Image and video hosting by TinyPic
Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Robert Lewandowski jest piłkarzem z innej planety, ale czasem wydaje się też człowiekiem z innej planety. Siłą rzeczy, przez sławę, pieniądze, jego życie wygląda zupełnie inaczej niż nasze. Czy mu to się podoba czy nie, kawy na krakowskim rynku w spokoju się nie napije, burgera zjeść nie może, na piwo ze starymi znajomymi nie wyskoczy. Gra dla nas, w biało-czerwonej koszulce, jest źródłem dumy, ale wydaje się momentami odległy. Choć Robert stara się być na tyle przystępny kibicom na ile może, tak dawno nic mi go tak nie przybliżyło, jak jego krótkie wspomnienie o mundialu w Korei.

– Pamiętam, że w 2002 r. mecze zaczynały się o 12 albo 13.30, musiałem się zwalniać z ostatnich lekcji, by oglądać Polaków na mistrzostwach w Korei i Japonii.

Powiedział Robert w Gazecie Wyborczej i nagle stanął mi przed oczami czternastoletni Lewandowski, chłopak taki sam jak my wszyscy, zajarany Dudkiem, Świrem, Hajtą i Kryszałem. Mój rówieśnik, pędzący z tornistrem na plecach przed telewizor, mający zaraz obejrzeć największe piłkarskie wydarzenie swojego dotychczasowego życia.

Korea Południowa – Polska było wydarzeniem pokoleniowym. U nas cała szkoła dostała wolne na dwie czy trzy ostatnie lekcje. Jestem pewien, że równie zadowoleni byli z tego faktu uczniowie jak i nauczyciele. My poszliśmy połową klasy do jednego z kolegów, w tym również dziewczyny, które nie kumały z piłki nic. Siadaliśmy na podłodze, cały pokój ludzi. A potem mecz. Sytuacja Krzynówka z ostrego kąta, niezły start, a dalej… dalej wszyscy wiemy jak było.

Fragment filmu „W kadrze” Tomka Smokowskiego

Niby wiem, że Robert nie urodził się bijącym rekordy piłkarzem Bayernu, ale jednak każde jego foto w barwach Znicza czy innego Poloneza uderza z wielką mocą. Tak samo wizja Roberta kroczącego 4 czerwca 2002 tą samą ścieżką co my wszyscy. Wychodził wcześniej ze szkoły by zobaczyć pierwszy za swojego życia mecz Polaków na finałach wielkiej imprezy. Pewnie szedł gdzieś z kolegami, dziwił się hymnowi w wykonaniu Edyty, a potem przeżywał wielkie rozczarowanie. Dzisiaj ten sam chłopak, który wtedy siedział przed telewizorem prowadzi nas na mundial. Wczoraj jadł „Maczugi” patrząc na męki Kałużnego, dzisiaj bierze reprezentację Polski na plecy i ciągnie do wyniku. Jarał się nie dającemu nic 3:1 z USA, jutro może sprawić, że taki mecz nam się w Rosji nie przydarzy.

To piękna, wielka historia. Jedno zdanie z wywiadu, a pomogło mi – by tak rzec – zbudować nową ważną więź z kapitanem kadry. Sprowadzić go dla mnie na ziemię.

Zresztą, w tamtym wywiadzie pada jeszcze jeden bardzo istotny fragment. Robert zostaje zapytany o przyszłość reprezentacji.

Nie wiem, co będzie za kilka lat. Albo bliżej. Czy szkolenie jest na takim poziomie, że piłkarze, którzy wejdą do kadry, będą jej wzmocnieniem? Niepokoję się o to. Nie wiem, czy znalazłbym wielu zawodników w wieku 18-22 lata, którzy zaraz powinni dołączyć do reprezentacji, zdolnych od razu wejść do pierwszej jedenastki.

Na przykład rocznik 1985 r., królujący na prawej stronie Kuba Błaszczykowski, Łukasz Piszczek….

Tego ostatniego może zastąpić Bartek Bereszyński. Ale widzicie jeszcze kogoś, żeby była rywalizacja? Widzicie jakichś młodych bocznych pomocników? Czy nowi się pojawią, czy będą w stanie wejść do pierwszej jedenastki?

Realna ocena sytuacji, ostra, bez koloryzowania. Odpowiedzialność na innym poziomie, czyli troska nie tylko o wynik najbliższego meczu, nie tylko o drużynę, w której się gra, ale też o to jaka będzie kadra za parę lat. Jest tu ciut więcej zaangażowania, niż za czasów kadrowiczów najbardziej zmartwionych o to, czy w hotelowym barku nie zabraknie białej i łychy.

Robert daje dumę bramkami, Robert jest znakomitym wzorem dla dzieciaków w czasach, gdy plagą jest opuszczanie w-fów, Robert odpruwa łatkę polskiego piłkarza-hulaki. Ale też uderza jak jest zajarany polską piłką. Tym, żeby było lepiej, nie jutro, ale też za dziesięć lat. Nie tylko w kontekście kadry, ale całej kondycji naszego futbolu.

Tak. Nigdy już nie zapomnę, że Robert jest z naszej planety. Na zakończenie kariery ode mnie ma globus Polski (odbiór we własnym zakresie).

***

Porwała mnie perspektywa kamery FPP, która towarzyszyła Roberto Carlosowi podczas meczu Legendy Realu – Legendy Romy. Zawsze byłem ciekaw jak wygląda wielki mecz z perspektywy nawet nie murawy, ale – po prostu – biorących w nim udział. I to jest najlepsze co do tej pory dostałem.

Oczywiście pisaliście, że gdy Roberto Carlos biegnie, prawie nic nie widać. Ależ przecież szaleństwem byłoby myśleć, że ta kamera powstaje, by ktoś mógł oglądać Cracovia – Wisła Płock z perspektywy Polczaka. Powyższa kamera doskonale sprawdzi się w momencie, gdy widz sam otrzyma wybór, którą chce oglądać. Dzisiaj mamy narzuconą z góry realizację meczu, tak jak kiedyś mieliśmy narzuconą z góry telewizyjną ramówkę. I tak jak za sprawą internetu oraz różnych Netflixów telewizyjne ramówki tracą monopol, tak samo dla transmisji sportowych przyjdzie moment uwolnienia.

Chcesz – oglądasz tradycyjnie. Chcesz – śledzić wszystko z wysokości spider cam. Przełączasz się na trybuny, robisz zbliżenie. I w tym wszystkim widzę też rolę dla FPP. Ujęcie jedenastki z perspektywy strzelającego lub bramkarza? Powtórka sam na sam w podobnej konwencji? Rzut wolny oczami strzelca lub stojącego w murze? Taka kamera nie ma szans być wykorzystywana w inny sposób, niż jako okraszenie transmisji. Ale smaczki, jakie da, będą przyprawą intensywną, pyszną, aktualnie niemal nie używaną.

***

Widzew i ŁKS zostają w III lidze. Awans wywalczyła Drwęca Nowe Miasto Lubawskie, której największym sukcesem w historii jest zostanie czerwoną latarnią I ligi w sezonie 05/06. Po spadku Polonii z II ligi, w jednej trzecioligowej grupie znajdą się zdobywcy łącznie ośmiu mistrzostw Polski. Na dokładkę rezerwy Legii, Świt Nowy Dwór, spadkowicz Olimpia Zambrów.

To trzecioligowe piekło, które Widzew dopiero poznaje. Osobiście nie jestem wcale zdziwiony brakiem awansu, nie uważam też, że stała się wielka tragedia. Kibice zrobili w tym roku wspaniałą robotę, dzięki nim głośno o RTS było w całej Polsce, a pisali o Widzewie i za granicą. W klubie być może zaraz pojawi się możny sponsor.

Ale wyniki to boisko, piłkarze, nie marka czy portfel. Pieniądz to nie czarodziejska różdżka, pieniądz nie strzela bramek. Man City, choć otrzymał kolosalne pieniądze od szejków, kilka lat musiał czekać na sukcesy. Uważam, że dwa lata na awans z III ligi to rozsądny plan i dlatego po obecnym – cicho sza. Narzekać nie mam zamiaru.

No dobrze, może tylko wspomnę o ciekawostce, jaką portal derbylodzi.pl wydobył na temat trenera Cecherza. Przeanalizowano tam słowa szkoleniowca z pomeczowych konferencji. Zaskakująco często uderzał w te same struny:

Motor Lubawa 2:0

Może gdybyśmy wykorzystali sytuacje z pierwszej połowy, to grałoby się inaczej.

Concordia Elbląg 2:2

Mieliśmy kilka sytuacji, których nie wykorzystujemy.

Lechia Tomaszów Mazowiecki 2:1

Szkoda, że nie byliśmy bardziej skuteczni przy wykorzystywaniu akcji.

Ursus Warszawa 1:1

Mieliśmy jeszcze 2-3 sytuacje, które mogły nam dać bramkę.

Ruch Wysokie Mazowiecki 1:0

Stworzyliśmy sobie mnóstwo sytuacji i nie wiem, jak skomentować ten brak skuteczności.

By wspomnieć kilka, bo na wszystkie szkoda miejsca. Ja wiem panie trenerze, wyręczę pana: otóż żaden zespół w historii świata, ani Barcelona Guardioli, ani Real Madryt z lat sześćdziesiątych, ani złoci Canarinhos, ani nawet trzecioligowy Widzew, nie wykorzystuje wszystkich dogodnych sytuacji. Nie robi tego Messi, Ronaldo, nie robili Inzaghi i Romario, więc nie zrobią tego też Bartosiewicz z Okuniewiczem.

Ja rozumiem, że można się zżymać na skuteczność, ale jak pan to robi niemalże co mecz, to w końcu godzi przede wszystkim w skuteczność własnych metod.

***

Oczywiście nic nie przebije i tak finiszu ŁKS:

***

Najważniejsza sprawa dzisiaj: ratujemy życie Martynki, ratujemy szczęście pewnej rodziny. Przeczytajcie poniższy list.

„Tylko tydzień będzie trwała walka o życie mojego dziecka. Dostałem jasną informację – do najbliższej środy muszę zdobyć lek, który jest ostatnią szansą na pokonanie raka mojej córeczki. Jeśli nie uda się doprowadzić do przeszczepu szpiku, moja Martynka umrze. Jestem ojcem, a moje dziecko umiera na białaczkę i w tej chwili nie mam już czasu, ani wstydu. Muszę zdążyć, dlatego błagam o pomoc, jak tylko umiem. Kocham Martynkę nad życie i zrobię wszystko, by ją ratować. Pomóżcie mi, proszę.

BLINATUMOMAB – lekarstwo, które w najbliższą środę musi znaleźć się w klinice, jest niewyobrażalnie drogie, ale nie tak drogie, jak życie mojego dziecka.

Przeszliśmy z Martynką przez piekło, przez 20 miesięcy płakaliśmy, kiedy było bardzo źle i cieszyliśmy się, gdy rak odpuszczał. Po tym, co przeszła, nigdy nie powiem jej w oczy, że przegrywamy, tak jak nigdy nie pokazałem jej, jak płaczę. Najpierw wiadomość o tym, że jest śmiertelnie chora, później okropne, wyniszczające leczenie, wypadające włosy, posterydowa opuchlizna. Na Boga, ona ma dopiero 13 lat, a wycierpiała już tak wiele, umierała mi tyle razy.

Pamiętam dzień, kiedy poszliśmy razem do kina, a po wyjściu Martynka niemal płakała z bólu, mówiła, że to wszystko przez te niewygodne fotele, że nie wytrzyma dłużej. Na te bóle stawów skarżyła się już wcześniej, dlatego zabrałem ją do szpitala w Płońsku, stamtąd przekierowano nas do Międzylesia i szukano dalej przyczyny. Tam pierwszy raz padło słowo, które zmieniło moje życie, a jej miało zakończyć – rak, białaczka, nowotwór całego organizmu, rozsiany we krwi. Ponad 70% komórek nowotworowych w szpiku. Sprawdzano wszystkie organy, badano całe ciało, a ja modliłem się o cud, o to, żeby to wszystko było złym snem. Nie było, Martynka miała już zainfekowany organizm, wszystkie możliwe objawy, wymagała natychmiastowego leczenia. Miałem łzy w oczach, kiedy zakładano jej dojście centralne w klatce piersiowej. Ona jeszcze nie wiedziała, co ją czeka, mi lekarz powiedział, co planują.

1497442670

Zaczęło się to, co najgorsze, a jednocześnie to, co daje nadzieję – leczenie, które dla Martynki stało się dramatem. Ona zawsze była taka ładna, tak dbała o swoje długie włosy, a chemia zaczęła odbierać jej wszystko. Rak i jego leczenia to choroba, którą psychicznie lepiej znoszą chłopcy, łatwiej pogodzić im się ze stratą włosów, mniej myślą o tym, jak wyglądają. Każdym zmysłem czułem to niewypowiedziane cierpienie mojego dziecka, które z bólu nie mogło wstać z łóżka, któremu garściami wypadały włosy. Sterydy w astronomicznych ilościach wzmacniały organizm, ale powodowały zatrzymanie wody, opuchliznę, przyrost masy ciała praktycznie w kilkanaście dni. Skóra pokryła się rozstępami, a samopoczucie sięgnęło dna. Nie wiem, kto bardziej cierpiał, ona czy ja, widząc, co się dzieje. Starałem się stwarzać pozory, nie mówić o ratowaniu życia, tylko o leczeniu, o tym, co będzie, kiedy się to wszytko skończy. Mówiłem o tym, czego boję się najbardziej, bo jak mówić o przyszłości, która może nie nastąpić…

Kiedy dzieci zaczynały rok szkolny, Martynka przyjmowała chemię, 4 bloki chemioterapii, która miała powstrzymać raka, powstrzymały życie na rok. Rak mojego dziecka poustawiał całe nasze życie pod siebie, rozciągając je pomiędzy szpitalne oddziały, a chwile w domu, kiedy trudno było powstrzymać strach i łzy. W szpitalu na Martynkę czekał tylko ból i pusty szpitalny pokój, w którym moja mała córeczka toczyła walkę o wszystko. Za nami są chwilę, do których tak bardzo nie chcemy wracać, gorączki, wybroczyny, sepsa i znów łzy na korytarzu, tak by nie widziała. Na remisję czekaliśmy niemal rok, więc była prawdziwym świętem.

Kiedy wróciła do domu, zaczynała też wracać do zdrowia, normalnie wyglądać, a na jej buzi pojawił się pierwszy raz od dawna uśmiech. Mogłem patrzeć na nią godzinami, bo czułem, że odzyskałem kogoś najważniejszego na świecie. Teraz miało być już dobrze, tak bardzo chcieliśmy zapomnieć przeszłości. Rak nie odpuścił. W grudniu Martynkę zaczął boleć kręgosłup, pojechaliśmy do szpitala, nie było czasu na strach, bo cios przyszedł błyskawicznie – wznowa! Wszystko na nic.

Nie umiałem tego wszystkiego ogarnąć, nie umiałem jej pocieszać, kiedy zakładali jej kolejny raz wejście centralne na chemię. Martynka nawet nie płakała, nie bała się, jej oczy pełne były żalu, którego nie umiem nawet opisać. Wigilię spędziliśmy razem, w domu, nie wiedząc nawet, czego sobie życzyć. To był bardzo smutny dzień, a już w pierwsze święto trafiliśmy na oddział. W szpitalach na święta ludzie wychodzą do domu, a ja przywiozłem moje dziecko, nie wiedząc, czy i kiedy wyjdziemy. Wszystko, co najgorsze, zaczęło się od nowa. 4 bloki chemii, wstrząs septyczny, zapalenie bakteryjne, sterydy, antybiotyki. Dotrwaliśmy do maja, kiedy Martynka mogła mieć przeszczep, na który po prostu nie zdążyliśmy znaleźć dawcy. Rak się odrodził, więc podjęto decyzję o 5 bloku chemii, która zwyczajnie już nie działa.

Lekarze postawili sprawę jasno. Na następny przeszczep nie ma szans, mimo że znaleźliśmy dawcę. Zbyt dużo komórek raka jest w ciele mojego dziecka. Ostatnią szansą jest Blinatumamab – 22 ampułki są jedyną nadzieją dla mojej córeczki. Nie wyobrażam sobie, że może się nie udać. Błagam, pomóżcie mi ratować moje dziecko, teraz kiedy jeszcze nie wszystko stracone.”

Możemy pokazać, że Martyna i jej rodzina nie są samotni. Możemy dać im nadzieję. Możemy dać szansę na cud.

Usłyszeć, że Martyna wyzdrowiała, że żyje normalnie – to byłaby piękna informacja, ruszająca struny.

Zbiórka prowadzona jest za pośrednictwem portalu Siepomaga.pl

Leszek Milewski

A ty jak i gdzie oglądałeś Korea Południowa – Polska?

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

43 komentarzy do "Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI"

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
szemrany

Link do poprawy.

Mr. Robot

Pamietam te gorace lato 2002, pod blokiem z kolegami rozstawilism namiot w ktorym spalismy cale wakacje ( w sumie to dluzej bo juz od czerwca namiot stal ) pod czujnym okiem rodzicow spogladających zza firanki, pamietam jak gralismy w nim kapslami/krążkami/czymstam z flagami panstw i miast ze snaków, biegalem po boisku szkolnym i krzyczalem El Hadżi Djuf, chociaz procz tego ze jest czarny i z senegalu to malo wiedzialem no ale wygrali z Wielką Francja, mecz Brazylii z turcja i powitanie Ronaldo z hm Turkiem ktory tez mial smieszna fryzure i sztuczke jednego z nich nad R.Carlosem, czlowiek dniami probowal tak zrobic, no i oczywiscie final i wielki Ronaldo Luiz Nazario De Lima, to byly piekne czasy :) Pozdrawiam wierny kibic pilki rocznik 91

mingo

„Wczoraj jadł „Maczugi” patrząc na męki Kałużnego,”
Znając jego, to już wtedy wpierdalał kulki mocy 😀

Gino Lettieri vel. Wunderwaffe

Euro wizje…

Spójrzcie na balon! Och, jaki wielki!
I kolorowy jak haribo żelki!
Wzlecimy w niebo, jak Ikar i Dedal,
Bo polscy chłopcy wywalczą medal!

Toż Euro w Polsce! Nasze stadiony!
Ogłosić trzeba na wszystkie strony,
Że nawet dezercja gwiazdek Napoli,
Naszej drużyny w ogóle nie boli!

Wszyscy wierzymy, wszyscy ufamy,
W myślach widzimy, jak pięknie gramy!
Bo moi drodzy, to żaden suchar,
Że po finale, Nasi wzniosą puchar!

Dręczy mnie jednak straszliwa wizja,
Że oczekiwań nas czeka rewizja!
Ze wstydu się zesra Orzeł w Koronie:
Trzy eurowpierdole na własnym stadionie…

Urkides

Robert Lewandowski ale również Krychowiak, Glik, Błaszczykowski, Piszczek, Grosicki czy inni to jest cos najlepszego co mogło się przytrafić polskiej piłce. Życiorys każdego z nich jest lekcją dla młodych ludzi, życiorys każdego z nich może być lekcją, ostrzeżeniem i wzorem do naśladowania.
Każdy z nich miał chwile żeby zwątpić ale tego nie zrobili, każdy z nich mógł olać i pogrążyć się w narzekactwo tak popularne wśród Polaków. Ale tego nie zrobili. Robert Lewandowski poprawia swoje umiejętności piłkarskie z roku na rok, talent poparł ciężką pracą na treningach. Dba o własny wizerunek żeby nie byc kojarzonym z jakimiś głupimi historiami. Tak samo robią pozostali.
To wymaga wielkiej dyscypliny i rozwagi.
W porównaniu do weteranów z lat 90-ych i wcześniejszych którzy chwalą sie głównie tym że „pili i jarali ale umieli grać a najlepszym treningiem była integracja do białego rana” obecni bohaterowie sa wzorem profesjonalizmu.
Boniek się pod naszych obecnych herosów podczepia zupełnie jak by to była jego zasługa ze ci faceci sa tacy ogarnięci.
Mam nadzieję że wzorce Lewandowskiego i reszty będą teraz obowiązujące dla młodzieży a nie „skóra, fura i komóra”.
Co do sławy to myślę że może byc bardzo trudna do zniesienia. Chwil luzu i prywatności są bardzo rzadkie a żeby je mieć trzeba sie odgrodzić od świata.
W czasach licealnych kiedy czapka najbardziej się gotuje, w naszym towarzystwie była córka bardzo wysokiego rangą dygnitarza. Na tyle wysokiego że chodziło za nią cały czas kilku panów z BOR. Jak chcieliśmy się wyluzować to ona w zasadzie przeszkadzała bo wnikliwy wzrok tych panów był bardzo uciążliwy. Myśmy sie mogli zmyć i bawic poo swojemu ale ona nie. Myśle że to strasznie uciążliwe i na bank zostawia trwałe ślady na psychice.
Ale Lewandowski i koledzy to nie są jedyni ludzie którzy osiagają podobne sukcesy, po prostu sukcesy innych są mniej medialne. jest wielu ludzi którzy swoim charakterem i intelektem osiągali podobne sukcesy ale są one słabiej oceniane przez media albo nawet nie zauważone. Ale z drugiej strony to dla nich lepiej bo sie mogą spokojnie napić kawy (albo czegoś innego) ze znajomymi w miejscu publicznym. To jest wielka wartość niedoceniana przez ludzi anonimowych dla których to jest tak oczywiste jak oddychanie.
Podziwiajmy herosów ale nie zazdrośćmy im, to jest ciężkie życie wbrew pozorom.

Gino Lettieri vel. Wunderwaffe

Pełna zgoda, choć zaraz pewnie zaczną się polemiki, co do życiorysu Piszczka…

Kunta Kinte

Jak możecie pisać w komentarzach o Lewym, skoro dziecko umiera…?!

Gino Lettieri vel. Wunderwaffe

Cóż…

DivyathFyr

ja nie przeczytalem o dziecku, sory wszedlem na portal pilkarski, a nie zeby sie rozplakac

Odzidzia_Pajszao

Przerabialiśmy w historii nowożytnej po kolei wszystkie możliwe problemy z poszczególnymi pozycjami (oczywiście oprócz bramkarzy). A to nie było stopera (nie tak całkiem niedawno – nawet Szukała wydawał się jakąś opcją), a to napastnika (może Sobiech? A może reinkarnować Saganowskiego?), a to bocznych obrońców (Boenish przez sekundę wyglądał na „zbawcę”). Były kłopoty ze środkowymi pomocnikami. Nic więc dziwnego, że w tej chwili przyszło nam dla odmiany przerabiać kłopoty z bocznymi napastnikami, bo chyba tak dziś należy nazywać skrzydłowych. Lewy nie zauważył więc niczego specjalnego, z całym szacunkiem, ale to chyba widzi każdy w miarę kumaty kibic. Schodzi Grosik, albo Kuba i zaczyna za nimi natychmiast ziać czarna dziura. Nawet teraz, w tej chwili próbuję sobie przypomnieć jakieś nazwisko mogące zastąpić weteranów i nic z tego nie wychodzi. Pozostają tylko typowe dla lat przeszłych psychodeliczne bredzenie w stylu „spróbujmy może tego Małeckiego, chłopak dojrzał”. Potem już zostaje tylko Bonin.

Gorzej że nawet w Ekstraklasie nie widać nikogo na horyzoncie. Do pozycji bocznego napastnika na europejskim poziomie trzeba chłopa z depnięciem, dryblingiem, przyzwoitym strzałem, a przede wszystkim z serduchem do gry.

Mam już z racji wieku kłopoty z pamięcią, może ktoś mi jednak umknął?

Gino Lettieri vel. Wunderwaffe

Cernych, Nagy, Delew, Gyursco, Paixao… Przecież brylują w lidze… Oczywiście ironia… Małecki? Myślę, co i Ty. Może Niezgoda, może niedługo… Oby…

Odzidzia_Pajszao

Niezgoda to przypadkiem nie jest środkowy napastnik?

Gino Lettieri vel. Wunderwaffe

Przypadkiem zasadniczo jest, ale wydaje mi się, że z czasem zacznie grać bliżej boku… Spekulacja, choć uważam, że uzasadniona.

bennua

Raczej tak

Miszcz Joda

No chyba nie do końca zdają sobie wszyscy sprawę, że ta kadra to ma Lewego, 4-6 dobrych zawodników (zależnie od bieżącej formy) a reszta to przeciętniactwo do kwadratu.
I od ponad roku lat nie mamy przyzwoitych skrzydeł. Kuba coraz gorzej, Grosik to Kuchy wersja 2.0 a potem dłuuuuugo nic.

Jak czytam te brednie jaki to my niby mamy potencjał to ręce opadają. Życiówka wielu przypadła na Euro. W tym sezonie wypadli lub mocno obniżyli noty: Krycha, Kapustka, Kuba, Pazdan, Milik i Jędza. A po stronie lepiej niż w zeszłym sezonie tylko Szczęsny i Zielek niestety.

Koval

Moim zdaniem jakąś opcją na skrzydło może być Dawid Kownacki. W Lechu był tak przecież ustawiany czasami.

pep pep

Skrzydłowy może pojawić się znikąd , tak jak zrobił to w 2007 Lewandowski, którego rozwój wcale nie był harmonijny (ledwie 1 mecz w karierze reprezentacji juniorskiej i chyba dlatego że chyba był rozegrany w Pruszkowie, co prawda na koniec w 2007 powinien już jechać na MS do Kanady ale tu trener popełnił wstydliwego wielbłąda).
Ale jeśli pozostać przy tych ,,znanych” to przeważnie będzie sztukowanie nietypowych skrzydłowych: po pierwsze Kapustka (choć to nie jest jego pozycja docelowa), po drugie Milik jak to niegdyś bywało (a jak dojdzie do jako takiej formy to będzie kusić taka opcja gdyż nr 10 będzie nie do ruszenia), po trzecie Kownacki, po czwarte Rybus, po piąte Kucharczyk, po szóste S.Szymański
W dalszym kręgu: Wszolek, Wojtkowski, , Jóżwiak Bednarczyk, Gojko, Puchacz (jeśli nie zostanie obrońcą), P.Frankowski, Reca, Kądzior, Zyro, D.Kopacz, Mazek.

Inne wyjście (np wtedy gdy Błaszczykowski całkiem odstanie, a Grosicki złapie kontuzję lub ławę) to potrenowanie wariantu B z bocznymi wahadłowymi przy trójce środkowych obrońców (zatem na bokach wyjściowo chyba z Rybusem i Piszczkiem) a bez skrzydłowych

Janusz Ekspert

Milik mógłby być ciekawą opcją jako prawoskrzydłowy schodzący do środka na uderzenie z lewej nogi, zwłaszcza że może teraz zaczniemy grać 4=5=1 z Zielem na 10 zamiast 4-4-2 z Milikiem w ataku. Tylko pytanie, czy Arkadiusz w ogóle wróci kiedykolwiek do dyspozycji sprzed kontuzji…Z młodych przychodzi mi do głowy tylko Frankowski, podobno jest niezły? Nie oglądałem go zbytnio, więc nie ocenię, ale może się rozwinie… Ewentualnie Wolski, jest kreatywny, ma drybling i ostatnie podanie, mógłby wchodzić na podmęczonego rywala. Fajnie, że pojawił się w kadrze Nawałki, zawsze byłem jego fanem i wierzę, że jeszcze będzie grał na miarę swojego potencjału.

pep pep

4-4-2 prawie nigdy nie graliśmy za Nawałki, to mit, który podsycany jest przez wielu ekspertów.

Mirek

Byłem wtedy w pierwszej klasie podstawówki i kiedy zbliżała się godzina meczu wszyscy wymalowani na bialo czerwono wyszliśmy na główny hol gdzie ustawiono telewizor i wspólnie wszystkie klasy ktore mialy o tej porze zajęcia ogladały mecz.

Sam mecz pamiętam jak przez mgłę, akurat właśnie ten z USA najbardziej utrwalil sie w mojej pamięci a te z Koreą i Portugalią oglądałem bardziej świadomie już później.

mazi krk

Gdy był rozgrywany mecz z Koreą płd to byłem w robocie i nasłuchiwałem go z radia.Wynik był rozczarowaniem.Drużyna Engela przebrnęła jak burza przez eliminacje i rozbudziła apetyty.Sam awans wywołał u mnie ekstazę.Ten więczący go mecz z Norwegią…Jestem rocznik 80 i pamiętam tą bryndzę lat 90.Engel zrobił kapitalną robotę.Z perspektywy czasu uważam że powinien zostać na stanowisku selekcjonera.

Gino Lettieri vel. Wunderwaffe

Nie zgadzam się. Engel spierdolił temat i słuszni, że dostał kopa. Nawet nie tyle chciałem by odszedł, że spartolił przygotowania, ale powodu jego arogancji. Uparcie przecież twierdził, że drużyna była doskonale przygotowana, on wszystko zrobił jak należy, a tak w ogóle to mieliśmy pecha i nic więcej. Strasznie to było żenujące… Pomijając jednak ten wątek, to jestem zdania, że Engel okazał się trenerem, którego można by porównać do znakomicie grającego piłkarza drużyn młodzieżowych, który kompletnie się pogubił w momencie, gdy przeszedł do piłki seniorskiej. Sytuacja go przerosła i zamiast dalej brylować, przepadł!

mazi krk

Engel to mistrz autopromocji i faktycznie troszkę popadł w samozadowolenie,ale bez wątpienia to inteligentny facet i dobry warsztatowo trener.Myślę że wyciągnąłby wnioski.Można gdybać…

Gino Lettieri vel. Wunderwaffe

Nie mam zamiaru polemizować. To co napisałem, to bardziej zapis moich ówczesnych odczuć niż próba realnej oceny Engela. Tak wtedy uważałem, zasadniczo zdania nie zmieniłem, choć może nieco złagodziłem pewne zarzuty. Co do mistrza autopromocji… Tu pełna zgoda!

Amber Mozart

Błędem było nastawienie się z Koreą na wygraną. Dalszy przebieg mistrzostw pokazał, że nie było to wykonalne, sędziowie nigdy by na to nie pozwolili (oczywiście Engel nie mógł tego wiedzieć). Po tym nastąpiła panika i zagranie z Portugalią ofenssywnie, co skońcyzło się czterema gongami. Gdybyśmy z nimi grali najpierw, yszli defensywnie, może udałoby się urwać remis, który mógłby nawet dać awans. Oczywiście to tylko gdybanie i nigdy nie poznamy odpowiedzi.
No i dochodzi do tego chujowa atmosfera po odpaleniu Iwana. Oraz fakt, że kadra została wybrana praktycznie zaraz po eliminacjach, a nie według dyspozycji przed mistrzostwami. Tutaj Engel sam trzelił sobie w łeb. Zgubiła go pycha i zbytnia pewność siebie.

pep pep

Nasza ówczesna reprezentacja, to była wówczas ekipa emerytów, której jakość w naturalny sposób przez 1,5 roku znacznie spadła (a Engel doskonale to wiedział b nie jest przecież laikiem, stąd chciał coś nadrobić lepszymi przygotowaniami niz inni) więc nawet przy odświeżeniu składu i przy braku popełnionych błędów w przygotowaniach i tak nic z tego być nie mogło. Nie pomogła też kontuzja jedynego młodego, który mógł wejść do składu tj. Smolarka

Engel najbardziej szokował tym, że oprócz gadki o tym że jedzie po puchar, wymyślił hasło promocyjne ,,futbol na tak” podczas gdy non stop grał futbol z kontry ,,na nie” i wystawiał …. ośmiu defensywnych zawodników (dwa typowe defpomy w środku pomocy , boczny obrońca na bocznej pomocy).
To co wymyślił w eliminacjach było skuteczne i pewne zasługi tu ma (chociaż zawsze denerwowało wpuszczanie A.Bąka, a i Krzynówka i Zewłakowów początkowo też) ale obiektywnie grupa eliminacyjna była najsłabsza. Norwegia była losowana z pierwszego koszyka, a wtedy mieli taki kryzys że grali na poziomie nr 25-30 w Europie.

Zostawienie Engela po MŚ byłoby absurdem. On betonował skład który był stary, a potem miałby dokonywać zmian i stawiać na tych, których pomijał ? (głownie wiślacy – to samo było problemem Leo B po 2008), nadto wiadomo że sposobem postępowania przed finałami nadszarpnął zaufanie do warsztatu.
Nadto przed finałami stracił konsekwencję- niby to betonował, a z drugiej strony zrobił wyjątek nie biorąc jednego z liderów Iwana. Obniżył tym morale, choć sportowo…to Iwan wówczas nie wiem czy w ogóle mieścił się w top 10 polskich prawoskrzydlowych. Jego forma to był dramat, a Sibik – wbrew mitom- był obiektywnie lepszy bo był jednym z najlepszych graczy Ekstraklasy w ostatniej rundzie.. Inna sprawa, że to była chwilowa górka starego ligowca który na poziom kadry się nie nadawał zwłaszcza mentalnie i do tego nie miał przyszlości więc lepiej było zabrać gorszego Iwana do towarzystwa niż Sibika po nic (ale jeszcze lepiej byłoby zabrać Szymkowiaka)

Urban

Mmmm, meczyk oglądany z perspektywy Polczaka, ehh obym dożył. Lub przynajmniej Siemaszki

Fat ASSS

Ale kamerka z ręki… :)

Amber Mozart

Z awansem to niech się Widzew nie śpieszy, Polonia pokazała czym to się kończy. W tej chwili mogą budować klub tanim kosztem, bez wożenie piłkarzy po cały kraju i to powinni wykorzystać. Bo awansoać po to, by zaraz zlecieć? Albo nie wyrabiać finansowo by historia zatoczyła koło? Teraz przynajmniej jet dobra atmosfera. Gdyby po awansie szoroali o dno tabeli, zaczełby się kwasy i sprzeczki, kibole zaczęliby wieszać ponaglające transparenty, przychodzić na rozmowy i zdejmowac koszulki i sru, wszystko by się jebło. Lepszy rok dłużej na niższym poziomie i awans z głową, z solidnymi podstawami na lata. Zwłaszcza, że konkurencja spora. III liga stała się wąskim gardłem i o ile normalnie nie byłoby to problemem, o awans walcyzłyby zespoły pokroju Drwęcy, o tyle los z wszystkich zakpił i wrzucił do jednej grupy trójkę byłych mistrzów kraju.

Benis Jądro

Latanie z tornistrem do domu? Zwolnienie z lekcji? Oj młodzież. Ja w 2002 r. byłem na pierwszym roku studiów i w związku MŚ 2002 nie miałem kiedy się uczyć, ujebałem sesję letnią i powtarzałem rok. Dziękuję Pan Engel

Amber Mozart

Te całe 3 x 90 minut które grała Polska sprawiły, że oblałeś? Czy dziękujesz Engelowi za to, że MŚ w ogóle się odbywały?

Gino Lettieri vel. Wunderwaffe

Ja również byłem na pierwszym roku. Pamiętam, że mecz z Koreą kolidował z wykładem z kurewsko trudnego przedmiotu, a egzamin tuż tuż… Bohatersko postanowiłem olać wykład i obejrzeć mecz. Po drugiej bramce Korei byłem tak wkurwiony, że spojrzałem na zegarek i uznałem, że jak się pospieszę, to może zdążę na wykład! Szybko w mojego rączego Fiata 126p i jazda. Zdążyłem, wpadam na salę. a tu zamiast profesora, pojawia się młoda doktorantka i oznajmia, że wykład się nieco później zacznie, bo… Pan Profesor mecz ogląda. Oż ty chuju jeden!

Janusz Ekspert

To nieźle jeśli jesteś min. 83 rocznik i trollujesz na weszło pod jakże dojrzałym nickiem Benis Jądro.

Nedi81

Od 14 miałem wartę na Okęciu. Ruszaliśmy o 13.15 z jednostki i w radiu słuchaliśmy relacji. Było cicho. Cicho w chuj. Dwudziestu chłopa i cisza totalna. Następnego dnia, po odhaczeniu kolejnej szychty, ruszyliśmy w miasto w dziesięciu. Darliśmy ryje w Łazienkach, kurwowaliśmy na Agrykoli i wkońcu dobili policmajsterzy. Uchlani jak świnie wytłumaczyliśmy dlaczego wokół tyle łez i jakoś nas puścili. Po Korei balon pękł okropnie. Portugalie zaliczyli tylko najwierniejsi. USA oglądaliśmy w trójkę. Nikt sobie łba nie odstrzelił, nikt nie chciał lecieć z kałachem do Seulu (ok, kilku chciało), ale wkurw poszedł po kompani. A żeby było śmieszniej, to kilka dni przed MŚ, podczas warty odprawiałem Edzię i Kwacha. Razem lecieli. Gdybym tylko miał dar przewidywania przyszłości…

piotreq

Przelałem ile mogłem, trzymam kciuki.

kolor100

Przed meczem Polska Korea było slynne studio w Polsacie z udziałem P. Zarzecznego. PZ wyraźnie wstawiony zaczął krytykować Engela, a potem ponoć dusił szalikiem Gmocha, ale widzowie zobaczyli tylko zdziwiona minę prowadzacego studio A.Persona. W przerwie Red. Zarzecznego już nie było.

Przemysław Kow.

Person prowadził studio ?
Coś mi się wierzyć nie chce.

kolor100
Janusz Ekspert

rozumiem, że nigdzie nie zachowały się nagrania z legendarnego duszenia „szczęki”?

Ojciec Mateusz

Warto przejrzeć, ale przy całym szacunku najważniejsza ostatnia część.Patrząc ile zebrali to jest tekst, ktorym zmieniłeś świat na lepsze.

Przemysław Kow.

Małecki jakby miał normalną głowę to by w tej kadrze odciążał Kubę i Grosika.

Janko Buszewska

A mnie by sie marzyła, by prócz własnego wyboru kamer meczowych (w Polsce stosuje się za duzy, za daleki plan (porownajmy to chociaz z transmisjami z Realu czy Barcy, gdzie widac kto aktualnie ma pilkę, a ponadto, mozna liczyc, ze komentatotor mowi o meczu, a nie statystykach sprzed roku…)
Niemniej, najbardziej czekam, az bedzie można również też wybrać sobie zarazem KOMENTATORÓW, i np. wybrac tych angielskich, miast tych oczadziałych prymitywów z C+, prawdopodobnie zresztą gejów, z czego mozna i dumę czerpać!

Bartek Kiezun

W oczy rzuca się niemożliwe przeze mnie do zaakceptowania gloryfikowania postawy Lewego kosztem poprzednich pokoleń. Kocham tego gościa za to co nam daje dumy i emocji ale jeśli porownujemy jego profesjonalizm to porownujmy do profesjonalistów z poprzednich pokoleń, a nie do grupy bankietowej. Jeśli porównujemy grupę bankietowa z poprzednich pokoleń to zestawmy ja np z filmikiem Boruca z Ibizy. „Trafiony Boruc kurwa do was mówi” czy cos podobnego.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY