Ja nie zwolnię trenera cztery dni przed meczem o wszystko? Potrzymaj mi…
Weszło

Ja nie zwolnię trenera cztery dni przed meczem o wszystko? Potrzymaj mi…

Arcyciekawie jest w Ekstraklasie, gdzie mistrzem wciąż mogą zostać aż cztery drużyny, a kwestia spadku, szczególnie po szwindlu Siemaszki, grzeje tylko o jakieś 37% mniej. Arcyciekawie jest również w pierwszej lidze, gdzie matematyczne szanse na dołączenie do Sandecji ma aż sześć drużyn, z kolei walka o spadek też ciągle jest zażarta. Jednak na tym nie kończą się sprawy, którymi przez weekend będzie żyć piłkarska Polska, bowiem w drugiej lidze też jeszcze nie wszystko jest jasne. 

To znaczy tak – awans wywalczyły już na pewno Raków Częstochowa, Odra Opole i Puszcza Niepołomice. Radomiak Radom będzie musiał powalczyć w barażach. Znacznie ciekawiej jest kilka pięter niżej, wciąż nie wiadomo kto dołączy do Polonii Bytom oraz Olimpii Zambrów, które zaplecze zaplecza na bank opuszczą. Trochę jak z tą weselną zabawą, w której ten, kto nie usadzi dupy na krzesłach, których jest mniej od uczestników, odpada. Tyle tylko, że krzesło jest jedno, a zainteresowanych spoczynkiem aż trójka. Walczy Kotwica Kołobrzeg, walczy Polonia Warszawa, walczy Rozwój Katowice.

Największe szanse ma ostatnia z drużyn, „gdyż ponieważ”:

– ma punkt przewagi nad Polonią i dwa nad Kotwicą,
– w ostatniej kolejce zmierzy się ze zdecydowanie najsłabszym przeciwnikiem z tej trójki, Gryfem Wejherowo, który przed chwilą zapewnił sobie utrzymanie,
– generalnie jest w nie najgorszej formie (1 wygrana, 3 remisy, 2 porażki ostatnio, Kotwica wygląda znacznie lepiej, ale chyba za późno się obudziła).

No dobra, wybaczcie to przydługie wprowadzenie, bo my przecież tak naprawdę nie o tym, czy w Kołobrzegu będzie druga czy trzecia liga. Chcieliśmy tylko nakreślić sytuację, bo wyobraźcie sobie, że właśnie w takich okolicznościach przyrody, kilka dni przed wyjazdem do Wejherowa na mecz o wszystko władze Rozwoju wpadły na zajebisty pomysł – zwolnimy trenera. A co tam!

I – co gorsza – jak postanowili, tak zrobili. Tadeusz Krawiec, który zimą podpisał kontrakt obowiązujący do końca sezonu, został pogoniony, a zespół w ostatnim meczu poprowadzi drugi trener. Gdybyśmy chcieli doszukać się w tej decyzji jakichś pozytywów, musielibyśmy wskazać chyba fakt, że pan Krawiec nie został wyrzucony dopiero z rozpędzonego autokaru zmierzającego w kierunku Wejherowo. No głupie, ale gdyby się tak nad tym zastanowić… No pomyślcie, jak wtedy zmotywowani byliby piłkarze, bojąc się, że w przypadku braku wygranej z nimi w drodze powrotnej stanie się to samo.

Bo chyba o to chodziło władzom, nie? Chciały wstrząsnąć zespołem.

No bo jeśli nie, to decyzja ta jest dla nas komiczna (no dobra, i tak jest). No do jasnej-ciasnej, najłatwiej kopnąć w dupę trenera, nie bacząc na nic. Bo jeszcze jedną rzecz musicie wiedzieć. Zwolniony trener nie przejmował drużyny w momencie, w którym ta grała tak kapitalnie, że ludzie chcieli pisać wnioski, by bezpośrednio z II ligi awansowała do Ekstraklasy. Zwolniony trener również nie przejmował drużyny, gdy ta liczyła się w walce o czołowe lokaty. Ba! Zwolniony trener nie rozpoczynał nawet od poziomu ligowego średniaka. Zwolniony trener przychodził do ekipy, która szorowała po dnie tabeli II ligi. Bez niego nie zdobywała ona średnio nawet punktu na mecz (0,89), z nim zdobywała średnio 1,36. Bez niego nie zajmowała miejsca gwarantującego utrzymanie, z nim zajmuje. Tak Krawiec kraje, jak mu materii staje – chyba pasuje. Szybciej podpada to też pod nową umowę, niż wręczenie wypowiedzenia, ale co my tam wiemy.

Na teraz wydaje nam się, że ktoś przegrał jakiś zakład.

– W tym sezonie będziemy pewnie mieć ze trzech trenerów – powiedział prezes w lipcu.
– Prezesie, ja tam jestem dobrej myśli – rzucił wice.
– Zakład?

Udało się wygrać z czasem. Niestety w walce ze zdrowym rozsądkiem to porażka przez brutalny nokaut.

Fot. 400mm.pl