post Avatar

Opublikowane 30.06.2017 19:08 przez

Jan Ciosek

Mogę płakać tak, jak Roger. Wielka szkoda, że nie mogę grać tak, jak on – mówił ze łzami w oczach Andy Murray po przegranym ze Szwajcarem finale Australian Open. To zdanie doskonale pokazuje realia w świecie tenisa: jest Federer i cała reszta, która liczyła, że teraz, gdy Roger ma prawie 36 lat, będzie łatwiej. Nic z tych rzeczy. Przed ruszającym w poniedziałek Wimbledonem geniusz z Bazylei znów jest zdecydowanym faworytem.

Roger dominuje nad rywalami w znacznie większym stopniu niż ja dominowałem. Jestem przekonany, że pobije wszelkie rekordy – stwierdził kiedyś Pete Sampras. Jeden z najwybitniejszych graczy wszech czasów, mistrz 14 turniejów wielkoszlemowych, miał całkowitą rację. Federer już dawno go przeskoczył, teraz tylko śrubuje rekordy. Inna sprawa, że Amerykanin zakończył karierę, wygrywając US Open jako 31-latek. Federer w tym wieku zdecydowanie jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.

Pięć lat na tronie

Cisza, geniusz przy pracy” – taki transparent często można zobaczyć na trybunach w czasie meczów Federera. I tak jak wiele haseł wypisywanych, czy wyśpiewywanych przez kibiców można włożyć między bajki, tak akurat to trafia w punkt.

Rafa Nadal, Andy Murray, Novak Djoković – to oczywiście znakomici zawodnicy, legendy, gracze o ponadprzeciętnych umiejętnościach, którzy do tenisa podchodzą ze stuprocentowym profesjonalizmem, piekielnie ciężko trenują i dają z siebie wszystko na korcie. Tak, to prawda. Ale Federer to geniusz.

Grałem swojego najlepszego tenisa, próbowałem różnych rzeczy, ale nic nie działało. Kiedy grasz tak dobrze, a on odpowiada na wszystko tymi doskonałymi uderzeniami, musisz się zastanawiać, czy on jest z tej samej planety… – mówił Serb po jednym z przegranych finałów ze Szwajcarem.

Djoković trafił w punkt: Federer zdecydowanie przez długie lata był graczem z kompletnie innej galaktyki. Pięć razy z rzędu wygrał Wimbledon, pięć razy z rzędu US Open. W latach 2004, 2006 i 2007 zgarniał po trzy tytuły wielkoszlemowe, do 2009 roku brakowało mu tylko Roland Garros, gdzie niepodzielnie rządził Rafa Nadal. W międzyczasie przez 237 tygodni z rzędu (prawie pięć lat) był liderem rankingu, co oczywiście jest najdłuższym okresem panowania w historii. W sumie na pozycji numer 1 spędził 302 tygodnie (także rekord, Sampras miał rację). W pierwszej dziesiątce listy ATP był nieprzerwanie od października 2002 do listopada 2016. Licznik zatrzymał się na 14 latach i 2 tygodniach, kiedy z powodu kontuzji kolana nie wyszedł na kort przez ponad pół roku.

Są rzeczy, których nie można kupić

Rekordów jest więcej, większość z nich rzeczywiście brzmi kosmicznie. Zajrzyjmy na chwilę do polskich statystyk: Agnieszka Radwańska – jeden finał Wimbledonu, zwycięstwo w Masters, Jerzy Janowicz – półfinał Wimbledonu, Wojciech Fibak – ćwierćfinały Roland Garros, Wimbledonu i US Open, finał Masters. To teraz Roger Federer: w turniejach wielkoszlemowych – 18 triumfów, 28 finałów, 41 półfinałów, 10 finałów z rzędu, 23 półfinały z rzędu, 36 ćwierćfinałów z rzędu, 4 razy wszystkie finały w roku, 10 finałów na Wimbledonie. Poza Szlemami: 6 wygranych Mastersów, 4 finały.

Takich statystyk nie miał nikt do tej pory, łącznie z największymi mistrzami sprzed lat. Mało, naprawdę bardzo mało prawdopodobne, żeby ktokolwiek był w stanie poprawić wyniki Federera. Oczywiście, oprócz niego samego. Na razie za kilka dni ma się rozpocząć „Operacja 19”, czyli walka o 19, wielkoszlemowy tytuł w karierze i 8. na ukochanym Wimbledonie. Aha, jakby ktoś się zastanawiał, to ulubioną liczbą Szwajcara jest właśnie 8. Wiele wskazuje na to, że w Londynie rywale znów będą tylko tłem dla geniusza z Bazylei. Czy ich to złości? Na pewno. Czy frustruje? Jasne! Ale okazuje się, że dostrzegają także pozytywne strony.

Uważam siebie za gracza pierwszej piątki na świecie, co oczywiście nie znaczy, że jestem blisko Rogera. Mógłbym wygrać więcej tytułów i zdobyć więcej pieniędzy, gdybym nie grał w tych samych czasach, co on. Ale musicie wiedzieć, że jest coś, czego nie da się kupić – to możliwość gry przeciwko Rogerowi – stwierdził Ivan Ljubicić po przegranej ze Szwajcarem w Indian Wells 2006. Chorwat karierę zakończył w 2012 roku, a od ubiegłego sezonu pracuje jako… trener Federera. Nie da się ukryć, że z jego pomocą Szwajcar odzyskał dawny blask (obaj na zdjęciu poniżej).

federer ljubicic

Zawsze wierzyłem, że są nowe rzeczy, których można się nauczyć, zawsze jest coś, co pozwala pozostać zmotywowanym i głodnym zwycięstw. Ktoś taki jak Ivan może mi w tym pomóc – mówił Federer, przedstawiając Chorwata jako nowego członka teamu. – Wiele mogę zrobić sam, ale potrzebuję, żeby ludzie z mojego teamu pomogli mi wycisnąć ten 1, 5 czy 10%.

Duża rodzina, duże problemy

To także dobrze charakteryzuje Federera. Gość jest wciąż głodny, choć wygrał wszystko, co było do wygrania, zdobył wszelkie możliwe i niemożliwe nagrody (jak na przykład kilka lat temu 2. miejsce na liście najbardziej szanowanych, podziwianych i godny zaufania ludzi, tuż za Nelsonem Mandelą). Ten głód napędza Szwajcara, choć przecież dawno mógłby odwiesić rakietę na kołku i zająć się rodziną. Nawiasem mówiąc – całkiem liczną. W 2009 roku urodziły się bliźniaczki Myla Rose i Charlene Riva. Pięć lat później rodzina powiększyła się o bliźniaków – Leo i Lennarta.

Nie moglibyśmy być szczęśliwsi. Ci, którzy mają dzieci, z pewnością to zrozumieją. Tenis w tej chwili jest najmniej istotny – mówił dziennikarzom tuż po narodzinach synów. Tu też padł swoisty rekord, bo od czasów Ivana Lendla na początku lat dziewięćdziesiątych nie było w zawodowym tenisie gracza z czwórką dzieci. – Mój plan jest taki, żeby wszyscy jeździli ze mną na turnieje. Teraz już przynajmniej wiemy, jak sobie radzić z dziećmi w podróży. Z córkami było trochę przygód, muszę przyznać. Zwłaszcza, kiedy skończyły rok i zrobiły się dużo bardziej mobilne. Teraz czeka nas sporo pracy, ale przynajmniej już wiem, w co się pakuję. Nie mogę się już tego doczekać. Oczywiście moja żona ma mnóstwo pracy, ja staram się pomagać, ile mogę. Mamy też dziadków i członków mojego teamu. Potrzebujemy trochę pomocy, żeby Mirka mogła czasem się zdrzemnąć, albo przyjść na mój mecz. Musimy być dobrze zorganizowani, ale wiemy już, jak to działa. Serio, nie mogę się doczekać życia w podróży z rodziną, ale z drugiej strony, kiedy skończę grać, przez długi czas nie będzie żadnych podróży. Ale to jeszcze kilka lat…

Wspomniana żona i mama całej czwórki to Mirka Vavrinec, czyli Miroslava Vavrincova, urodzona na Słowacji reprezentantka Szwajcarii. W szczytowym okresie kariery – 76. w rankingu WTA. To wystarczyło, żeby Mirka załapała się do reprezentacji na igrzyska w Sydney (2000). To właśnie wiosce olimpijskiej wpadli na siebie z Rogerem.

Roger i Mirka Federer

Śpiewał piosenki Backstreet Boys swoim najwyższym głosem. Od razu go polubiłam – opowiadała. Poważna kontuzja stopy zmusiła ją do zakończenia kariery w 2002 roku. Od tego momentu jeździ z Rogerem na turnieje i bardzo go wspiera. Wielu ekspertów uważa, że miała ogromny wpływ na karierę męża. Aha, w karierze tenisowej wygrała łącznie 260 tysięcy dolarów. Przy 104 milionach Federera – kwota w sam raz na waciki…

40 milionów rocznie i… krowa

Skoro mowa o pieniądzach: 104 miliony to kwota wygrana przez Szwajcara na turniejach. Do tego trzeba doliczyć gigantyczne pieniądze od sponsorów i z kontraktów reklamowych. Na liście najlepiej zarabiających sportowców Forbesa co roku jest w ścisłej czołówce. Kontrakty z Nike, Credit Suisse, Roleksem, Lindtem, Mercedesem, Gillette i kilkoma innymi firmami przynoszą mu rocznie między 40, a 50 milionów euro.

Są też inne bonusy, niekiedy mocno kłopotliwe. Od organizatorów Swiss Open otrzymał w prezencie… krowę. – Teraz muszę znaleźć jakiś garaż dla krowy, choć nie mam pojęcia, jak takie coś w ogóle wygląda – żartował, odbierając nietypowy prezent. Ostatecznie oddał ją pod opiekę farmera w Gstaad i nawet doczekała się cielaka, którego tenisista nazwał „Edelweiss”. Po kilku latach został spytany przez dziennikarzy o losy krowy. – Już jej nie ma, żyjecie w przeszłości. Już dawno jej nie ma. Myślę, że jej córki też już nie ma – odpowiedział, nie zdradzając jednak więcej szczegółów. Można się tylko domyślać, co ją spotkało. Nawiasem mówiąc, Federer do 16. roku życia był wegetarianinem. Teraz, jak sam mówi, je wszystko, co mu wpadnie w ręce.

Skoro mowa o nastoletnim Federerze – mniej więcej wtedy, gdy zdecydował, że jedzenie mięsa może mu pomóc w zrobieniu kariery, podjął także drugą ważną decyzję: rzucił szkołę. Z dnia na dzień oznajmił rodzicom, że stawia na tenisa i chodzenie na lekcje w tej sytuacji nie ma większego sensu. Czas pokazał, że zdecydowanie miał rację. Rok później wygrał juniorski Wimbledon w singlu i deblu, dotarł do finału juniorskiego US Open (przegrał nie z byle kim, bo z Davidem Nalbandianem), a następnie zwyciężył w Orange Bowl, uważanym za nieoficjalne juniorskie mistrzostwa świata. Kiedy wrócił do Szwajcarii, okleił drzwi do domu taśmą, na której napisał: „Tu mieszka numer 1”. I rzeczywiście, rok zakończył na 1. miejscu w rankingu juniorów, co jak wiemy z późniejszych lat – zdecydowanie weszło mu w krew.

Szanse z nim mają tylko Power Rangers

Dorosła kariera Federera zaczęła się w Gstaad, zresztą – od porażki z Lucasem Arnoldem Kerem (konia z rzędem, albo lepiej krowę temu, kto o nim słyszał). Do pierwszej setki rankingu wszedł z przytupem, wygrywając w 1999 roku w Marsylii z mistrzem Roland Garros i niedawnym numerem 1 – Carlosem Moyą. Rok później osiągnął pierwszy finał. Potem poszło już z górki: pierwszy triumf w Mediolanie, pierwsze ćwierćfinały wielkoszlemowe, w tym w Wimbledonie, gdzie nastąpiła swoista zmiana pokoleniowa, gdy w 4. rundzie Szwajcar wyeliminował Samprasa, który na londyńskiej trawie wygrał cztery wcześniejsze edycje.

Rok później wprawdzie rozstawiony z siódemką Szwajcar sensacyjnie przegrał na kortach All England Lawn Tennis Clubu już w pierwszej rundzie z Mario Anciciem, ale potem wpadek już nie było. Rozpoczęła się era dominacji, jakiej świat nie widział. 2003 wygrana w Wimbledonie. 2004 – Australian Open, Wimbledon i US Open, 2005 – „tylko” Wimbledon i US Open, 2006 i 2007 – finały we wszystkich Wielkich Szlemach, wszędzie pora Roland Garros wygrane. I tak dalej, i tak dalej. Od 2003 roku nie było ani jednego sezonu, w którym Szwajcar nie byłby w przynajmniej jednym wielkoszlemowym półfinale, co więcej – były jedynie dwa bez finału.

Nic dziwnego, że frustracja rywali rosła. Wygrywać z Federerem przez lata potrafił głównie Nadal, i to najczęściej na kortach ziemnych (choć trzeba mu oddać, że pobił Szwajcara w finale Wimbledonu z 2008, w prawdopodobnie najwspanialszym meczu w historii). W Londynie Rogera potrafił ograć także Djoković – wygrał z nim finały w 2014 i 2015 roku. Generalnie jednak, choć Szwajcar czasem przegrywał, to lepszego od niego nie było.

z21520584IH,Roger-Federer

Taki na przykład Andy Roddick, lider rankingu, mistrz US Open, trzy razy docierał do finału Wimbledonu. Za każdym razem przegrywał ze Szwajcarem. Najbliżej był w ostatniej próbie, w 2009 roku, kiedy decydującego piątego seta przegrał 14-16. Roddick szukał sposobu na Rogera, ale nie mógł znaleźć. Kiedyś powiedział, że może sposobem na pokonanie go, byłoby sprzedać mu lewego prostego. „Masz jakiś plan B?” – spytał dziennikarz. – Tak, uderzyć go w twarz rakietą! Nikt z nim nie ma szans. Może gdybyśmy zjednoczyli siły, jak jacyś Power Rangers, czy coś w tym stylu… – stwierdził.

499 głosów na 500 możliwych

Kolorowych wypowiedzi na temat Federera jest zresztą więcej.

Niektóre jego uderzenia powinny być uznane za nielegalne – stwierdziła kiedyś była numer 1 i dwukrotna mistrzyni US Open Tracy Austin.

Chciałbym kiedyś na jeden dzień zostać Federerem, żeby poczuć jakie to uczucie grać w ten sposób – to też nie żaden niespełniony talent, tylko legendarny Mats Wilander, jakby nie było zwycięzca sześciu turniejów wielkoszlemowych.

To najbardziej utalentowany gracz, jakiego widziałem w życiu. A grałem przeciwko wielu wybitnym tenisistom, Samprasom, Beckerom, Connorsom, Borgom. Ten gość jest najwybitniejszym zawodnikiem wszech czasów – to z kolei John McEnroe, zdobywca 7 tytułów wielkoszlemowych.

I tak dalej, pochwały płyną z każdej strony. Bo trzeba sobie uświadomić, że mówimy o absolutnie wybitnym graczu, tenisiście kompletnym. To nie jest tak, jak dyskusja wśród kibiców piłkarskich: kto jest lepszy – Messi czy Ronaldo. Raz jeden będzie mistrzem Hiszpanii, raz drugi, jeden zdobędzie mistrzostwo Europy, drugi poprowadzi drużynę do finału mistrzostw świata i Copa America – ciężko jednoznacznie rozstrzygnąć, który jest bardziej wybitny. W tenisie jest łatwiej. Liczby nie kłamią: drugiego takiego jak Szwajcar można ze świecą szukać.

Co ważne, wielkość Federera pokazują nie tylko statystyki, ale także jego rywale z kortu. Szwajcar przez innych tenisistów jest ceniony nie tylko za postawę na korcie, ale także – poza nim.

Jeśli zrobisz wśród najlepszych 500 tenisistów ankietę, 499 powie: Roger. Jedynym, który tego nie zrobi, będzie on sam. Jest na to zbyt miły – stwierdził kiedyś James Blake. Trudno się z tym nie zgodzić. Szwajcar nigdy nie wypowiada się krytycznie o innych, zawsze potrafi powiedzieć coś sympatycznego o rywalu. Oczywiście, za każdym razem walczy o zwycięstwo, ale nigdy nie zapomina o zasadach fair play. Można go nie lubić, ale trzeba to przyznać: gość ma klasę.

Znaczek, ulica i worek pucharów

Jak wielu innych sportowców, spełnia się także w działalności charytatywnej. Od kilkunastu lat działa Roger Federer Foundation, która wspiera inicjatywy edukacyjne głównie w Republice Południowej Afryki. Trzeba przyznać, że w pomaganiu innym tenisista jest równie skuteczny, co w zdobywaniu kolejnych trofeów. W sumie jego fundacja przekazała już prawie 30 milionów dolarów na budowę szkół w RPA. Czemu właśnie tam? Cóż, mało kto wie, ale Roger ma także obywatelstwo Republiki Południowej Afryki, bo jego matka Lynette pochodzi z Johannesburga.

znaczek

Przede wszystkim jest jednak Szwajcarem i trudno się dziwić, że rodacy go kochają. Jest na przykład pierwszym żyjącym człowiekiem, którego wizerunek znalazł się na znaczku Poczty Szwajcarskiej. Z kolei do Narodowego Centrum Tenisa w Biel dojeżdża się Aleją Rogera Federera. Sześć razy był wybierany na Sportowca Roku w swojej ojczyźnie, a raz nawet na Człowieka Roku – w 2003, kiedy jako pierwszy Szwajcar w historii wygrał turniej wielkoszlemowy (cóż, rozumiemy, że potem Szwajcarom mogło to nieco spowszednieć…). Był też trzy razy Osobowością Sportową BBC, także trzy razy Mistrzem Mistrzów L’Equipe, czterokrotnie odbierał nagrodę Sportowiec Roku Laureus. Inaczej mówiąc – tyle nagród, pucharów i dyplomów, że trudno to wszystko pomieścić w domu. Być może to jeden z powodów, dla których Federer nie ogranicza się do jednego miejsca zamieszkania w Szwajcarii. Ma kilka domów i apartamentów w różnych częściach świata, od Dubaju po Mauritius.

Wśród tenisistów wielu jest playboyów, graczy, którzy mocno korzystają z uroków życia. Imprezy, dziewczyny, dobre pieniądze i kolorowe życie. A na drugim biegunie – Federer. Od 17 lat z tą samą kobietą, żadną modelką, raczej typową „dziewczyną z sąsiedztwa”. Na turnieje jeździ z nią i czwórką dzieci, jest przykładnym mężem i ojcem. Tematów tabloidom nie dostarcza, z szaleństw tyle, że czasem kupi nowe sportowe auto.

Czekamy na finał numer 10

Wydaje się, że gigantyczne pieniądze go nie zmieniły. Jednocześnie potrafi z nich korzystać w fajny sposób. Jak na przykład zapraszając Boba i Dianę Carterów na Australian Open. Co roku od 2005. Ich syn, Peter, był głównym trenerem Federera w jego juniorskich czasach. Zginął w wypadku samochodowym w RPA w 2002 roku. Szwajcar nie zapomniał o nich i co roku organizuje im wyjazd na Australian Open, pokrywając oczywiście wszelkie koszty. Oczywiście, dla Federera to groszowe wydatki, ale przecież nie o pieniądze tu chodzi. Takie sytuacje pokazują ludzką twarz gościa z innej planety. Albo takie, że kiedy gra na Play Station w tenisa, to najczęściej wybiera… Nadala!

Z Hiszpanem zresztą łączą go szczególne relacje. Grali ze sobą w dziewięciu wielkoszlemowych finałach, Rafa zawsze był jego zmorą w Paryżu, gdzie wygrał wszystkie cztery pojedynki. Na Wimbledonie spotkali się trzy razy, Szwajcar wygrał dwukrotnie. W Australii, po tegorocznym triumfie Rogera, jest remis 1-1. Nadal ma na koncie 15 wielkoszlemowych triumfów, trzy mniej od swojego najgroźniejszego rywala, za to aż 10 z nich pochodzi z Paryża. Faktem jest, że Federer, Nadal i ich rywalizacja nazywana przez kibiców „Fedal” przez lata nakręcała zainteresowanie tenisem. Panowie są jedynymi, którzy 9 razy spotkali się w finałach wielkiego szlema, jedynymi, którzy mają na koncie po co najmniej 15 tytułów, jedynymi, którzy docierali do co najmniej 22 finałów oraz jedynymi, którzy mają po co najmniej 9 triumfów w jednym turnieju (Federer w Halle – 9, Nadal w Roland Garros, Monte Carlo i Barcelonie – po 10).

Idę swoją drogą. Kiedyś, gdy skończę karierę, wszystko policzymy – mówi jednak Nadal.

nadal federer

2017 to wielki rok dla obu. Choć mało kto się tego spodziewał, spotkali się w finale w Australian Open. Nadal następnie wygrał Roland Garros, w którym Federer nie wystartował. Teraz czas na trzeci akt: Wimbledon. Po dzisiejszym losowaniu wiemy jedno: spotkać mogą się dopiero w wielkim finale. Na razie Federer ma łatwiejszą drogę: Dołgopołow, Lajović, Misha Zverev, Dimitrov, Raonić lub Alexander Zverev, potem prawdopodobnie Djoković. Nadala czeka trudniejsza przeprawa: Millman problemów nie powinien sprawić, ale w 2. rundzie czekać może Istomin, ten sam, który w Australian Open wyeliminował Serba. Potem Khachanov, który mocno dał się we znaki Federerowi w Halle, wreszcie Mueller oraz Marin Cilić. Jeśli Hiszpan sforsuje te zasieki, w półfinale czekać będzie Murray, albo Wawrinka, obaj bardzo niebezpieczni.

I choć oczywiście kibice w Wielkiej Brytanii, Serbii czy kilku innych krajach mają na pewno inne oczekiwania, to dla postronnych finał marzeń może być tylko jeden. Trzymajcie kciuki, żeby panowie się nie potknęli po drodze i już dziś rezerwujcie termin: niedziela, 16 lipca, godzina 14:00.

JAN CIOSEK

Opublikowane 30.06.2017 19:08 przez

Jan Ciosek

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 5
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
agx22
agx22

Świetny artykuł.
Bardzo bym sie cieszyła, gdyby Federer wygrał tytuł u panów, a Petra Kvitova u pań 😉

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

stop zmianom na weszlo
stop zmianom na weszlo

Nie lubię Rogera. Dla mnie zawsze był jakiś taki bufoniasty. Wygrywa punkt po siatce to rzadko kiedy przeprasza jak to ogólnie jest w zwyczaju a jesli już to robi to tak jakby zagrał po tej siatce celowo.
No i nie zapomnę nigdy jak Rafa w swoim debiucie w Monte Carlo ogrywał Rogera a ten wykłucał się z sedzią o każdy wątpliwy ślad na mączce. Tak nie zachowuje się prawdziwy mistrz. Zdecydowanie bardziej szanuję Rafę a nawet pajacującego czasem Novaka

Komandor
Komandor

Za co ma przepraszać ? Dla mnie głupie jest właśnie to przepraszanie. To tak jakby napastnik przepraszał bramkarza bo strzelił bramkę po odbiciu się piłki od słupka albo po rykoszecie. Raz jeden gracz zdobędzie punkt po siatce, następnym razem przeciwnik. Zawsze wyjdzie na zero w przekroju całego sezonu. Przeprosiny są durne i tyle.

Hivth
Hivth

No to masz małe pojęcie o tym, co Rafa robił na korcie, zwłaszcza parę lat temu.

Weszło
06.07.2020

A dlaczego nie na podium Złotej Piłki?

Choć wiele lig jeszcze gra, choć nie znamy jeszcze ostatecznych rozstrzygnięć choćby w Hiszpanii czy we Włoszech, trzeba pamiętać – weszliśmy tydzień temu w drugie półrocze, a więc za nami półmetek rywalizacji w wyścigu po Złotą Piłkę. Tak, przez dwa miesiące cały światowy futbol stanął w miejscu. Tak, powrót do występów reprezentacyjnych to na razie […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Od obsikania radiowozu do 648 meczów w Serie A. Buffon bije kolejny rekord

– 648 to nie tylko numer. To całe życie – napisał Gianluigi Buffon po meczu z Torino. Meczu wyjątkowym, bo golkiper Juventusu został dzięki niemu zawodnikiem z największą liczbą występów w Serie A. Paolo Maldiniego wyprzedził o „oczko”. Jedni powiedzą, że na siłę, bo przecież Gigi miał już w Juventusie nie zagrać, jednak wrócił właśnie po to, […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Wachowski: Arka i Korona? W PZPN-ie nie przekręcaliśmy polskiej piłki i nie przekręcimy

Gościem w dzisiejszym poranku Weszło FM był Łukasz Wachowski, dyrektor departamentu rozgrywek w PZPN. Co będzie ze spadkowiczami, Arką Gdynia i Koroną? Kiedy ruszy nowy sezon Ekstraklasy, a kiedy pierwszej ligi? Czy jest szansa na VAR na zapleczu Ekstraklasy i jeśli tak, to od kiedy? Kto będzie sędziował mecze barażowe w 1. lidze? O tych […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Sequel lepszy od „jedynki”. Milewski i Tuszyński ZNÓW to zrobili

Świat filmu od lat staje przed dylematem – kręcić sequel hitowej historii, a może odpuścić sobie i spocząć na laurach wspaniałej „jedynki”? Druga część „Nagiego instynktu” to komplety szajs, przy „Batman i Robin” można wydłubać sobie oczy, sequel „Głupiego i głupszego” wywołuje fizyczny ból. Nakręcenie „dwójki” to wyzwanie, wszak twórca musi unieść ciężar oczekiwań po […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Derby Łodzi się oddalają? Widzew znów przegrywa w II lidze…

To jest nie do wiary. Już w ubiegłym sezonie wydawało się, że Widzewowi awansu do I ligi nie jest w stanie odebrać nic, żaden kataklizm ani katastrofa. Później zaś zawodnicy z al. Piłsudskiego zremisowali 10 meczów z rzędu, na finiszu przegrali jeszcze z GKS-em Bełchatów i ostatecznie pozostali na trzecim szczeblu rozgrywkowym. W tym sezonie […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Zagłębie w tym sezonie zawiodło, ale Bohar gra życiówkę

Zagłębie Lubin to bez wątpienia jedna z najbardziej rozczarowujących ekip w tym sezonie Ekstraklasy. W jej składzie sporo jest bowiem naprawdę jakościowych zawodników, którzy skleceni w spójną całość powinni bić się o ligowe podium, a nie kotłować w dolnej połówce tabeli. No ale wyszło jak wyszło. „Miedziowi” na własne życzenie nie załapali się do grupy […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Wisła się utrzyma, ale pytanie: co dalej?

Bardzo prawdopodobne, że dzisiaj kibiców Arki czeka smutny dzień. Tylko punktu zdobytego przez Wisłę Płock w starciu Górnika Zabrze potrzeba, by Nafciarze utrzymali się w Ekstraklasie. Mieliby 43 oczka, dziewięć zapasu nad Arką, a że po rundzie zasadniczej Wisła miała więcej łupów, to matematyka byłaby na trzy kolejki przed końcem prosta. Ale chyba nie tylko […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Powrót Grosika, show Linettego, 10 goli Polaków. Świetny tydzień stranierich!

Polscy piłkarze w minionym tygodniu gościli na okładkach gazet w całej Europie. Nie ma w tym cienia przesady, bo nasi stranieri dawali kapitalne popisy. Tu dublecik, tam dublecik, tu gol i asysta, tam wyciągnięty rzut karny… Ciężko było znaleźć zakątek świata, w którym nasi nie daliby popisu. Aż przyjemnie zasiąść po takim tygodniu do zestawienia […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

PRASA. Sikorski: Kołakowski obiecywał mi transfer do Legii Warszawa

– W ogóle obcokrajowcom trudno trafić do Hiszpanii w niższych ligach, mają tam mnóstwo swoich zawodników. Jako polskiemu Austriakowi lub austriackiemu Polakowi udało mi się tam wcisnąć i zobaczyć to z bliska. Przeanalizowałem, że w polskiej ekstraklasie jest coraz więcej Hiszpanów. Carlitos, Dani Ramirez czy Jesus Imaz grali w niższych ligach, przenieśli się do Polski […]
06.07.2020
Włochy
05.07.2020

Roma zapomniała, że nie tylko bramkarz musi być kozakiem, ale Lopez napsuł krwi Polakom

Derby słońca, tak mówi się o starciach Napoli z Romą. Dziś to słońce zaszło nad Rzymem i nie był to zachód piękny. Porażka Giallorossich może pogrążyć drużynę Paulo Fonseki w walce o europejskie puchary. Nie pomógł nawet Pau Lopez, który dwoił się i troił między słupkami, żeby uratować tyłki kolegów z zespołu. Ale jeśli mamy wskazać […]
05.07.2020
Hiszpania
05.07.2020

Villarreal rozbity. Tak grającą Barcę aż chce się oglądać

Jeżeli wziąć pod uwagę wyłącznie mecze wyjazdowe, Barcelona do dzisiejszego meczu z Villarrealem przystępowała zaledwie jako piąta siła hiszpańskiej ekstraklasy. Katalończycy przegrali już w lidze pięć meczów na wyjeździe, kolejnych pięć zremisowali. Dlatego wiele wskazywało na to, że i dzisiaj podopieczni Quique Setiena mogą zanotować jakąś wpadkę. Tym bardziej że marnie im się w ostatnim […]
05.07.2020
Anglia
05.07.2020

Bednarek jak skała. Southampton poskromił Manchester City

Organizacja gry, znakomita defensywa, mnóstwo heroicznych interwencji. Southampton w naprawdę wielkim stylu zwycięża dzisiaj z Manchesterem City. „Wielkim” nie w sensie dominacji na boisku, bo „Obywatele” w drugiej połowie wręcz miażdżyli rywali posiadaniem piłki i liczbą strzałów posłanych w kierunku bramki. Ale znakomitą obronę też trzeba doceniać i nie należy szczędzić dla niej komplementów, a […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Ekstraklasa w najprzyjemniejszym wydaniu, ale tylko Piast ma punkty

Gdyby wszystkie mecze Ekstraklasy wyglądały jak ten Piasta Gliwice ze Śląskiem Wrocław, nie moglibyśmy od niej oderwać oczu. Przy Okrzei dostaliśmy niesamowicie przyjemne dla postronnego obserwatora widowisko, w którym nie było żadnego dłuższego przestoju odnośnie braku emocji. Serio, ciągle się coś działo. Strach było nawet iść po lód do herbaty, bo istniało ryzyko, że przegapi […]
05.07.2020
Inne sporty
05.07.2020

Dobrze, że jesteś! Emocjonujący początek sezonu Formuły 1

Najlepsza seria wyścigowa świata wróciła w piorunującym stylu. Nie brakowało kolizji, awarii, czy nawet kar skutkujących…. wypadnięciem z podium. Taki los spotkał Lewisa Hamiltona, który widocznie bardzo nie lubi się z torem w Austrii. Na domiar złego problemy z bolidem wyeliminowały innego faworyta, Maxa Verstappena. Wygrał, a może po prostu przetrwał tę zawieruchę (czego nie […]
05.07.2020
WeszłoTV
05.07.2020

LIGA MINUS. Milewski, Białek, Kowalczyk, Paczul

Nadszedł niedzielny wieczór, a więc czas na kolejny odcinek popularnego programu publicystyczno-rozrywkowego: Liga Minus. Dzisiaj Paweł Paczul poprowadzi gorącą dyskusję o ekstraklasowej piłeczce z następującym gronem wybitnych ekspertów: Wojciechem Kowalczykiem, Leszkiem Milewskim i Jakubem Białkiem. Zapraszamy! 
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Lechia Gdańsk przecieka w tyłach. Gdzie leży problem?

46 straconych goli w 34 meczach, bilans bramkowy -2. Kiepska jest to statystyka Lechii Gdańsk, drużyna jakby oduczyła się bronić, bo nikt w grupie mistrzowskiej nie dostał tyle ciosów, a przecież sezon temu chwaliliśmy gdańszczan właśnie za grę w tyłach. Gdzie leży problem? Przede wszystkim trzeba zauważyć, że zmieniła się podstawowa para stoperów. W zeszłym […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Meczyk w Szczecinie dobry, ale w roli głównej sędzia Marciniak

No nie spodziewaliśmy się, że w tym meczu dostaniem naprawdę fajne widowisko. Wiadomo, Jaga jeszcze w teorii walczy o puchary, Pogoń walczy o frytki, ale jeśli chodzi o formę w grupie mistrzowskiej – spodziewaliśmy się lekkiego paździerzu. A tu cztery gole, ponad trzydzieści strzałów, czerwona kartka, mnóstwo kontrowersji, walka do ostatnich minut o trzy punkty. […]
05.07.2020
Hiszpania
05.07.2020

Jak muchy w smole, ale w stronę mistrzostwa

Gdyby ten mecz odbywał się w Polsce, a nie w Hiszpanii, to komentatorzy pewnie trąbiliby na prawo i lewo, że wolne tempo spotkania determinuje wysoka temperatura. Takie typowe pierdu-pierdu na wytłumaczenie. Ale to  La Liga, tutaj nikt w ten sposób się nie tłumaczy. Po prostu spotkanie Athleticu Bilbao z Realem Madryt przypominało zawody urządzone przez […]
05.07.2020