Liverpool wraca do Champions League! Arsenal poza LM pierwszy raz od 20 lat
Anglia

Liverpool wraca do Champions League! Arsenal poza LM pierwszy raz od 20 lat

Nie trzeba było tym razem strzałów z końcówki doliczonego czasu gry, niepotrzebna okazała się jakaś wielka pogoń, zakończona wybuchem euforii na jednym stadionie i pomrukiem rozczarowania na innym. Finisz sezonu Premier League miał wszystko, by dać emocje takie, jak wtedy, gdy Manchester City pokonując QPR zdobywał mistrzostwo kosztem Manchesteru United. Te jednak skończyły się w 51. minucie ostatniej kolejki, gdy Philippe Coutinho – kto wie, czy nie żegnając się z Anfield – zapewnił Liverpoolowi prowadzenie 2:0. I w konsekwencji czwarte miejsce. Ukochaną pozycję Arsenalu, na którą tym razem nie udało się londyńczykom rzutem na taśmę wspiąć.

Abyśmy dziś byli świadkami ogromnych emocji do samego końca, musiały zostać spełnione przynajmniej dwa z trzech warunków. Tym sine qua non, spełnionym w okamgnieniu dzięki bramce Bellerina, było szybkie wyjście na prowadzenie Arsenalu. Pozostałymi – jak najdłuższe oczekiwanie na gola Liverpoolu lub Manchesteru City.

The Citizens zabawę popsuli bardzo szybko. W Watfordzie, a więc w mieście, gdzie w Warner Bros Studio kręcono filmy o Harrym Potterze, podopieczni Pepa Guardioli zaczęli czarować praktycznie od pierwszej minuty. Natychmiast spetryfikowali zawodników rywali, nim ci zdążyli rzucić jakiekolwiek przeciwzaklęcie i do przerwy prowadzili już 4:0.

Trochę więcej frajdy z odświeżania okienka z wynikami na żywo dał Liverpool. Brakło dosłownie kilku sekund, by atmosfera w szatni The Reds w przerwie była niezwykle ciężka. No bo tak: z Watfordu spłynęłaby wieść o 4:0 City, z Londynu – o 2:0 Arsenalu, podczas gdy oni nie potrafili skruszyć muru postawionego przez spadkowicza Middlesbrough.

Killerem emocji został jednak Wijlandum, a więc gość z patentem na bramki niemal wyłącznie ważne, ewentualnie bardzo ważne. To on zapakował na 1:0 w wygranym w takim właśnie stosunku meczu z Manchesterem City, to on wyrównał na 1:1 z Chelsea, ustalając wynik starcia z przyszłym mistrzem Anglii, wreszcie to Holender ustrzelił Arsenal, wynik meczu z Kanonierami zatrzymując na 3:1 w 91. minucie gry na Anfield.

Wtedy jeszcze kibice Arsenalu – bo oni stawali się wraz z chwilą, gdy piłka zatrzepotała w siatce Boro największymi przegranymi – mogli się jednak łudzić. W końcu – czemu nie, skoro The Reds mieli prowadzenie najmniej przekonujące. W dodatku poprzedzone kontrowersyjną sytuacją, w której Lovren powalił Bamforda we własnym polu karnym, bez reakcji sędziego Martina Atkinsona. Nadziei zostali jednak pozbawieni bardzo szybko, nawet nie kwadrans po wznowieniu gry na Anfield. Najpierw sztylet w ich serca wbił Coutinho trafiając z wolnego, później jeszcze przekręcił go dla pewności Lallana.

Jakby złych wiadomości dla Kanonierów było mało, czerwoną kartkę w finale sezonu wyłapał Laurent Koscielny. Co to oznacza? Ano to, że będzie pauzować w kolejnym spotkaniu Arsenalu. I nie, nie mamy tu na myśli meczu pierwszej kolejki nowego sezonu. Wtedy – pół biedy. The Gunners grają jednak za kilka dni finał FA Cup z Chelsea, na które to spotkanie przechodzi zawieszenie Francuza.

Ta najgorsza brzmi jednak: Arsenalu nie będzie w przyszłym sezonie Ligi Mistrzów. Są w niej za to Manchester City (bezpośrednia kwalifikacja) i Liverpool (eliminacje).

***

Równie emocjonujący, co walka o Ligę Mistrzów miał być wyścig dwóch, a przy sprzyjających okolicznościach nawet trzech, o koronę króla strzelców. Przed ostatnią kolejką Premier League klasyfikacja snajperów wyglądała tak:

1. Harry Kane – 26 goli
2. Romelu Lukaku – 24 gole
3. Alexis Sanchez – 23 gole

Tutaj emocje skończyły się jednak w mniej niż kwadrans. Po trzynastu minutach angielskiej „multiligi”, Harry Kane miał już cztery bramki przewagi nad Lukaku i pięć nad Alexisem. Pyk, pyk, dwa gole w 120 sekund, pole bitwy pozamiatane jeszcze zanim dwóch wojaków zdążyło dobyć miecza. Belg i Chilijczyk trafili później jeszcze po razie, ale w kontekście walki o koronę niczego to już nie zmieniło.

***

Dla Chelsea to, co najważniejsze, rozstrzygnęło się już ładnych parę dni temu. I dlatego wynik meczu z Sunderlandem znalazł się dziś na drugim, a nawet na trzecim planie. Na pierwszy wysunęło się bowiem wielkie pożegnanie idola kibiców The Blues. Johna Terry’ego.

Plan był taki, by Terry wyszedł w pierwszym składzie, schodząc z boiska w 26. minucie, a więc tej odpowiadającej numerowi na jego koszulce, zgarniając ostatnią, pewnie najbardziej intensywną owację na stojąco, jakiej doświadczył pod swoim adresem. Wypalił tylko częściowo, bo okazja do przeprowadzenia roszady pojawiła się o dwie minuty za późno.

Mimo wszystko Terry pretensji mieć nie powinien, bo pożegnano go prawdziwie po królewsku. Jako zwycięzcę. Jako mistrza Anglii, choć w tym sezonie zbyt wiele u Antonio Conte nie pograł.

DAW6d30XgAAvzJ5

***

Z Premier League pożegnał się też, choć mamy nadzieję, że na krótko, Kamil Grosicki. W każdym razie na pewno nie chciałby, by takie spotkanie jak dziś było jego pożegnaniem z najwyższą klasą rozgrywkową w Anglii. 1:7 z Tottenhamem u siebie, wejście z ławki przy 0:3, gdy trudno było jakkolwiek spróbować podjąć walkę z Kogutami.

Największy wśród Polaków beneficjent spadku „Grosika”, a więc Łukasz Fabiański również nie zakończył rozgrywek w sposób całkowicie wymarzony. Jego Swansea wygrała z West Bromem, ale Polak znalazł się w ostatniej kolejce poza kadrą swojej drużyny. Co oznacza ni mniej ni więcej, że sezon kończy z zaledwie ośmioma spotkaniami na zero z tyłu. Czyli najgorszym wynikiem, od kiedy gra dla Łabędzi.

Artur Boruc – przeciwnie. Także nie zagrał, ale mimo to wykręcił wynik pod względem czystych kont lepszy o dwa niż w rozgrywkach 2015/16.

***

Komplet wyników ostatniej kolejki Premier League:

Arsenal – Everton 3:1
Bellerin 8’, Sanchez 27’, Ramsey 90+1’ – Lukaku 58’ (k.)

Burnley – West Ham 1:2
Vokes 23’ – Feghouli 27’, Ayew 72’

Chelsea – Sunderland 4:1
Willian 8’, Hazard 61’, Pedro 77’, Batshuayi 90’ – Manquillo 3’

Hull – Tottenham 1:7
Clucas 66’ – Kane 11’, 13’, 72’, Alli 45+2’, Wanyama 69’, Davies 84’, Alderweireld 88’

Leicester – Bournemouth 1:1
Vardy 51’ – Stanislas 1’

Liverpool – Middlesbrough 3:0
Wijnaldum 45+1’, Coutinho 51’, Lallana 56’

Manchester Utd – Crystal Palace 2:0
Harrop 15’, Pogba 19’

Southampton – Stoke 0:1
Crouch 60’

Swansea – West Brom 2:1
Ayew 72’, Llorente 86’ – Evans 33’

Watford – Manchester City 0:5
Kompany 5’, Aguero 23’, 36’, Fernandinho 41’, Gabriel Jesus 58’