Image and video hosting by TinyPic
Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Przystępujesz do ligi z bezsprzecznie najwyższym budżetem, najszerszą kadrą i największymi gwiazdami w składzie. Od paru lat dominujesz na krajowym podwórku wygrywając wszystko, od góry do dołu, puchary, superpuchary i kolejne mistrzostwa. Niedosyt jest wprawdzie w europejskich rozgrywkach, ale tym razem wszystko idzie zgodnie z planem, wygrywasz kolejne mecze a szczyt formy osiągasz w starciu u siebie z jednym z faworytów całej Ligi Mistrzów. 4:0 z Barceloną. Nokaut. Monaco jeszcze da się dogonić, a po takim meczu z Katalończykami naprawdę wierzysz, że możliwe jest wzniesienie na koniec sezonu w górę tego „uszatego” pucharu. Taki dublet byłby czymś unikalnym, czymś, co zdarza się może kilka razy, a może tylko raz w życiu. 

Jesteś kibicem PSG. Chwilę później przeżywasz największe piłkarskie upokorzenie tego sezonu, gdy 4 bramki straty odrabia Barcelona, na koniec ligi zaś oglądasz plecy AS Monaco. Z jednej strony wciąż jesteś sympatykiem francuskiego giganta, wicemistrza, drużyny, która za rok znów będzie walczyć o wszystko. Z drugiej strony – czujesz się jak gówno.

***

Zimujesz na drugim miejscu zapewniającym awans. Upragniony awans! Po prawie dziesięciu latach w I lidze nie możesz już patrzeć na mecze z Olimpią Grudziądz i Podbeskidziem Bielsko-Biała. Co z tego, że inni w tym czasie spadali, co z tego, że drużyny, które minęły cię w wyścigu po Ekstraklasę, potem zleciały z hukiem do II czy nawet III ligi. Nie zmienia to twojej sytuacji – stabilnego do wymiotów klubu, który utknął na dobre w przedpokoju dobrej imprezy. Ale tym razem musi się udać, skład jest mocny, finanse w porządku, atmosfera kozacka, rywale słabi. Musi się udać. Wierzysz zimą, na drugim miejscu. Wierzysz po 25 kolejce, masz w końcu tylko punkt straty do lidera. Wierzysz po 30. kolejce, w końcu wystarczy wygrać swoje mecze i prawdopodobnie nie będzie trzeba się oglądać na przeciwników.

Jesteś kibicem GKS-u Katowice. Twoi piłkarze w kuriozalnych okolicznościach na własnym stadionie przegrywają z drużyną, która przez cały sezon wygrała cztery mecze. Na dziesiąty sezon zostajesz w I lidze, przegrywasz wydawałoby się pewny awans, po raz kolejny okazuje się, że „zabrakło szczęścia”. Z jeden strony wciąż jesteś sympatykiem poukładanego klubu, który już za rok może się cieszyć z awansu do Ekstraklasy, a na pewno może patrzeć z góry na upadającego, zadłużonego i zdezorganizowanego rywala z sąsiedniego miasta. Z drugiej strony – czujesz się jak gówno.

***

Masz 14 tytułów Mistrza Polski, prawie 100 lat historii, panteon klubowych legend, którym można obdzielić kilkanaście klubów. Wiosną ogrywasz Legię na jej stadionie, zespół prowadzi trener, którego uwielbia całe miasto, jeśli ktoś ma utrzymać cię w lidze – to właśnie on. Jest kilku młodych, zdolnych piłkarzy. Jest świetna seria zwycięstw, niektórzy zastanawiają się, czy bez ujemnych punktów nie bylibyście czasem w stanie dostać się do pierwszej ósemki.

Jesteś kibicem Ruchu Chorzów. Niestety, z szaf działaczy trupy wypadają każdego tygodnia, stajni Augiasza nie potrafi uprzątnąć nikt. Piłkarze zaczynają przebąkiwać o odejściu, z łajby zawija się też wspomniany szkoleniowiec, widząc, że przy takiej organizacji nie da się normalnie pracować. W końcu spadasz z ligi, do tego PZPN informuje o cofnięciu licencji. Takiego bajzlu w papierach nie pamiętasz, a tym bardziej nie pamiętają twoi przodkowie wychowani na wielkich meczach Cieślika czy wcześniej Wilimowskiego. Z jednej strony wciąż masz historię, reputację, wierność. Z drugiej strony – czujesz się jak gówno.

