Image and video hosting by TinyPic
Orły pogoniły kanarki, czyli Polacy leją Brazylię w Lidze Światowej!
Inne sporty

Orły pogoniły kanarki, czyli Polacy leją Brazylię w Lidze Światowej!

Nie ma co, polscy siatkarze nie rozpoczęli tegorocznej Ligi Światowej od lekkostrawnej przystawki. Nie dość, że na stół od razu wjechało danie główne, to jeszcze z najlepszej knajpy – brazylijskiej. I był to mecz trudny do przełknięcia, ale dla aktualnych mistrzów olimpijskich, bo po dramatycznym spotkaniu to nasi byli górą! Kolejna odsłona wojny polsko-brazylijskiej już w przyszłym tygodniu. I pewnie znów będzie iskrzyło, bo jak pokazuje historia, te mecze to coś więcej niż tylko piłka, siatka i boisko.      

Polacy w świetnym stylu pogonili Brazylijczyków już w pierwszej partii. Dopadli ich pod koniec seta i wykończyli z zimną krwią wygrywając do 20. Później jednak pas znalazł się w rękach mistrzów olimpijskich, którzy pewnie wygrali dwa kolejne sety. Ale nasi pozbierali się doprowadzając do tie-breaka. I jak już złapali rywali za twarz, tak już nie puścili – 15:8 i 3:2 na tablicy wyników. Nasi zagrali kapitalnie, szczególnie warto podkreślić świetny debiut Aleksandra Śliwki, który nękał Canarinhos, zupełnie jakby po drugiej stronie siatki był MKS Będzin. Ten mecz w dużej mierze celnymi zmianami wygrał więc Ferdinando De Giorgi.

Nasza reprezentacja zaczyna LŚ od pokonania wielkiej drużyny, nawet jeśli po wygranych igrzyskach w Rio jest to już nieco inny zespół. Udało się też utrzymać korzystny bilans, bo z sześciu ostatnich meczów z nimi Polacy wygrali cztery.

To był pierwszy mecz obu ekip, od momentu kiedy nowym trenerem Brazylii został Renan Dal Zotto. Następca słynnego Bernardo Rezende jako zawodnik był m.in. wicemistrzem olimpijskim z Los Angeles z 1984 r., po zakończeniu kariery szkoleniowcem przede wszystkim klubów brazylijskich, a ostatnio dyrektorem sportowym tamtejszej federacji. On też żyje na ławce, ale w porównaniu ze swoim poprzednikiem jest jednak potulny jak baranek.

18902862_1418733031506193_501513504_n

Tym samym na brazylijskiej ławce skończył się permanentny stan przedzawałowy, z jakiego słynął – oprócz pedantycznego poprawiania legendarnej słuchawki w uchu – wspomniany Rezende. Bernardinho tak już miał, że w kluczowych momentach meczów wyglądał na kogoś, kto zaraz może dostać wylewu krwi do mózgu. Przez te szesnaście lat, kiedy wielokrotnie mierzył się też z Polakami, był wulkanem emocji i kłębkiem nerwów.

18870246_1419152204797609_926308879_o

Właśnie, nerwy… Boisko boiskiem, ale doskonale wiemy, że w rywalizacji polsko-brazylijskiej często równie ciekawa jest kuchnia. Dziś też pod siatką nie zabrakło wymownych spojrzeń i zaczepek. Z tym przeciwnikiem w ogóle łączą nas nieco dziwne relacje. Z jednego strony obie ekipy do znudzenia powtarzają, że te mecze to święto siatkówki, bo rywal topowy, bo pełne trybuny itd., a z drugiej strony zaś mamy pioruny pod siatką i nie tylko. Nasi oczywiście też nie zawsze są mistrzami mowy polskiej i dżentelmenami (pamiętacie Michała Kubiaka i jego gest… kopulacji po meczu z Iranem na igrzyskach w Rio?), oni też lubią popyskować, ale dotychczas generalnie to Brazylijczycy częściej darli papę.

Ich postawę w skrócie można określić mniej więcej tak: kiedy z nami wygrywali, czyli wszystko szło po ich myśli, było trochę jak u Franka Smudy – byliśmy dla nich „przyjacioły”. Ale kiedy wynik już się nie zgadzał, od razu zaczynał się teatr i machanie łapkami.

Dlatego czasami bywało chamsko na maksa. Największy cyrk miał miejsce po przegranym meczu z nami na mistrzostwach świata w 2014 r. Rezende nie mógł zdzierżyć porażki po tie-breaku, dlatego schodząc boiska pokazał „fucka” stojącemu przypadkiem obok dziennikarzowi Polskiego Radia, a zawodnicy schodząc z boiska omal nie staranowali oficera prasowego turnieju. Bernardinho olał obowiązkową konferencję prasową przy okazji wylewając żale, że organizatorzy w ogóle spiskują przeciwko nim, bo w trzeciej fazie turnieju jego drużyna w odróżnieniu od Polaków nie miała wolnego dnia między meczami.

Po tamtym meczu ich charakterki najlepiej podsumował Marcin Możdżonek. – Brazylijczycy mówią dużo nieciekawych rzeczy, pokazują dużo. Może nie obsceniczne gesty, ale uznawane za obraźliwe. I później, kiedy my też tym się im rewanżujemy, mają pretensje do całego świata. Bo jak to jest, że ktoś może im coś takiego robić?! Dzisiaj postanowiliśmy, że nie będziemy zgadzać się na ich „trash talking” – mówił wtedy nasz środkowy.

Ale takie gierki to nie była pierwszyzna. Kiedy w tym samym roku Brazylijczycy dostali od nas w Krakowie w Lidze Światowej, też strzelali fochy i niechętnie gadali z dziennikarzami.

Postawę Bernardo Rezende dobrze opisał sędzia Piotr Dudek, z którym kilka miesięcy temu rozmawialiśmy na Weszło. – Ten to był… I to obojętnie, czy miał rację, czy nie. Pamiętam otwarcie hali Ergo Arena, mecz Polska-Brazylia, testowany jest akurat system challenge. Giba przy zagrywce przekracza linię o bite 20 centymetrów, challenge to pokazuje, a ten zaczyna mi wojować, bo on… nie wierzy telewizji. No i tradycyjnie zarzuca nam też, że sędziujemy przeciwko Brazylijczykom. Kompletny show i zamieszanie: Giba sam się przyznaje, inni zawodnicy też pokazują, że faktycznie był błąd, a Rezende dalej nie wierzy nikomu.

Brazylia to bezsprzecznie najlepsza drużyna ostatnich lat, pewnie nawet wszech czasów. Ekipa, która swoim stylem gry wyniosła światową siatkówkę na wyższy poziom. Niedościgniony wzór dla wszystkich. Ale jak widać słoma z butów potrafiła wystawać każdemu.

Nawet kanarkom.

***

Jutro mecz z wicemistrzami olimpijskimi Włochami, a w niedzielę z Iranem. Z Brazylią ponownie spotkamy się już 10 czerwca podczas turnieju LŚ w bułgarskiej Warnie.

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Joopiter

Żenujący tekst. O meczu tyle, ile można się dowiedzieć z livescore’a, reszta to popłuczyny o BYŁYM trenerze i poprzednich meczach. Dobre na zapowiedź spotkania, a nie jego podsumowanie. Jak macie tak pisać, to może w ogóle olejcie te wydarzenia, których nie oglądaliście? Ten dział w takim kształcie nie ma kompletnie sensu.

O tenisie to samo. Sylwetki zawodników, ciekawostki tak, to potraficie (ściągnąć głównie z innych stron i książek). Ale już o wynikach, grze choćby Radwańskiej czy Nadala (a tyle było nich artykułów PRZED turniejem) nic. A przecież już zdążyli zagrać w Paryżu swoje pierwsze mecze.

Juventino

To samo o nba. Z dupy artykuly a o finale nic.

technojezus
FC Sturmabteilung

Tytuł jakbyśmy wygrali z nimi gładko 3:0.
Tak naprawdę było 3:2.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY