Image and video hosting by TinyPic
Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Mój pierwszy świadomie obejrzany mecz to debiut Wójta, Polska – Węgry, mecz dla powodzian. Chrzestny, widząc moje rozemocjonowanie, powiedział:

– I tak przegrają.

Powiedział to tak, jakbym właśnie marnował czas. Jakby wszystko było istotniejsze niż debiut Wójta, Polska – Węgry, mecz dla powodzian. Powiedział to podczas jednego z punktów zapalnych mojej pasji. Powiedział to jako mój niekwestionowany autorytet.

Mecz oglądałem z duszą na ramieniu. A co jeśli ma rację? Ale potem Rataj posłał bombę po widłach, a ja  cieszyłem się ze zwycięstwa biało-czerwonych. Triumfowałem w myślach. 

Choć ostatecznie chrzestny miał przecież rację, ten mecz miał trzeciorzędne znaczenie, a ostatecznie Wójcik co mógł przegrać, to przegrał.

Polską piłkę oglądam odkąd tylko pamiętam. Nie jestem kibicem sukcesu jak Russel Crowe.

Screen Shot 07-27-17 at 02.37 PM

Ja oklep od Słowenii pamiętam, pamiętam Dudkę grającego na wszystkich możliwych pozycjach, pamiętam Wójta z ośmioma obrońcami na Wembley, pamiętam Fabiana broniącego karnego San Marino, pamiętam kępkę trawy strzelającą bramkę Borucowi, pamiętam wszystkie eurowpierdole, pamiętam zawód finałów wielkich imprez. Dostałem od kuzyna w 99 dziesięć zeszłych roczników „Piłki Nożnej”, więc studiowałem losy Miliardera Pniewy i Igloopolu Dębica. Ocena pracy Smudy za Euro 2012 nigdy nie pozostawiała u mnie żadnego ale: już za mecz z Grecją byłem tak wściekły, że zerwałem z siebie biało-czerwoną koszulkę, a potem poszedłem się upić.

Tak, kibicowanie polskiej piłce to nie kaszka z mlekiem. Pamiętam gdy mój brat, kompletnie nie interesujący się piłką, widział mnie w jakimś wielkim wkurwie, rozsadzanego od wewnątrz. Zapytał co się stało, a ja odpowiedziałem:

– Dziś odbył się pogrzeb polskiej piłki.

– Czyli?

– Wisła dostała wpierdol od Levadii.

Oczywiście ani jedna, ani druga nazwa nic mu nie powiedziała, więc zostawił mnie, oszołoma, samego z teoretycznym wieńcem pogrzebowym w ręku. Oczywiście pogrzebu nie było, graliśmy dalej, i bywało jednak lepiej, niż wtedy z Łobo na prawej obronie.

Nie zmienia to jednak faktu, że kto jak kto, ale kibic polskiej piłki ma dużą wytrzymałość na boiskową żenadę. Przeżyliśmy razem wiele. Świetlicki pisał „mam już jeden nóż w plecach i nie ma tam miejsca na następne”, co kibic polskiej piłki zbywa śmiechem, bo każdy z nas wygląda jak stojak na tasaki.

Wytrzymaliśmy. Mamy grubą skórę. Maskujemy żartami i szyderką smutek po klęskach, a do zwycięstw podchodzimy nieśmiało, nie wierząc, że mają solidne fundamenty.

Ale nawet ja, który całkiem lubię słabe mecze w Ekstraklasie, bo przynajmniej dostarczają walorów komediowych, jestem zażenowany poziomem pierwszych kolejek tego sezonu. To była po prostu profanacja.

Oczywiście, że ból po porażkach w finałach wielkich imprez był nieporównywalnie większy, ale o to też chodzi: tam się przejmowałem. Tutaj, widząc kolejne balansujące na horyzoncie 0:0, pierwszy raz pomyślałem przez ulotną, krótką chwilę: „jeszcze 35 kolejek tego dziadostwa”, choć przecież oglądam Ekstraklasę nałogowo od lat jak starsza pani „Modę na sukces”.

Wybaczcie, ale passa jedenastu 0:0 do przerwy z rzędu? Kto w świecie futbolu słyszał o czymś takim? To musi być rekord.

Cała kolejka, bite osiem meczów, szesnaście drużyn, a podczas pierwszych połów pada łącznie trzynaście CELNYCH STRZAŁÓW? Oczywiście, żadnego gola? To się w głowie nie mieści. Nawet rachunek prawdopodobieństwa bierze sznur i idzie do lasu.

Pewnie chłopaki się rozkręcą. Tak grać nie będą cały sezon, to przecież niewykonalne. Ale naprawdę należy „docenić” skalę żenady tych pierwszych dwóch kolejek. Otwarcie sezonu ciężko spieprzyć, bo jest wielu nowych graczy, przetasowań, każdy jest ciekaw. A mimo to klasyczne „zmęczenie sezonu” po zaledwie szesnastu meczach nie musi być mitem.

Nie wiem czym tłumaczyć tak słabą grę. Może ta przerwa faktycznie jest za krótka, bo dla piłkarzy w zasadzie jej nie ma – to tydzień wolnego maksymalnie, potem brak czasu na przygotowanie. Tak naprawdę jedziemy na wiosennych oparach. Roszad w drużynach bardzo dużo, więcej niż zimą, a czasu by zgrać zespół tyle co nic – widać to doskonale po Lechu, który miewał przebłyski w pucharach, ale brak gola w Ekstraklasie nie jest przypadkiem.

***

10 lipca Paweł Kozub opowiada mi w wywiadzie o potrzaskanej karierze, nadszarpniętym przez futbol zdrowiu, ale też marzeniu o powrocie do dużej piłki.

27 lipca – według lokalnej prasy – zostaje jednym z asystentów Jacka Magiery.

Jeśli to się potwierdzi, gratulacje.

***

Tydzień temu pisałem o programie ubezpieczeń, które PZPN we współpracy z PZU wprowadził centralnie dla piłkarzy z niższych lig. Prosiłem was o listy w tej sprawie. Oto dwa najciekawsze. Grzegorz:

W gimnazjum chodziłem do SMS. Trenowałem (może to za dużo powiedziane) teakwondo. Początkowo to miała być zabawa – nauka połączona z ruchem. Idealne połączenie dla dzieciaka w wieku 13-16 lat. Talentu nigdy nie miałem. Wiedziałem też, że raczej nie zostanę profesjonalnym zawodnikiem. Celem było rozwinięcie się pod względem fizycznym oraz zdobycie umiejętności samoobrony. Dlatego też równocześnie do treningów stawiałem na naukę.

Jednakże podejście kadry trenerskiej było zgoła odmienne. Panowało nastawienie na szybki rezultat. I faktycznie – wyniki pojawiły się bardzo szybko. Niszowa dyscyplina sportowa, stąd już po pierwszym roku większość osób z klasy miała medale mistrzostw Polski.

Jednakże dzieciakom, które dotychczas nie miały styczności z wyczynowym sportem, zaaplikowano dawki treningowe 5 x w tygodniu po 3 godziny dziennie. Nie było mowy o indywidualizacji treningów. Bardzo szybko przyszły kontuzje przeciążeniowe. W moim przypadku było to złamanie kości śródstopia z przemieszczeniem. Najpierw 2 miesiące w gipsie. Następnie okazało się, że noga została źle poskładana. Kolejne miesiące w gipsie. Potem powrót do pełnej sprawności. W tym czasie ze strony kadry trenerskiej, szkoły, nie otrzymałem żadnego wsparcia. Można powiedzieć, że nastąpiło wręcz zjawisko swoistej „fali”. Do treningów nie powróciłem już. W tym czasie znajomi z klasy zdobywali medale mistrzostw Polski. Dziś w wieku 26 lat, gdy większość z nich powinna być w najlepszym dla sportowca wieku, nikt nie pozostał przy czynnym sporcie. Niby rzecz zupełnie normalna w przypadku juniorów, jednakże w wąskiej dziedzinie jak teakwondo, z grupy 20 osób zdobywających medale, jest to wynik bardzo marny. Postawili na sport, co okazało się złym trafem. W tym samym czasie nastąpiło mocne wycieńczenie młodych organizmów. W połączeniu z dużymi brakami w nauce przyniosło marny efekt.

Myślę, że podobnych historii jest mnóstwo. Oczywiście to duże uproszczenie, ale w latach, gdy ja miałem styczność ze sportem juniorskim (2004-2007) system nastawiony był na szybki wynik. Bez zapewnienia zrównoważonego rozwoju zawodnika, bez planu na to co będzie za lat kilka, gdy osoba taka zaprzestanie myśleć o karierze sportowca. Nie było mowy o jakiejkolwiek indywidualizacji treningów i obciążeń. Brak było podejścia psychologicznego do zawodników. Do tego dochodził efekt fali, zarówno ze strony trenerów (gnębienie najsłabszych) jak i rówieśników, a także brak należytej opieki w przypadku kontuzji. Zarówno tych poważniejszych, jak i mniej niebezpiecznych. Jednakże gdy działo się cokolwiek ze zdrowiem, osoba taka była zdana wyłącznie na siebie i rodziców.

Ubezpieczenia na poziomie centralnym to bardzo dobry pomysł. Na pewno jest to jakiś sposób na zapewnienie podstawowej ochrony dla zawodników najniższych lig. Takie rozwiązania systemowe mają rację bytu i podejrzewam, że przy odpowiednim nagłośnieniu, cieszyć się będą sporym zainteresowaniem.

Z perspektywy czasu, dobrze się stało, jak się stało. Obecnie nie mam styczności z zawodowym sportem. Rekreacyjnie biegam kilka razy w tygodniu, ale już dla własnej przyjemności.

Drugi list. Piotr Krasuski punktujący poważne niedoskonałości:

O ile sama inicjatywa jest słuszna, o tyle wariant za 18 zł jest kompletnym nieporozumieniem. Naprawdę lepiej, żeby go nie było, bo w przeciwnym wypadku mnóstwo osób się na niego zdecyduje. Przydałoby się mieć dostęp do OWU tego ubezpieczenia, bo mogą być drobne różnice, ale co do zasady wygląda to mniej więcej tak:
Jeśli za trwały uszczerbek lub śmierć mamy gwarantowane 5000zł, to znaczy, że w przypadku skręcenia nogi czy złamania ręki najprawdopodobniej otrzymamy 1%. Chyba, że będzie to złamanie naprawdę skomplikowane, wtedy myślę, że może to być max 6%, czyli miedzy 50 a 300zł. (Za utratę kończyny jest 80% czyli 4000zł) Dodatkowo jeśli skręciliśmy kostkę, co nie jest rzadkim zjawiskiem w piłce nożnej, a za jakiś czas doznamy takiego samego urazu, może się okazać, że za drugim razem nie dostaniemy nic, bo szkoda zostanie zbilansowana  –  mieliśmy uszczerbek 1%, teraz taki sam uraz znowu 1%, ale ponieważ kostka juz raz była uszkodzona to 1%-1%=0%.
Koszty leczenia w wariancie pierwszym – 3000zł. Tutaj trzeba by było zajrzeć do OWU, ale z tego co wiem nigdy nie jest to kwota maksymalna, w OWU przeważnie jest zapis koszty leczenia/rehabilitacji od 10%do 50% sumy ubezpieczenia. Być może PZPN wynegocjował 100% ale jeśli mam być szczery to raczej w to wątpię. W takim wypadku maksymalna kwota przynajmniej wg mnie to 1500zł na leczenie i 500zł na rehabilitacje.(choć bardziej prawdopodobna wydaje mi sie kwota 300zł i 100zł czyli 10% sumy ubezpieczenia). Podobnie jest przy kosztach nabycia przedmiotów ortopedycznych tutaj pewnie jest 15% z 1250 czyli około 200zl.
Świadczenie za leczenie uciążliwe to jednorazowa wypłata 50zł. Czy też żadne pieniądze tak naprawdę. Otrzymujemy je wtedy, gdy doznamy urazu, przez który będziemy musieli spedzić czas w szpitalu, natomiast lekarz nie stwierdzi, że był to uszczerbek na zdrowiu. Ttak na logikę wrzuciłbym tutaj wszystkiego rodzaju rany, otarcia, zakażenia, które po wyleczeniu nie zostawiają trwałego urazu ale są uciążliwe i wymagają hospitalizacji. Brakuje mi tutaj punktu „pobyt w szpitalu w wyniku wypadku” – to częsta opcja przy ubezpieczeniach, a tutaj jej nie ma. 
Podsumowując pomysł jest bardzo dobry, natomiast wariant I to jakieś nieporozumienie. Za 18zł rocznie można dostać 50 zł za skręcenie nogi, ale boje się, że piłkarze wybiorą ten wariant bo jest najtańszy, a w rzeczywistości nie oferuje on żadnej materialnej kwoty w razie poważniejszego wypadku. Najtańszy pakiet to nie jest nic dobrego i na swoim zdrowiu nie warto oszczędzać. 
Istotne, żeby uświadomić piłkarzy na czym polegają warianty ubezpieczeniowe. Gdybym to ja miał się ubezpieczać myślałbym o pakiecie za 830 zł lub gdybym nie miał pieniędzy to o tym za 620 – to jest 50zł miesięcznie i z tego co wiem, można to rozłożyć na 4 raty, wiec koszt nie jest ogromny, a przy takim ryzyku jakim jest piłka nożna to nie jest duża kwota. Poza tym warto byłoby przejrzeć ofertę innych ubezpieczycieli.

Leszek Milewski

Napisz do autora

KOMENTARZE (42)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

MaximTsigalko
Jesteśmy Waszą Stolicą Mody

Nie no, Stanowski to był na Camp Nou i widział Messiego podobno.

Użytkownik usunięty
legia

no i Stalinowski byl tez w loży vip przy lazienkowskiej a także jest serdecznym przyjacielem wszystkich prezesów: Legii, PZPN…przynajmniej tak mu się wydaje.

Jaguar

Ja bym to odebral, jako komplement.

Juventino

A ty pewnie pamietasz mecz na wodzie i wkurw cie strzela, ze wszyscy maja twoje opowiesci w dupie?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

szawik
Żołnierz Wodza Jarosława

Odezwał się ten, co pewnie piramidy budował.

Urkides
Legia Warszawa

Czy Weszło rozpisało konkurs na to kto jest największym męczennikiem futbolu?
Najpierw cierpiący Olkiewicz przedstawiał nam dramat kibicowski, potem Stanowski opisywał swoje cierpienia spowodowane nieudolnością transferową Barcy sic.!!!!!! a teraz chyba najbardziej ogarnięty facet na Weszło, Milewski kontynuuje martyrologię kibicowską.
Czekam na propozycję lokalizacji krzyża na „Grobie Nieznanego Kibica” gdzie będziemy palić raca i składać „szale w barwach” w rocznice największych wpierdoli.
To jest takie bardzo polskie i tak nam z tym do twarzy.
Jak my lubimy cierpieć. Wolimy cierpieć niż mysleć jak tych cierpień unikać. Chyba jesteśmy masochistami.

Wacław Grzdyl

najbardziej uroczyście się w Polsce zawsze obchodzi porażki, to trochę nas upodabnia do Izraela, z tym, że tamtym robienie z siebie ofiary się przynajmniej opłaca

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

WG: Tam to… Money makes money.
Poza tym, oko za oko (nie ma przebaczenia), jestes winien – oddawaj, bo będzie hucpah, w naszych mediach na całym świecie.
Co do natchnionego poprzednika, to nam akurat dość trudno unikać cierpien, bo zawsze jest taka sytuacja jak teraz:
Niemcy są b.silne i równie bezczelne jak za Hitlera.
Polska sie podnosi, i wraz z Ameryką, jest smiertelnym zagrozeniem dla interesow Niemiec (TRÓJMORZE)
A u nas, jak zwykle, duża część polactwa wysługuje się tym prymitywnym zbrodniarzom, czy bandzie ocipiałych lewackich katów naszej wspaniałej cywilizacji (jak wspomniany trockista Urk), czy to z ignorancji, widocznego debilizmu, czy też wrodzonego i odziedziczonego syndromu targowicy i zaprzaństwa!

Thomas von Danzig

Trójmorze. Chyba się posikam ze śmiechu. W dupie maja nas wszyscy sąsiedzi. A Orban sprzeda was pisiaki za kilka euro. Naiwniacy. Wielcy geo-stratedzy 😀 Ameryka? Cała Europa ich obchodzi coraz mniej – co innego Pacyfik. No ale PiS ma w zanadrzu jednego pewnego sojusznika. Putin czeka z rozłożonymi ramionami. Skontaktuje go Macierewicz,
jego dobry znajomy. Taka to realna alternatywa zamiast UE.

whooyemooye
Legia

Janko, nie przebijesz się tu z prawdą, od jakiegoś czasu komentujący weszło „zmienili” orientację polityczną. Właśnie Trójmorze jest jedynym powodem protestów opozycji, która chodzi na smyczy Berlina.

Szczepek
Legia Warszawa

O ile na tematy piłkarskie twoje komentarze są łagodnie mówiąc „z dupy” o tyle z w tym temacie ciężko się nie zgodzić.

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Proponuję Giewont. Wake up the sleeping Giant! We are Twisted fuckin’ Sister.

Fabio

Prawda, ale tekst o tym samym Leszka Milewskiego dla mnie osobiście jest odtrutką na tekst Olkiewicza(jakikolwiek. Bo wszystkie/większość jego tekstów jest de facto o tym samym) i jak czytam przykładowo taki fragment o rachunku prawdopodobieństwa, biorącym sznur i idącym do lasu, to życie z automatu staje się dla mnie lepsze. Jeżeli pije się z nim tak dobrze jak czyta jego teksty, to współczuję jego kumplom bo pewnie wszyscy zostali nałogowymi alkoholikami 😉

Annak1975
Paris Saint-Germain F.C.

Bycie kibicem sukcesu to najzdrowsze podejście do kibicowania. Oglądam piłkę dla rozrywki. Moja drużyna gra piach? Oglądam inną.

Użytkownik usunięty
legia

patologia zaczyna sie, kiedy sie spinasz do innych kibicow sukcesu

genzo_wakabayashi

Trochę ten felieton taki na odpr się. W sensie naprawdę zdarzały się sensowniejsze, szczerze to serio listy można wrzucić w innym artykule bo to jest pójście na łatwiznę. Prawie jak Krzysztof Stanowski wrzucający fragmenty swojej książki, która notabene jest bardzo ciekawa, ale jak ktoś przeczytał to dostaje na weszlo niechcianą retransmisję. :)

Liczę na więcej oryginalnych i autorskich treści!

fronda2

Stanowski to już zaczął biegać i jakies liście wpieprzać.Ten pudelek nie wyszedł na zdrowie.kiedys to chociaż na blogach coś się działo,a teraz pierdoły i barcelona.

Wacław Grzdyl

Pamiętam, że w tym meczu z Węgrami mieliśmy zajebiście dużą przewagę i kojarzy mi się, że sam Kowalczyk zmarnował chyba z 10 setek, ale Węgry od lat są zawsze ciut bardziej od Polski. Byli kiedyś wspaniali, może nawet ciut wspanialsi niż my, i stoczyli się jak my, tylko, że jeszcze ciut bardziej niż my
p.s. coś się tak do Russela dojebał? Nowozelandzki Australijczyk, na 24 drużyny na euro spodobała mu się akurat gra Polski, w ogóle o popularności europejskiej piłki dobrze świadczy, że gwiazda filmowa z kraju niepiłkarskiego to ogląda, to równie dobrze o Stanowskim można powiedzieć kibic sukcesu, bo gdyby Barcelona dostawała przez 20 lat od jakichś Mariborów, to w życiu by jej nie dostrzegł i nie zaczął kibicować, i tak się ma sprawa z każdym kibicem zagranicznego klubu, no chyba, że ktoś kibicuje Dynamo Drezno to szacunek

Użytkownik usunięty
legia

serio myslisz, ze sie „dojebał” do Russela, czy to jakiś piętrowy trolling?

Wacław Grzdyl

zarzuca mu, że kibic sukcesu, bo on polska piłkę ogląda odkąd pamięta,
tylko, że jest drobna różnica Leszek jest Polakiem, a Russel nie, to jak mam to odbierać, chyba, że to był swego rodzaju żart

Jak co sobotnie przedpołudnie - Wiesław "Agent 711" Machniewicz

ty byś żartu nie zauważył nawet jakby cię kopnął w dupę

Wacław Grzdyl

no wtedy, to i on mógłby nie zauważyć

blazej przybylowicz

mam wrażenie Panie Leszku, że i tak jesteś szczęściarzem.
Zaraz po Wójciku nastąpił Engel i kawał dobrej piłki. i dobra passa się ciągnie przerwana tylko kadencją Smudy i Fornalika.

Gdy ja zaczynałem kibicować to Polacy dostawali w papę od Norwegii, Holandii i Anglii w eliminacjach do Mś1994. Czyli Strejlau, a po nim cały Apostel i Piechniczek (druga kadencja) i dopiero Wójcik.

Największymi sukcesami były remisy z Anglią u siebie i ewentualnie fuksiarski remis z Francją w 1995. Teraz to my i tak mamy el dorado.

Hans Adalbert Mazeppa - pokaz siły

Norwegia – Polska i Jarosław Bako w bramce. Ja pierdolę: po nocach mi się śnił ten mecz. To prawda, że teraz mamy eldorado, tylko że to się też kiedyś skończy (czytaj: jak Lewandowski przestanie grać w reprezentacji)

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Jaguar

Od malego brzdaca, fizycznie cierpialem widzac nasz bilans bezposrednich potyczek z Wegrami.
Choc wspomniane zwyciestwo, po golu Ratajczyka pamietam, to emocjonalnie (ze wzgledu na bycie jeszcze wowczas mala dziewczynka) wspominam oklep eliminacyjny w Budapeszcie 3-5 i zwycieski rewanz 3-2 w Warszawie. Oj bola mnie ci Madziarzy, bola…

Janis Biodro
Lacha tylko z połykiem. Bez połyku się nie liczy.

Kocham Cię Leszku miłością pierwszą, ale to prucie się do gwiazdy Hollywood na twitterze było MEGA żałosne z twojej strony. Taki polaczek cebulaczek z Ciebie wyszedł. Dlaczego tak nienawidzisz Russella?? Bo co kurwa?? Bo zarobił więcej hajsu i zerżnął więcej świń niż Ty przez następne dziesięć pokoleń?? Zawiodłeś mnie ziomek. A zacząłem Cię naprawdę szanować. Nawet chciałem zaproponować wspólny spacer w parku i odrobinę pieszczot. Teraz możesz o tym zapomnieć.

Matroniko333
Ruch Chorzów

Panie Leszku, prawdziwa opoka intelektualna i życiowa zdecydowała. Musi pan oddać plakietkę dziennikarza.

Tomson1922

Obstawiają sobie chłopaki w buka na remisiki

Sorin_Oproiescu

Leszku! Ja świadomie zainteresowałem się piłką podczas euro 1988. Pogrzeb polskiej piłki w tamtych latach przechodziliśmy dość często. W porównaniu z wirtuozami typu Roman Szewczyk Dudka to Pan piłkarz. A tekst Twojego wujka, słyszeli chyba wszyscy od swoich ojców, wujków, którzy mieli to szczęście i mogli być świadkami sukcesów naszej repry.

DrMabuse
Wisła Kraków

Ponieważ mój pierwszy swiadomie obejrzany mecz to zwyciestwo z Irlandią w 1978 roku, to artykuł do mnie średnio trafia, bo nie musiałem czekać na Lewandowskiego, żeby zobaczyć sukces polskiej piłki i Polaka w topowej druzynie Europy.

Matciak

„Mój pierwszy świadomie obejrzany mecz” – to dobry temat na cykl wspomnieniowy dla kibiców! Ja niewiele pamiętam /miałem ok.10 lat/, ale to był mecz: Odra Opole-Górnik Zabrze. Lubański, Oślizło i inni, a z drugiej strony Kornek, Gajda, Jarek i młody Klose /ojciec Mirosława/. Wtedy jeszcze sędziów wyzywało się w miarę kulturalnie: „sędzia kalosz!” Potem był Górnik-Roma /niesamowite emocje!!!/, Olimpiada 1972, Wembley, MŚ 1974 itd. i tak aż do dzisiaj. Teraz Górnik w Ekstraklasie, Odra w I lidze- może wspomnienia powrócą.

Odzidzia_Pajszao

Mam mgławicowe przebitki z Espana 82 ze śnieżącym małym telewizorem. Mexico 86 oglądałem z ojcem i zapisywałem wyniki nawet w zeszycie, ale to jeszcze było bardzo dziecinne. Tak na serio, z emocjami, obejrzałem Italia 90 z szalejącym Klinsmannem. W międzyczasie były pojedyncze mecze eliminacyjne, pamiętam kata Linekera. Prawdziwa miłość do piłki jednak narodziła się w czasie osobliwego mundialu w USA. Siedziało się do jakichś dziwnych godzin nocno porannych i czekało na meczyki. Ligę polską śledzę stosunkowo krótko, bo ledwie dziesięć lat, wcześniej nie miałem dekodera. Przyznam się szczerze, że teraz to już tylko oglądam z pasją Ekstraklasę (jaka by nie była) turnieje mistrzowskie i wyższe poziomy Ligi Mistrzów.

PanPilkarz

„Świetlicki pisał „mam już jeden nóż w plecach i nie ma tam miejsca na następne”, co kibic polskiej piłki zbywa śmiechem, bo każdy z nas wygląda jak stojak na tasaki.”

Świetne zdanie.
Jak mawiał śp. Pawełek Zarzeczny – dla takich zdań warto czytać felietony.

FC Bazuka Bolencin

Brawo Redaktorze!
O takich rzeczach trzeba rozmawiać, ganić i tępić. Bo to co działo się w 2. kolejce Ekstraklasy to jest profanacja futbolu i jeden wielki cyrk zmanierowanych ligowych gwiazdeczek!

Surówa
Legia

Miałem skrecony staw kolanowy 4 razy odszkodowanie się bilansuje ale zawsze +1%. Za 1 skręcenie dostałem 5% uszczerbku, za 2 skręcenie 6%-5%(za pierwsze skręcenie) czyli 1%, za 3 dostałem 7%-6%(za poprzednie) czyli dostał 1% itd. Przy szkolnym ubezpieczeniu które wynosi +/- 25-30 zł rocznie za 5% uszczerbku dostałem 400 zł za późniejsze 1% 80zl.

raku81

100% trafione w punkt jeśli chodzi o pierwsze 2 kolejki. Dno i 3 metry mułu. A do tego puchary. Jak ktoś mi jeszcze raz powie że nie ma słabych drużyn to zabije śmiechem….są kurwa, w Polsce

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Habanero
Las Palmas

super felieton brawo za Świetlickiego

Kulturalny Komentator

Drogi Leszku – z utęsknieniem czekam na tekst o jakimś soczystym stadionie, charakternym piłkarzu albo derbach zrywających skalpy. Kolejny artykuł „jak ja cierpię, bo oglądam – lecz oglądam by narzekać” przeleje czarę goryczy.

Wiemy, rozumiemy, niech marudzi sobie Mr. Kibolkiewicz. Ty masz pióro do mocnych tekstów i nie marnuj go na martyrologię kibicowską ekstraklasy.

Uszanowanie.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY