale prawdziwy finisz tego finału miał miejsce dopiero w 2008 r., kiedy Antonio Pettigrew został zdyskwalifikowany za doping, przez co pozbawiono go – a razem z nim sztafety w których biegał – wszystkich medali z lat 1997-2001. Ostatecznie więc to nasi zostali mistrzami świata, chociaż taka „laboratoryjna” wygrana po latach już tak nie smakowała. Także dlatego, że wtedy w Hiszpanii Polacy zostali ograbieni z szansy wysłuchania Mazurka Dąbrowskiego.

Co ciekawe, po latach dostaliśmy wprawdzie medale za pierwsze miejsce, ale całkiem inne. W pewnym sensie atrapy. Mają złoty kolor, są opisane, ale nie mają nic wspólnego ze srebrnymi medalami, które wtedy faktycznie wywalczyliśmy. Dlatego jak jadę na spotkania z młodzieżą, to wożę ze sobą dwa. I mówię ciekawostkę, że proszę, oto srebrny medal, który po dziesięciu latach zamienił się w złoty – mówił niedawno w wywiadzie dla Weszło Robert Maćkowiak. – Straciliśmy też finansowo, bo za wygraną było 20 tys. dolarów więcej. Tych pieniędzy oczywiście też nie zobaczyliśmy, bo Amerykanie musieliby je oddać. Pamiętam, że jedyne co nam po latach zostało wyrównane, to jakieś 3 tys. zł z Urzędu Kultury Fizycznej i Sportu. To wszystko. A, no i została mała satysfakcja z tytułu.

„Robert, no weź, poratuj…

… bo jak ty nic nie zdobędziesz, to kto?” Taka mniej więcej atmosfera towarzyszyła wstępowi Roberta Korzeniowskiego w 2003 r. podczas mistrzostw świata w Paryżu. Występ naszej reprezentacji we Francji był bowiem jednym wielki żartem i naprawdę pojawiło się widmo skończenia imprezy z zerowym dorobkiem. A taka wtopa nie zdarzyła się nam od mistrzostw w Rzymie w 1987 r.

To była szczególna impreza dla „Korzenia”, bo najpierw przez dwa lata mieszkał w Paryżu, a następnie znacznie dłużej w okolicach Lille. – Pamiętam, że z północy Francji przyjeżdżały całe autobusy, żeby mi kibicować. Mieli ze sobą nawet takie banery reklamowe z napisem „Polska+Francja=Robert”. Czułem się tam więc jak u siebie – mówi dziś Korzeniowski, który był już mistrzem świata z 1997 i 2001 r., ale powolutku schodził z bieżni. Miał już 35 lat na karku.

– Zdobyłem ten złoty medal po wyjątkowo ciężkich przejściach, zarówno przed zawodami, jak i na samej trasie, gdzie stoczyłem największą chyba walkę w karierze – wspomina. – Jeśli chodzi o zdrowie, to jeszcze piętnaście dni przed mistrzostwami miałem poważne problemy zdrowotne, mój kręgosłup wysyłał sygnały, że organizm mówi „dość”. W samym biegu natomiast byłem bardzo długo na prowadzeniu, ale zaczął mnie gonić Rosjanin German Skurygin. Moja przewaga z prawie 3 minut zmalała do 6 sekund. Byłem już przygotowany, że mnie wyprzedzi, ale dałem radę, dołożyłem sporo na jednym okrążeniu. Popłakałem się na mecie. Ze szczęścia, z całego tego stresu, który wtedy mnie puszczał. Coś niebywałego. Potem na konferencji prasowej spotkała mnie największa satysfakcja, kiedy mój rywal powiedział, że dla niego honorem było w taki sposób przegrać.

Zrzut ekranu 2017-08-03 o 10.05.08

Korzeniowski, który jest polskim rekordzistą pod względem medali na MŚ (oprócz trzech złotych ma też brąz z 1995 r.), po latach przyznaje, że dobrze pamięta tamtą wisielczą atmosferę w polskiej kadrze, która dołowała formą na każdym kroku. – To było czuć, ale nie mogłem zaprzątać tym sobie głowy, bo pojechałem tam robić swoje. Gdybym cały czas zastanawiał się, czy uratuję honor polskiej ekipy, to być może zabrakłoby mi tej koncentracji, kiedy w końcówce naciskał mnie Skurygin – dodaje.

„Polish hammer”? Przed Gortatem była Włodarczyk…

… a wszystko zaczęło się w 2009 r. w Berlinie. Złoty medal i rekord świata, bo młot zarył w trawę na odległości 77,96 m. To o 16 cm dalej, niż wynosił poprzedni rekord globu Rosjanki Tatiany Łysenko. Włodarczyk już od początku tamtego sezonu była w gazie, to właśnie wtedy jej kariera dostała turbodoładowania. Znalazła się na podium kilku imprez za granicą, zdobyła też swoje pierwsze mistrzostwo Polski. Na krajowym podwórku kolejną rywalkę przerzuciła wtedy o ponad 10 m…

Sam konkurs w Niemczech pamiętają chyba wszyscy. Włodarczyk przylutowała rekord świata w swojej drugiej próbie, po czym jej rywalki marzące o złocie mogły już zrobić tylko jedno – piłować w spokoju paznokcie. Pozamiatane. Po tym kosmicznym rzucie nasza młociarka biegnąc w kierunku trybun skręciła sobie jeszcze kostkę, co wyraźnie widać na nagraniu z zawodów. Jeszcze na stadionie przykładała do nogi lód, przez co musiała zrezygnować z kilku kolejnych prób, chociaż te nie miały już większego znaczenia. Podejrzewamy, że dla Włodarczyk była to pewnie najprzyjemniejsza kontuzja w karierze.

Po konkursie chyba wszystkie telewizje w Polsce zaczęły pokazywać nagranie z nietypowych treningów, jakie Anita odbywała w kraju. Formę wykuwała bowiem pod mostem w Poznaniu. Kiedy tę historię usłyszeli zagraniczni dziennikarze, myśleli, że to jakieś jaja. Tych z Niemiec bolało to tym bardziej, że ich Betty Heidler – która warunki treningowe miała cieplarniane – musiała zadowolić się zaledwie srebrem. – Czas pokaże w jakich warunkach będę teraz trenować. Ale nie narzekam, przez pięć lat męczyłam się pod tym mostem i najwidoczniej zasłużyłam na to zwycięstwo – mówiła Włodarczyk po wygranej na antenie TVP Sport.

Niezły Meksyk urządziła Wanda Panfil…

… podczas mistrzostw świata w Tokio w 1991 r. Dziś jej historia jest już niestety trochę zapomniana – dlaczego, o tym później – ale zawodniczka wybiegała sobie stałe miejsce w historii naszej lekkoatletyki. Do dziś pozostaje bowiem jedyną polską mistrzynią świata w maratonie.

resizedimage600475-Wanda-Panfil-Tokyo-91

I pomyśleć, że jeszcze kilka lat wcześniej niektórzy trenerzy wprost mówili jej, że się nie nadaje (ponoć usłyszała m.in. że jest za gruba). Przekonywano, że może być średniej klasy zawodniczką, ale nic poza tym. Ale to, co Panfil wyprawiała w latach 1990-1991 przechodziło ludzkie pojęcie – wygrała prestiżowe maratony w Londynie, Nowym Jorku i Bostonie. A dawnym trenerom opadły kopary. Stała się gwiazdą w swojej dyscyplinie, a więc naturalną faworytką mistrzostw świata w Japonii. I udźwignęła presję. Zdobyła złoto wyprzedzając reprezentantkę gospodarzy o 4 sekundy. Czas: – 2:29:53. W Tokio polskiej ekipie też szło jak po grudzie. Jak się później okazało, był to jedyny medal naszej reprezentacji.

Jej życie ciekawie potoczyło się także poza bieżnią. Pod koniec lat 80. na stałe wyjechała do Meksyku za sprawą męża Mauricio Gonzaleza, który był też jednocześnie jej trenerem. Po zakończeniu kariery długo pracowała za oceanem jako trenerka. To także tam spotkał ją groźny wypadek, w którym omal nie straciła życia – została potrącona przez samochód w Mexico City. Chociaż lekarze twierdzili, że może nie wrócić do pełnej sprawności, ona wróciła. Po ponad dwudziestu latach wróciła też do Polski. Obecnie jest trenerką w rodzinnym Tomaszowie Mazowieckim.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI   

Fot. anna-rogowska.com

Opublikowane 03.08.2017 11:02 przez

Rafal Bienkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 6
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Fat ASSS
Fat ASSS

„Życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, co ci się trafi”

Cegłówka, długopis, sznurówki? A tak po za tym na każdej etykiecie jest napisane z czym te czekoladki są. Do tego często dochodzą pomoce naukowe w formie obrazkowej, na odwrocie. Więc, kurwa, heloł!

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Verpakovskis
Verpakovskis

Ja nie zapomnę Edmonton 2001 rok i kapitalny finisz Pawła Czapiewskiego, który zajął 3 miejsce. Wygrał Bucher ze Szwajcarii.

blazej przybylowicz
blazej przybylowicz

„Takiego konkursu polska tyczka nie pamiętała i pewnie długo jeszcze się nie doczeka.”

Skromnie przypomnę autorowi, że na Igrzyskach w Moskwie złoto zdobył Kozakiewicz a srebro Ślusarski.

Marek_Ramoniak
Marek_Ramoniak

Drogi Watsonie a jak brzmi tytuł artykułu?

blazej przybylowicz
blazej przybylowicz

zdanie jednak sugeruje, że to był najlepszy konkurs tyczki w naszym wykonaniu w historii.
Zresztą autor poniekąd przyznał mi rację lekko zmieniając cytowany fragment.

nie robię też sensacji tylko uprzejmie zwróciłem uwagę na nieścisłość.

pozdrawiam

Weszło
14.07.2020

West Bromwich bez wygranej, Grosicki szybko zszedł. Hit Championship zawiódł

Zanim do boju ruszyli zawodnicy w Ekstraklasie, postanowiliśmy rzucić okiem na hit Championship. Wicelider West Bromwich mógł wykonać milowy krok ku bezpośredniemu awansowi do Premier League. Wystarczyło pokonać u siebie czwarte Fulham, żeby odskoczyć na sześć punktów naciskającemu Brentford, któremu pozostałyby jeszcze trzy mecze. Do tego ponownie w pierwszym składzie gospodarzy wybiegł Kamil Grosicki. Zapowiadały […]
14.07.2020
Weszło
14.07.2020

Tego nie dało się wypuścić. A jednak – Warta oddala się od bezpośredniego awansu

Minimalizm jednak nie popłaca i brutalnie przekonała się o tym Warta Poznań. „Zieloni” po dwunastu minutach meczu z GKS-em Tychy prowadzili 2:0 i mieli mecz w garści. Wystarczyło tego nie spieprzyć i wieczorem można byłoby z piwkiem w ręce oglądać mecz Stali Mielec. Ale z 2:0 zrobiło się 2:1, bohaterem warciarzy mógł zostać Adrian Lis, […]
14.07.2020
Weszło
14.07.2020

Teleturniej! Kogo można zatrudnić do kręcenia karuzelą w Garwolinie?

Kochani. Zapraszamy do świata zagadek, łamigłówek i rebusów. Paweł Paczul przygotował pytania. Jakub Białek, Mateusz Rokuszewski i Alan, który udział wylicytował w akcji donejtowej, próbowali na nie odpowiedzieć. Śmiechom nie było końca, bo wszyscy dokazywali.  Startujemy o 19!
14.07.2020
Weszło
14.07.2020

Źle zaczęli, dobrze kończą. Największe pozytywne metamorfozy w Ekstraklasie

Jeżeli ktoś słabo zaczyna przygodę z Ekstraklasę, w większości przypadków tendencja już się nie zmienia. A jeżeli prezentuje się co najwyżej przeciętnie przez rok lub półtora, tym bardziej trudno zakładać, że nagle eksploduje z formą. W tym sezonie jednak mamy i takie historie. Niektóre metamorfozy są naprawdę zaskakujące, bo nie ukrywamy, że na kilku nazwiskach […]
14.07.2020
Weszło
14.07.2020

AleNumer – konkurs z nagrodami – ile będzie rzutów karnych?

Karne to loteria – mówią ci, którzy na futbolu nie za bardzo się znają. Nam bardziej pasowałoby stwierdzenie, że dyktowanie karnych to loteria, bo często (nawet przy VAR) mamy wrażenie, że arbitrzy losują sobie decyzje w polu karnym. Ale niech będzie – pobawmy się w typowanie. Ile rzutów karnych zostanie podyktowanych w 36. kolejce Ekstraklasy? […]
14.07.2020
Anglia
14.07.2020

Czy na pewno doceniamy, w jakim miejscu jest dziś Jan Bednarek?

Na murawie nieprawdopodobne stężenie talentu, Bruno Fernandes, Anthony Martial, Marcus Rashford czy Paul Pogba. O wyniku nie rozstrzyga jednak żaden z nich, a skromny polski stoper, który wyskoczył najwyżej do centry z rzutu rożnego i strącił piłkę tak, że Obafemi musiał już tylko dopchnąć ją do pustej bramki. Jan Bednarek zaliczył drugą asystę w sezonie, […]
14.07.2020
Anglia
14.07.2020

Norwich City, czyli sztuka spadania z klasą. Co może czekać Płachetę?

Złośliwi powiedzą, że Norwich City to angielski odpowiednik ŁKS-u Łódź. Beniaminek stroniący od kosztownych wzmocnień, ale odważnie stawiający na ofensywny styl gry. Zafiksowany wręcz na punkcie swoich długofalowych wizji. No i żegnający się z najwyższym poziomem rozgrywek po zaledwie jednym sezonie. Jeśli przyjrzeć się jednak szczegółom, to znajdziemy trochę różnic między oboma klubami. Przeanalizujmy zatem, […]
14.07.2020
Weszło
14.07.2020

Do MMA wystawiłbym siebie. Petrasek? Pokonałbym go!

W naszej ankiecie „Weszło z butami” tym razem możecie poznać najlepszego w lidze zawodnika MMA z tych, którzy trafiliby do Gryffindoru. Maciej Żurawski z Pogoni Szczecin to syn karateki, który pięć i pół roku trenował skoki na trampolinie, wychował się na kibicowskim osiedlu, a który wśród najważniejszych Polaków w historii znalazłby miejsce dla Rafała Murawskiego. […]
14.07.2020
Weszło
14.07.2020

Zagłębie Lubin przed sporym liftingiem. Co zostanie z tej drużyny?

Zagłębie Lubin miewało w tym sezonie okresy gry spektakularnej. Nie boimy się tego słowa, były chwile, gdy podopieczni Martina Seveli robili prawdziwe show – głównie za sprawą szalenie mocnej ofensywny z Boharem, Żivcem czy Białkiem na czele. Cele sportowe, zwłaszcza w relacji do poniesionych wydatków, nie zostały jednak zrealizowane. Gra w dolnej połowie tabeli to […]
14.07.2020
Weszło
14.07.2020

Sycylijska niespodzianka. Filip Piszczek odpalił w Serie B i pomaga utrzymać Trapani

– Lubię spokój, który tu odnalazłem. Nie ma takiego stresu, do jakiego przywykłem w Polsce, gdzie w codziennym życiu jesteśmy bardziej sztywni. Sprowadziłem na Sycylię rodzinę, ich obecność to dla mnie dodatkowa motywacja – mówił Filip Piszczek w rozmowie z „La Gazzettą dello Sport”, w której zdradził tajemnicę swojej dobrej formy. Formy, dzięki której stał […]
14.07.2020
Weszło
14.07.2020

Stoperze, dobrze się zastanów, zanim wsiądziesz na tę konkretną Łódź

Łódzki Klub Sportowy bez wątpienia jest najgorszą drużyną Ekstraklasy, najwięcej trudności przynosi mu zdobywanie bramek, z największą łatwością je traci. Czy za Kazimierza Moskala, czy za Wojciecha Stawowego, ŁKS punktuje żenująco, gra niewiele lepiej. Ale nie da się przy tym nie zauważyć, że to jednocześnie najbardziej pechowa ze wszystkich drużyn, a największe stężenie negatywnej energii […]
14.07.2020
Weszło
14.07.2020

Quiz piłkarski. Z kim ścieraliśmy się w eliminacjach?

Panie i panowie. Zapraszamy na kolejną odsłonę naszych quizów. Tym razem skupiliśmy się na reprezentacji Polski, bo nie da się ukryć – stęskniliśmy się za tymi skurczybykami w biało-czerwonych koszulkach. Na razie trzeba zaglądać do archiwum, więc zajrzeliśmy. Pytamy: czy potraficie wymienić wszystkich rywali, którzy stawali na naszej drodze w eliminacjach do wielkich turniejów rozegranych […]
14.07.2020
Weszło
14.07.2020

Marcus wyjaśnił zaciąg najemników

Nie twierdzimy, że Arka trzymała Ferrari w garażu. Wcale nie uważamy, że jakby Marcus wcześniej grał więcej, to Arka na luzie zrobiłaby utrzymanie. Ale nie da się ukryć, że forma Marcusa na finiszu zawstydza kilku słono opłacanych przez gdynian najemników. I nie byłoby wielkim ryzykiem powiedzieć, że owszem, z Marcusa w tym sezonie można było […]
14.07.2020
Weszło
14.07.2020

Lech ma zastępcę Gytkjaera. Strzelał w Danii, 2. Bundeslidze i Bundeslidze

Lubimy te piosenki, które już znamy. W Lechu najwyraźniej chcą zanucić melodię z Christianem Gytkjaerem i znów sięgają do Niemiec po gościa, który w przeszłości strzelał sporo goli, ale w ostatnim sezonie za dużo nie trafiał do siatki. Szwed Mikael Ishak dzisiaj przejdzie testy medyczne w Poznaniu i jeśli nic się nie wysypie, to zostanie […]
14.07.2020
Weszło
14.07.2020

PRASA. Piłkarze Legii rozchwytywani. Gwiazdy trafią na Bliski Wschód, Wieteska do Bundesligi?

Dzisiejsza prasa serwuje nam kolejne nowości dotyczące planów transferowych Legii Warszawa. Dariusz Mioduski zaprasza Bartosza Kapustkę do klubu, a tymczasem zespoły z Bliskiego Wschodu kuszą jego gwiazdy. – Od kilku tygodniu arabscy szejkowie kuszą Luquinhasa – kluczowego piłkarza Legii. Są zdeterminowani do tego stopnia, że deklarują gotowość spełnienia wszystkich warunków Brazylijczyka. Nie jest też dla […]
14.07.2020
Weszło
14.07.2020

Stefańczyk: Szkoda życia na bycie trenerem

Cezary Stefańczyk, jeden z najbardziej pozytywnych piłkarzy w lidze, żegna się z Wisłą Płock, a pewnie i z Ekstraklasą. Czy to moment, w którym należy ogłaszać bojkot ligi? Naszym zdaniem tak. W audycji Weszłopolscy gościliśmy weterana z Wisły Płock i porozmawialiśmy na kilka palących tematów. Ile daje sobie do zakończenia kariery? Dlaczego nie przypadli sobie […]
14.07.2020
Weszło
14.07.2020

Granada powalczyła, ale Real w czwartek może świętować tytuł

Gdyby grały budżety, Real powinien wygrać z Granadą prawdopodobnie dwucyfrówką. Ale budżety nie grają, czego dowodem cały sezon szalonej bandy Diego Martineza. Dziś znowu udowodnili charakter, rozgrywając znakomitą drugą połowę, przystawiając Królewskich do muru. Ci zdali jednak test, wydostali się z pułapki i obronili zaliczkę, jaką wypracowali sobie w pierwszym kwadransie. Real wygrał trudny mecz […]
14.07.2020
Weszło
13.07.2020

Sezon na wyjazdy czas rozpocząć. Płacheta blisko Norwich City!

Kamil Grosicki i jego West Bromwich Albion są na dobrej drodze do Premier League, ale liczba polskich skrzydłowych w Championship najwyraźniej musi się zgadzać. Dlatego też do ekipy podążającej w przeciwnym niż The Baggies kierunku dołączyć może Przemysław Płacheta. Jeden ze zdolniejszych piłkarzy młodego pokolenia z Ekstraklasy prawdopodobnie dosłownie z niej wyfrunie, ponieważ bardzo mocno […]
13.07.2020