Pasquato znaczy zagadka. Warszawski egzamin „nowego Del Piero”
Włochy

Pasquato znaczy zagadka. Warszawski egzamin „nowego Del Piero”

Był czas, gdy zapowiadał się na zawodnika naprawdę dużego kalibru. Nawet przy coraz większym rozchwianiu emocjonalnym dziennikarzy – nie każdego nazywa się nowym Del Piero. W karierze Cristiana Pasquato nie wszystko jednak toczyło się tak, jak mógłby to sobie wyobrazić, a zamiast pracy nad własną legendą w jednym miejscu, jego życie stało się jedną, wielką podróżą. Przez Turyn, Triest, Empoli, Modenę, Lecce, Bolonię, Padwę, Pescarę, Livorno, wreszcie nawet daleką rosyjską Samarę. Aż do Warszawy, gdzie stoi przed nim zadanie zastąpienia Vadisa Odjidjy-Ofoe. W związku z tym popytaliśmy tu i ówdzie, czy to gracz, który może temu wyzwaniu podołać.

Po opinię na temat włoskiego trequartisty uderzyliśmy do Mirko Nicolino, dziennikarza blogo.it, a także instruktora w akademii Carpi FC, który rozwój Pasquato miał okazję obserwować z bliska już od wielu lat.

– Oglądałem Pasquato jeszcze jako juniora w Padovie, Montebellunie i Juventusie, zanim zadebiutował w Serie A w 2008 roku. Mówiono o nim jako o „nowym Del Piero”, ze względu na jego charakterystykę – dryblingi, asysty, efektowne bramki, a także świetnie bite stałe fragmenty gry – wspomina Nicolino. – W 2008 zaczął swoją podróż po Włoszech. Juventus wypożyczał go z nadzieją na to, że jego talent w końcu eksploduje, jednak po kilku takich okresach w innych klubach, wracał do punktu wyjścia. Jego najlepsze lata, to te spędzone w Modenie w sezonie 2010/11, Padovie 2013/14 i Pescarze 2014/15. W Serie A grał dla Bologny, ale jego występy były raczej rozczarowujące.

DE9Whs1WsAAxtZLPasquato na polskich boiskach może spotkać starego znajomego

Patrząc na suche liczby, trudno się nie zgodzić. Różni trenerzy wykorzystywali Pasquato w różny sposób – jedni wystawiali go na pozycji podwieszonego napastnika, inni na skrzydle, jeszcze inni na dziesiątce. Nie zmieniało się jedno – miał dawać otwierające podania i samemu wykańczać akcje. Wszyscy wiedzieli, że go na to stać, nikomu w Serie A nie umiał jednak tego udowodnić. Tak wyglądały jego jedyne sezony w najwyższej włoskiej klasie rozgrywkowej:

2007/08 – Juventus – 1 mecz, 0 goli, 0 asyst
2011/12 – Empoli – 11 meczów, 0 goli, 1 asysta
2012/13 – Bologna – 15 meczów, 2 gole, 1 asysta

– Wydaje mi się, że mógł ze swojej kariery wycisnąć więcej. Że o ile na Juventus był za słaby, o tyle spokojnie mógłby grać w 9.-10. zespole Serie A. W Torino czy Bolonii, a więc najlepszych klubach, do jakich był wypożyczany, nie potrafił wywalczyć sobie jednak na stałe miejsca w składzie. Możliwe, że nie pozwoliła mu na to głowa, bo gdy tylko pojawiała się większa presja, trudno mu ją było udźwignąć. Miało się wrażenie, że czuje ciężar herbu na koszulce, którą zakłada – ocenia Nicolino.

Jakby na potwierdzenie jego słów, statystyka znacznie lepsza – ta z Serie B, gdzie zawodnikom nie towarzyszy tak wielka presja, gdzie nie są rozbierani przez wszelakich ekspertów na czynniki pierwsze: 7 sezonów, 196 meczów, 31 goli, 33 asysty. Wśród nich takie perełki jak wspomniany przez Nicolino rok w Modenie, gdzie miał udział przy niemal połowie bramek swojej drużyny (22 z 46).

Zrzut ekranu 2017-07-18 o 13.03.28

Pierwszym miejscem, gdzie faktycznie rozwinął skrzydła w najwyższej klasie rozgrywkowej, była rosyjska Krylia Sowietow Samara. Dopiero po transferze do Rosji, gdzie niewiele wiedziano o oczekiwaniach, jakie żywili wobec niego Włosi (można sobie wyobrazić presję miana „następcy Del Piero”), odpalił na dobre. Ale i to nie od razu.

Kiedy pierwszym wyborem na jego pozycji był Yohan Mollo, Pasquato grał przeciętnie, nie pokazywał swojej jakości. To zmieniło się dopiero, gdy Mollo odszedł do Zenita Sankt Petersburg – mówi nam David Sansun, redaktor russianfootballnews.com, niejako potwierdzając opinię Nicolino o tym, że gdy tylko zaczyna się presja – czy to ze względu na reprezentowane barwy, czy silną rywalizację o miejsce w składzie – Pasquato ma problem z jej udźwignięciem. Gdy jednak czuje swobodę, naprawdę jest zdolny do dużych rzeczy. I to także w rozmowie z nami Sansun podkreśla bardzo wyraźnie:

– Ma trzy główne atrybuty. Bardzo dobrą szybkość, chłodną głowę, gdy trzeba oddać strzał na bramkę lub szybko zdecydować, gdzie posłać podanie, a także dobry przegląd pola w ataku. Doskonale współpracował z Belgiem Giannim Bruno, na co duży wpływ miał fakt, że Bruno posiada także włoskie obywatelstwo, dzięki czemu mógł się z nim szybko dogadać w ojczystym języku.

Dziennikarz russianfootballnews.com pokusił się też o porównanie Włocha do Vadisa Odjidjy-Ofoe, którego zastąpienie ma być jednym z najważniejszych zadań stojących przed wychowanym przez Juventus pomocnikiem.

– Z tego, co kojarzę Vadisa Odjidję-Ofoe, Pasquato to zupełnie inny typ zawodnika. Jest niski, szybki, dobrze sobie radził w Krylii. Świetnie sprawdzał się w taktyce opartej na szybkich kontratakach swojego klubu – mówi. – Nie mam jednak pojęcia, jak poradzi sobie w zespole bazującym na posiadaniu piłki, dominującym w większości swoich meczów, jak Legia. Krylia bardzo, ale to bardzo rzadko była tym zespołem, który prowadził grę utrzymując się przy piłce

DDaSsx8WsAILU4-

Spytany o największe boiskowe wady Pasquato, Sansun mówi z kolei: – Jest niski, nieszczególnie mocno zbudowany, niewiele się też udziela w grze obronnej.

I podkreśla raz jeszcze: – Problemem może też być trudność z utrzymaniem stałej formy w dłuższym okresie czasu i zniesieniem dużej rywalizacji.

Jeżeli jednak Włoch chce jeszcze choćby w niewielkim stopniu odbudować swoją karierę i zaznać gry na najwyższym poziomie – choćby w fazie grupowej Ligi Mistrzów – musi udźwignąć presję, która przecież w Warszawie, przyzwyczajonej w ostatnich latach do triumfów nie jest piłkarzom obca. Podobnie twierdzi Nicolino:

– Ma 27 lat. Moim zdaniem to jego ostatni egzamin na tak wysokim poziomie. Jeśli i teraz obleje, jego przyszłość to tylko niższe ligi włoskie, w poważnym futbolu może już nie zaistnieć.

SZYMON PODSTUFKA