Szamoobrona
Stuprocentowe okazje mają 27.8% szans powodzenia
Weszło Extra

Stuprocentowe okazje mają 27.8% szans powodzenia

Dlaczego stuprocentowe okazje maja 27.8% szans powodzenia? Co najbardziej męczy, gdy czwarty raz oglądasz z odtworzenia 0:0 Śląska z Cracovią? Czy trudno wytłumaczyć rodzinie, że oglądasz Ekstraklasę w telewizji i to jest twoja praca? Czy Bonin od trzech lat jest w europejskiej czołówce, a z Budzińskim w tym sezonie może równać się tylko Pogba? Dlaczego statystyki nie kłamią, kłamią tylko interpretacje? Czy liczbą mogą czarno na białym wskazać dlaczego polska liga jest słabsza od najlepszych?

Zaawansowane statystyki robią w futbolu furorę, a o ich rosnącej roli musi świadczyć fakt, że w Polsce poświęcony im projekt EkstraStats przeszedł błyskawiczną drogę od totalnej amatorki do prężnie rozwijającej się inicjatywy. Spotkaliśmy się z członkami redakcji i porozmawialiśmy o rosnącej roli analizy danych we współczesnym futbolu. Zapraszamy.

***

Podejrzewam, że znam najbardziej znienawidzone przez was stwierdzenie: istnieje kłamstwo, większe kłamstwo, a potem statystyka.

WOJTEK SUPKO: Statystycznie to koń i człowiek mają średnio po trzy nogi. Ale statystyki nie kłamią, kłamią interpretacje. W niewłaściwych rękach statystyki to broń masowego rażenia. Wyciąganie średniej nie jest zbyt często optymalną metodą interpretowania, tak w przypadku tych nóg, jak i niektórych zjawisk piłkarskich. Zawsze musimy się zastanowić: co jest pod spodem? Jaki jest kontekst? Dane to tylko suche fakty, które muszą zostać wsparte analizą. Dobrym przykładem jest tekst Filipa o porównaniu Rudnevsa z Lewandowskim.

FILIP DUTKOWSKI: Aha, tu najlepszy strzelec Lecha, tu najlepszy strzelec Lecha. Tu król strzelców, tu król strzelców. Tu podobna liczba bramek, tu też. Ale ile razy Rudnevs gnębił jakichś frajerów trafiając ich na 4:0, ile razy wbijał hat-tricka jakiemuś Bełchatowowi, z całym szacunkiem do tego zespołu? Strzelić ŁKS-owi na 5:0 to może i ja bym mógł, szczególnie w Lechu. A Robert niemal zawsze strzelał bramki, które zmieniały stan gry.

MATEUSZ JANUSZEWSKI: To fajna analiza, bo pokazuje, że można wydobyć coś istotnego nawet z najprostszych danych. Notabene po tej publikacji napisał do nas człowiek z pewnego mocnego klubu z Ekstraklasy. Prosił o kontakt do autora.

***

FILIP: Zaawansowane statystyki w futbolu mają ile lat? Pięć? Myślę, że polskie kluby mogą wskoczyć poziom wyżej tylko dzięki dobrej analizie danych. To mi działa na wyobraźnię. Może tego nam brakuje, żeby nie dostawać w dupę w pierwszej rundzie eliminacji?

Jak twoja Cracovia od Szkendiji.

F: Sprawdziłem potem Szkendiję Tetowo. Gdy Zieliński mówił, że oni są bogatsi, ludzie się śmiali. A tam, pastuchy z Bałkanów, gonić ich! A ja sprawdziłem kto jest ich sponsorem – firma, która ma kontrakt z US Army na logistykę na Bliski Wschód. Tam kasa naprawdę jest.

Naprawdę wierzysz, że wystarczy lepsza praca z danymi, by wejść wyżej?

F: Szczerze, to myślę że za chwilę brak pracy z danymi będzie ewentualnym powodem, że będziemy dostawać w dupę jeszcze wcześniej. Myślisz, że w Kazachstanie nigdy nie słyszeli o zaawansowanych statystykach? W Azerbejdżanie, Albanii? Bardziej prawdopodobne, że już nie chodzi o wypracowanie przewagi, ale o to, by nie pozostać w tyle. Musisz mieć trzech ludzi, którzy pokażą trenerom, piłkarzom: zobacz, wszystko co robisz, dzieje się kosztem realizacji innego scenariusza. Jeśli teraz oddasz strzał z trzydziestu metrów, to nie jest to „dobra próba!”, tylko zmarnowana szansa na podanie w pole karne. A zobacz: prawdopodobieństwo gola z dystansu jest nieporównywalnie mniejsze, niż prawdopodobieństwo gola po dobrym prostopadłym podaniu w szesnastkę.

***
TOMEK GOMULIŃSKI: Pierwsze mecze staraliśmy się robić tak dokładnie, że każdy mecz Śląska oglądałem cztery razy.

Serio oglądałeś Śląsk z odtworzenia po cztery razy?

W tym 0:0 z Cracovią. Jeden z najgorszych meczów sezonu.

Brzmi jak trauma.

Wiesz co było najbardziej męczące? Remigiusz Jezierski. 0:0 z Cracovią to komentarz jego i Skrzyńskiego.

Jak to przetrwałeś?

Biegał po lewej Dudu Paraiba… Jakoś przeżyłem.

MATEUSZ: A nie mogłeś już później tego komentarza wyłączyć?

(Dłuższa pauza). No w sumie mogłem. Jak teraz o tym myślę, mogłem.

MATEUSZ: Zdradzę ci pro tip stulecia – oglądanie Ekstraklasy podczas weryfikacji na szybkości 1.5 jest kapitalne. Jak włączysz podwójną szybkość to widać sztuczność ruchów, ale 1.5… po prostu Liga Mistrzów.

Tomek, często jest tak, że wszyscy idą na imprezę, a ty zostajesz oglądać trzeci raz Górnik Łęczna?

T: Ja mam tego pecha, że zawsze jakaś chrześniaczka sobie wymyśli komunię w Łomży kiedy akurat gra Legia z Piastem. No jak tak można? Przed meczem przebierałem się w samochodzie, a nie jechałem zbyt wolno. Ale jakoś się udało. Co do imprez, po prostu idę na 23. Teraz dziewczyna mi mówiła: dobrze, to już zrób te pieprzone tabelki, ale w majówkę żadnych meczów! Zgodziłem się, powiedziałem: dobrze, od poniedziałku żadnych.

***

27 marca. Zagłębie ma 95% na awans do pierwszej ósemki.

MATEUSZ: (śmiech). To nie nasza wina. Ważne, że zostawiliśmy pięć procent.

To więcej mówi o was czy o piłce?

MATEUSZ: Wszyscy się śmiali, gdy ktoś Barcelonie dawał promil szans przed rewanżem z PSG. Rok temu według Mogiela (Pawła Mogielnickiego, twórcy 90minut.pl – przyp.red.) było bodajże 1.5 % szans, że fair play zadecyduje o tym kto wejdzie do czołowej ósemki. Kurczę, przecież to jest najfajniejsze, gdy zdarzy się coś, czego się nie spodziewamy. Zakładamy, że to się raczej nie wydarzy, ale solą futbolu jest, gdy jednak prognozy zawiodą.

WOJTEK: Bardzo prosto jest rysować wykresy w lewą stronę, czyli w przeszłość. W prawo, delikatnie mówiąc, trochę trudniej. Jakie było prawdopodobieństwo, że w ostatnim El Clasico po wyrzucie z autu Barca wyjdzie z kontrą sześciu na trzech, przy dobrze założonym przez Real pressingu? Jakie było prawdopodobieństwo, że Sergi Roberto zostanie po drodze zostanie zatrzymany? Ktoś powinien go przeciąć! Ale nie przeciął. Zdarza się. I to jest piękne.

Jakby wszystko było przewidywalne, nikt by się nie interesował piłką.

MATEUSZ: To nas trzyma przy życiu. Jakbym stwierdził, że mogę iść, wpisać dane do systemu, a za piętnaście minut będę znał mistrza Polski – koniec. Na tym to wszystko polega, że ten mecz musi się jednak odbyć.

***

MATEUSZ: Wszystko zaczęło się od dyskusji na Twitterze. Dlaczego Bundesliga może mieć ciekawe statystyki na oficjalnej stronie, a u nas nic nie ma? Dlaczego Ekstraklasa tego nie robi, a inne ligi mogą? Koleś, który wtedy odpowiadał za komunikację Ekstraklasy, napisał nam, żebyśmy zebrali pomysły i wysłali mu na maila, a on się odniesie. List powstał przy współpracy z dziennikarzami z różnych portali, oni też widzieli potrzebę. Do dziś nikt nam nie odpisał. Poczekaliśmy kilka tygodni i stwierdziliśmy: no dobra! To robimy sami.

Dosyć odważne. Nie mieliście nic.

Tak, teraz widzę, że porywaliśmy się z motyką na słońce. Na początku publikowaliśmy jakieś opracowania, nic zaawansowanego z dzisiejszego punktu widzenia, ale i tak nikt czegoś takiego wcześniej w Ekstraklasie nie robił. Zauważył to Kuba Olkiewicz i napisał o nas na Weszło artykuł: „Tradycyjnie – w dziedzinie statystyk profesjonaliści sto lat za kibolami”.

Nic dziwnego, że wkurwieni ciągłym olewaniem kwestii statystyk przez Ekstraklasę SA kibice wreszcie… wzięli się za ten temat własnoręcznie. Pomysł wypłynął gdzieś na Twitterze, w środowisku fanatyków Legii, ale obecnie nabiera kształtu ogólnopolskiego projektu zrzeszającego wszystkich tych, którzy chcieliby się o grze zawodników dowiedzieć czegoś więcej, niż stek banałów wyartykułowanych przez Wojtka Jagodę, albo innego równie nieszablonowego eksperta.

Potrzeba matką wynalazków. Ekstraklasa konsekwentnie prowadzi politykę ograniczonego zaufania i woli nie ujawniać kibicom statystyk celnych podań (może słusznie…), więc kibice… sami je liczą. Na razie projekt @EkstraStats jest w fazie mocno beta, ale już po pierwszym zanalizowanym przez nich meczu mogli się pochwalić dorobkiem większym, niźli ten należący do spółki organizującej rozgrywki. Po raz pierwszy wykroczono bowiem poza zestaw „strzały/celne/spalone/rożne”. Co ciekawe, całość dostajemy od kibiców nie w formie tabelki Excela, ale… Co będziemy opisywać. Na przykład takiej:

0akfmfa

Po tym tekście odezwało się do nas kilkadziesiąt osób.

Ostatnio pisaliśmy o inicjatywie Mecz Magazine. Tam też odezwało się kilkadziesiąt osób, ale zapału nie wystarczyło… nikomu.

Do dziś z tamtego zaciągu zostało raptem kilku. Mnóstwo zgłaszających się myślało, że mamy nie wiadomo jaką technologię za sobą.

A tu gościu ma Excela i patrzy w ekran.

Ludzkie oko i tyle. Jedyna technologia to taka, że możemy sobie zwolnić klatka po klatce transmisję i obejrzeć akcję. Ostatnio tak sprawdzaliśmy z Mogielem w której minucie Dąbrowski strzelił bramkę – w 87′ czy 88′.

Kluczowa kwestia dla każdego kibica.

Dla nas tak. To taka właśnie mrówcza praca. Po początkowym boomie ludzie zobaczyli, że to nie jest nic super, tylko żmudna robota, wklepywanie danych do Excela. Nie pomagał fakt, że początkowo mieliśmy bardzo skomplikowany szablon. Zliczaliśmy też jakieś absurdalne rzeczy, na przykład auty. Skąd były wykonywane itd. Po jakimś czasie doszliśmy do wniosku: bez jaj. To nic nie oznacza.

Nie za wielu kibiców zadaje sobie pytanie: ciekawe z którego miejsca mój zespół najczęściej wykonuje auty.

Trzeba było priorytezować. Dziś wszystko ogarnia kilkanaście osób, włącznie z grafikami. Mogę śmiało powiedzieć, że wszyscy myślą w podobny sposób i nie ma problemów definicyjnych, które dawniej były zmorą. Powiedzmy: asysta. Akcja w meczu Legia – Wisła z czasów, gdy w Warszawie grali jeszcze Duda i Furman. Duda podaje do Nikolicia gościa, który wybiega za obrońcę, piłka odbija się od obrońcy, zmienia tor i trafia do Furmana. Ten strzela, pada gol. Większość dawała asystę Dudzie. U nas nie ma, bo poza samobójami to asysta musi być celnym podaniem.

Screen Shot 05-14-17 at 10.00 AM

MATEUSZ: pierwszy formularz, totalna amatorka. bez żadnego podziału na minuty, tylko wpisywaliśmy sumy zdarzeń, które wcześniej niektórzy gromadzili w Wordzie (sic!)

Screen Shot 05-14-17 at 10.03 AM

Screen Shot 05-14-17 at 10.02 AM

MATEUSZ: do pewnego momentu mieliśmy mnóstwo rzeczy rozrzuconych na kilkadziesiąt arkuszy, tutaj np. specjalnie robiony podział na dni tygodnia i godziny, oczywiście Z-R-P i bramki (suma) wpisywaliśmy z ręki, dopiero potem doszliśmy, że JEDEN dobrze zrobiony arkusz zastąpić może i z dwadzieścia takich jak ten.

Był kiedyś moment kryzysu i myślenia: po co to wszystko? Może rzućmy te wszystkie liczby w diabły?

Może gdy Ekstraklasa weszła ze swoimi statystykami opartymi na silniku Prozone. Ale naprawdę już nie chcę budować swojej pozycji na kontrze do nich, bo my nie musimy budować tak swojej pozycji, robimy swoje i to wystarczy.

Z punktu widzenia opowiadania waszej historii jest to jednak ważny element.

Wiadomo, że gdy wchodzi Prozone i zajmuje się Ekstraklasą, to trochę brzmiało jakby nasz apel początkowy z opóźnieniem, ale został zrealizowany. W momencie, gdy sami już się w to zaangażowaliśmy. Początkowo wielki boom, dziennikarze dostawali raporty kilka minut po meczu, niektóre kluby to nawet im drukowały. Problem polegał na tym, że wszystko robił automat i się mylił. Pojawiały się kwiatki takie, że posiadanie piłki nie sumowało się do stu procent. Strzał leci pięć metrów od bramki, bramkarz łapie. Prozone zapisuje jako strzał celny. Michał Zachodny wrzucił kiedyś porównanie Lechia – Legia z InStatem: kompletnie inne dane. Automat potrafił pomylić faul ze spalonym i nadal się to czasem zdarza. Dziennikarze Canal+ czasem rzucali na antenie jakieś liczby, ale były błyskawicznie weryfikowane. Pamiętam jak się kiedyś zdenerwował Żelek, gdy w Superpiątku w oparciu o Prozone powiedział, że Damian Dąbrowski od trzech meczów nie zagrał piłki z pierwszej piłki. Michał Zachodny zaraz wyciągnął wideo z jego zagrań z Instata i pokazał kilkadziesiąt pięćdziesiąt takich podań. No bez jaj. W każdym meczu błąd, a jak nie zbudujesz pozycji przez kilka pierwszych miesięcy, to masz to co masz. Dzisiaj mega się poprawili, ale większość wciąż boi się do tego odnosić.

Jaki był przełomowy moment, po którym wiedziałeś, że EkstraStats przetrwa?

Gdy pojawiły się pierwsze komercyjne umowy. W poprzednim sezonie współpracowaliśmy z firmą, która dba o statystyki do fantasy menadżerów. Od tego sezonu pojawiły się inne, w tym R-Gol, a kolejne się odzywają. Widzą w nas potencjał i bardzo nas to cieszy. Do tego podejmujemy okazjonalną współpracę z różnymi portalami. Nie ma w redakcji ciśnienia, że ktoś chce zarabiać, ale też na pewno był to moment, w którym stać nas było na jakiekolwiek pieniądze dla ludzi. To faktycznie daje jakąś stabilizację. Oczywiście my z Marcinem Łagowskim (współzałożycielem projektu – przyp. red.) nie robimy tego za frytki, ale nadal jesteśmy na etapie, w którym cały czas inwestujemy.

Czyli Ekstrastats to dzisiaj twoja jedyna praca?

Tak. Osobiście traktuję EkstraStats jako inwestycję w przyszłość. Nie wyobrażam sobie pogodzić prowadzenia tego z inną pracą. Podobnie jest z Marcinem, który na pewnym etapie swojej kariery zawodowej zrezygnował z niej i w pełni zaangażował się w projekt.

Czym zajmowałeś się wcześniej?

Pracowałem w firmie doradztwa personalnego, powiedzmy, że w HR, ale moja rola nie była ściśle związana z HR. A wcześniej w knajpach głównie.

I zawsze żyłeś Ekstraklasą.

Ale nie tak jak teraz, że średnio oglądam siedem meczów w kolejce, a ósmy z odtworzenia.

To dorobiłeś się roboty marzeń.

Każdy tak myśli. Na pewno zawsze chciałem pracować przy piłce i marzenie zrealizowałem. z drugiej strony to też pułapka. Pracujesz na swoje, we własnej firmie, ale czasem – bardzo rzadko, ale jednak – człowiek myśli, że mógłby siedzieć gdzieś od ósmej do szesnastej, w piątek wychodzić z pracy i o niej nie myśleć. Czasami jest męczące, bo niby nie jesteś w pracy, a ciągle myślisz czy zrobić to czy tamto. Potrzeba resetu, a o to trudno.

To idziesz do Ulubionej i masz reset.

(śmiech). A tam spotykasz ludzi, z którymi gadasz o czym? O Ekstraklasie. Ale jasne, że plusy przewyższają minusy.

Łatwo jest przetłumaczyć bliskim co robisz?

Niektórym trudno zrozumieć, że siedzę w domu przed telewizorem, oglądam Ekstraklasę, a zarazem pracuję. Rodzice na początku gonili: weź się do normalnej roboty! Przełomowym momentem było wydanie przewodnika, bo to jest jeszcze pokolenie, dla których coś tak namacalnego jak papier ma większe znaczenie niż rozpoznawalność w sieci. Drugim był materiał Canal+ o nas, bo dla nich też fakt, że pojawisz się w telewizji, jest odbierany inaczej. Nie jest też jednak tak, że futbol był im całkowicie obcy: tata interesuje się piłką, a mama przeze mnie i tatę też kojarzy co tam w lidze.

Ale na obiedzie nie rzucasz statami Tadzia Sochy.

Nie. Ale mama była przy tym jak oglądałem Multiligę. Pod koniec dopytywała się kto wszedł do ósemki. Jej ulubieńcem jest Żelek. Jak powiedziałem, że go poznałem i ją pozdrawia, była zachwycona.

To chyba pokazuje siłę Ekstraklasy, że taki projekt jak wasz, niszowy przecież, generuje już pewne zyski.

Ekstraklasa daje chleb wielu osobom wokół. Wyniki oglądalności najlepszych meczów Ekstraklasy są porównywalne w Polsce do El Clasico. Jasne, Eleven nie jest jeszcze tak dostępne, ale jednak. Weszliśmy w pierwszą ligę i widzimy, że Polsat też ma sporo odbiorców. Potencjał polskiej piłki jest duży, a zainteresowanie stałe. Trudno wiele osób zniechęcić do ligi. To jest to, co pisałeś w felietonie: liga jest jak serial. Mnóstwo osób tak ją ogląda. Co Probierz powie na konferencji? Czy Mójta znowu spadnie? Kto wystrzeli, kto upadnie? Czekamy na kolejne odcinki i poziom zaczyna mieć drugorzędne znaczenie.

lech

Miewasz przesyt?

