Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Znajomy legionista zapytał mnie ostatnio: wiesz, ile osób oglądało gole Deyny i Gadochy w meczu z Goteborgiem w I rundzie Pucharu Europy w 1970 roku? Niecałe 8 tysięcy. Na murawie grają ludzie, którzy przejdą do historii polskiej piłki, Legia jest w świetnym momencie swojej historii, ma w składzie prawdziwe gwiazdy, dopiero co ograła Saint-Etienne i walczyła z Galatasaray, a na trybunach siedzi mniej widzów niż na otwierającym obecny sezon klasyku Cracovia – Piast Gliwice.

W sezonie 1997/98 przez cały sezon rozegrano tylko trzy mecze z frekwencją ponad 15 tysięcy widzów a w lidze pod względem liczby kibiców na meczach rządziło KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Działy marketingu… No dobra, inaczej. Kibice nie musieli się specjalnie mobilizować na mecze, bo przecież na Legię co tydzień przyjeżdżali atrakcyjni, niemal derbowi rywale – jak nie Górnik Zabrze, to Widzew, jak nie Widzew, to Lech, jak nie Lech, to Polonia. Mimo to stadiony były pustawe, panowała zresztą na nich tak biesiadna atmosfera, że kompletnie nie mogą dziwić wyludnione wówczas sektory. Zwycięstwo Widzewa nad Steauą Bukareszt w Lidze Mistrzów obejrzało 8 tysięcy osób. Jak sądzę – dwa razy mniej, niż teraz zejdzie im karnetów na mecze w III lidze. ŁKS z AS Monaco – ledwo półtora tysiąca, prawie trzy razy mniej niż na meczu z ŁKS-em Łomża w III lidze.

Lata dziewięćdziesiąte to oczywiście warunki ekstremalne, których nijak nie możemy porównywać z jakimkolwiek innym okresem. Ale czy cofanie się dalej, do lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ma w ogóle sens? Oczywiście, to wtedy padały rekordy niedoścignione do dziś, kibice pamiętający tamte czasy z rozrzewnieniem wspominają, jak fanatycy niemieszczący się na sektorach siadali na bieżniach wokół boisk. Kilkadziesiąt tysięcy u siebie, mecze wyjazdowe oglądane przez kilka tysięcy osób – to nie były jakieś wyjątkowe sytuacje, o których krążyły legendy. Ale czym była wówczas dla ludzi piłka nożna? Czym były mecze, na które jechało się w ramach wycieczki z zakładu pracy? Czym były zwycięstwa i czym były porażki, jeśli często o wyniku kibic dowiadywał się dopiero z porannej prasy? Czym była drużyna, jeśli pozostawała w dużej mierze obca, czym było przeżywanie meczu, jeśli ograniczało się tylko do 90 minut śledzenia 22 piłkarzy?

Czy – podobnie jak dzisiaj – upadłe kluby byłyby reaktywowane z taką pompą od najniższych lig? Obstawiam, że niekoniecznie, skoro z map właściwie zniknęły Zagłębie Wałbrzych czy Szombierki Bytom. Bankrutująca dzisiaj derbowa rywalka „Szombrów”, Polonia Bytom powstanie na nowo na zdrowszych zasadach i z – być może – większym wsparciem fanów niż w ubiegłym sezonie. Bankrutujące lata temu Zagłębie nie miało szans na taki scenariusz, Szombierki też zaczęły się odradzać tak naprawdę dopiero w „nowej” erze kibicowania. Dalej – czy w latach siedemdziesiątych możliwe byłyby rekordy karnetowe w rozgrywkach IV szczebla rozgrywkowego? Czy możliwe byłoby tak szerokie zainteresowanie meczami w ligach naprawdę kartoflanych?

Futbol był wtedy rozrywką i jedynie rozrywką. Dziś to dla wielu wyznacznik samopoczucia w kilkunastu najbliższych dniach. Dziś dla wielu to jedyne hobby, diabelnie kosztowne i obciążające, bo przecież czasami wliczone są w nie wycieczki za Kaukaz. Dziś od jednego transferu, od jednego wyniku, od jednego posta na oficjalnym koncie twitterowym zawodnika może zależeć humor fanatyka przez długie tygodnie.

Występują więc jednocześnie dwa czynniki, które nigdy nie miały miejsca w polskiej piłce w jednym czasie. Z jednej strony totalne ześwirowanie osób zajmujących się futbolem, gotowość do poświęceń, zafiksowanie, przykładanie do poczynań klubu olbrzymiej wagi, z drugiej – masowość, przeżywanie nie w grupie kilkunastu, ale kilkunastu tysięcy osób. Zachodzą dwa bardzo silne procesy – wzrost poczucia utożsamiania się ze swoją drużyną oraz wzrost liczby ludzi, którzy takie poczucie mają.

Legia Warszawa jest w najlepszym punkcie swojej historii, nie mam raczej wątpliwości. Ani w latach siedemdziesiątych, ani w latach dziewięćdziesiątych kibice nie mieli okazji przeżywać w tak masowy, pełny sposób tak wielkich sukcesów. Nawet jeśli udawało im się wcześniej dokonywać cudów na murawach – radość piłkarską psuły okoliczności. Może się mylę, ale chyba czym innym jest fetowanie zwycięstwa przy rytmicznym śpiewie kilku tysięcy gardeł „nie poddawaj się, ukochana ma”, a czym innym świętowanie przy kilkudziesięciu łysych dżentelmenach we „flekach” wywróconych na pomarańczową stronę.

Ale przecież w tym kontekście w najlepszym punkcie swojej historii jest też Jagiellonia, fetowanie na murawie kilkunastu tysięcy widzów to coś, czego w Białymstoku nie było nigdy. Lech w miarę regularnie, parę razy w roku, wpada na mecze w 30, czasem i 40 tysięcy ludzi, feta w 2015 roku przyćmiła rozmachem wszystkie wcześniejsze poznańskie fety. Coś niebywałego dzieje się w Zabrzu, gdzie kibice pokazują, jak bezsensowne było zaniechanie budowy czwartej trybuny. Na ŁKS-ie już w III lidze chodziło na mecze więcej osób, niż w końcowych sezonach po spadku z Ekstraklasy. Karnety Widzewa to coś, obok czego ciężko przejść obojętnie. Historyczne sukcesy osiąga Korona Kielce, Lechia Gdańsk, Arka Gdynia.

Ba, jestem pewny, że swoje duże chwile za moment przeżyją nawet kibice Ruchu, choć obstawiam, że dopiero po pójściu drogą klubów z Łodzi.

„What a time to be alive”. Kilka tygodni temu pisałem, że kibicowanie to głównie ból, żal, cierpienie, gorycz i dobrowolne skazywanie się na powolną śmierć. Ale jest przerwa między rundami. Czas na spojrzenie z dystansu. Czas na zestawienie tego, co pamiętamy z końcowych lat dziewięćdziesiątych z tym, co przed nami. Uważam, że kibicowanie ani w przeszłości, ani w przyszłości nie było i nie będzie tak przyjemne, jak w obecnych czasach. To nadal krwawe piekło, sadomasochizm i oczekiwanie na spektakularną klęskę, ale te krótkie momenty rozkoszy są intensywniejsze niż kiedykolwiek.

Dlatego jak narkomani wałęsamy się po domach w oczekiwaniu na pierwszy gwizdek. Dlatego jadę po swój karnet i czekam na mecz z ROW-em Rybnik z równym, albo i większym podnieceniem, niż dwadzieścia lat temu na Ligę Mistrzów z Manchesterem United.

KOMENTARZE (38)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Fidel

Przecież ci goście w wywróconych flekach nadal rządzą na Legii. Młodsze pokolenie ale ta sama mentalność. Zamiast fleków mają firmowe koszulki i damskie torebki. Nadal lubią pohailować tylko zamiast swastyki wywieszają kotwicę bo wiedzą że swasta jest już passe a nazi poglądy przykryte patriotyzmem już przejdą. Nadal lubią poczucie władzy choćby miało wiązać się to z przekopaniem innego kibica Legii. Aha i żeby nie było. Dałem przykład Legii bo Kuba o niej wspomniałeś ale ta sytuacja dotyczy niemal wszystkich klubów. Fleki, glany i łyse pały zamienione na casual i grzywki.

FC Bazuka Bolencin

Dokładnie jest tak jak piszesz.
Dla mnie kwintesencją prawdziwego wieśniactwa była ta akcja z tym burakiem po meczu Legia-Lechia na koniec sezonu. Szopka jaką odstawił z tymi swoimi kolegami była taka że nawet ta bożonarodzeniowa się może przy niej schować. Ale co się spodziewać używania mózgu przez debila.
***
Co do tych frekwencji itp. to weźcie też pod uwagę kilka ważnych aspektów – stadiony, na które obecnie jest naprawdę przyjemnie przyjść na mecz (krzesełka,dach, sztuczne oświetlenie), wiadomo – wierny fanatyk to i na pastwisko przyjdzie mecz obejrzeć gdy gra jego klub, ale całe stado Januszy już niekoniecznie.
Do tego internet – to już nie tylko strony klubowe aktualizowane raz na jakiś czas – jak w latach 90., abo wcale (wcześniej, gdy nie było internetu). Teraz każdy ma fanpage, udziela się w innych mediach społecznościowych z większą łatwością trafiając do potencjalnego odbiorcy. Człowiek praktycznie co dzień żyje z klubem, chociaż przychodzi na jego teren raz czy 2 w tygodniu na mecz; ale tymi kilkoma kliknięciami siedząc u siebie na kanapie albo gdzieś na telefonie – już wie wszystko, co w trawie piszczy.
***
I jeszcze jedno – jestem sceptyczny w wysnuwaniu wniosków (a spotkałem się gdzieniegdzie z takowymi) że „skoro większe zainteresowanie to i wyższy poziom”. A guzik prawda; marketingowy, medialny, a zwłaszcza infrastrukturalny – to na pewno, ale sportowy? Śmiem wątpić.

gryf01

Niestety masz rację. Lepsza infrastruktura to główny powód lepszej frekwencji. Myślę, że poziom z czasem też się poprawi jeśli wysoka frekwencja będzie zachowana. Frekwencja i oglądalność (jakość transmisji też jest inna niż była) przekładają się na pieniądze a pieniądze ewentualnie przełożą się na jakość. Myślę, że to kwestia czasu.

piotrz

W latach 90tych ludzie po prostu bali się chodzić na stadiony w obawie o swoje zdrowie i życie.

Urkides
Legia Warszawa

Może nie tyle niebezpieczne co mało satysfakcjonujące. Jeśli dosyc marny poziom sportowy połączyć z siermiężnym otoczeniem i bydlęcymi zachowaniami to często powstawały wątpliwości czy to jeszcze mnie rajcuje?

Rudy 102
Drużyna pierścienia

Polonia Bytom, obecnie znana jako Bytomski Sport, pewnie powoduje wymioty wśród wierzycieli.Irytuje mnie nowomoda, polegająca na upadłości klubu ( z długami i historią) i wpuszczanie nowego potworka tylnym wejściem, który uzurpuje sobie prawo do historii, ale bez długów.Niby prawnie będzie OK, ale pozostaje niesmak moralny.

Jak Co Szabat: Moshe Ohayon - Prywatnie Kolega Herberta Dicka
Legia Warszawa

Przywłaszczenie historii przez nowo-powstały klub powinno odbywać się tylko i wyłącznie po spłacie długów upadłego. W przeciwnym wypadku niech będą to zupełnie inne nazwy, firmy, herby. To jest taki sposób na robienie pieniędzy przez nieuczciwych ludzi, że aż strach. Ten przepis musi zostać zmieniony.

N.

Średnio zorientowani widzą te same nazwiska przewijające się w upadającej Polonii, jaki i „Bytomskim Sporcie”. Zresztą radni Bytomia nieprzypadkowo cofnęli dotacje dla klubu…

PhoenixLk
Legia Warszawa

ocenzurowałem nazwę klubu oraz miasta – ale w przytoczonym cytacie podałem parę – dość znanych – nazwisk…

„Zbigniew Boniek odpowiadał na pytania sądu i obrońców w sprawach z czasu, kiedy zakładał stowarzyszenie ratujące (cenzura) i z czasu gdy pełnił funkcję wiceprezesa PZPN. Sprawa przed (cenzura) sądem dotyczy niezgodnych z prawem, zdaniem prokuratury, przekształceń w (cenzura) w czasie, kiedy najpierw Spółka Piłki Nożnej Andrzeja Grajewskiego i Andrzeja Pawelca oddała drużynę stowarzyszeniu (cenzura), a później przejmowało ją nowe stowarzyszenie Zbigniewa Bońka i Władysława Puchalskiego.”

„Otóż sąd próbował ustalić, w jakich warunkach nowe stowarzyszenie przejmowało drużynę (cenzura) i czy powinno spłacać długi dawnej spółki. Zbigniew Boniek zeznał, że dlatego powstało nowe stowarzyszenie, by w razie problemów z licencją, rozpocząć odbudowę (cenzura) od IV ligi. Prezes PZPN unikał wejścia do (cenzura) i współpracy z Andrzejem Grajewskim i Andrzejem Pawelcem, bo nie chciał spłacać długów przeżywającego kłopoty klubu. Prezes PZPN, wtedy, czyli w 2004 roku ratownik (cenzura), wyjaśniał także, że przed przejęciem drużyny sąd powszechny w (cenzura) wydał wyrok, na mocy którego ustalono, że nowe stowarzyszenie nie jest następcą prawnym starej spółki. Nie było zatem obowiązku spłacania starych długów.”

jak widać – metody zostały przetestowane, podparte wyrokiem sądu… i bawimy się dalej

Gino Lettieri aka Zauberer
Wir spielen ohne Torwart!

Nie Widze w co pogrywasz 😀

PhoenixLk
Legia Warszawa

kierki, tysiąca, czasem szachy, jak mam z kim;)

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Gino Lettieri aka Zauberer
Wir spielen ohne Torwart!

Z Warszawy wrócę w klapkach lub z klapkami!

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Blajpios

Ręce opadają – i zadrżałem, przeczytawszy ten artykuł. Zwłaszcza – na słowa, że „teraz to ratowanie odbywa się na zdrowszych zasadach!!! Jakich zdrowszych? – że my już po prostu jesteśmy zakażeni wszyscy, więc choróbska nie zauważamy??? Ciekawe, czemu Autor powołuje się na mniej znane Zagłębie, to z Wałbrzycha, które się nie podniosło – a skrzętnie omija Zagłębie, które od najniższych lig się podniosło, nie mając żadnych ulg finansowych? Ba! Zagłębie Sosnowiec – bo o nich chodzi – to ten sam okręgowy związek w Katowicach, co teraz „te zdrowsze zasady wprowadza”, który to związek w tamtym wypadku dobił sosnowiczan, nie udzielając zwłoki parutygodniowej, gdyż Zagłębie wtedy obroniłoby się przed bankructwem, spłacając z finalizowanego wtedy sprzedania gry A. Kubicy do Rapidu bodaj za te kilka tygodni rzeczone płatności. To teraz zdrowsze są zasady? Zacytuję tu komentarz wstawiony kilka dni temu na jednym z forów przez niejakiego Blajpiosa. W całości potwierdzam tę opinię, która była odpowiedzią na czyjś post wyrażający nadzieję, że coś tam dla przyzwoitości w tym Bytomiu zrobią, żeby tak nie „śmierdziała” ta ucieczka od odpowiedzialności.:
cytuję:
Z tego, co „mi mignęło”, mam wrażenie, że taki warunek jest „w sposób złożony”, to znaczy – co ma jakieś znamię logiki, sprawiedliwości, by nie obciążać ludzi nie zamieszanych konsekwencjami – rzecz niby jest tak, że na pozostałej właśnie spółce o starej nazwie ma ciążyć obowiązek pospłacać… Tylko? 😉 czy aby na pewno (nawet jeżeli faktycznie jest, jak mi się wydaje, że to ma stara Polonia gwarantować te spłaty) – jest to warunek sine qua non? Czy aby nie okaże się, że… za pół roku na przykład, tak się nie da, „najważniejsi już spłaceni” – i rozwiążą te starą Polonię a wierzyciele „idźcie się bujać”? Nie wiem.
Wiem za to, że tak czy siak – widać tu, co się porobiło „z tą naszą biedną Ojczyznę”, jak zdaje się ma zwyczaj pisywać St. Michalkiewicz – doskonale widaćń co porobiła z naszym światem rzeczywistość PRLu, jak „ta maszynka do mIęsa” przemieliła i wypluła „obywatela postsowieckiego” – do czego także i doszło to z kolei, co zachód porobił u siebie ze „zwykłym człowiekiem”.
W przedwojennym PZPNie, tak, tak, tym, który Śląsk Świętochłowice praktycznie zniszczył, usunął całkowicie ze swych struktur a jak łaskawie po pewnym czasie przywrócił, to i tak nie byli się w stanie pozbierać. A za cóż taką karę Związek Piłki Nożnej zastował (ten, którym mieni się być nadal obecny PZPN i jego Okręgowe struktury, choć to wygląda jak ZSl, który układł solidarnościowem PSLowie image, twierdzi, że jest tym PSLem, co to od przed wojny…)? Ano – za udowodnioną PRÓBĘ przekupstwa w jednych chyba meczu bramkarza drużyny przeciwnej. Czy to nie brzmi jak science fiction dzisiaj, w tym PZPNie?
Otóż, sądzę, że i może przed wojną by uznali jakoś te argumenty, żeby nie karać niewinnych na przykład młodych ze szkółki. Tak więc – może by i się zgodzili na taki manewr. Tyle, że Z „MALUTKIMI” różnicami. Po pierwsze – pewnie nikt także z graczy przejść by nie mógł, z pracowników administracyjnych itp. (Nie mylić z A. Renem, bo to była zupełnie inna sytuacja, to była okupacja carska, ściganie wszystkiego co polskie i z tych racji rozwiązany Klub, nie z bankructwa, o ile dobrze pamiętam). Po drugie – może byłaby jakaś cezura czasowa, do kiedy ma „stara Polonia spłacić” i że ma istnieć – pod groźbą relegacji „nowej Polonii”. Dalej – nie byłoby wcześniej decyzji przeczących sprawiedliwości, czyli że inne kluby w podobnej sytuacji potraktowanoby ostrzej a niektóre łagodniej. No i w końcu – jeszcze jedna „malutka różnica”. To byłyby warunki, jak sądzę – dopuszczenia ich w ogóle do rozgrywek, w najniższej klasie rozgrywkowej, C czy D klasie, czy może jakiejś V lidze, nie pamiętam, jak to było wtedy, to znaczy: oczywiście że było poziomów rozgrywkowych mniej. Niemniej – to byłoby ewentualnie dopuszczenie do najniższego poziomu, pod wszystkimi tymi warukami.

Urkides
Legia Warszawa

Olkiewicz powinien bardziej się przykładać do swoich felietonów. Regułą jest fakt że miałkość treści stara się przykryć strzelistymi określeniami pasującymi do wspomnianej treści jak pięść do nosa oraz (albo) stawianiem jednoznacznych diagnoz których „ponadczasowość” kończy się po tygodniu, no maksimum kilku.
Z wielka pewnością wypowiada się o kibicowaniu w latach 70-ych twierdząc że to było wyłącznie rozrywka. Skąd on moze wiedzieć co czuli ówcześni kibice? Że forma ekspresji była inna niz teraz, że nie było polewania rynsztokowymi wymiocinami ma oznaczać że emocje były mniejsze?
Ludzie jak świat światem przeżywali emocje a wyścigi rydwanów w starożytnym Rzymie powodowały emocje nie mniejsze niż derby Łodzi.
Olkiewicz jest wzruszający w swojej naiwności, takiej nieskrywanej bo szczerej, on co chwila jako dorastający Kubuś odkrywa coś nowego dla siebie ale uważa że dokonał odkrycia epokowego.
Trochę mi przypomina w tym głównego bohatera sztuki Moliera „Mieszczanin Szlachcicem” Jourdina który od korepetytora dowiedział się że sa dwie formy wypowiedzi poezja i proza i że on od dzieciństwa mówi prozą. Fakt że mówi prozą tak go zadziwił i wbił w dumę że natychmiast wygłosił pretensje w adres rodziców że mu o tym nie powiedzieli i że tyle lat żył w nieświadomości swoich talentów.
Otóż Olkiewicz nieustannie odkrywa że „mówi prozą” i chce się dzielić tą fascynującą informacją z całym swiatem.
Ale może przesadzam, pewnie jest tylu ludzi którzy nie wiedzą że „mówią prozą” że te objawienia Olkiewicza są istotne dla ich rozwoju.

Raskolnikov74
GKS Jastrzębie, polskie drużyny w pucharach, Vicenza

..?

Urkides
Legia Warszawa

…..!

PhoenixLk
Legia Warszawa

,,,/…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Urkides
Legia Warszawa

To że nie zrozumiałeś nie znaczy że coś jest bełkotem. Ale to już bardziej Twój problem niz mój.

Gino Lettieri aka Zauberer
Wir spielen ohne Torwart!

Zamiast podawać przykłady ze światowej literatury, przytocz coś z youtube, albo Warsaw Shore. Większa szansa, że rzesze skumają 😉 Ode mnie żółwik! Dobry wpis.

BECER

Relatywizm do potęgi. Ucieczka przed długami ma być moralna? Jedynym znanym mi przykładem klubu, który odrodził się bez ucieczki od długów, od podstaw jest Zagłębie Sosnowiec. Zostało zlikwidowane i kibice je odrodzili bez niczyjej pomocy. A kto spłaci wierzycieli Polonii Bytom czy Widzewa?
Trochę wstyd za taką postawę Panie Redaktorze…

MaLk

Hmmm… może pora się wreszcie zorientować, że upadłości są wpisane w gospodarkę (mniej lub bardziej) rynkową i mechanizmy pozostawienia wierzycieli bez spłaty długów nie stanowią żadnego novum. Nawet jeśli mimo takiego pozostawienia, po przeprowadzeniu procedury upadłościowej przedsiębiorstwo bez długów zaczyna od nowa z czystą kartą. Taki mechanizm może zastosować osoba fizyczna prowadząca działalność gospodarczą, spółka czy nawet zwykły konsument, więc niby dlaczego odmawiać go klubom sportowym…?

BECER

Między upadłością a oszustwem jest taka różnica jak pomiędzy kamieniem węgielnym a węglem kamiennym. W przypadku Widzewa, Polonii B. i kilku innych to zwykłe oszustwa. Zaplanowane i obliczone na pozbawienie wierzycieli roszczeń poprzez niemożność ich zaspokojenia. Przecież Bartyla nawet tego nie kryje.

MaLk

Wspomniane „oszustwa” dotyczą konkretnych osób sprawujących konkretne funkcje i te osoby mogą za nie odpowiadać karnie, co wcale nie oznacza, że klub jako taki nie może „normalnie” upaść.

NIKT nie powiedział, że po upadłości klubu sportowego (czy innego podmiotu), jego prowadzenie ma zostać powierzone tym samym osobom (a nawet wprost przeciwnie, tego typu osoby powinny co do zasady dostawać zakaz prowadzenia takiej działalności), daną organizacje po prostu powierza się do prowadzenia innym, zwykle po prostu ją sprzedając.

Po prostu mieszacie dwa różne systemy walutowe – odpowiedzialność osób zarządzających (i prawna, i społeczna – nazwijmy ją „honorową”) od utrzymania na rynku jakiejś wartościowej organizacji, którą można poprowadzić „normalnie” i uczciwie, odcinając ją od przeszłości grubą kreską, niewątpliwie z pokrzywdzeniem wierzycieli.

Pytanie zasadnicze jest takie – czy „nowy początek” danej organizacji z powołaniem się na jej historię zmienia coś w sytuacji wierzycieli, którzy tak czy inaczej swoich pieniędzy nie dostaną?

To trochę jak ze sprzedażą zajętego samochodu przez komornika. Czy za błędy jego poprzedniego właściciela powinien zapłacić samochód, czy może ktoś powinien go kupić i jak najbardziej normalnie używać?

Blajpios

jeżeli intelektualnie są podstawy do nadziei na spełnienie tego faktu, to: może pora się wreszcie też zorientować (a nie zadowolić jednym najświeższym odkryciem) – że te istniejące od dawna mechanizmy, oczywiście, że przed wojną jeszcze silniej działające w różnych sferach działalności człowieka, nie tylko prawnej: pociągały za sobą także różnorakie konsekwencje, bazujące też na przypomnianych tu wcześniej przez BECERA rozróżnieniach, ile w ucieknięciu się do tych mechanizmów jest uczciwości. W każdym razie – pora się zorientować, że są – i były – różnorakie konsekwencje, w tym i ograniczenia, nawet dla uczciwych, tylko nieporadnych ludzi bankrutujących. One – ograniczając ich swobodę działania – nawet w jakiś sposób bronią tych, którzy trwają mają nieporadność, natomiast stanowią „próg, wyzwanie, sprawdzian wzrostu”, gdy kotś chce jednak sprawdzić się w tej dziedzinie ludzkiej działaności. Oczywiście, tak prywatni, jak i „firmowi” działacze w tych dziedzinach gospodarki, gdy chcą, to znajdą sposoby ominięcia tych niewygód a nawet już dawno przed wojną znano i takich, co wręcz umieli dorabiać się za pomocą takich machinacji. Tylko… Tylko po prostu społeczość też to dobrze wiedziała, oceniała moralnie i umiała się odsuwać i ich odsuwać, bo te typki stawałysię „szemraną” strefą – i dołączał do niej też ten, komu funkcjonowanie razem z nimi nie przeszkadzało…

Blajpios

Hm. Nie jestem pewien, że tak dokładnie jedyne było to Zagłębie Sosnowiec. Coś tam nawet „obijały mi się o uszy” inne konkretne nazwy – ale bezsprzecznie Zagłębie Sosnowiec jest tu szczególnie dobrym przykładem, także od 1906 roku patrząc, kiedy carat za założenie polskiego klubu wsadzał do więzienia a ten człowiek, siła napędowa (A. Rene) potrafił wychodzić, reaktywować, jak trzeba to pod klubowe „carskie oczko w głowie”. Także w tych ostatnich czasach, pomimo niesprzyjających okoliczności: dali radę.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Urkides
Legia Warszawa

Dlatego rażą mnie te przemyślenia z poziomu gimbazy.
Jest taki stwierdzenie że „kto nie zna historii, ten nie rozumie teraźniejszości” a historię mamy podawaną w sposób komiksowy posługując się uproszczonymi obrazkami. W tych przemyśleniach red Olkiewicza jak w kropli wody widać to spłycanie wszystkiego i sprowadzanie do kilku „obrazków” upraszczających wszystko.
Zgodnie z tymi obrazkami w PRL byli albo komunistyczni zbrodniarze albo waleczni i niezłomni dysydenci.
Piłka nożna to była według Olkiewicza (cytat);
„Futbol był wtedy rozrywką i jedynie rozrywką. Dziś to dla wielu wyznacznik samopoczucia w kilkunastu najbliższych dniach.”
Otóż już dawno robiono badania które wykazywały że porażka sportowa w jakiejś popularnej dyscyplinie powodowała znaczny spadek wydajności pracy.
A dlaczego tak było według niego? Bo (cytat);
„Czym były zwycięstwa i czym były porażki, jeśli często o wyniku kibic dowiadywał się dopiero z porannej prasy? Czym była drużyna, jeśli pozostawała w dużej mierze obca, czym było przeżywanie meczu, jeśli ograniczało się tylko do 90 minut śledzenia 22 piłkarzy?”

Otóż były tym samym czym są dzisiaj. Ludzkie emocje się nie zmieniły. Jedyne co się zmieniło to zezwolenie na okazywanie ich w sposób który kiedyś był zarezerwowany dla lumpenproletariatu i uważany za nieprzyzwoity. No i oczywiście technologie zmieniły dostęp do informacji ale z całym dobrodziejstwem inwentarza bo umożliwiły kontakt zwrotny poprzez internet, najczęściej niestety.
Pogłebianie wiedzy zawsze powoduje powstawanie pytań i wątpliwości. Niewiedza nie ma wątpliwości bo nie ma do czego porównywać i dlatego dokonuje ciągłych „odkryć”.
A do tego brak pamieci historycznej doprowadza do sytuacji jak z dowcipu o zaletach Alzheimera; co dzień poznajesz nowych ludzi.

bastion79
KS Milan

Mówi do mnie stary warszawski taksówkarz: panie, jak budowali Marszałkowską to ludzie się za głowy łapali i pytali, po co te trzy pasy jak samochodów mało? Jakaś warszawa, syrenka i fiacik przemknie. A dziś? Tyle aut, że nie ma jak przejechać…
Gdyby ktoś się zastanawiał po co wypisuje takie badziewie, niech spyta red. Olkiewicza. Sens taki sam, tylko ja wyrobiłem się w kilku zdaniach.

areq
Kolejorz

W latach 80-tych , tak od roku 82 do roku 1986 , nasza liga „jechała” na sukcesie kopaczy w Hiszpanii oraz bardzo dobrej grze Widzewa w PE.Nic dziwnego zatem,że te tłumy siedzące nawet na boisku,przyciągał właśnie ten Widzew ze Smolarkiem, Surlitem i Młynarczykiem w składzie.Poza tym poziom ligi w.stosunku do lat powiedzmy 1998-2004 był niebotyczny, głównie dlatego, że nie pozwalano najlepszym wyjechać z kraju przed ukończeniem 28roku życia (poza kilkoma wyjątkami).No i podstawa- pamiętajmy w tv były tylko dwa kanały, nie było komputerów,konsol,smartfonów, tylu knajp i knajpek do „posiedzenia”, galerii handlowych.Ludzie nie mieli samochodów i wyjazdy na weekend kończyły się na rogatkach miasta na ogródkach działkowych.W kinach grano „nowości” w rok po premierze w stanach…co innego było do roboty , jak nie meczyk co weekend?

lisiec

W Zabrzu chyba nie ma wielkiej różnicy, czy trybuna jest budowana czy nie… Momentami nawet lepiej jak nie jest, bo ludzie mogą przyjść na stadion…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

N.

Polonia Bytom niestety nie odrodzi się na zdrowych zasadach, za reaktywację wzięli się ci sami jegomoście, którzy rozłożyli klub. To tylko ucieczka przed długami, być może bana da śląski ZPN, w związku z masą dłużników, którzy chcą odzyskać swe pieniążki.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

emerjot

Cytat: „Ale przecież w tym kontekście w najlepszym punkcie swojej historii jest też Jagiellonia, fetowanie na murawie kilkunastu tysięcy widzów to coś, czego w Białymstoku nie było nigdy.”

I tu się mylisz – sezon 1986/87 pierwszy awans JAGI do ekstraklapy (z legendarnym Wujem na ławce ;)). Mecze na stadionie, bodajże Włókniarza oglądało regularnie ponad 20 tysięcy luda, a w końcówce sezonu i po awansie i 30 tys. Debiut w ekstraklasie z Widzewem przyciągnął 36 tys. widzów. Starsi kibice Jagi na pewno to potwierdzą.

szymon1999

Bardzo fajny tekst!

wpDiscuz