***

Masz w zespole jednego z trzech najlepszych piłkarzy w historii piłki nożnej. Co więcej – historyczne wydarzenia towarzyszą ci niemal każdego weekendu. A to rekord strzelecki, a to rekordowa seria wysokich zwycięstw. Złotym atramentem uzupełniasz swój skarb kibica w dwóch miejscach – gdy twój zespół odrabia cztery gole straty w Lidze Mistrzów oraz wygrywa w ostatniej akcji meczu na stadionie znienawidzonego rywala z Madrytu. Oglądasz w tym sezonie mecze, o których kibice innych drużyn nie mogą nawet marzyć. Wyczyn przeciw PSG oraz 3:2 w Madrycie będą wspominane przez lata.

Jesteś kibicem Barcelony. Niestety, wyczyn z PSG przedłuża żywot pucharowy o dwa mecze, Juventus jest już bezsprzecznie lepszy. W lidze zaś, choć tyle razy Real wydaje się być już na widelcu, to „Królewscy” kończą na pierwszym miejscu. Zostaje ci w gablocie marny Puchar Króla, co w kontekście posiadania w drużynie Leo Messiego jest osiągnięciem śmiesznym. Z jednej strony przeżyłeś więcej, niż w ostatnich 10 sezonach, kibicowałeś drużynie, która dokonała rzeczy bezspornie wielkich, w dodatku w przyszłym roku znów będzie w grze o wszystkie tytuły. Z drugiej strony – wiadomo…

***

Kibice Zagłębia Sosnowiec, które wypuściło z rąk – wydawałoby się pewny – awans. Kibice Lechii Gdańsk, którzy wylecieli poza podium w ostatnich minutach sezonu. Kibice Juventusu, który znów zdominował Włochy i znów przegrał finał Ligi Mistrzów. Kibice Chojniczanki Chojnice, która zmarnowała być może historyczną szansę. Kibice MKS-u Kluczbork, który przegrał wszystko, co się dało. Kibice Interu, który wypadł nawet poza Ligę Europy. Kibice Tottenhamu. Arsenalu. Borussii Dortmund. Miedzi Legnica.

Ja, kibic ŁKS-u, który jestem zmuszony do trzymania kciuków za Concordię Elbląg i Lechię Tomaszów Mazowiecki w meczach z Drwęcą Finishparkiet Nowe Miasto Lubawskie, bo tylko utrata punktów przez tych ostatnich może dać nam awans. Moi znajomi z drugiej strony miasta, którzy wykupili wszystkie karnety, by potem oglądać przez całą rundę plecy dwóch drużyn.

Zwycięzców jest kilku, przegranych tysiące. W życiu kibica udane są sekundy, podczas gdy godzinami ciągnie się wieczny koszmar. Chwile szczęścia to pojedyncze udane dryblingi w 90-minutowym fatalnym meczu. Na każdą chwilę ekstazy – mistrzostwo Lecha w 2015 roku – przypadają cztery lata oglądania pleców Legii. Na każde cztery mistrzostwa Legii, przypadają długie dekady, w których musiała z zazdrością patrzeć na Górny Śląsk czy Kraków. Na awans Górnika Zabrze składa się spadek w fatalnym stylu rok temu, tragiczne chwile w tym sezonie i prawdopodobna bolesna walka w najbliższych miesiącach. Jedna feta na trzy sezony bólu. W piłce nożnej zamiast „Czterech wesel i pogrzebu” jest czterdzieści pogrzebów i jedno wesele, w dodatku takie, gdzie tuż po oczepinach pan młody idzie spać.

Koniec sezonu to… najgorszy moment sezonu. Z całą mocą można uświadomić sobie, jak bezsensowne jest to zaangażowanie, jak daremne są te minuty spędzone przed tabelą przy modlitwach, by drużyna z Pcimia urwała punkty tej z Wodzisławia, dzięki czemu będziemy mieć jeszcze szansę na trzecie miejsce. Jak bezsensowny jest ten stres, to śledzenie, czy piłkarze już zjedli śniadanie, czy przelewy dotarły do nich na czas. I tak gdy opadnie kurz będziemy się czuć jak gówno, jeśli nie teraz, to za okrągłe 12 miesięcy. Jeśli nie za 12 miesięcy, to za 24 miesiące. I gdy spojrzymy potem wstecz – będziemy pamiętać poszczególne minuty, może pojedyncze kwadranse, które nie mogą w żaden sposób zrekompensować całych dekad w ciągłym stresie, strachu, lęku.

Coraz częściej się zastanawiam, czy zabierać syna na stadion, czy nie lepiej chodzić z nim na koncerty, albo spróbować zarazić filatelistyką.

Ale na razie mamy jeszcze szansę na awans. Na razie mamy jeszcze matematykę i 180 minut. Może to w tym sezonie będzie nasza 15 sekund przed następnymi 15 godzinami męki.

A zresztą. Przecież wszyscy wiemy, że te 15 sekund chwały i narkotycznej radości jest cenniejsze niż… Jest po prostu najcenniejsze.

KOMENTARZE (33)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
m_ds

I BRAWA DLA FINISHPARKIETU!

SLUMS_ATTACK

O wiele bardziej spodobał mi się ten felieton niż ten sprzed tygodnia, propsuje

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

SLUMS_ATTACK

Twój wyraził jedynie tyle, że mnie podrywasz odpowiadając na mój każdy komentarz

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Już było to w Starotestamentowych Lamentacjach Kaznodziei:
„wszystko jest marnością, wszystko w proch przepadnie,
jednaki los człeczy i zwierzęcy… PONADTO:
„Bogaci i źli gnębią ubogich i wdowy w sądach, a na bezbożnych nie ma boskiej kary….”

Riton87

Bardzo fajny tekst

Matibas

Props! Dobrze sie Pana czyta

Tomek Jankowski
Amika

Proszę nie nazywać drużyny stacjonującej w Nowym Mieście Lubawskim Drwęcą gdyż jest to przefarbowany Barkas Tolkmicko :)
Z drugiej strony – drużyna z Pcimia na obecnym poziomie rozgrywek nie może zagrać z drużyną z Wodzisławia 😉

kajzer

Brawo, o takie felietony na Weszło nic nie robiłem

blazej przybylowicz

w punkt. co nie było regułą ostartnimi tygodniami. BRAWO.

Voitcus

Nie zgadzam się z Panem. To właśnie porażki pozwalają cieszyć się ze zwycięstwa. Coś, co przyszło trudno, w co trzeba było włożyć więcej wysiłku, po czym trzeba było wstać i iść dalej – to dopiero się szanuje. Barcelona czy Real czy u nas nawet Legia w tej chwili – dla nich tytuł to jeden puchar więcej, nic niezwykłego, formalność. Sport jest piękny nie dlatego, że ktoś ładnie gra w piłkę, celnie strzelił z łuku czy umie odpowiednio podkręcić bilę kijkiem bilardowym, ale dlatego, że uczy po pierwsze pokonywania najtrudniejszego przeciwnika (samego siebie), pokory (że nie da się osiągnąć sukcesu bez pracy) i że tak, nawet w Niecieczy można pokazać lepszemu, że trochę tej pokory miał za mało. Tak samo jest w prawdziwym życiu, tylko… w sporcie jest łatwiej. W życiu nie ma walkowerów, po meczu nie można zgasić światła. Mimo to sport przygotowuje do życia, nawet jeśli gra się w San Marino (jak strzelili nam gola, to się cieszyli bardziej niż Brazylia po zdobyciu mistrzostwa świata).
Jak dla mnie, tragedią polskiej szkoły i tego, że nie ma wf, nie jest to, że są grubasy i garbaci, a to, że młodzież po pierwszej porażce się poddaje, że nie umie pracować zespołowo, a babcia za piątkę z plastyki kupi tablet czy quada. Porażka nie ma powodować, że zwijamy interes (jak w Łęcznej), ale że chcemy spróbować jeszcze raz (jak w Legii po odpadnięciu z UCL). Moim zdaniem po części Legia wygrała sezon dlatego, że mentalność była „nie poddawaj się” zamiast „nic się nie stało”. I tragedią Polaków jest to, że po klęsce nie ma tego amerykańskiego „jutro też jest dzień”.
Pozdrawiam

