Niepokojący przypadek Adriana Miedzińskiego. Bez hamulców jest nie tylko jego motocykl
Inne sporty

Niepokojący przypadek Adriana Miedzińskiego. Bez hamulców jest nie tylko jego motocykl

Skąd tak zatrważająca liczba samobójstw u żużlowców? Trener Marek Cieślak próbując to wytłumaczyć, doszedł do prostego wniosku – na torze są herosami, a poza nim to często kompletne pierdoły. Analizując ostatnie wypadki Adriana Miedzińskiego, warto zastanowić się, czy problem nie jest nieco głębszy, a kłopoty w życiu prywatnym sportowców nie biorą się z negatywnych skutków uprawiania danej dyscypliny. Czarny sport to świat, gdzie bariera strachu nieustannie się przesuwa. Co należy zrobić, by nie dopuścić do kolejnej tragedii?

Ostatnia niedziela, jedzie najlepsza żużlowa liga świata. Na Motoarenie bijący się o fotel lidera Falubaz Zielona Góra mierzy się z plasującym się nieoczekiwanie pod koniec stawki Get Wellem Toruń. Spotkanie jest zacięte, zaraz po zakończeniu zawodów jedna z gazet nazwie je efektownym horrorem.

Czternasty bieg zmagań. Na wyjściu z drugiego łuku na trzecią pozycję wysuwa się Jason Doyle, zaraz za nim pojawia się Adrian Miedziński. Dwukrotny drużynowy mistrz świata nie chce dostrzec jadącego przed nim rywala i jak gdyby nigdy, skręcając na prostej, uderza w motocykl Australijczyka, tracąc panowanie nad własnym. Z impetem uderza głową o maszynę, wpada w dmuchaną bandę. Traci świadomość, tor opuszcza na wózku, stadion w karetce. W szpitalu lekarze stwierdzają złamanie kości łokciowej i promieniowej.

Musieli go wręcz zeskrobywać z bandy. On od roku jeździ jak świr – powiedział mi kolega, zapalony fan żużla, do którego zadzwoniłem zaraz po zdarzeniu.

I faktycznie, jakby się nad tym zastanowić, Miedziński od początku zawodów kipiał agresją. W trzecim biegu został wykluczony, po tym, jak bezpardonowo wszedł pod ścinającego do małej Jacoba Thorssella. Dla komentującego zawody Mirosława Jabłońskiego tak niebezpieczna jazda zawodnika „Aniołów” to bandytyzm. – Nie było tam próby uniknięcia kontaktu. Z perspektywy całego sezonu Adrian jedzie najlepiej z toruńskiej ekipy, ale czasami jest wolniejszy od kogoś i próbuje w niesportowy sposób przeszkodzić rywalowi.

Wykluczenia Miedzińskiego sypią się jedno za drugim. Dziennikarz żużlowy Dariusz Ostafiński pisze wprost: – W tym sezonie nie ma meczu, w którym Adrian Miedziński nie spowodowałby jakiegoś karambolu, względnie sam nie upadł na tor.

Nie tylko on zauważa, że reprezentant Polski stracił instynkt samozachowawczy. Co jest tego przyczyną? Ludzie śledzący karierę Miedzińskiego jednoznacznie wskazują na fatalne wypadki z poprzednich sezonów. Chodzi przede wszystkim o kraksę z meczu Czechy-Polska w Pradze (Miedziński doznał wstrząśnienia mózgu, przez 30 minut nie miał kontaktu ze światem), zdarzenie w spotkaniu Swindon-Poole (dłoń Polaka dostała się w okolice zębatki, złamał trzy palce) oraz groźny upadek podczas Grand Prix Bydgoszczy. Na GP Polak wstał i próbował natychmiast kontynuować jazdę. Wyglądał jednak jak Dariusz Michalczewski po nieprzepisowym ciosie Graciano Rocchigianiego.

Po wywrotce w Bydgoszczy Miedziński próbował nie tylko wstać i dalej się ścigać, ale starał się także uciec przed ludźmi z zespołu medycznego Polskiego Związku Motorowego. Przedstawiciel PZM Piotr Stencel rozmawiał na temat żużlowca z serwisem Sportowefakty. – Od pewnego czasu obserwujemy, że dzieje się z nim coś złego. Pamiętam, jak kiedyś wkomponował Emila Sajfudinowa w bandę. Trzeba zmobilizować toruński klub, żeby dopilnował zawodnika, który powinien się kompleksowo przebadać. Może też zrobić badania psychiatryczne.

Co oznacza w tym przypadku zwrot „kompleksowo przebadać”? Stencel na myśli głownie elektroencefalografię. EEG wykonuje się najczęściej przy śpiączce, padaczce i problemach ze snem. Praca układu nerwowego Miedzińskiego, jak i zresztą innych żużlowców, może być zaburzona. W końcu wypadki na torze wydają się dużo groźniejsze dla ludzkiego mózgu niż zderzenia głowami futbolistów amerykańskich. Na przełomie dziesięcioleci doktor Bennet Omalu dowiódł związek pomiędzy urazami głowy graczy NFL a ich późniejszą depresją i samobójstwami.

Należy w tym miejscu przypomnieć historię Roberta Dadosa. Punktem zwrotnym w karierze i życiu „Dadiego” był koszmarny wypadek motocyklowy nieopodal stadionu żużlowego w Grudziądzu. Mistrz świata juniorów z 98 r. wjechał ścigaczem w wymuszającego pierwszeństwo Poloneza. Złamał nadgarstek, żebra i obojczyk. Najpoważniejsze były jednak obrażenia wewnętrzne. Od tego momentu balansował na granicy życia i śmierci, Gdy pierwszy raz próbował popełnić samobójstwo, uratował go mechanik. Za drugim razem – żona. Trzecia próba okazała się skuteczna, powiesił się w stodole, był sam. Kilka miesięcy przed ostatecznym rozwiązaniem życiowych zawirowań wystartował w Grand Prix Danii. Uwagę obserwatorów przyciągnęło wówczas jego dziwne zachowanie po wygraniu biegu. Dados jeździł w kółko i nie chciał opuścić toru.

W środowisku żużlowym zwykło się mawiać, że jeżeli kości nie ma na wierzchu, to jedzie się dalej, show must go on. Gdy w 2012 roku na skutek makabrycznego wypadku, w szpitalu zmarł Lee Richardson – mimo protestu niektórych zawodników – kontynuowano mecz Stal Gorzów–Falubaz Zielona Góra.

Sport sportem, a życie życiem. Dlatego i my apelujemy do Miedzińskiego: Adrian, chłopie, zamiast każdorazowo oddawać książeczkę o zdolności do jazdy kapitanowi lub kierownikowi drużyny, idź dokładnie się przebadać. Ostatnio w światku żużlowym było za dużo tragedii, kolejna naprawdę nie jest potrzebna…

HK

KOMENTARZE (25)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
MaciekGKS

Fajnie, że podjęliście temat, ale Miedziński w 3.biegu atakował Thorsella od wewnetrznej. 😉

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

oglądam piłkę nożną dla beki
Boston Celtics/Falubaz Zielona Góra

Mam dwa pytania – brakuje mi tego w artykule. Średnio raz na sezon (mówię jako laik) zdarza się jakiś prawie śmiertelny lub śmiertelny wypadek. Na przykład Lee Richardson, czy ten człowiek z (chyba) Unii Tarnów. Za każdym razem słyszę rozpaczanie, i wielkie debaty, jaki to ryzykowny sport a potem za jakiś czas znów to samo. Stąd chętnie się dowiem:

1) Czy statystyka wypadków jest normalna, i nie odbiega od każdej innej ligi żużlowej, czy nasza liga poza mianem „najlepszej” zasługuje też na miano „najmniej bezpiecznej”?

2)Jakie działania podjęła nasza Ekstraliga (pomińmy wszystkie ckliwe oświadczenia) żeby zwiększyć bezpieczeństwo żużlowców. Jakieś badania? Jakieś ograniczenia mocy silników? Jakieś dodatkowe zabezpieczenia?

Dzięki wielkie.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Świroos

Co ty gadasz za głupoty o dmuchanych bandach na prostej. Takie bandy były kilka lat temu i okazały się na prostej bardziej niebezpieczne niż brak band. Bandy dmuchane są i będą na łukach na prostych nie.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Świroos

„Mają wprowadzać niedługo bandy pneumatyczne na prostych”. Pierwsze zdanie twojego komentarza. Bez odbioru.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Świroos

Oj widzę, że idiota dorwał się do klawiatury. Pneumatyczna oznacza bandę dmuchaną. Tutaj masz definicje pneumatyki: nauka, będąca działem inżynierii mechanicznej, zajmująca się konstruowaniem i praktycznym wykorzystaniem urządzeń, w których przekazywanie energii i sterowanie realizowane jest za pomocą sprężonego powietrza (bądź innego gazu o podobnych właściwościach) jako czynnika roboczego.
Jeżeli więc pneumatyczna nie oznacza dla ciebie dmuchanej to jesteś idiotą. Radzę nie używać słów, których znaczenie nie rozumiesz.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

m1025

tylko ze wiekszosc groznych wypadkow jest na prostych i latwych technicznie torach. Najwieksze zniwo zebral najlatwiejszy tor w Polsce – Rzeszow, nikt sie nie zabil w Grudziadzu czy Rawiczu. Na kartofliskach owszem dochodzi do upadkow , ale w wiekszosci sa niegrozne.

PawelGRZ
Zawisza Bydgoszcz Duma Kujaw

Jeżeli chodzi o bardzo poważne wypadki to zdarzają się one w innych krajach równie często:
2013 – śmiertelny wypadek Matiji Duha w Argentynie
2014 lub 15 – śmiertelny wypadek Grzegorza Knappa w Holandii
Były też wypadki po których zawodnicy zapadali w śpiączkę (Jernej Kolenko 2007 w Słowenii i Ricky Ashworth 2015 w Anglii), łamali kręgosłupy (tu nawet nie chcę wyliczać) lub tracili palce.
Dla zwiększenia bezpieczeństwa parę lat temu myślano o ograniczeniu mocy w motocyklach i nic z tego nie wyszło.

oglądam piłkę nożną dla beki
Boston Celtics/Falubaz Zielona Góra

Dzięki wielkie za odpowiedzi.

Lukas_magnus

Szkoda że autor tekstu, nie przygotował się przed podjęciem tematu. W dodatku brak konsekwencji ( albo brak znajomości dyscypliny o której się piszę).
Po pierwsze piszecie ” Dwukrotny drużynowy mistrz świata nie chce dostrzec jadącego przed nim rywala i jak gdyby nigdy, skręcając na prostej, uderza w motocykl Australijczyka, …” , ” Pamiętam, jak kiedyś wkomponował Emila Sajfudinowa w bandę.” Emil pomimo braku miejsca pchał się pomiędzy Miedziaka a bandę , a w konsekwencji został wykluczony w pamiętnym półfinale w roku 2013. Zresztą ten mecz był bardzo ostry, Sam trener Dzikowski zalecał swoim zawodnikom zamykania drogi przy bandzie ( co zostało zarejestrowane przez kamery NC+ )
Po drugie o śmierci śp Lee Richardsona zawodnicy wiedzieli jeszcze przed rozpoczęciem zawodów. Szopka zaczęła się w momencie gdy magiczna drużyna zaczęła przegrywać , a jako usprawiedliwienie przywoływała śmierć kolegi. Wietrząc w tym swój interes do powtórki spotkania w innym terminie. https://www.youtube.com/watch?v=BFwOY-daUeI

Piotr Szkudlarek
Warta Poznań

A kogo interesuje zuzel poza toruniem zielona gora i lesznem?

Mikas
West Ham United

Kogoś chyba jednak tak, skoro nie dość że kliknął, to jeszcze napisał komentarz

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

chloniak

Artykuł o żużlu pisany przez człowieka który o żużlu nic nie wie a osoby którymi się posiłkuje też nic nie wiedzą o tej dyscyplinie. Adrian Miedziński jeździ od 2001 i co tu dużo mówić choć jeździł w drużynie Aniołów to bliżej mu do tych z pod znaku Hells Angels niż tych z plastronu klubowego. Facet zawsze był nieustępliwy i niestety często zdarzało mu się przekraczać granice kiedy jego nieustępliwość zaczyna zagrażać bezpieczeństwu partnerów z toru. Ludzie którzy żużel znają wiedzą że jak jedzie Miedziński to wszystko jest możliwe. Insynuowanie że od roku coś się z nim dzieje to bujdy (a nawet jeśli ma jakieś prywatne perturbacje to nie mają z treścią artykułu nic wspólnego) Po prostu facet ma jaja a w klubie od początku sezonu są też jaja, ekipa mająca walczyć o tytuły będzie walczyć o utrzymanie, no może o miejsca 5-6. I tu jego nieustępliwość, przywiązanie do klubu (nigdy nie zmienił barw) bierze górę nad umiejętnościami, bo wjeżdżając tam gdzie inni nawet nie pomyślą, atakując przeciwnika po prostu nie starcza umiejętności. Żużel to sport kontuzjogenny, to zabawa w której musisz być szalony ale musisz też mieć umiejętność panowania nad maszyną tak by nie zrobić krzywdy koledze z toru. To też taki sport gdzie jeździ się na „żyletki” a to często oznacza że nie do końca jesteś wstanie zapanować nad wszystkim. Wystarczy koleina, głupi defekt jak zerwany łańcuch i lecisz w bandę, czasem sam ale często z kolegą-ami. Tak to prawda żużel to nie jest sport wielkich miast, ale czy ludzie ci to pustaki bo nie z Warszawy. Po prostu ten sport naprawdę wypala ludzi, jeden wygrany bieg, jeden meczowy komplet i jesteś dla kibiców Bogiem ale gdy tylko coś ci nie pójdzie jada z tobą jak z burą suką a do tego dochodzi ten stres związany z ryzykiem. Ktoś powie że jak u piłkarza no nie bo czym ryzykuje pan piłkarz w najgorszym wypadku więzadła krzyżowe, otwarte złamanie a jak jeszcze porównamy kasę za to i za to to się nie dziwię, bo i kasa nie taka a ryzyko największe z możliwych. Artykuł z dupy. Moja teza co do samobójstw u żużlowców jest taka że ci co się targnęli na swoje życie to byli ludzie nad wyraz inteligentni, mądrzy i mający z tym problem bo jak normalnie wytłumaczyć to co robią i to do nich docierało. Lubię żużel, mieszkam w mieście żużlowym i uważam że to świetny sport, niestety tam gdzie są pieniądze tam też pojawia się brud. I na koniec Miedziński przesadza przez całą karierę ale to nie jest typ mordercy ani tym bardziej samobójcy.

m1025

co do tych samobojstw, to nie wiem jak ma sie ewentualnie kwestia ekspeymentowania z roznymi srodkami plus relatywnie duzo wolnego czasu. jednak pilkarz wiecej czasu poswieca na trening niz zuzlowcy.

chloniak

I tu jesteś w błędzie, gdyż przeciętny żużlowiec (a owi samobójcy byli uznanymi zawodnikami) zalicza od 3 do 5 zawodów w tygodniu. Nie jest niczym nadzwyczajnym nawet 6 imprez w tygodniu (liga polska, angielska, szwedzka, do tego różne eliminacje i zawody indywidualne). Sezon zawsze zaczyna się w kwietniu kończy generalnie w październiku, przygotowania zaczynają się do sezonu najpóźniej w styczniu (góry, siłownia czyli ogólnorozwojowy. Jak pogoda pozwoli to pierwsze treningi na torze w marcu (jak nie w Polsce to we Włoszech czy Słowenii, wielu zawodników to pasjonaci motocrossu czyli znów Hiszpania, Włochy itp.) Piłkarz polskiej ligi to przy nich raczej turysta dorabiający na 1/2 etatu graniem w piłkę (mam na myśli czas). Co do używek, no nie wiem bo to jednak stępia umysł a start z pod taśmy to podstawa a tam liczy się refleks, choć wielki stres może popchnąć do tego.

m1025

Sam wiesz, ze intensywnosc sezonu jest dosyc zmienna. Nie wierzylbym we wszystko co zuzlowcy wygaduja w wywiadach. dobrze wieszze wiekszosc z nich nie potrafi poprawnie trzymac srubokretu i sprzetem zajmuja sie mechanicy. Od pazdziernika do lutego maja plaze

Przemysław Kow.

Ostafiński jako autorytet i to wystarczy,
Nie przepadam za Adrianem, ale nawet w tym wyścigu co jest na filmiku to Doyle zawinił także !
Jednak czy tu trzeba znać się na żużlu, lepiej głosić jakąś sloganową propagandę.
Miedziński co mecz kogoś wywraca ? Nie zauważyłem.

Przemysław Kow.

Kim Ty jesteś „HK” by wysyłać sportowca do lekarza ?!!

Ojciec Mateusz

nie chcąc wchodzić w polemikę warto by poprawić ze Lee był zawodnikiem Stali ale Rzeszów. Tak żeby mu tam na górze bylo miło…

Andrzej Dudziarz

Chory psychicznie człowiek, który prędzej czy później kogoś zabije.

wpDiscuz