Drugi sukces Niemców w ciągu dwóch dni. Finał i studio pomeczowe pełne absurdów
Weszło

Drugi sukces Niemców w ciągu dwóch dni. Finał i studio pomeczowe pełne absurdów

Niemcy sięgnęli po drugi puchar w ciągu dwóch dni. Co ciekawe, w dużej mierze za sprawą piłkarzy, których mogli przecież wykorzystać właśnie na Euro U-21. Znów pokazali siłę kadrową, co tym razem docenił nawet sam Jan Tomaszewski. Było to absurdalne, bo… A może o tym za chwilę. Najpierw o absurdach z boiska.

Chile prowadziło grę, dominowało, atakowało… Kiedyś Wojciech Szczęsny udzielił wywiadu, w którym powiedział, że Boruc na Euro 2008 bronił znakomicie, ale co z tego, skoro jego interwencje gówno dały? Tak samo było dziś z Alexisem Sanchezem i jego ekipą. Mogli atakować, ale po meczu leżeli na boisku zapłakani. Choć czy to dziwne, że nie wygrywa się Pucharu Konfederacji, jeśli nie trafia się w takich sytuacjach? Jak on tego nie strzelił? Oto tajemnica Sagala.


Ten finał generalnie był zlepkiem absurdów. Najlepiej świadczy o tym gol Niemców, jedyny w tym spotkaniu. Nie będziemy go szkalować, ale po prostu zamieścimy filmik oraz imię i nazwisko. Marcelo Diaz.

Ale dużo ciekawiej, niż pod bramkami obu drużyn było podczas gorących dyskusji czy wręcz bójek między piłkarzami. Najciekawszym momentem meczu i tak była kłótnia, a nawet rękoczyny, między Vidalem i Kimmichem, czyli kolegami z Bayernu. A gdzie dwóch się bije, tam wbiega Gary Medel – wiadomo.

Minęło trochę czasu i znowu jatka. Emre Can wpadł na Sancheza podczas walki o piłkę, a upadając kopnął go kolanem w głowę. Gdy Can zaliczył glebę, był na tyle sprytny, żeby zagarnąć jeszcze piłkę między nogi i zyskać trochę czasu. Wtedy przybiegł Claudio Bravo, który zaczął go… dusić. Czuliśmy się jakbyśmy znów oglądali starcie Arka Malarza z Dawidem Kownackim.

Jednak największym absurdem spotkania było to, co stało się po łokciu Jary, który wylądował na twarzy Wernera. Sędzia nie widział dokładnie tej sytuacji, więc postanowił skorzystać z VAR-u. Patrzyliśmy na powtórki i możliwa wydawała się być tylko jedna decyzja – czerwień. Sędzia podbiegł do linii obejrzeć sytuację,  podszedł do Jary i… wyciągnął żółtko. Aż sam Gonzalo zaczął bić mu brawo i dziękować, że na tym się skończyło.

Mecz się zakończył, ale my odbiorników nie wyłączyliśmy. A to dlatego, że równie mocno, jeśli nie bardziej, niż na sam finał, czekaliśmy na studio pomeczowe. Byliśmy niezmiernie ciekawi, co o Niemcach powie tym razem pan Jan Tomaszewski. Czy nadal czuje się zlekceważony przez Niemców, czy ci faktycznie olali Puchar Konfederacji, czy nadal sądzi, że Niemcy powinni zostać z niego wyeliminowani jeszcze przed pierwszym meczem…

Na dzień dobry usłyszeliśmy, że jego zdaniem to Chile powinno wygrać ten turniej. Jednak szybko zaczął wychwalać Niemców za wybudowanie orlików. Chwilę później słyszymy pana Jana i nie wierzymy własnym uszom!

– Loew ma kłopot bogactwa. Pięciu piłkarzy na jedną pozycję!

Ciekawie to brzmi niecałe dwa tygodnie po tym, jak powiedział:

– Ja tutaj skreśliłem nazwiska wszystkim niemieckim piłkarzom i mam tylko numerki. Bo ja ich nie znam! Dla mnie to jest kpina co zrobił Joachim Loew.

Pan Jan Tomaszewski co prawda nie zna niemieckich reprezentantów, ale jednak chwali naszych sąsiadów za mnogość dobrych, równorzędnych piłkarzy. Sami nie wiemy, co o tym myśleć i co… on myśli o Niemcach. Ale minęła chwila i wszystko stało się jasne, dłużej maskować się nie mógł. Wypalił, że to co Niemcy zrobili na Pucharze Konfederacji to profanacja! Lecz pana Jana pięknie skontrował Andrzej Niedzielan: – Ale oni wygrali ten turniej…