Gdzie leci Michał Probierz? Bursaspor to ogromna szansa
Weszło

Gdzie leci Michał Probierz? Bursaspor to ogromna szansa

Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że Michał Probierz od nowego sezonu poprowadzi zespół z tureckiej Super Lig – Bursaspor. Klub, który obecnie błąka się nad strefą spadkową to ogromne wyzwanie, ale i ogromna szansa dla polskiego szkoleniowca – pomijając już, że wskakuje na ten sam poziom ligowy, na którym trenują Dick Advocaat, Igor Tudor czy Okan Buruk, Bursaspor to ekipa z aspiracjami i ambicjami. Potencjałem, którego do tej pory raczej nie wykorzystywała.

To właśnie ma zmienić Michał Probierz. Nie jest tajemnicą, że poza głośnymi wywiadami i bon motami na konferencjach prasowych oraz 90-minutowymi recitalami wokalnymi przy linii bocznej, Probierz to przede wszystkim trenerski „Dżepetto”. Taka krąży o nim opinia, tak określają go skauci, ale przede wszystkim – takie są fakty. To ten gość potrafił z Mateusza Piątkowskiego zrobić napastnika, który wyjechał do zagranicznej ligi niebędącej trzecią ligą irlandzką. Ten gość stworzył Patryka Tuszyńskiego, pomógł wejść na wyższy poziom Gajosowi, Pazdanowi, Tomasikowi, udoskonalił Vassiljeva, wprowadził do dorosłej piłki Frankowskiego i Drągowskiego… Można wymieniać naprawdę długo. Raz, drugi, trzeci i czwarty – można było zrzucać to na jakieś szczęśliwe zrządzenie losu czy po prostu przypadek. Ale nie z taką plejadą nazwisk, która pozwalała Jagiellonii co sezon wyprzedawać naprawdę porządnych graczy bez jakiejś ogromnej utraty jakości. Zresztą, u Probierza nawet Piotr Grzelczak zaczynał wyglądać solidnie, to wystarczy jako recenzja jego możliwości.

W Polsce zauważali to wszyscy, kwestią czasu stało się, aż zauważy to ktoś silniejszy i bogatszy, tym bardziej, że Probierz miał już za sobą wycieczkę zagraniczną, do Arisu Saloniki, który wyciągnął go z ŁKS-u (nota bene – kolejnego klubu, który Probierz zastał drewnianym, uczynił murowanym, po czym zostawił… znów drewnianym).

Zauważył Bursaspor. Mistrz Turcji z sezonu 2009/10, a więc wcale nie w jakiejś zamierzchłej przeszłości, uczestnik Ligi Mistrzów w sezonie 2010/11, wreszcie finalista Pucharu Turcji z sezonu 2014/15. Klub, który aspiruje raczej do pierwszej szóstki silnej Super Lig, niż błąkania się w dole tej tabeli. Gdzie go widzimy w europejskim futbolu? Ujmijmy to tak: wypożyczenie Tomasa Necida z Bursasporu do Legii Warszawa wyglądało na transferowy hit i nawet jeśli ostatecznie Czech nie spełnił oczekiwań, widzimy mniej więcej ich stopień w futbolowej hierarchii. Legia naprawdę ucieszyła się z odrzutu z Bursy. Jakkolwiek to brzmi – o tym kogo zrzucić do Legii od nowego sezonu będzie decydować Michał Probierz.

– Tytuł z 2010 roku był ogromną niespodzianką, podobnie jak utrzymanie się na podium w kolejnym sezonie. Trochę przeszarżowali, chcąc za wszelką cenę utrzymać się na szczycie. Ertugrul Saglam, ich trener, który doprowadził do największych sukcesów, był jednocześnie przyczyną ich sporych problemów – fani zarzucali mu, że po mistrzostwie nie potrafił utrzymać najlepszych zawodników, a ściągnięci za duże pieniądze dublerzy okazali się przepłaceni – tłumaczy w rozmowie z nami Kaan Bayazit, dziennikarz turkishfootballdigest.com. – Klub wpadł przez to w problemy finansowe, przesadna ambicja się zemściła – nie byli gotowi na regularną walkę z Besiktasem, Fenerbahce i Trabzonsporem, nie mieli takiego zaplecza, a inwestowali w podobny sposób. W Lidze Mistrzów ugrali jeden punkt, więcej wydali na premię i podwyżki niż zarobili z meczów. Reszta kasy poszła na transfery i Bursaspor zaczął się osuwać w tabeli. Zwolniono też Saglama.

I od tej pory Bursaspor stał się klubem dość chwiejnym. Saglam, który był odpowiedzialny za największe sukcesy w historii klubu, został podmieniony przez m.in. Hikmeta Karamana i Christopha Dauma, potem był jeszcze Irfan Buz i Senol Gunes. Żaden nie utrzymał się na stanowisku zbyt długo, a tak naprawdę mile wspominany jest tylko ten ostatni – pod wodzą Gunesa Fernandao został najlepszym strzelcem ligi, ten trener odbudował również Volkana Sena czy Ozana Tufana. Poza tym krótkim okresem, w którym Bursaspor znów zaczął spełniać oczekiwania – rozwydrzeni kibice głównie narzekali.

To zresztą fajny, uniwersalny obraz – zaskakujący sukces i miejsce w czołówce w kolejnym sezonie wytworzyło w działaczach i kibicach z Bursy przekonanie, że Bursaspor jest już nowym Besiktasem. Gdy okazało się, że Bursaspor nadal jest jedynie Bursasporem, zaczęły się schody. Inna sprawa, że ta turecka ekipa najwyraźniej ma oko do trenerów. Wróćmy bowiem jeszcze do tego Gunesa. Pomijając, że drużyna grała ofensywnie, atrakcyjnie, a poszczególnie zawodnicy weszli na wyższy poziom – dotarła też do finału Pucharu Turcji, w którym zagrała z Galatasaray. I właśnie po tym finale, zrobieniu wyniku grubo ponad stan, Gunesa z Bursy wyciągnął sam Besiktas. To musi działać na wyobraźnię Probierza – precedens już został stworzony, a prowadzenie jednego z trzech największych klubów Turcji byłoby jednym z największych osiągnięć wśród polskich szkoleniowców w tym tysiącleciu.

– Ciekawe były przyczyny odejścia Gunesa. W wywiadach twierdził, że był otwarty na pozostanie w Bursie, pod warunkiem, że nie posypie mu się skład. Działacze jednak nie mogli tego zapewnić, a tuż po Gunesie z klubu wywędrowało dziewięciu zawodników z pierwszej jedenastki – przypomina nasz turecki rozmówca. – Fernandao, Sen, Tufan, Belluschi, Ozbayrakli – wszyscy odeszli. Wrócił za to Ertugrul Saglam, trener mistrzowskiego zespołu, któremu zlecono wybudowanie drużyny właściwie od zera. Właściwie od razu, ledwie po kilku meczach, kibice zażądali jego zwolnienia, a działacze ich wysłuchali, ściągając Hamzę Hamzaoglu, szkoleniowca z wyrobioną marką, który niedawno doprowadził Galatasaray do dubletu. Faktycznie, poradził sobie lepiej niż Saglam, ale znów – przyszło letnie okienko, wyprzedaż, a tuż po niej gorsze wyniki. Fanatycy znów się wściekli i zaczęli protesty – i wobec trenera, i wobec zarządu. Znów zmieniono trenera, znów nie przyniosło to żadnej poprawy w grze, znów do „gry” wkroczyli kibice – wspomina Bayazit.

I tu dochodzimy do bardzo interesującego wydarzenia z najnowszej historii Bursasporu. Otóż tradycyjnie wkurwieni kibice… wtargnęli do klubowego autokaru. – To było przekroczenie wszelkich granic, chuligani zmusili kierowcę do zatrzymania autokaru z drużyną. Jeden z członków sztabu był na tyle głupi, że otworzył drzwi i pozwolił chuliganom wejść do środka. Kilku piłkarzy zostało pobitych – opowiada Kaan Bayazit. – Tego członka sztabu zresztą zwolniono, cała sprawa obiła się szerokim echem w całej Turcji.

Pamiętając przeboje Probierza z kibicami Jagiellonii czy Legii – trochę się obawiamy o jego stosunki z gorącokrwistymi Turkami. Z drugiej strony – jego pyskata charakterność może być równie dobrze szanowana i wielbiona przez najbardziej fanatycznych kibiców. Szczególnie, że poprzeczka w kwestii wyników nie wisi zbyt wysoko.

– Wszyscy, w tym ja, spodziewaliśmy się, że Bursaspor będzie walczył o miejsca w europejskich pucharach, natomiast oni nadal nie są pewni utrzymania. Co prawda to dość ekstremalny scenariusz, bo Rizespor musiałby wygrać wszystkie swoje mecze, ale Bursasporowi wystarczą 2 punkty w ostatnich 3 spotkaniach – przypomina Bayazit. Tak słaby sezon to jednak paradoksalnie dobra pozycja wyjściowa – Probierzowi prawdopodobnie wybaczy się nawet kilka porażek w pierwszej fazie sezonu, skoro w tym Bursa walczyła o ligowy byt. – Gorzej, że kibice są bardzo niecierpliwi, a do tego agresywni i brutalni. Oni chcą nie tylko dobrych wyników, ale jeszcze dobrej piłki. W praktyce to oni wyrzucali kolejnych trenerów, zazwyczaj bez okazania im minimalnego zaufania. Do tego po sytuacji z autokarem można się przygotować na kolejną letnią wyprzedaż – Haruna Terkina kusi nawet Fenerbahce.

Ha, dla Probierza to chyba dzień jak co dzień. Wypromować i sprzedać, wypromować i sprzedać – gdyby nie barwy i klubowy herb, pomyślelibyśmy, że to Jagiellonia. Tym bardziej, że nawet przy wyprzedaży prawdopodobnie polski trener będzie miał na czym budować – Pablo Martin Batalla, Emre Tazdemir czy Cristóbal Jorquera to piłkarze, o których Probierz w Jadze mógłby jedynie pomarzyć. – Trzeba też dodać, że Bursaspor bardzo dobrze pracuje z młodzieżą. Młody napastnik Kubilay Kanatsizkus ma bardzo duży potencjał, dobrze zapowiada się też choćby obrońca Ertugrul Ersoy. Zespół obecnie gra dramatycznie poniżej swoich możliwości, ale ciężko winić zawodników za brak motywacji, skoro środowisko pracy jest tak ciężkie. Nie z kibicami, którzy nieustannie wypychają kolejnych trenerów i potrafią nawet dopuścić do rękoczynów. Nie z zarządem, który nie potrafi postawić na swoim i pozostać przy jednym szkoleniowcu. Ale raz jeszcze to powtórzę – zespół ma potencjał i Probierz może osiągnąć z tą drużyną dobre wyniki – przekonuje Bayazit.

Czyli tak: zmienia się trochę rola kibiców, bo w Białymstoku jednak do powiedzenia mają nieco mniej, ale pozostałe okoliczności to już typowa turecka Jagiellonia. Niezła młodzież, kilku gości z potencjałem, zadanie na sezon to grać w czołówce a potem opchnąć tych najlepszych. Kolejna sprawa – stadion. Po mistrzostwie rozpoczęto budowę nowego obiektu godnego bezpośredniego rywala klubów ze Stambułu. Ponad 40 tysięcy miejsc, wszelkie możliwe udogodnienia, pachnący nowością, wykończony łbem krokodyla (serio).

Znalezione obrazy dla zapytania timsah arena

Klub z przydomkiem „Zielone Krokodyle” zbudował sobie stadion, który z zewnątrz ma wyglądać jak krokodyl zżerający własny ogon. Na wizualizacjach wyglądało to mniej więcej tak:

Podobny obraz

Z tego co wyczytaliśmy na stadiony.net – głowa krokodyla pojawi się jakoś w tym roku, wcześniej oddano stadion bez łba. Na razie rekord frekwencji to trochę ponad 30 tysięcy ludzi, co w sumie może trochę dziwić – biorąc pod uwagę jak roszczeniowi są tam kibice, spodziewaliśmy się, że na każdym meczu siedzi komplet. Ale ustalmy: i tak wygląda to całkiem okazale.

Podobny obraz

***

Czyli co – wygląda na to, że wreszcie będziemy mieć trenera w dość poważnym klubie w dość poważnej lidze. Sami jesteśmy ciekawi, jak to wypali – Probierz udowodnił już dobitnie, że na polskim rynku potrafi zdziałać cuda, broni go nie tylko sytuacja w ligowej tabeli, ale również – a może przede wszystkim – w klubowej kasie. Pytanie tylko, jak poradzi sobie z nowymi działaczami, z nowymi kibicami i nowym poziomem cen oraz oczekiwań. Dostanie do ręki mocniejsze narzędzia, ale przez to i większą odpowiedzialność.

Z Bursasporu może powędrować nawet i do gigantów ze Stambułu, albo bardzo szybko powrócić do Polski. Będziemy tę przygodę obserwować z wyjątkową uwagą.