Rzadka sytuacja. Barca stawia na trenera z którym nie zamieniła słowa
Hiszpania

Rzadka sytuacja. Barca stawia na trenera z którym nie zamieniła słowa

Po raz kolejny Barcelona angażuje trenera z nieadekwatnym CV do prowadzenia jednej z najlepszych drużyn na świecie. Potwierdza się więc zasada, że kataloński klub tworzy, a nie kupuje świetnych szkoleniowców. Sam proces zatrudnienia i przebieg negocjacji z Valverde budzi jednak spore wątpliwości. Bardziej przypomina to polskie realia, niż światowe, te na najwyższym poziomie.

Wicemistrz Hiszpanii w dniu wczorajszym zakończył plotki i spekulacje – nowym trenerem Ernesto Valverde. W zasadzie żadna to niespodzianka, bo od dłuższego czasu właśnie to nazwisko przewijało się najczęściej w kontekście zastąpienia Luisa Enrique. Dużym zaskoczeniem jest jednak to, że zarząd Barcelony postawił na niego… nie rozmawiając z nim ani razu.

Nie był jedynym kandydatem. Od kiedy Luis Enrique ogłosił, że odchodzi, Robert Fernandez rozważał sporo kandydatur i ostatecznie zaproponował nam jedno nazwisko. Rozmawialiśmy z Komisją Techniczną i wszyscy byliśmy zgodni. Decyzja zapadła dzisiaj. Wcześniej Robert rozmawiał z osobami z bliskiego otoczenia Valverde, a także z jego agentem. Nie kontaktował się osobiście z naszym nowym szkoleniowcem. Zrobił tak ze względu na szacunek do jego pracy, a także naszego zespołu, który walczył jeszcze o dwa trofea.

Takie słowa padły z ust prezydenta Bartomeu na wczorajszej konferencji prasowej. Cóż, trochę to dziwna praktyka żeby zatrudniać trenera w tak renomowanym klubie i nie zamienić z nim osobiście ani jednego słowa. Oczywiście rozumiemy, że nie chcieli mu cały czas zawracać gitary, bo trenował jeszcze Athletic, ale czy ten agent i te osoby z jego otoczenia tego właśnie nie robiły? Przecież to chora sytuacja i gra w jakiś głuchy telefon, a mówimy przecież o jednym z najlepszych klubów świata. Kompletnie nie trafia do nas żaden argument o szacunku do kogokolwiek, tutaj w końcu nie chodziło o posadę sprzedawcy w kiosku Ruchu. Z całym szacunkiem do ludzi trudniących się tym zawodem, bo przecież oni również, nim zaczęli tam pracę, musieli zamienić parę słów z właścicielem.

Ciekawie jesteśmy, czy z pozostałymi kandydatami również rozmawiano w ten sposób, aby tylko nie zawracać im głowy jakąś tam posadką trenera w Barcelonie. Jeśli teraz nie rozmawiali, to co będzie jak zaczną się pierwsze problemy? Wtedy też Fernandez przekręci do agenta Valverde, czy może pojedzie wypić drinka z wujkiem trenera? No, bo jak to tak osobiście? Przecież nie będzie można mu zakłócać pracy, trzeba mieć w końcu szacunek do niego, a osobista rozmowa to szczyt chamstwa.

Być może to Valverde wyszedł z założenia, że spotkanie w cztery oczy z dyrektorem sportowym Barcelony jest niepotrzebne, bo wchodziłoby to jakoś w jego uczciwość wobec klubu z którego już dawno zdeklarował się odejść. No to w takim razie rozmowy powinny się zacząć albo właśnie teraz, albo wcale.

***

Postawienie na Valverde, to wybór nad wyraz bez ryzyka. Trudno znaleźć jakikolwiek punkt, który nie spełniałby oczekiwań Barcelony.

Przeszłość w klubie? Jest.
Fascynacja stylem Cruyffa i miłość do ofensywnej gry? Jest.
Stawianie na młodzież? Jest.

Jak zwykle dotychczasowe osiągnięcia zeszły na drugi plan. Może to paradoks, ale Barcelona w ostatnich latach stała się drużyną, która promuje trenerów, a nie kupuje najlepszych. Trwa to od niespełna piętnastu lat, kiedy postanowiono dać szansę Frankowi Rijkaardowi.

Frank Rijkaard (2003-2008) – nim objął Barcelonę pracował w Sparcie Rotterdam, gdzie zaliczył spadek z pierwszej ligi. Tuż po tym niechlubnym wyczynie dostał zadanie odbudowania rozbitej Barcelony.

Pep Guardiola (2008-2012) – postawiono przed nim wręcz identyczne zadanie. Miał na nowo odbudować potęgę na Camp Nou, a papiery jakimi legitymował się przed podpisaniem kontraktu były bardzo mizerne – jeden rok w Barcelonie B.

Tito Vilanova (2012-2013) – tutaj nie było właściwie żadnego doświadczenia w roli pierwszego szkoleniowca. Po prostu zdecydowano się na wieloletniego asystenta dotychczasowego trenera.

Gerardo Martino (2013-2014) – w tym przypadku również nie można mówić o nie wiadomo jakich sukcesach, bo mistrzostwa Paragwaju, czy Argentyny na pewno do takich nie należą. Co ciekawe, to był jedyny przypadek, gdzie Barca odeszła od zatrudnienia szkoleniowca z przeszłością na Camp Nou. Bez wątpienia był to błąd, bo Argentyńczyka można uznać za najgorszego trenera Barcelony w ostatnich piętnastu latach.

Luis Enrique (2014-2017) – nim trafił do Barcelony, przez trzy lata prowadził jej drugą drużynę. Przez rok pracował w Romie, gdzie nie odniósł spektakularnych sukcesów, aby później trafić do Celty Vigo i zaliczyć dobry sezon.

Bez tytułu

Podobnie jak reszta, Ernesto Valverde pokazując swoje CV nie powoduje palpitacji serca spowodowanych zachwytem. Chociaż trzeba przyznać, że swoje lata już przepracował, ale do tej pory trenował głównie drużyny z niższej półki. W większości klubów z którymi miał do czynienia realizował plan minimum, a czasami wychodziło nawet ponad stan. Były też potknięcia, bo okresu w Villarreal na pewno nie może zaliczyć do udanych. Valverde został wówczas zwolniony po dwudziestu kolejkach, kiedy to czarę goryczy przelała porażka na własnym stadionie z Osasuną. Zostawił wtedy drużynę na dziesiątym miejscu. Lata spędzone w greckim Olympiakosie były już zdecydowanie lepsze, o czym świadczą trzy mistrzostwa kraju na trzy możliwe próby. Chociaż trudno to uznać też za ogromny sukces, skoro w ostatniej dekadzie Olympiakos tylko raz nie zdobył mistrzostwa Grecji. Poza tym Valverde przed dziesięcioma laty prowadząc Espanyol dotarł do finału Pucharu UEFA, gdzie uległ jednak Sevilli. Nowy szkoleniowiec Barcelony jest jednak przede wszystkim kojarzony z ostatnimi czterema latami w Athletiku Bilbao, gdzie za każdym razem uzyskiwał awans do europejskich pucharów.

Cóż, Valverde na rynku jest już od niemal piętnastu lat i dopiero teraz dostał szansę poprowadzenia topowego klubu. Bez wątpienia okazja ta nadarzyła się w głównej mierze dzięki dwóm latom spędzonym na Camp Nou jako piłkarz, a nie wielkim sukcesom zawodowym. Ciężko też powiedzieć by zrobił furorę w koszulce Barcelony, bo tak bez wątpienia nie było. Jednak miał okazję poznać wtedy Johana Cruyffa i bezpowrotnie zakochał się w stylu, który stworzył wybitny Holender. Teraz wreszcie będzie miał okazję przetestować go na drużynie z czołówki, bo do tej pory nie było o tym mowy.

Postawienie na Valverde na pewno budzi wiele wątpliwości, bo to zupełnie inny typ trenera niż Luis Enrique, czy Pep Guardiola. Były szkoleniowiec Athleticu lubi pracować w spokoju i nienawidzi presji czasu. Jest nadzwyczaj opanowany, a jego relacje z piłkarzami są bardziej przyjacielskie niż zawodowe. Jeśli Valverde czegoś nie wie, to szuka pomocy u innych. Bardzo często potrafi też zmienić swoją decyzję na podstawie opinii swoich współpracowników. Nie traktuje piłki emocjonalnie, nie żyje nią na okrągło. To gość który po meczu wraca do domu i zajmuje się fotografią, którą zresztą uwielbia do tego stopnia, że chciał się nią zając nawet znacznie poważniej. Nie ma mowy więc, że Messi będzie odbierał nocne telefony od Valverde z nowymi pomysłami taktycznymi, tak jak było to w epoce Guardioli.

Wiele mówiło się o tym, że szatnia Barcelony potrzebuje wstrząśnięcia i nowego bodźca, a Valverde w roli motywatora wypada dość blado. Trudno powiedzieć, czy ten plan wypali, ale już kiedyś na Camp Nou był trener, który miał podobne cechy charakteru i pewnym momencie uznał, że aby wygrywać trzeba słuchać Xaviego. Skończyło się tak, że został najgorszym trenerem katalońskiego klubu w ostatnich piętnastu latach.

Bartosz Burzyński