Urkides
Legia Warszawa

Absolutnie się zgadzam z Voitcusem. To co sie do mnie przebiło z tekstu Olkiewicza to „czujesz sie jak gówno”. Mało tego, z logiki jego wywodu wynikało że 99% kibiców i sportowców na swiecie musi się czuc „jak gówno”. Ja myślę że Olkiewicz kompletnie nie rozumie sportu, kiedyś zrozumiał kibolstwo i tak mu zostało. Zresztą nie jest osamotniony, kibolska mentalność w Polsce dominuje. Najważniejsze jest upokorzenie „wroga” i wynik za wszelką cenę.
Celem sportu oczywiście jest zwyciężanie ale zwycięstwo nie jedno ma imię i jedno drugiemu nie jest równe. Gdybyśmy potrafili (jako kibice) w równym stopniu doceniać wynik meczu ale również klasę gry zespołu, wysiłek i zaangażowanie pojedynczych zawodników to myślę że liczba ludzi „czujących się jak gówno” związanych ze sportem znacznie by się zmniejszyła.
W takiej perspektywie jaką proponuje Olkiewicz jesteśmy wszyscy zanurzeni w gównie po same usta i jedynym dylematem jest czy się tym gównem zachłyśniemy czy może jednak nie?
Z mojego punktu widzenia jest to perspektywa ludzi ubogich umysłowo.
Według mnie każda porażka jest początkiem nowych możliwości, porażka jest materiałem do przemyśleń i nowych, lepszych działań. Tylko ktoś kto popadł w stan trwałego nieudacznictwa może czuć się „jak gówno” i tacy ludzie powinni trzymac się z daleka od wszystkich dziedzin w których się rywalizuje. Powinni pójść na zasiłek i ustabilizować się w stanie „czuję się jak gówno” a sport zostawić ludziom którzy chcą walczyć i NIE CZUĆ SIĘ JAK GÓWNO.

TotalnieWyluzowany
CSKA MOCKBA

Wkurwiałem się na Leśnego, że trzyma z bandziorami, że konfidenta starucha który mu piłkarza pobił zaprosił do loży. Cieszyłem się że nastał Mioduszewski, że będzie normalnie.
Po ostatni meczu dwóch bandytów spokojnie napierdala i kopie po głowie chłopaka, na środku murawy. Inny bandyta, typowy mafiozo z zakazem stadionowym ściska się z Rado.
Tak, czuje się jak gówno płacąc naście tysiecy za karnet na Silvera. Ostatni raz.

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

A mnie to jeszcze wcześniej, niż rozwalenie przez Jędzę głowy Wawrzyniakowi, nie podobało się zgniecenia korkami narządów płciowych Todorovskiemu przez Rado!
Pamiętajmy jednak, że u nas zwycięzców się nie sadzi… ani nie.. wsadza!

FC Bazuka Bolencin

Co jak co, ale czasem serca bezstronnych kibiców zdobywają właśnie Ci przegrani – ot, taka Valencia z lat 2000-01. Przegrała 2 finały LM pod rząd ale swoim polotem i stylem gry na pewno zdobyła więcej bezstronnych fanów niż np. taki Bayern który cudem wtedy (2001) wygrał w karnych. Monopol na coś (mistrzostwa krajowe Juventusu, Bayernu, do niedawna PSG) też się kiedyś kończą. Chociaż niespodzianek (przynajmniej w piłce klubowej) jest coraz mniej.
Jako kibic zazwyczaj gdy nie gra moja drużyna trzymam kciuki za słabszych, stąd np. nie w smak mi ostatnie triumfy Realu czy wcześniejsze Barcelony, które to wszak zawsze pozostawały klubami dla mnie obojętnymi (no może z wyjątkiem gdy w Barcelony grał Ronaldinho).
Najgorsza jest ta pustka, oczekiwanie. Za miesiąc wrócą w gorące piątkowe lipcowe popołudnie nasze „badziewiaki” i albo się będziemy jarać albo nie, ale śledzić i obserwować wyniki i przebieg meczów będzie pewnie wielu.

Staszek Anioł

Szczerze? W życiu nie napiszę „Finishparkiet”, chyba że ktoś mnie zmusi siłą. Precz z tym rakiem, po co nawet to przywoływać?

A dla GieKSy to już ten sezon był dziesiąty z rzędu w I lidze. Teraz będzie jedenasty. Zresztą dopiero po raz drugi grali o awans, wcześniej ciągle „typowy środek”.

beppe

Niezwykle trafny felieton. Kibicowanie takie jest – pełne właśnie goryczy, smutku i niepokoju, nerwów, niespełnionych nadziei i… czekania
Ja właśnie ten „z drugiej strony miasta” – jak sobie pomyślę, że ten cały rok (tym bardziej tak nisko, inaczej chyba w ekstraklasie, choć przecież ci z ekstraklasy teraz inaczej powiedzą) był tak naprawdę na nic, że zmarnowany, że znów kolejny rok będziemy grać te wszystkie mecze na poziomie, do którego nie przyzwyczaiłem się… A przecież gwarancji nie ma, że za rok (za dłuuuugi rok) będzie już ten krok bliżej. Oby, ale przecież taki jest futbol.

DivyathFyr
Iskra Samoklęski Duże

przypomnialy mi sie te godziny-dni-miesiace-lata spedzone przy championship/football managerze… taka strata czasu ale tez takie piekne uczucie jak cos sie uda wygrac (kiedy gra sie slabiakami bo to wieksza nagroda za wiekszy wysilek)
tylko numeru typu Ruch Chorzow nie udalo mi sie tam wykrecic

po koncu sezonu jest kolejne okienko transferowe, starzy odchodza, mlodzi przychodza, nowe historie sie napisza, ale jak to ktos kiedys ladnie ujal niewazny jest cel – wazna jest podroz

nie trzeba syna zabierac na mecze zeby sie zakochal w pilce, mnie ojciec nie zabieral i masz, moze byloby rozsadnie poswiecic te wszystkie tony czasu i tez pieniedzy na cos innego, ale po to sie zyje zeby miec cos z tego zycia, co daje futbol – nie mam pojecia, ale to cos jest zajebiste (oczywiscie czasem zdarzaja sie robaczywki jak wszedzie)

zycze oczywiscie aby ulubiona druzyna wygrywala, ale bardziej zycze zeby wygrywala pilka i fair play :)

running_t
Miedź Legnica

Właśnie dlatego piłka nożna jest jak narkotyk. Bardzo dobry felieton.

Janusz Kibol

To było dobre Panie Olkiewicz! Z konkluzjami można się zgadzać lub nie. Ale już sam pomysł na skonstruowanie tego felietonu jest bardzo ciekawy. Fajna rzecz do poczytania.

thementalist
Legia Warszawa

Panie Olkiewicz, przedstawiłeś Pan życie kibica niczym świadomy masochizm na który człowiek się zapisuje. Kibicowanie to coś więcej.
A jak to wygląda?
Jesteś rozdrażniony i zawiedziony, bo zagraniczny trener marnuje potencjał swoich zawodników. Po kapitalnym sezonie (dublet) widzisz jak Twój zespół pikuje w dół. Oglądasz eliminacje Ligi Mistrzów i od samej gry bolą Cię zęby. Cała Polska szydzi, bo Legia, klub z największym budżetem, męczy się paskudnie z jakimiś amatorami. Ty jednak cały czas wierzysz w swoją drużynę i przez chwilę nie myślisz, że coś może się zepsuć. W końcu udaje się, zrobili coś, czego dawno u nas nie było, znów usłyszymy „kaszankę” na meczu polskiej drużyny, choć awansowali do fazy grupowej w fatalnym stylu. Przychodzi jednak pierwszy mecz i mamy weryfikację. Znów jesteśmy obrzucani błotem przez wszystkich, zebraliśmy tęgie lanie, a do tego gra w lidze zawodzi tak bardzo, że jesteśmy na 14 miejscu w tabeli. Myślisz, że gorzej być nie może. Opatrzność jednak nad nami czuwa i zespoły z czuba tabeli nie oddalają się tak mocno jak mogłyby odjechać. Niedługo też trzeba było czekać aż niechciany Albańczyk opuścił Ł3. Przychodzi Magiera, człowiek stąd, trenerski amator, ale skuteczny obserwator, który zostawia zespół z Sosnowca na szczycie tabeli. Drużyna z meczu na mecz odmienia swoje oblicze. Co prawda ponownie zbieramy oklep od Niemców, ale w całkiem innym stylu, grając otwarcie, bez kompleksów. Stawiamy mur na pustym stadionie przyszłemu triumfatorowi turnieju pokazując, że można być finansowym kopciuszkiem w futbolu i mimo to postawić się nawet najlepszym, choć to są zwykle rzadkie przypadki. Do końca życia pamiętać będziesz chwilę, gdy na parę minut przed końcem Twoja drużyna prowadzi u siebie z Realem Madryt, kiedy to cztery miesiące temu męczyła się z Mostarem. Przeszłość przestaje mieć znaczenie, wracamy do gry. Rzutem na taśmę wskakujesz na ligowe podium, a w ostatnim meczu Ligi Mistrzów zapewniasz sobie przedłużenie przygody z europejskimi pucharami. Nadzieja nie zamiera, choć niektórzy nie szczędzą ostrych słów piłkarzom. Wiosna przynosi trudne momenty: klub opuszczają dwie super armaty, ponownie Ajax okazuje się lepszy, choć gra obu drużyny była wyrównana, Ruch pięknymi strzałami kładzie drużynę na łopatki, Termalica ciągle jest niepokonana, ale co z tego? Dalej wierzysz, bo póki grasz to jest szansa na sukces. Pokazuje to mecz z Lechią, gdzie przegrywając trener kapitalną zmianą wygrywa spotkanie, a Kuchy znów przywdziewa przydomek „King”. Zbliża się hitowy mecz w Poznaniu, z Lechem „3:0”, ogrywającym z łatwością w takim stosunku rywali. I po raz kolejny mamy pod górę, ale ciągle piłkarze wierzą, a jak wierzą to i grają. Miało być 1:0, nagle pach pach i cisza na stadionie. Legia opluwana upokarza gospodarzy przy ich szczelnie wypełnionym obiekcie. Zespół wchodzi w końcowy etap ligi, kończą się mecze o półtora punktu, teraz oddzielimy chłopców od mężczyzn. Na dzień dobry ponownie lekki falstart, ale po raz kolejny rywale nie wytrzymują presji i zamiast odskoczyć to popełniają podobne błędy. Wjeżdżamy na finiszu na sam szczyt, pierwsze miejsce którego do końca sezonu nie oddajemy. Po kolejnym szalonym sezonie jesteśmy MISTRZAMI POLSKI. Nikt za parę lat nie będzie pamiętał fatalnej gry z Lechią w 37 kolejce. Przed oczami pojawią się bohaterowie: Pazdan zatrzymujący bezradnego Ronaldo będącego w tym czasie bezsprzecznie najlepszym piłkarzem na świecie, super Malarz co mecz ratujący skórę w najtrudniejszych momentach, Hamalainen grający średnio, ale potwornie skuteczny przeciwko swojemu byłemu klubowi, galaktyczny Vadis przyćmiewający nawet Cesarza Estonii czy tytan-skała z Radziejowa. Emocji nie brakowało cały czas, choć nie zawsze było one budujące. Czasem rzucałeś bluzgami pod nosem widząc kolejną zmarnowaną setkę, ale jakie to ma teraz znaczenie? Zwycięski charakter nie ustaje. Zdajesz sobie sprawę, że powtórzenie podobnych sukcesów w przeszłym sezonie jest statystycznie niemożliwe, ale czemu nie? Gdzie jak nie tu? Z kim jak nie z takim trenerem? Kiedy jak nie teraz? Po latach patrzenia na sukcesy rywali z Krakowa to my jesteśmy faworytami. Oczywiście ten czas przeminie, ale co sezon naszym celem jest Mistrzostwo Polski – to nie zmienia się wcale.

podsluch

tl;dr

danny_trejo

Ta proporcja radosci do smutku u kazdego prawie kibica jest normalna i oczywista. nawet jak jest super, to zawsze moze byc lepiej, ale nie sam wynik sportowy jest istotny, przynajmniej dla tych naprawde emocjonalnie zaangazowanych w kibicowanie, a nie tylko wspolczesnych konsumentow pilki. Koledzy z drugiej strony miasta nie kupowali karnetu z mysla o ogladaniu plecow, czy jakiejkolwiek innej czesci ciala innych druzyn, Oni pobili polski rekord karnetowy by wspomoc reaktywacje ukochanego klubu w sytuacji, kiedy Widzew tracil do lidera 12 pkt. Niektorzy moze wierzyli w awans, zwlaszcza przy 2/3 pkt straty, ale nie to jest najwazniejsze. Nikt z nas nie czuje sie jak gowno, bo nie dogonilismy lidera po tragicznej jesieni. Spokojnie, wszystko przyjdzie, wroci, historia kolem sie toczy, przynajmniej w tych klubach, na ktorych naprawde wielu kibicom zalezy. Wiedza to na Widzewie i tak samo sa o to spokojni ci w Barcelonie, Paryzu czy Londynie.

blyskotliwe-riposty

Jesteś Jakubem Olkiewiczem. Z jednej strony przeprowadzasz rozmówki z rodzimymi piłkarzami z ostatnich stron gazet, a w redakcji zakolami mignie czasem naczelny. Z drugiej strony, czujesz się jak gówno.

Mixu

Brawo. Chyba jeden z lepszych twoich felietonów Kuba.

kisielWRK

W samo sedno! Nie wiem czy da się lepiej przedstawić bycie kibicem?
Świetny tekst!

sebb89

Spokojnie Panie Jakubie, Akademia Piłkarska Ł.K.S na pewno awansuje do 2 ligi. Rozgrywki III ligi grupy I prowadzi Łódzki Związek Piłki Nożnej. Przewodniczący ŁZPN to ełkaesiak, wiceprzewodniczący też, człowiek, który wyznacza obsady sędziowskie z ełkaesu więc o awans powinien pan być spokojny. Cały ŁZPN Wam kibicuje więc za chwilę będziecie w II lidze. Sędziowie całkiem dobrze wywiązują się z obowiązków czego dowodem jest choćby liczba rzutów karnych decydujących o wyniku spotkania (kilka spotkań wygranych 1-0 dzięki rzutowi karnemu). Ogólnie liczba karnych podyktowanych dla AP Ł.K.S to bodajże 10. Dołóżmy do tego z 9 czerwonych kartek dla rywali to chyba więcej niż średnia. Ponadto w kilku meczach niepodyktowane ewidentne karne dla rywali. Całkiem uczciwie poprowadzone rozgrywki przez ŁZPN nie ma co. Chodzą też słuchy, że przed meczem z Lechią Tomaszów Mazowiecki kibice AP Ł.K.S grozili zawodnikom Lechii jeżeli ci nie podłożą się ich drużynie. Jak jeszcze dodamy podejście ŁZPN do innych klubów. W każdym przypadku idzie na rękę AP Ł.K.S (np. przełożenie meczu z Łomżą gdzie ostatnia kolejka powinna być grana tego samego dnia przez wszystkie drużyny a mecz przełożony z bodajże soboty na piątek bo Łomża będzie miała mniej odpoczynku po meczu w PP). Pozostaje mi pogratulować awansu, wywalczony tak ucziwie jak mistrzostwo w 98′ :) Rozumiem to udawane zdenerwowanie ale, że chce się panu tak to ukrywać? Polecam wszystkim śledzić wyniki 2 ostatnich kolejek III ligi Gr. I bo to będzie dobry kabaret, którego początkiem jest wyznaczenie trójki sędziowskiej z Łodzi na mecz Drwęcy 😉

Porada: Jak tylko się da to obstawiajcie rzut karny w 2 ostatnich meczach AP Ł.K.S (na pewno będzie w meczu z Ursusem Warszawa, być może z Łomżą też).

Alu
ŁKS ŁÓDŹ

Znowu jakis widzewiak (srtsiak) musi lamentowac i zaklamywac historie. Mecz z Łomżą został przełożony, bo na stadionie 10 Czerwca odbywa sie przez caly dzien impreza rugby dla dzieci. Reszty twoich farmazonow nawet nie chce mi sie prostowac, sa jak twoj garbaty nos. I zanim mi odpiszesz to chociaz zweryfikuj swoje nowinki, bo chyba nie chcesz sie drugi raz osmieszyc?

Transparent widzewiakow przed meczem Lechii z ŁKSem
comment image

Ale ty bedziesz dalej pisac swoje farmazony ze to kibice ŁKSu cisneli na piłkarzy Lechii.

Odpowiedz sobie teraz sam kto ma kompleksy, czy eŁKaeSiacy, czy zakłamane czerwone parówy?

Alu
ŁKS ŁÓDŹ

P.s. Wspomniales o graniu ostatnich kolejek o tek samej godzinie przez wszystkie druzyny, wiec dlaczego gracie w niedziele o 20 jako jedyni? Piszesz o pracach sedziow? To chyba nie widziales ostatnich derbow, gdzie sedzia wam pomagal jak mogl.

sebb89

Dlatego gramy o 20 w niedzielę (link poniżej, ładnie opisane działanie waszych ludzi w ŁZPN, prawdziwi strażnicy moralności i czystości rozgrywek). Gdybyśmy nie stracili szans na awans to nie wiadomo kiedy byśmy grali i jak byście to ustawili.

http://www.sokolostroda.pl/content/wreszcie-zagramy-z-widzewem

W derbach akurat był sędzia, który nie był stronniczy. Oczywiście według ciebie pomagał nam bo przyzwyczailiście się do pomocy dla was ze strony sędziów więc przy normalnej grzej nagle zawodnicy nie wiedzieli co się dzieje, że sędzia nie daje np karnego z dupy. Za to karnych z dupy dla was w pozostałych meczach było bez liku. Widzew karny co 8 meczów, ap ł.k.s co 2 mecze, przeciwnicy grający w 10 w waszym wypadku co 4 mecz, u nas co 10. No ale możesz mówić, że to całkowity przypadek. Jeżeli w 2 najbliższych meczach nie będzie karnego i czerwonej a trójka sędziowska z Łodzi w meczu Drwęcy nie zrobi jawnego przekrętu to powiem, że faktycznie sędziowie wam nie pomagali.

W kwestii motywowanie graczy Lechii to dobrze, że ktoś wkleił ten transparent. Widzewiacy z Tomaszowa motywowali, podkreślam MOTYWOWALI zawodników Lechii. Za to wasi kibice wybrali metodę zastraszania, czyli nic nadzwyczajnego.

Piwer

sebb89, tak szczerze, to ile spotkań ŁKS widziałeś?
Albo na bazie skrótów choćby, pokaż mi te karne i czerwone kartki z dupy.
Bez przedstawienia dowodów będziesz zwykłym jazgoczącym netpokemonem węszącym teorie spiskowe.
A może to Drwęcę ŁZPN ciągnie za uszy do II ligi? Wszak ‚dostała’ tyle samo karnych co ŁKS. Ale Ty w swoim prymitywnym rozumowani ‚Widzew – caacy; ŁKS – be’ nie dostrzegasz innych prawda?

Jeszcze w marcu wszyscy jak jeden mąż twierdziliście, że awans będzie miał Widzew bo terminarz i większość spotkań u siebie, Drwęca awansować nie chce a ŁKS ma długi i odpuści. A teraz co? Zmiana śpiewki pasująca do tłumaczenia sytuacji klubu?
Nie awansuje Widzew przez sędziów i ŁZPN… żenujący idiotyzm biorąc pod uwagę że wasza drużyna grała tak, że wielu kibiców wolałoby dostać piachem po oczach niż patrzeć na ich zmagania z własnymi ułomnościami.

Nie pierdziel też o uczciwym sędziowaniu w derbach bo akurat było stronnicze. Bez ordynarnego drukowania ale wszystko z czego dało się zrobić rzut wolny dla was na połowie ŁKS, to sędzia gwizdał – zresztą weszło.com nawet opisało że Mąka rzutów wolnych wykonywać nie umie wykonywać, bo mimo ich ilości w derbach nic z tego nie było.
Aha i tylko nie pisz, że to ŁKS wyszedł agresywniej nastawiony, bo tak się składa, że 3 zawodników derby okupiło kontuzjami, przy czym jeden w szpitalu wylądował
Oczywiście kartek wówczas więcej sędzia pokazał ŁKS.

sebb89

Kolejny karny z dupy, tym razem w meczu z Łomżą. A ty dalej wciskaj wszystkim, że walczycie uczciwie o awans. Ja mówiłem, że będzie na 100% karny w meczu z Łomżą i Ursusem i na razie to się sprawdziło w połowie. Nie mam wątpliwości, że sprawdzi się przewidywanie w całości. Drwęca jutro zostanie pięknie przekręcona przez trójkę z Łodzi także gratuluje awansu. Tak jak mówię, awans zasłużony i uczciwy jak mistrzostwo w 98′ :)

Piwer

Widziałeś w ogóle sytuację w meczu z Łomżą po którym karny był podyktowany?
Jeżeli cios w twarz i zagranie piłki ręką w tej samej chwili to dla Ciebie karny z dupy to nie wiem jakie Ty karne byś dyktował i za co?
Obejrzyj tę akcję i powiedz że sam byś tego nie gwizdnął.

A co do meczu Drwęcy, to tak samo się pomyliłeś jak przy karnym ŁKS. Sędzia w NML podejmował decyzje momentami dziwne ale nie sprzyjał Concordii. 2 karne dla Drwęcy oraz karny dla Concordii i czerwona dla Drwęcy. Raczej mało stronnicze sędziowanie…

Tak zesrani jesteście perspektywą awansu ŁKS, że z dupy to wy wymyślacie historyjki tylko po to by wytłumaczyć sobie jakoś świat.
Zresztą widać wasze nastawienie, sami woleliście się podłożyć Drwęcy i jeszcze namawiacie do tego inne kluby jak aktualnie Lechia czy wcześniej Jagiellonia, tylko po to by ŁKS nie awansował. I Ty masz czelność wmawiać innym nieczystą grę gdy sami ustawiacie taką spółdzielnię?

A odnośnie MP w 98 roku, groteskowo brzmi zarzut poparty jedynie wywiadem sfrustrowanego piłkarza, któremu nie przedłużono kontraktu, w ustach kibica klubu prawomocnie ukaranego za korupcję, którego byli działacze nadal są ciągani po sądach za swoje czyny korupcyjne.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY