Szamoobrona
Tak Źli, że aż dobrzy. Poznaj pierwszy demokratyczny klub sportowy w Polsce
Weszło Extra

Tak Źli, że aż dobrzy. Poznaj pierwszy demokratyczny klub sportowy w Polsce

Gdy trzeba skrytykować arbitra, nie krzyczą „sędzia chuj”. Krzyczą „sędzia nie ma racji”. Gdy na ich mecze przychodzi osoba, która nie widzi, dostaje od nich transmisję radiową. Gdy w zespole pojawili się ludzie, którzy nie słyszą, zaczęli malować transparenty, a drużyna wybrała się na kurs migania. Generalnie są dziwni. Bo kto przed meczami robi odczyty powieści Leopolda Tyrmanda (zresztą, nawet klub nazwali jej tytułem)? Kto dokładnie z taką samą atencją podchodzi do drużyny męskiej i żeńskiej? W końcu kto poświęca swój wolny czas i sporo własnych pieniędzy, by samodzielnie prowadzić b-klasowy klub piłkarski? 

Odpowiadam: blisko sto osób w Warszawie. Tak wygląda Alternatywny Klub Sportowy „Zły”. Spotkałem się z trójką z blisko dwudziestu założycieli i porozmawialiśmy o tym absolutnie pionierskim w naszym kraju projekcie.

Chciałbym, abyście na początku się przedstawili.

Monika Banach. Kiedyś pracowałam w mediach, dziś zajmuję się promocją i kampaniami przenajróżniejszych obiektów, zjawisk i idei. Wszystkiego. W Złym głównie marketing i okolice.

Rafał Lipski. Na co dzień pracuję w branży e-commerce. Staram się też pisać, ale nie jest to zarobkowe zajęcie. Choć przekłada się na działalność klubu. Piszę relacje meczowe i różne inne rzeczy. W przypadku „Złego” mogę powiedzieć, że zajmowałem się niemal wszystkim, bo gdy startowaliśmy w gronie 20 osób, tak to właśnie wyglądało, że trzeba było jakoś obsadzić wszystkie zadania. Strona internetowa, marketing, kontakty międzynarodowe, kontakty z mediami, organizacja wydarzeń meczowych,  coś by się pewnie jeszcze znalazło. O, sekcja bileterska na przykład. I prawda jest taka, że każdy z nas może zrobić taką wyliczankę.

Krzysztof Górniak. Również pracuję w okolicach marketingu. Jestem agentem licencyjnym, pośredniczę w sprzedaży praw autorskich – generalnie skomplikowana sprawa. Od zawsze interesowałem się piłką nożną jako taką, a z czasem głównie niższymi ligami i demokratycznymi klubami, których idea kiełkowała na Zachodzie. Moją uwagę przykuł między innymi klub United of Manchester. I dziś czuję się trochę jak ta osoba, która zasiewała to ziarno z ideą klubu w różnych miejscach. Bo znamy się poprzez różne relacje towarzyskie, jesteśmy znajomymi, znajomymi znajomych i tak dalej – w tym gronie zaczęliśmy gadać o założeniu klubu, który nie polega na tym, że 11 czy 18 chłopaków chce pokopać piłkę. Chodziło o klub, który będzie należał do kibiców. Długo to gdzieś tam kiełkowało, ale w końcu stwierdziliśmy, że czemu nie. W Polsce o podobnym projekcie nie słyszałem.

Monika: Może odniosę się do tego mitu założycielskiego. Jeśli już kłócimy się o to, kto pierwszy zaczynał o tym myśleć, to chętnie przebiję.

Rafał: Ja też!

Monika: Uważam, że tak to naprawdę zaczęło się już 20 lat temu, gdy z moim przyjacielem, który też jest w klubie, cały czas denerwowaliśmy się tym, że nie można normalnie chodzić na Legię. A on się upierał, że musimy chodzić, bo bez nas będzie źle.

A dlaczego nie można było normalnie chodzić na Legię? Chodzi o kwestie bezpieczeństwa?

Monika: Dlatego, że nie miało się poczucia, że to miejsce dla wszystkich. Na trybunach nie było czuć atmosfery otwartości. Zresztą, dziś też mamy mnóstwo ludzi, którzy interesują się piłką, mogliby chodzić na mecze Legii, ale z tego względu, o którym wspomniałam, zostają w domu.

Rafał: Ja akurat chodziłem i zawsze czułem się tam dobrze.

Monika: Spoko, rozumiem to. Mówię tylko, że w tych naszych dyskusjach i przepychankach, w których padały hasła: „ jak nie chcesz, to nie chodź, załóż sobie swój własny klub”, pojawiała się idea, która przyświeca Złemu.

Rafał: W ogóle masz szczęście, że możemy ci to wszystko dokładnie wyjaśnić. Media zainteresowały się nami dość wcześnie i dość mocno, nawet mocniej niż zakładaliśmy, i w każdym z tych materiałów musiało paść pytanie: jak to się zaczęło?

No właśnie, jak to się zaczęło?

Rafał: Dokończę. I nasi rzecznicy znudzeni tym pytaniem, wszędzie odpowiadają, że zaczęliśmy się spotykać w praskich knajpach oraz kawiarniach i coś tam żeśmy ulepili na tych spotkaniach. Ty masz możliwość dowiedzieć się więcej.

Ale praskie knajpy dementujemy?

Rafał: Jest to jakaś część tego mitu, ale nie przesadzajmy. Monika wspomniała o Legii, Krzysztof o idei klubów demokratycznych, którą się interesował, ja też chciałbym dorzucić coś od siebie. Często przychodzę do pubu, w którym siedzimy wraz ze znajomymi, by oglądać Ligę Mistrzów. Wszyscy wieszają na niej psy. Na Champions League, nie na knajpie… Sorry, że tak to ujmę: każdy pierdoli, że modern football to zaraza, że komercjalizacja na tę skalę jest już przegięciem, że piłka jest odcięta od ludzi, ludzie od piłki, a tak naprawdę gówno się z tym robi, a nim ktoś głośniej narzeka, tym mniej jest gotów coś zmieniać. Jakieś jednodniowe protesty, tu transparent, tam jakiś kilkudniowy bojkot, ale to wszystko, maszyna pracuje dalej. Jednak dzięki kilku przykładom, gdzie kilkaset osób odłączyło się od Manchesteru United, gdzie to samo wydarzyło się w Hamburgu z udziałem HSV, gdzie odradzał się Wimbledon i tak dalej, okazało się, że można robić z tym coś konkretnego. Oddać piłkę ludziom. Ciągle oglądam tę Ligę Mistrzów, ale już się tym nie denerwuję, bo odkryłem na nowo swoją relację z futbolem.  I muszę ci powiedzieć, że kręci mnie to, co się dzieje wokół Złego tak bardzo, że przeżywam prawdziwy renesans miłości do futbolu. I przeżywa go już kilkaset osób w tym mieście. A może już nawet więcej, bo zależy jak to liczyć – czy tylko tych, którzy przychodzą na mecze, czy może tych, którzy z nami sympatyzują. I tych ludzi, zobaczysz, będzie coraz więcej. Widać, że oni czekali na to, aż pojawi się jakiś klub z ludzką twarzą a nie z numerem konta bankowego zamiast twarzy. To wiele historii do opowiedzenia, więc irytuje mnie, gdy w świat idzie info, że siedzieliśmy w knajpie i coś tam wymyśliliśmy. Bo wszyscy tak siedzą i się nakręcają. My z tej knajpy wyszliśmy. O!

Krzysztof: To duże uproszczenie. Wiadomo, że to nie tak, że siedzieliśmy przy piwku i nagle ktoś krzyknął: „eureka!”

Monika: Albo: „nudzę się. Załóżmy sobie klub piłkarski!”.

Krzysztof: Raczej było tak, że przy którymś tam piwie mówiłem koledze, że w innych krajach potrafią robić to inaczej. On odpowiadał, że: „no tak, ale ile to roboty”. Temat się urywał, ale często wracał. I to nie w tym samym gronie dwóch-trzech osób. Nagle okazało się, że jest nas dziesięć razy więcej. Trzeba było się tylko zorganizować.

Rafał: Ja stanąłem na baczność w momencie, w którym usłyszałem, że w Manchesterze ci ludzie… wybudowali sobie własny stadion. Kurwa, to można robić takie rzeczy?

thumbnail_DSC00959

aks zly 2

aks zły 3

Możemy to jakoś osadzić w czasie? Kiedy to było? 

Krzysztof: To wiosna 2015, bo latem mieliśmy zebranie założycielskie. W międzyczasie trwała mobilizacja. W czerwcu stawiło się 20 osób, które postanowiło założyć taki klub piłkarski, który będzie odpowiedzią na ich potrzeby.

Tak po prostu?

Rafał: Kolejnym kopem, taką bezpośrednią inspiracją, był wyjazd do Niemiec, do kibiców HFC Falke. To grupa, która odłączyła się od HSV. Jechaliśmy tam z pomysłem w głowie, ale nie mieliśmy jeszcze odpowiednich narzędzi. Oni opowiedzieli nam o wszystkim, pokazali jak to ugryźć – jak zbudować strukturę, jak z finansowaniem, co z zapleczem, o czym nie zapomnieć, jakich błędów nie popełniać. Bo to poważna sprawa, tego nie zrobili nastolatkowie. Grupa inicjatywna to ludzie po trzydziestce czy czterdziestce, którzy od dziecka chodzili na HSV i w pewnym momencie powiedzieli: „kurwa, koniec, już nas to nie bawi”.

Krzysztof: My też najmłodsi nie jesteśmy. Większość daleko po trzydziestce.

Rafał: No ale wczoraj na walnym zebraniu głos jako pierwszy zabierał… 10-latek!

Monika: To było zajebiste! Góra 12 lat. To chyba nasza siła, że mamy taką różnicę pokoleniową.

Rafał: Na niektóre mecze przychodzi 250-300 osób i wydaje mi się, że około 10% stanowią dzieci. O proporcjach kobiet i mężczyzn już nie wspomnę, bo to u nas oczywista sprawa, którą widać na każdym kroku. Na boisku, w strukturach i na trybunach też. Ale te 10% dzieciaków na trybunach, które malują już swoje transparenty czy ten chłopak na zebraniu – to robi wrażenie.

A o czym mówił ten chłopak? Oczywiście jeśli to nie tajemnica. 

Rafał: Mieliśmy wiele tematów, ale on akurat mówił o szkółce. Bo jesteśmy już na takim etapie, że ziarno zostało zasiane, a teraz pracujemy dalej. Wczoraj dyskutowaliśmy o tym, jak połączyć tworzenie solidnego juniorskiego zaplecza klubu z akcją społeczną, w ramach której pomożemy pochodzącym z różnych rodzin dzieciom z Pragi-Północ, niezależnie od tego, czy mają jakieś umiejętności czy nie. To dla niego ważne, więc przyszedł i wypowiedział się. Może będzie naszym piłkarzem, ale na pewno już jest naszym kibolem. Ale takich dzieci jest u nas wiele. Czuć, że im formuła takiego klubu też odpowiada, dobrze się w niej czują.

Krzysztof: To, że jesteśmy już ludźmi po trzydziestce czy czterdziestce z dziećmi widać na naszych meczach. Ostatnio mieliśmy rekord świata. Dziewczyna urodziła w poniedziałek, a już w sobotę była na meczu. Z dzieckiem w wózku! W podręcznikach dla młodych mam raczej nie znalazłaby poklasku.

Wracając – postanowiliście rozwiązania z Hamburga przenieść na nasz grunt?

Krzysztof: Nie do końca. Na pewno dużo nam to dało, ale okazało się, że naszą siłą jest grupa, a nie lider. W odróżnieniu od nich prezesa klubu i zarząd mamy tylko dlatego, że taki jest u nas wymóg formalny. Stwierdziliśmy, że w tej naszej grupie nie powinno być sytuacji, w których coś jest komuś narzucane. U nas wszyscy członkowie są na tych samych prawach, rozdzielamy całą robotę pomiędzy sekcje. Kolejna różnica – oni mieli dużo łatwiejszy start, bo wychodzili z klubu, tak samo jak w Manchesterze. Czyli masz bazę kibiców, a – po drugie – jakichś oldbojów i chłopaków wychowanych w szkółkach, którzy na wstępie zapewniają ci wysoki poziom sportowy. W Manchesterze z miejsca drużyna zrobiła dwa awanse. My przez pierwszy rok dopiero przygotowywaliśmy się do jej powstania, a w drugim zajęliśmy trzecie miejsce w klasie B, czyli nie udało się wywalczyć promocji. Ale to też dlatego, że wszystko budowaliśmy od zera.

Rafał: Niemcy rozrysowali nam to na serwetce w knajpie. Znowu w knajpie, ehh… Z tą serwetką poszliśmy na zebranie założycielskie… Tylko niech teraz wszyscy nie piszą o serwatkach, błagam! Ale jak to Niemcy, trochę przesadzili z tą perfekcją w organizacji. Od razu wykreśliliśmy z sześć sekcji z czternastu. Ale musieliśmy naprawdę dużo roboty wykonać, zanim poczuliśmy się na tyle mocni, że mogliśmy zaprosić do siebie młodych, ambitnych chłopaków i dziewczyny, którzy chcą grać w piłkę i pokazać im, ze mamy dla nich strukturę. Bo to nie było tak, że zebraliśmy ludzi i „jakoś to będzie”. Przyznaję – na początku nas to przerastało. Wydawało nam się, że robimy tysiąc różnych rzeczy, ale to wciąż było za mało.

Serio? Typowy klub klasy B kojarzy się raczej z jednoosobową instytucją, w której pan prezes ogarnia wszystko sam od A do Z. Wasz rozmach to coś nieporównywalnego. 

Monika: Wiemy, non stop spotykamy się z takimi klubami.

Krzysztof: To jest całe clou problemu. Klub piłkarski to u nas dwie opcje – albo 18 chłopaków, którzy się zbierają i kopią, albo właśnie pan prezes, który bierze pieniądze z gminy i sam ogarnia całość. My stwierdziliśmy, że tajemnicą sukcesu jest wyjście do ludzi i budowanie razem z nimi struktur i tkanki członkowskiej. Powiedziałem „sukces” może trochę na wyrost, ale na pewno czujemy to zainteresowanie świata czy mediów naszym projektem.

Rafał: Mamy sygnały z innych klubów b-klasowych, że wskazują swoim kibicom, żeby trochę nas podpatrywali, jeśli chodzi o organizację na meczach.

Monika: To nie jest specjalnie trudne, widzieliśmy to ostatnio. Wystarczy zmobilizować ludzi i pokazać im, że też mogą fajnie wyglądać jako całość.

Rafał: Pytanie, na ile to u nich zadziałało.

Monika: Burza wygrała (śmiech).

Krzysztof: No, Burza Pilawa tak. Ale jest też np. KS Glinianka. Tam tez jest kilku chłopaków, którzy chcą to fajnie robić. Namawiamy ich. Niech się cała wieś zapisze do klubu. W futbolu amerykańskim jest taki klub Green Bay Packers, gdzie w miejscowości liczącej sobie 80 tysięcy mieszkańców klub ma 75 tysięcy członków. I oni są w stanie tłuc się w zawodowej lidze NFL jako klub społeczny. Jesteśmy pionierami, ale czujemy naszą misję, gdy rozmawiamy z kibicami innych klubów. U nas ta „ósma liga mistrzów” – popularna dzięki Kartofliskom – kręci się trochę wokół tego, że to twój lokalny klub i chodzisz na jego mecze, by pośmiać z piłkarzy, którzy nie umieją grać jak w telewizji. Trochę to nie fair moim zdaniem. Dużo bardziej pozytywny byłby motyw, gdybyś po przyjściu na stadion stwierdził, że skoro umiem zaprojektować plakat, to zrobię to dla mojego klubu. Albo że skoro mam czas skosić trawę, to pójdę do tego pana prezesa i powiem, że chcę to zrobić. Wydaje mi się, że taka krocząca rewolta w piłce byłaby fajna i mam nadzieję, ze nasz przykład podziała na wyobraźnię.

Rafał: My też od kogoś się uczyliśmy – inspiracja z Anglii, struktura z Niemiec. Myślę, że gdyby ktoś do nas zgłosił się po pomoc, to od razu założylibyśmy kolejną sekcję, która zajmowałaby się wsparciem dla tych ludzi. A może nawet zrobilibyśmy zrzutę na jakimś meczu po to, by pomóc im z kasą na start.

Monika: Co sprytnie przenosi do nas innego tematu. Z jedną rzeczą przy tym kopiowaniu cały czas będziemy odstawać od Zachodu. Bo jakkolwiek patrzeć nie jesteśmy krajem zachodnim. Radzeniem sobie z finansowaniem takiego przedsięwzięcia tutaj to udręka. Moja koleżanka z Kopenhagi, która pracuje w sex-shopie, bo ma taki kaprys i czyta tam sobie filozofów, może część swojej kasy oddać na swój ulubiony klub, bo ją stać. A tutaj przy 2600 złotych albo 3 tysiącach na rękę, sorry, nikt nie będzie się aż tak poświęcał tylko dlatego, że coś jest fajne i na to zasługuje.

Rafał: Dlatego stawiamy na ilość, musimy. Kilkaset osób płacących składki miesięczne w wysokości 20 złotych, dawałoby duży komfort. Teraz mamy niecałą setkę, co stanowi mniej więcej 25% budżetu, ale jeśli to się podwoi czy potroi, to będzie już naprawdę nieźle.

Krzysztof: Jest taka organizacja międzynarodowa, która skupia demokratyczne kluby, nazywa się Supporters Direct. W jej badaniach wyszło, że  w Norwegii płaci się składkę w wysokości 5 euro, czyli tyle samo co u nas. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę dochód per capita, wychodzi, że dla nas to wydatek pięciokrotnie wyższy niż dla nich.

Monika: Co najmniej pięć razy.

To z czego jeszcze żyjecie?

Rafał: Generalnie bardzo dużo wymagamy od naszych członków i kibiców. Jeśli by to policzyć, to tak: członkowie stowarzyszenia miesięcznie płacą po 20 złotych, wejście na nasze mecze w klasie B kosztuje cegiełki, czyli średnio pięć złotych – tak się utarło i ludzie wrzucają te piątki do kaszkietu aż brzęczy. Mamy dwie drużyny, męską i żeńską, więc tych meczów jest w miesiącu od pięciu do siedmiu. Do tego oczywiście mamy swoje „Złe Piwo” i też namawiamy ludzi, by zamawiali je w knajpach.

Krzysztof: Nie możemy namawiać!

Monika: I nikogo nie namawiamy.

Ale też nikomu nie odradzamy!

Rafał: Dokładnie. To jest „ambitne” piwo, w związku z tym nie kosztuje 8 złotych, tylko troszkę więcej. No i jeszcze mamy swoje gadżety. Czyli może wyjść, że taki kibic Złego, który chodzi na mecze klasy B wydaje stówacza miesięcznie. Albo i więcej.

Monika: Nie przesadzaj, nie wszyscy kupują koszulki i kapelusze na każdym meczu.

Rafał: Liczę też bilety i parę wypitych piw.

Krzysztof: Mój rachunek w sklepie przed gwiazdką wyniósł 500 złotych.

Monika: Tyle piw? (śmiech)

Krzysztof: Koszulki, bluzy, szaliki. Całą rodzinę musiałem obdarować.

Temat kasy jest dla was trochę drażliwy?

Rafał: Nie jest. Może trochę frustrujący, bo idzie do przodu, ale powoli.

Krzysztof: Dyskutujemy o tym. Różnymi drogami szukamy sponsorów. Na razie jesteśmy na takim etapie, że mamy dwie restauracje, przy czym nie są to sponsorzy na koszulkę, którzy zapewnią nam połowę miesięcznego budżetu. To raczej wkład na poziomie 5-10%, więc to jest do bardzo dużej poprawy.

Rafał: Mamy bardzo fajną koncepcję. Chcemy stworzyć trzecią jedenastkę – jedenastkę sponsorów. Po to, by nie uzależnić się od jednego podmiotu. Może na razie nam to nie grozi, ale już myślimy o przyszłości. Dbamy o to, bo nigdy nie wiadomo. Dosyć szybko to rośnie, różne osobistości przychodzą na nasze mecze. Przy jedenastce jest ten komfort, że tak jak na boisku – gdy wypada prawoskrzydłowy, to jest trudniej, ale można grać dalej.

Krzysztof: A jak wypadłby jeden wielki sponsor, to się zaczyna problem, co widzieliśmy zresztą w kilku polskich klubach.

Z czego jeszcze żyjecie? Crowdfunding?

Krzysztof: Zrobiliśmy zbiórkę.

Rafał: To jednorazowy strzał, zebraliśmy ponad 25 tysięcy. Pozwolił nam w rundzie jesiennej dotoczyć się do zimy. To dla wszystkich była ulga, na przykład dla piłkarzy, że będą boiska na zimę.

Jakie ponosicie koszty? 

Rafał: Między sześć a osiem tysięcy miesięcznie, na co składa się wiele rzeczy, Boiska treningowe i obiekt na mecze kosztują. No i wyjazdy – może nie jakieś dalekie, ale przewieźć 20 osób to jednak są koszty. Ale mamy słynnego złotego busa!

Dlaczego słynnego?

Rafał: Dostaliśmy ofertę od jednego z sympatyków.

Krzysztof: Od artysty, Pawła Althamera. Ten bus to dzieło sztuki. Kapitalna sprawa.

Rafał: Jest tak odpierdzielony, że jak jedzie przez Warszawę, to wszyscy się za nim oglądają. A z tyłu wizerunek Jezusa. Pawłowi spodobała się nasza inicjatywa, zresztą tak jak wielu osobom, o których nawet byśmy nigdy nie pomyśleli. Powiedział: „słuchajcie, jak tylko ten bus jest wolny w weekendy, to możecie go mieć”. Stawka ustalona jest taka, że możemy sobie na to pozwolić. I to jest fajne, bo ten bus prócz tego, że pomieści wszystkich, to ma jeszcze z tyłu takie miejsce, gdzie trenerka czy trener rozpisuje skład i robi odprawy dla całych formacji w drodze na mecz.

złoty

bbb mecz start

kontuzje

Skąd wytrzasnęliście trenera?

Rafał: Trenera i trenerkę, bo mamy też żeńską drużynę, o której chcemy mówić. To dla nas ważne.

Jasne. Wasze piłkarki mówią nawet, że to ewenement, iż drużyna żeńska jest traktowana dokładanie tak samo jak męska. 

Rafał: Mocno tego pilnujemy.

Krzysztof: Nasz trener Antonio Shehadi pochodzi z Izraela, jest arabskim chrześcijaninem, skomplikowana sprawa. Kiedyś grał w młodzieżowych reprezentacjach Izraela, ale jego karierę przerwała białaczka. Gdy wyzdrowiał, zrobił papiery trenerskie, ma licencję UEFA A. Jednocześnie studiował i od 10 lat mieszka w Polsce, gdzie pracuje w branży finansowej. Prowadził jakieś drużyny szóstek, doradzał, ale szybko się rozeszło po tym światku, że jest człowiek z licencją, który zna się na tej robocie i chciałby się sprawdzić.

Rafał: Moja dziewczyna mówi, że jesteśmy intymnym klubem. W tym sensie, że tu każdy każdego zna, trochę jak w rodzinie – jesteśmy naprawdę blisko. I w poszukiwaniu kogoś odpowiedniego ta intymność zaprocentowała. Tak samo jak w przypadku trenerki. Danka Wojciechowska została nam polecona przez dziewczyny. Powoli kończyła swoją karierę, a miała już papiery trenerskie. Po wypiciu jednej kawy i przedstawieniu projektu zdecydowała, że chce być jego częścią.

To powiedzcie, kto będzie u was zwalniał tych trenerów? Czy się wyłamiecie i kręcącej się karuzeli nie będzie?

Rafał: Na razie nie mamy powodu. Ale gdyby trzeba było, to pewnie byłaby potrzebne jakaś ścisła współpraca pomiędzy sekcją sportową, która jest blisko drużyny, a walnym zebraniem.

Krzysztof: Dla mnie ta cała karuzela trenerska, nie tylko w Polsce, to całkowity brak szacunku dla pracy trenera. Bardziej odpowiada mi angielski model z sir Aleksem Fergusonem w Manchesterze i Wengerem w Arsenalu. U nas musiałby chyba nastąpić taki skandal, że wszyscy byliby pewni, że trenera trzeba zwolnić. W każdym innym wypadku – chcemy pracować długookresowo. Bo tworzenie drużyny to jest proces i trzeba to uszanować.

A skąd bierzecie piłkarzy?

Rafał: Na początku był nabór. Bardzo profesjonalny, trwał dwa dni. Wici rozpuściliśmy dość szeroko.

Monika: Przyszli zarówno ludzie grający, jak i tacy, którzy nie grają. Trochę zbieranina.

Rafał: Później piłkarze zaczęli zapraszać swoich kolegów. A teraz poszła taka fama, że jest klub, który – delikatnie mówiąc – szanuje swoich piłkarzy, że jest mnóstwo chętnych.

A czym się objawia ten szacunek?

Krzysztof: Nas od innych b-klasowych drużyn odróżniają w tym zakresie dwie rzeczy. Po pierwsze – kasa. Piłkarze mają jakąś tam składkę na drobne rzeczy, ale to nie tak, że musi być zrzuta, bo inaczej nie ma klubu. Większość kosztów pokrywamy my.

Monika: No a po drugie zawsze jest uczciwy doping.

Krzysztof: Na takim przykładowym Coco Jambo Warszawa jest loża szyderców, która przez 90 minut jedzie po piłkarzach. A u nas szydzenie z zawodników jest rzeczą kompletnie nieakceptowalną.

Nie wierzę, przecież szydera to podstawa w piłce.

Krzysztof: Jakiś żart może się pojawić, ale sedno sprawy jest takie, że wspieramy ich na każdym kroku.

Rafał: U nas jak piłkarz ma nadwagę, to dostaje ksywę „Kuleczka”. Ale jak gra, to cały stadion skanduje: „Kuleczka, jesteśmy z tobą”. Tak to działa. Od piłkarzy, którzy są u nas długo, wiemy, że to dla nich ważne. Nieprzypadkowo jest ich tak wielu. W klasie B często widzi się drużyny z jednym rezerwowym. U nas na ostatnim treningu przed meczem Antonio ma do dyspozycji ponad 30 zawodników. A powołać może tylko 18. Są tacy, którzy przez cały sezon ani razu nie załapali się do kadry, a ciągle przychodzą i walczą.

Krzysztof: To budowanie atmosfery i zespołu jest istotne też w przypadku dziewczyn. Filarem była drużyna szóstek zebrana przez koleżanki. Ale zimą się wzmocniliśmy – doszło do nas pięć piłkarek z reprezentacji niesłyszących. Realne wzmocnienie – cztery od razu wskoczyły do podstawowego składu. Ale to jest nie tylko podniesienie jakości, ale też wyzwanie dla całego klubu. Mieliśmy dylemat, jak im kibicować. I okazało się, że to impuls, by trochę bardziej rozwinąć naszą ultraskę. Śpiewaliśmy, ale w związku z niesłyszącymi dziewczynami uznaliśmy, że musimy mieć flagi, by postawić bardziej na wizualną stronę dopingu.

To bardzo miłe z waszej strony.

Rafał: Dziewczyny grały o awans, musieliśmy coś zrobić, by też poczuły moc. Ale wyobraź sobie inną rzecz. Trenerka oraz piłkarki zaproponowały, że pójdą na kurs migania, by była lepsza komunikacja w zespole.

Serio?! Całą drużyną?

Rafał: Tak. Nie wiem, czy 100% z nich, ale jest postanowienie, że idą.

Krzysztof: Zdradzasz tajemnicę szatni! Teraz rywalki też się zapiszą na kurs, by rozumieć co nasze migają! (śmiech)

Rafał: Ale są też inne historie. Na przykład niewidząca dziewczyna, która przychodzi na wszystkie mecze Złego. To znaczy ona widzi trochę, ale gdyby usiadła naprzeciwko ciebie, to chyba nie potrafiłaby określić, czy jesteś chłopakiem, czy dziewczyną. Boiska już w ogóle nie widzi. Ale na każdym meczu ma od nas transmisję. Zawsze ktoś przy niej stoi i przechodzi na komentarz radiowy. Reagujemy na bieżąco. Jak z tymi migającymi dziewczynami. Najpierw wydawało nam się, że to problem drużyny. Potem okazało się, że kibice też muszą się ustosunkować.

Jakie jeszcze macie problemy?

Rafał: Limit piłkarzy spoza UE. Przychodzą do nas chłopacy z różnych krajów, którzy mieszkają w Warszawie. Nie możemy ich pomieścić w drużynie. Mamy dwóch Wietnamczyków z polskim paszportem, więc grają. Ale na przykład Antonio, nasz trener, też chciałby występować, byłby niesamowitym wzmocnieniem, tylko nie mieści się przez limit, bo mamy już dwóch innych graczy spoza UE.

Krzysztof: Z czego tylko jeden może być na boisku. U nas jest Elias, brat trenera.

Słyszałem, że kozak.

Rafał: To w ogóle piłkarska rodzina. Ich matka jest szefową szkółki w Izraelu. I tam jest jeszcze jeden brat, działacz piłkarski. Elias chciał przyjechać do Polski i spróbować swoich sił. W Izraelu w juniorach potrafił strzelać ponad 50 bramek w sezonie. U nas w pierwszym roku zdobył 27, być może został królem strzelców. Ma 20 lat i chce iść dalej. Przysługuje nam ekwiwalent za wyszkolenie! (śmiech)

Krzysztof: Ale wracając do limitu, mieliśmy też bardzo dobrego zawodnika z Turcji, ale potrenował i musieliśmy odpuścić. Poza tym po budowach siedzi masa chłopaków z Ukrainy. Był u nas bramkarz na treningach – poziom drugiej-trzeciej ligi. Absolutnie wyróżniający się. Ale nie mogliśmy go wziąć przez limit. Szkoda.

Przy naborze kierujecie się tym, by wasza drużyna była jak najbardziej różnorodna?

Krzysztof: W życiu! Nie, nie i jeszcze raz nie. Rywalizacja sportowa to rywalizacja sportowa. Ani u chłopaków, ani u dziewczyn nie ma czegoś takiego, że ktoś gra za zasługi czy cokolwiek innego.

Rafał: Nie wiem w ogóle, co to za pytanie.

Nie miałem złych intencji. Po prostu gdy ogląda się obrazki z waszej szatni, ta różnorodność, jeśli chodzi o narodowości aż bije po oczach. Nie ma chyba drugiej takiej w całym kraju.

Rafał: To wynika tylko z naszego otwarcia.

Krzysztof: Prawdą jest, że istnieje taki bardzo fajny projekt w Warszawie, który nazywa się Etnoliga. Grają tam między sobą różni obcokrajowcy. To było miejsce, w którym powiesiliśmy plakaty. Ktoś stamtąd na pewno przyszedł. Może stąd twoje wrażenie.

Jak patrzą na was ligowi rywale? Wspomnieliście już, że dla niektórych jesteście wzorem, ale podejrzewam, że nie dla wszystkich.

Rafał: Był taki mecz, w którym graliśmy z Interem Warszawa. To wyjadacze na tym poziomie. Mecz na ich Wembley był bardzo ostry. Nasi przegrali fizycznie. Ale był tam też jeden piłkarz, który grał bardzo brutalnie, a do tego prowokował i piłkarzy, i nas kibiców. Podleciał do trybun i pokazywał „fucki”. Kilka godzin po meczu jeden z ich piłkarzy napisał do nas na Facebooku z zapytaniem, czy mamy może zdjęcia. Mamy, bo każde spotkanie dokumentujemy tak, jakby to był Finał Galaktyki. Po podaniu numeru na koszulce okazało się, że to jest ten gość.

– Prześlemy ci te zdjęcia, ale wiedz, że nie jesteś naszym ulubieńcem.

– Słuchajcie, to piłka nożna. Tak gram, bo wiem, że mogę dzięki temu zyskać przewagę. Ale poza tym, wielki szacun. I dla waszej drużyny, bo mecz był wyrównany, i dla was za atmosferę, którą stworzyliście. Gram w Interze kilka lat, ale gdyby kiedyś istniał taki klub jak Zły, to na pewno grałbym u was.

Bo wiesz – my zawsze dziękujemy nawet kibicom drużyny przeciwnej, pomimo tego, że dostaliśmy po dupie.

Krzysztof: Na boisku generalnie jest całkiem spoko. Powiem ci nawet, że widziałem tweeta sędziego, który napisał, że nie ma w niższych ligach drużyny, której tak przyjemnie się sędziuje jak naszej. Bo my mamy fair-play na sztandarach. I piłkarze są zobligowani do tego, żeby tego przestrzegać. A parę razy się zapomnieli.

Były rozmowy wychowawcze? 

Krzysztof: Trudno to tak nazwać. Ale zwracaliśmy im uwagę, że nie chcemy pewnych postaw na boisku. I rywale też się dostosowują do tego.

zły druzyna i kibice

złe dziewczyny trening

Zle dziewczyny fota

Jak jeszcze wygląda wasz doping? Wspomnieliście o braku szydery.

Rafał: Na pewno nie jest wulgarny. Mamy taką zasadę, że u nas na trybunach przeklinać wolno tylko osobom do lat 4.

Co? 

Rafał: Jeśli dzieciakowi się wymsknie, to znaczy, że gdzie podsłuchał w domu i nie będziemy go ścigać. Ale jak ktoś wypije dwa i zacznie obrażać to co innego. Ale to się nie zdarza. Czasami komuś wymsknęły się ostre słowa na temat sędziego i trzeba było reagować. Ale oczywiście, gdy gwiżdże tak, jakby miał problemy ze wzrokiem…

Monika: Co zdarza się dość często.

Rafał:… to dajemy mu to odczuć.

Krzysztof: Ale nie: „sędzia chuj”, tylko: „sędzia nie ma racji”! (śmiech)

Niełatwo to sobie wyobrazić.

Rafał: Ale to jest fajne. Kiedyś dziennikarz zapytał się mnie, czy na tym poziomie mamy już zgody z jakimiś klubami. My mamy trochę inną filozofię – my mamy zgodę z całym światem. Agresja? Tak, ale wymagamy jej tylko u piłkarzy na boisku i to w ramach fair-play. Na trybunach jest wesołe i pozytywne towarzystwo.

Krzysztof: Ale żeby nie było, że jak kibice siatkówki. Nie ma „W stepie szerokim”. Ale nasze standardy są takie, że można u nas fajnie spędzić czas z całą rodziną. Piłka jest też od tego, by przy niej po prostu pogadać.

Rafał: Dyskutujemy dużo, docieramy się. Ciekawą kwestią jest pirotechnika. Część ją lubi, część jest przeciwna i szukamy kompromisów. Chcemy, by nie była ona uciążliwa dla tych, którzy jej nie tolerują, a jednocześnie by zadowoleni byli zwolennicy.

Krzysztof: Jest to jeden z najbardziej drażliwych tematów. Nawet wśród kibicujących nam dziennikarzy sportowych, na przykład Rafał Stec jest całkowicie przeciwny pirotechnice, a Piotrek Żelazny uważa ją za fajny element. Ale szukamy porozumienia. Takie problemy demokratycznego środowiska.

Spotykacie się z agresją? Czytałem o malunkach na murze w okolicy miejsca, w którym gracie. 

Monika: Na początku były takie historie.

Rafał: Było wymalowane: „Ten Zły to cwel”. Sami to udostępniliśmy, bo uznaliśmy, że to ma taki poetycki touch!

Krzysztof: Jest ta agresja. Niedawno mieliśmy mecz quasi-derbowy z GKP Targówek. 30-40 chłopaków trochę nam ubliżało, skupiając się głównie na propozycjach seksualnych pod adresem naszych kibicek. Powiem tak – jeśli ktoś dziara sobie na łapie hasła: „Bóg, honor i ojczyzna” i składa takie propozycje, to najwidoczniej nie wie, czym są te rzeczy. A już na pewno z honorem nie ma to nic wspólnego. Ale to też jest piłka, byliśmy tego świadomi. Nie zwracamy uwagi, staramy się głośniej śpiewać.

Oczywiście poczytałem opinie na wasz temat w różnych miejscach. Jesteście lewakami?

Rafał: W jakim sensie?

W takim, w jakim przewija się to w przestrzeni publicznej.

Monika: To obraźliwe określenie.

Moje pytanie brzmi: jak u was z polityką na trybunach?

Krzysztof: Unikamy polityki. Uważamy, że to nie jest odpowiednie miejsce. Chcemy tworzyć projekt pozytywistyczny, nie romantyczny. Czyli ruch oddolny, który pokazuje, ze można działać. Nie chcemy rzucać się na rewolucyjne hasła, dlatego słowo „lewak” – chociaż pewnie nas tak nazywają – chyba nie pasuje.

Monika: Nazywają, ale tylko po to, by obrazić, bo to nie ma realnego przełożenia na rzeczywistość.

Rafał: Jedyną taka polityczną rzeczą, która się u nas wydarzyła, to chyba reakcja na tweeta Zbigniewa Bońka, który stwierdził, że „z babami o piłce nie będzie gadał”. Chamskie, słabe zachowanie. Część naszych zawodniczek wymyśliła protest, który poparliśmy, ale to chyba tyle.

Monika: Ale zwróćcie uwagę, że teraz wszystko jest jeszcze bardziej  polityczne niż kiedykolwiek wcześniej. Cokolwiek zrobimy, będziemy zaszufladkowani. Gdybyśmy zaczęli w innym czasie, byłoby może trochę inaczej. Ja mam z tym problem. Pisałam kiedyś nawet sprostowanie po wywiadzie, bo wchodzenie w twarde politykowanie w przypadku czegoś, czym mamy się bawić, jest czymś dla mnie nieakceptowalnym. Specjalnie sprowadza się to w te rejony, by móc się nawalać. A jaka tu tak naprawdę może być polityka? Żadna. Co kogo obchodzi, z kim ja sympatyzuję, czy co mnie cieszy w życiu.

Rafał: Mam takie wrażenie, że my przy tym klubie mamy tyle harówy, że nikomu nie przychodzi do głowy, żeby rzucać to na grunt polityki.

Krzysztof: Na nasze mecze chodzi chłopak, który jest na każdej miesięcznicy tragedii smoleńskiej. Jest też taki z mocno prawicowym poglądami. Dla każdego jest miejsce, nikt nie ma z tym problemu. To jest w Polsce denerwujące, że na przykład wystarczy odciąć się od rasizmu jako postawy, której nie tolerujemy na trybunach i od razu jesteś uznawany za lewackiego aktywistę. Drażni mnie ten duszny klimat.

Monika: Poza tym, my bardzo dobrze dogadujemy się z ludźmi ze wszystkich środowisk i to jest chyba nasz „problem”. Bo to nie jest tradycyjne podejście. Tradycyjne jest posiadanie znajomych tylko z jednej strony. Strasznie zaczynam się denerwować tym tematem.

Nie chciałem was urazić, rzucając tym hasłem. Bardziej sprowokować.

Monika: Ono się pojawia w tak wielu kontekstach ostatnio, że jest to trochę frustrujące i chore.

Krzysztof: Trochę jak u Lechonia: „A wiosną – niechaj wiosnę, nie Polskę zobaczę”. Ja bym chciał widzieć po prostu piłkę na boisku, a nie non stop Polskę  To nie znaczy, że nie jestem patriotą, bo czuję się nim. Ale generalnie, kurczę, to jest piłka nożna. Zielona murawa, faceci czy babki w krótkich spodenkach, a ja ich dopinguję i nie mam potrzeby wyrażania przy tym poglądów.

Powiedzcie trochę o waszej działalności kulturalnej. 

Rafał: Tego jest bardzo dużo. Generalnie jesteśmy otwarci na to, by crossować futbol z innymi wpływami, np. kulturowymi. Ale tylko do momentu, w którym nie zakłóca to samego futbolu, nie przytłacza go. Mi bardzo podobało się to, jak na początku graliśmy sparingi i były odczyty „Złego” Leosia Tyrmanda. Przecież stąd nazwa klubu – spodobała nam się przewrotność i trochę „roobinhoodowski” wydźwięk. Zgłaszają się do nas artyści, którzy chcą projektować transparenty czy szaliki.

Krzysztof: W pierwszej fazie wszyscy znajomi, którzy mają zespoły muzyczne i grają, byli namawiani, by wystąpić dla nas – tak zbieraliśmy fundusze, udawało się dzięki temu funkcjonować.

Rafał: Pod kulturę podchodzi też to, że na prawie każdym meczu domowym jest u nas  wypasiony kiermasz książek. Mamy duże stoisko, na którym można kupić książki związane z futbolem demokratycznym, komiksy czy choćby „Kopalnię”. Na spotkaniu z twórcami tej ostatniej padło pytanie, jak duży jest nakład. Wyszło, że nie jakiś zawrotny, ale i tak nie schodzi. Nie ma w Polsce rynku na takie lektury, ale u nas, na stadionie, w dzień meczowy… sprzedają się wszystkie.

Krzysztof: Wychodzimy z założenia – tak jak podobne kluby, które działają na Zachodzie – że to taka lokalna centrala aktywności społecznej. Dlatego idziemy nie tylko w rzeczy kulturalne, ale to też wolontariat na rzecz społeczności lokalnej. Zaczęliśmy prowadzić zajęcia dla dzieciaków z praskiej świetlicy środowiskowej. Dużo uwagi poświęcamy na dzień meczowy. Oddajemy krew, zbieramy na karmę dla kotów. Wierzymy, że wokół klubu może tworzyć się społeczeństwo obywatelskie.

Chciałem zakończyć pytaniem rodem z rozmowy kwalifikacyjnej. Gdzie widzicie się za 5 lat?

Monika: Chyba jesteśmy w stanie wybudować ten stadion na 5 tysięcy kibiców! Może nie za 5 lat, a za 10?

Rafał: Mamy wśród kibiców utalentowaną architekt. Powiedziała, że jak przyjdzie ten moment, to bierze to na siebie i projektuje stadion. Ja chciałbym, abyśmy za 5 lat mieli szkółkę piłkarską z prawdziwego zdarzenia. I dużą grupę kibiców, również spoza Warszawy. My o to specjalnie nie dbamy, ale fama dzięki mediom się niesie.

Krzysztof: Byli już goście z innych krajów, a ostatnio przyjechał do nas pociągiem z opiekunem Igor, nasz niepełnosprawny kibic z Kwidzyna.

To chyba duży komplement dla was jako twórców klubu.

Monika: Ogromny.

Rafał: Jeśli chodzi o piłkę, to za 5 lat obie drużyny powinny być kilka klas wyżej. Dziewczyny w Ekstraklasie. Do tego chcemy osiągnąć stabilność finansową.

Krzysztof: Permanentny rozwój we wszystkich kierunkach – to nas interesuje. Nie interesuje nas np. awans sportowy kosztem innych rzeczy.

Ale rozumiem, że jesteście na takim poziomie, że nie ma zagrożenia, że wam się to znudzi i zajmiecie się czymś innym. 

Rafał: Komuś na pewno się znudzi. Kilka osób już odpadło, bardziej przez losowe perypetie.

Krzysztof: Ale to jest całe clou organizacji demokratycznej – nie ma ludzi, których nie można zastąpić. Trzeba poszerzać bazę kibiców, bazę członków stowarzyszenia, szukać stabilizacji finansowej – rosnąć w każdą stronę. Już pojawiają się pytania o inne sekcje.

Jakie?

Krzysztof: Pewnie niedługo nasi amatorzy pobiegną w maratonach, to świetna sprawa. Z kolei kolega pytał o koszykówkę. Zbierz kilkanaście osób – ale nie tych z piłki, tylko nowych, bo nie chcemy uszczuplać kadry – i możemy zacząć to robić. Nie ma problemu. Jeśli zbierze się odpowiednia grupa ludzi, to z reguły nie ma żadnego problemu.

Rozmawiał MATEUSZ ROKUSZEWSKI

Stronę internetową Złego znajdziecie W TYM MIEJSCU. A TUTAJ fanpage.

ROKI KONIEC

KOMENTARZE (57)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
bartr

Fajne, bardzo fajne.

Hill

Tak bardzo normalni ludzie. I tak bardzo inni w kontekście polskiej piłki

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Demokratyczni to nie są normalni! To patologia jest!

AndrzejeK
Orzeł Parzeczew

Sama jestes patoligia :-)

Jakkaz

„pochodzi z Izraela, jest arabskim chrześcijaninem” – ło kurwa, jakie combo

tomaszewski123

No jak ktoś swoją edukację skończył na gimnazjum to pewnie takie rzeczy mogą być szokujące. Polecam na przykład wybrać się kiedyś do biblioteki i poczytać książki, to co kilka stron będziesz takie zaskoczenia przeżywać.

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Czyje książki i przez kogo wydane? ( i komu)

AndrzejeK
Orzeł Parzeczew

Trzeba czytac rozne, by wyrobic sobie opinie, byc otwartym, acz krytycznym.
Poprzestanie na kolorowankach i komiksach nie starczy Janeczko

Jakkaz

Wyjmijcie kije z dupy i nie bierzcie wszystkiego co widzicie w internecie za czyjąś poważną opinię, tyle powiem

AndrzejeK
Orzeł Parzeczew

A czy w ogole wiesz skad chrzescijanstwo pochodzi, he?
Twoja ignorancja to patologia synek

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Kurcze, po tym jak kiedys znałam Biblie i istote wszystkich większych religii, chyba powinnam dac sobie radę z takim pytaniem.
No i Tobie dać pare rad przy okazji.
Np. Bój sie Boga!

dlouhy

Tu nie chodzi o to „by oddać piłkę ludziom”… Przenieśmy się do początków piłki nożnej: a więc grali sobie w tą piłkę, potem na mecze zaczęli przychodzić ludzie by sobie popatrzeć na te mecze. Następnie ktoś się bardzo fajnie wycwanił i za możliwość oglądania meczów pobierał opłatę (bilety) i tak to działało i działać powinno! A że z czasem ludzie się zaczęli utożsamiać z barwami poszczególnych klubów i chcięli mieć na to wpływ… Zresztą ” d***kratyczny” w nazwie dużo o tym projekcie mówi, oczywiście złego (hehe)

LewaStronaBoiska

Jasne, bo nie ma piłki nożnej bez zamordyzmu i prymitywnej agresji. Słabizna.

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

ODWROTNO!
ZaMORDYZM I PROSTACKA AGRESJA BYWA I POZA PIŁKĄ

AndrzejeK
Orzeł Parzeczew

Jak to w zyciu

AndrzejeK
Orzeł Parzeczew

Ty w ogole nie umiesz czytac, wiec nie pisz również

Che

O taką demokrację walczyłem

Jakkaz

„Na nasze mecze chodzi chłopak, który jest na każdej miesięcznicy tragedii smoleńskiej. Jest też taki z mocno prawicowym poglądami” i taki co na PiS głosował, i taki co TVP ogląda…oczywiście domyślam się że to błąd 😉

Użytkownik usunięty
legia

przeciez napisal, ze jest miejsce zarowno dla narodowych socjalistow, jak i wolnorynkowcow. Gdzie tu błąd?

dambibi
Rote Armee Fraktion

Zdjęcie profilowe Użytkownik usunięty Mocno prawicowe poglądy wcale nie są równoznaczne z wolnym rynkiem.

Michal Sz

A z czym niby, z gospodarką centralnie planowaną?

Użytkownik usunięty
legia

w naszym chorym kraju moze i owszem, bo ludzie preferuja mniej istotna oś podziału i wolą się kłócić o kurwa in vitro, religie i inne malo istotne rzeczy. Natomiast w cywiizowanej częsci swiata, w której władzy i obywatelom zależy przede wszystkim na pomnażaniu dobrobytu, jak najbardziej.

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

A co ma prawicowosć do Smolenska?

AndrzejeK
Orzeł Parzeczew

Dobre pytanie

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Powodzenia!

Bartoni
Lechia Gdańsk

Bardzo fajna idea, wcześniej o nich nie słyszałem, a wystarczył ten wywiad żeby był to jedyny klub w Polsce poniżej szczebla centralnego któremu kibicuję.

Urkides
Legia Warszawa

Idea jest super. Myślę że tego nam najbardziej brak w Polsce, to znaczy myślenia interesem wspólnym, ponad podziałami. Już jestem wielkim kibicem tego klubu. Mam tego farta że jestem z Wawy i moge chodzic na mecze i płacic składki. Tylko nie nie znalazłem w tekście gdzie grają i jak można zostać członkiem klubu.
Myśle że ta inicjatywa trafia w sedno naszych słabości obywatelskich. My umiemy walczyć przeciwko komuś a chodzi o to żeby wspierać „coś”
Napiszcie jak sie do Was można przyłączyć. Również w sensie materialnym, to znaczy chciałbym płacic składki.

AndrzejeK
Orzeł Parzeczew

Wujek google pomoze

bastion79
KS Milan

Mam tak samo. Kiedyś abonament na sezon, każdy mecz jak święto a dzisiaj tego nie czuję. Za dużo polityki, mówienia w moim imieniu (chociaż nikogo nie upoważniłem) – czuję się tam obco. Debilne oświadczenia stowarzyszenia np. „My kibice Legii oświadczamy, że nie gwizdaliśmy na Prezydenta Dudę” Gówno prawda, ja gwizdałem. nie sam. Generalnie, w ostatnich latach wychodzi na to, że będąc kibicem wpisujemy się w określony światopogląd który z góry jest narzucony. Wypierdalać z trybun z polityką, historią, powstańcami, wyklętymi, Lisami, Michnikami itp. Wypierdalać. Lets football win.

AndrzejeK
Orzeł Parzeczew

Co do powstancow to protestuje, ale reszta jaknajbardziej na tak

13mistrz13

Wow, to jest świetne, ludzie spełniają swoje i innych marzenia.
Może za 25 lat zagrają derby z Legią w ekstraklasie.
Dużym plusem jest to że już maja sporo kibiców 250-300, to prawie tyle co przychodziło na Polonię Warszawa.

Legionista

Skończyłem to gowno czytać na akapicie „bo na Legię nie można normalnie chodzić” … reklama dźwignią handlu ale to żenada.

oi

A możesz się pogodzić z tym, że nie dla każdego kibicowanie musi oznaczać wyładowywanie instynktów stadnych i odpalanie rac? Zachęcony entuzjazmem znajomych byłem dwa razy na Legii, też czułem się źle.

AndrzejeK
Orzeł Parzeczew

Chodzi o to, ze chodzac na Legie mam wrazenie, ze nie Legia i nie pilka zawsze sa najwazniejsze na trybunach.

Legionista

i masz bardzo dobre wrażenie …

czleniubocieczolgrozjedzie

Wyjątkowo gówniana inicjatywa. Pod płaszczykiem pięknych słów przemycane są bardzo niebezpieczne wartości i poglądy. Poza tym to wszystko aż ocieka hipokryzją, I jeszcze sobie mordy Tyrmandem wycierają. Niszczyć ten syf w zarodku, bo przekształci się w drugie St. Pauli.

Przemyslaw

Konkrety poproszę. Jakie niebezpieczne wartości i poglądy?

czleniubocieczolgrozjedzie

prouchodźcze, tolerancjonistyczne, równościowe, demokratyczne.
Nie dogadamy się, dla mnie jesteście niebezpieczni i wrodzy. Życzę wam jak najgorzej.

oi

Równość i demokracja „bardzo niebezpiecznymi poglądami” – o jak jebłem XD Dziesiątki, jeśli nie setki lat w niewoli, żeby finalnie zlądować z takimi jełopami w społeczeństwie. Może jeszcze chcesz powrotu zaborów i caratu? Ludzie wschodu, psia wasza mać.

AndrzejeK
Orzeł Parzeczew

Po prostu jestes prosty i strasznie wystrachany. Boisz sie czegos, czego nie znasz, blednie oceniasz cos czego nie rozumiesz, przypinasz im latke, ktorej nie maja

Przemyslaw

Zatem skoro tak ci tu niebezpiecznie i wrogo, to żegnamy.

AndrzejeK
Orzeł Parzeczew

Inicjatywa, gdzie najwazniejsza jest pilka i gra fair, zla? Chyba masz cos nie tak we lbie

borkey24

No to zapraszamy! Stadion domowy to Kawęczynska 44, a wszystkie (a przynajmniej większość najważniejszych) informacje tutaj: aks-zly.pl

Ludwik_Dlugi

Kaweczynska? I tam chcecie budować lokalną społeczność? Na Szmulcowiznie? Coś mi się wydaję, że wasi kibice mieszkają daleko od tego boiska. Zwykła moda. Warszafka zobaczyła, że modę na kluby B klasy to zrobiła swój. Zero autentyczności. Skończy się to pewnie awanturą o kasę

AndrzejeK
Orzeł Parzeczew

Oby twoje slowa w gowno sie zamienilo

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Krzysztof Jarzyna ze Szczecina
Szef Wszystkich Szefów

Kawęczyńska należy tylko do Coco Jambo 😉

Marzyciel z zasadami

Ciekawy projekt, przyznam się , że nie słyszałem o tym klubie ani o takim podejściu do piłki. Po przeczytaniu tego wywiadu, zaczynam wierzyć w ludzi, że w piłce nie tylko o kasę chodzi. Piłka nożna jednak jeszcze żyję i ktoś potrafi się nią cieszyć. Chodzą na mecze ekstraklasy, ciężko już
zobaczyć miłość do piłki, tak wiem , że wiele ludzi powie , że Polacy to najlepsi kibice, krzyczą śpiewają itd. , ale przy tym widać wiele agresji w stosunku do innych drużyn. A i tak połowa z tych ludzi to nawet nie jacyś wielcy kibice, niestety takie są realia piłki i raczej to się nie zmieni.
A co do klubu „Zły”, wiadomo, że wasz klub to jeszcze B- klasa, ale może kiedyś uda się wam wybić wyżej i pokazać piękno piłki, że na stadionach może być normalna atmosfera bez obrażania innych, bez agresji, tylko każdy skupi się na piłce i będzie cieszył się z tego pięknego sportu i tego wam właśnie życzę. Aż zacznę śledzić wasze poczynania i z chęcią zobaczę jak to wszystko się rozwinie, mam nadzieje, że w dobrym kierunku :)
Róbcie to co robiliście do tej pory i pamiętajcie warto być człowiekiem

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Annak1975
Wierna kibicka zwycieskich drużyn.

Pytanie do mirków, które w komentarzach przestrzegają przed demokracją i tolerancją. Co wy macie we łbach? PRL?

Klejnot Nilu

Mirków? Pozdrawiam, ale portale ci się pomyliły xD

Szary

Petarda pomysł!!!!
Powodzenia.
Dzięki fajnie się czytało

sztrasburger

DuO o grzecznym kibicowaniu a malo o samej dzialalnosci takiego klubu. A szkoda. Slyszalem o nim sporo a tu dowiedzialem sie tylko ze prezes tylko jest bo musi byc.

Marcin Bauman
Arsenal Football Club

TEGO NIE ZOBACZYSZ NA MAINSTREAMOWYM MACZYSTOWSKIM GROUNDHOPPINGU

LEWACTWO STWORZYŁO DEMOKRATYCZNY KLUB SPORTOWY CZYM WKURWIŁO PRZEMYSŁ GROUNDHOPPINGOWY

[ZOBACZ JAK]

Darek900

Woow
/

Mariusz87

Demokratyczne pedały.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

Szamoobrona