Średnio po 6-7 kolejkach, gdy nie ma przerwy na reprezentację. To taki moment na regenerację, ale po tygodniu zaczyna się tęsknić. Tak samo w wakacje – po dwóch tygodniach już by się jakiś meczyk obejrzało. Ale weekend z kadrą jest odświeżający. Szczególnie, że też odczuwam to, co napisał Krzysiek Stanowski: nie potrafię się już jarać konkretną drużyną ligową. Kiedyś byłem za Legią, wybrałem się na kilku wyjazdów. Ale jeśli oglądasz tyle co ja, przestajesz przeżywać. Zrobiliśmy wywiad z Patrykiem Lipskim. Okazał się mega fajnym gościem, który ma poukładane w głowie. Jak strzelił gola na Legii, złapałem się na tym, że nie mam z tym problemu. Jaram się natomiast kadrą, to jest dla mnie święto, wtedy jestem kibicem jak dawniej.

Przewodnikowi kibica wiele osób wróżyło klęskę. Projekt niekomercyjny, wymagający, z małą szansą na powodzenie. Ale myślę, że zbudował wam wiarygodność.

Działaliśmy już wtedy, ale nie na wielką skalę. Andrzej Gomołysek napisał na Twitterze, że znowu wkurzył się na powierzchowność skarbu Przeglądu Sportowego i chyba kiedyś sam zrobi coś swojego. Zbiegło się to w czasie z tym, że my chcieliśmy stworzyć swój skarb pod kątem statystycznym. Od słowa do słowa i ruszyło. Pierwszy Przewodnik, jeszcze w PDF, był totalnie chałupniczy. To niebywałe, że udało nam się go zrobić. Wszystko robiliśmy w Photoshopie, a to program kompletnie nie nadający się do składania PDF. Tak to wszystko skomplikowaliśmy, że pod koniec poprawka jednego przecinka wymagała godziny roboty.

Mnóstwo zaangażowania w projekt obliczony na zero zysku.

Nas zdziwiło, że ludzie chcieli to drukować. Mówili – wydrukujcie, kupimy „za mylion”! Nawet wysyłali zdjęcia, że wydrukowali w pracy. Zaryzykowaliśmy i z następnym Przewodnikiem weszliśmy w papier. Stwierdziliśmy, że jak się nie uda, to trudno, ale spróbować warto. Nakład liczony jest w setkach, więc nie było aż tak wielkiego ryzyka, szczególnie, że zbiegło się to z pierwszymi umowami komercyjnymi.

I naprawdę znacie taktyczne predyspozycje Mate Spicicia?

Nie chcę zdradzać tajnik kuchni, ale Andrzej jest analitykiem InStat, a wtedy jest łatwiej wszystko wyciągnąć. Z takim zapleczem opisy zawodników to pikuś. Dopiero w ekstremalnych przypadkach jest bezradny. Poprosiłem, by umieścił Gracjana Jarocha. Sprawdził: nie no, 30 minut na InStacie. Ja z tego nic nie wydłubię. Kolejny numer z punktu widzenia technicznego robiliśmy już profesjonalnie, niemniej tak czy siak Przewodnik to ładnych kilka dni, kiedy śpisz po dwie godziny na dobę.

Taki proces u was zarówno jeśli chodzi o Przewodnik, jak i o portal: robicie coś fajnego na maksa, nie celując w zyski, a w konsekwencji pojawiają się też konkretne profity.

Tak, Przewodnik okazał się platformą do dalszych rozmów z podmiotami. Powiedzmy, że ktoś był na tak, ale jak zobaczył, że zrobiliśmy przewodnik, to był na tak jeszcze bardziej. Widział, że nie jesteśmy amatorami, który dłubią sobie po godzinach, tylko mamy coś na koncie.

***

WOJTEK: Pracuję w sektorze energetycznym. Na co dzień zajmuję się prognozami paliwowymi, konkretnie cenami energii elektrycznej, zapotrzebowaniem na nią itd. Napisałem maila do EkstraStats, że zajmuję się zawodowo analityką danych i mógłbym pomóc. Ekstrastats szukało kogoś, kto pomoże przy profilu statystycznym pierwsze ligi, wtedy się zgłosiłem.

Jesteś aż takim fanem pierwszej ligi?

Nie. Poza tym, że zawodowo zajmuję się analizą danych, to zajmuję się nią również hobbystycznie. W zasadzie nie chodzi o dane piłki nożnej, mi trochę obojętne co analizuję. Ja bardzo lubię bawić się danymi.

Ale piłka cię interesuje?

To drugi człon. Jeśli interesuję się analizą danych, a jeszcze była możliwość zabawy danymi piłki nożnej, to dla mnie idealne połączenie. Chłopaki straszyli, że mają ugór straszny, pracują na Excelach, ale ja wtedy powiedziałem: „Jeśli coś jest głupie i działa, to znaczy, że nie jest głupie”. Poza tym, gdy dostałem dane do rąk, wcale nie widziałem ugoru, tylko możliwości.

Dużo czasowo zajmuje ci EkstraStats?

Gdy zaczynałem, powiedziałem, że maksymalnie mogę poświęcić dwie, trzy godziny tygodniowo. W bardziej burzliwych tygodniach poświęcam dwie, trzy godziny dziennie. Średnio wyjdzie dziesięć godzin na tydzień. Aktualnie pracuję nad tym, byśmy jednak porzucili Excela na rzecz większego automatyzmu, co w dużej mierze udało mi się przy statystykach pierwszej ligi. Od strony technicznej zajmuję się wdrożeniem w życie Expected Goals, w tym wykresów przekrojowych xG przez cały mecz, minuta po minucie. To oczywiście pomysły zaczerpnięte z lig zachodnich. Patrzymy co tam się pojawia, a potem zastanawiamy się co można zaimplementować.

Jesteś dumny z czegoś, co osiągnąłeś na Ekstrastats?

Nie. Mam wysoko zawieszoną poprzeczkę. Na razie nic takiego nie ma. Ja naprawdę traktuję to jako hobby. Alternatywa dla grania w Football Managera. Ale to jest prawdziwy FM.

Ale nie zarządzasz, tylko się przyglądasz, analizujesz.

Mnie to wystarczy.

Tylko analiza ci wystarczy czy z procesu musi wyniknąć nagroda w postaci zaskakującego wniosku?

Żyjemy w świecie fake news. Jesteśmy bombardowani informacjami. Przeciętny człowiek, w tym wypadku kibic, nie jest w stanie tego zweryfikować. Jest tak twierdzenie: bez danych jesteś tylko kolejnym kolesiem ze swoją opinią. My sprawiamy, że to nie opinia, a fakt.

MATEUSZ: Ostatnio w telewizji ktoś dał sumaryczne liczby duetów skrzydłowych. Najlepiej wypadła Legia, czyli Radović i Guilherme. Ale chwila, jak można tak po prostu zsumować gole i asysty, a potem mówić, że za tyle bramek odpowiada ten duet? A co z bramkami, przy których jeden podawał, drugi strzelał? Takich w duecie Rado – Gui było aż pięć. Po przefiltrowaniu okazało się, że zawyżono liczby legionistom, a równie skuteczni co oni są Flavio z Peszką. Delew i Gyurcso raptem o bramkę niżej. Piłkarze i trenerzy jeszcze częściej rzucają opiniami z czapy. To jak z Peszką, który twierdził, że jest faulowany sześć razy na mecz. Z Możdżeniem, który jest przekonany, że umie strzelać z dystansu, bo wyjdzie mu raz na rok. Podobnie było ze słowami trenera Probierza, który w ramach swoich „mind games” powiedział, że jego zawodnicy bardzo szybko dostają kartki za faul, a reszta czołówki nie. Szybko sprawdziliśmy stosunek żółtych kartek za faul do samych fauli, nie licząc zagrań ręką. Wyszło, że jest odwrotnie.

***

FILIP: Skąd wzięła się zaawansowana analityka piłkarska w sferze blogosfery? Od tekstu Teda Knutsona o Maksie Kruse. Tyle, że Kruse pojawił się na radarze statystyków jeszcze wcześniej. Strona Aarona Nielsena to miejsce, gdzie kończy się Internet. I tenże Nielsen wskazał Kruse jako duży talent jeszcze zanim gość trafił do Bundesligi. Wytypował go w czasach gry w 2. Bundeslidze w St. Pauli. Potem Kruse poszedł do Freiburga, a stamtąd wziął go Gladbach i na tym nie stracił. Jego kariera wyhamowała, ale to wciąż solidny gracz.

Nigdy nie ujmiesz w modelu, że ktoś lubi zarywać noce dla pokera.

co nie zmienia faktu, że Nielsen wtedy, w ogóle nie oglądając 2.Bundesligi, wskazał ośmiu chłopa, którzy potem odgrywali ważne role w Bundeslidze. Pamiętam jak zrobił zestawienie dla Ekstraklasy za sezon 11/12. Wyszli mu Rudniew, Stilić, Dudu Biton, Mila, Celeban, Sadlok, Cani, Kupisz, Teodorczyk, Kucharczyk. Całkiem nieźle jak na kogoś, kto nie wie kim jest Kucharczyk, kto nie wie gdzie leży Polska, kto nigdy nie oglądał meczu Ekstraklasy.

Powiedz Filip, czym zajmujesz się na co dzień?

Przez siedem lat byłem dziennikarzem finansowym, pisałem w PAP o rynkach finansowych. Lubiłem tę sferę analityczną piłki, bo mogłem grzebać w danych w Excelu w pracy, a gdy ktoś przechodzi, myślał, że pracuję. To jak w tym żarcie: grasz w FM-a, przychodzi dziewczyna: a ty znowu w Excelu grzebiesz! W międzyczasie zmieniłem branżę na PR finansowy.

I już nie możesz w Excelu siedzieć.

Mógłbym, tylko nie mam czasu, bo mam zajebiście dużo pracy z klientami, dla których muszę się ubrać tak, jak wyglądam teraz (Filip odstawiony, nie przymierzając, jak stróż w Boże Ciało – przyp. red.).

To nie tłumaczy dlaczego wciągnąłeś się do tego stopnia w analizy Nielsena, Knutsona i konto na WyScoucie.

Frajdę sprawiało mi stawianie hipotez w zakresie rynków finansowych. Później obejrzałem Moneyball, zobaczyłem, jak w piłce, którą od zawsze oglądam, dochodzimy do czegoś więcej statystycznie niż tylko bramek. Dostrzegłem jak ta scena się rozwija i zająłem się stawianiem hipotez również tutaj, ale nie po to, żeby grać w bukmacherce, tylko dla czystej satysfakcji. Pewnego dnia zobaczyłem jak uboga jest Ekstraklasa w dane i usłyszałem o Ekstrastats. Ludzie chcą więcej? Dobra, działamy.

Model Expected Goals jest twoim dzieckiem?

Adoptowanym. Nauczyłem je polskiego. Jesteśmy niewolnikami stref Michaela Caley’a, a one nie są wyznaczone rewelacyjnie, szczególnie przed polem karnym. No ale jest ciśnienie żeby robić dużo, nadganiać zachód. XG kiedy się pojawiło, cztery lata temu? Podpatrujemy, a potem staramy się umiejętnie przeszczepiać. Przed sekundą widziałem oficjalny filmik MLS pokazujący XG drużyn.

legia-dort

Screen Shot 05-14-17 at 09.59 AM

Nie wszyscy wiedzą czym jest Expected Goals.

To próba zmierzenia jak dobre okazje tworzy twoja drużyna, a także do jak dobrych dopuszcza rywala. Punktem wyjścia jest skąd oddany został strzał, a także czy nogą czy głową. To podstawowe zmienne. Potem można dodać więcej zmiennych, na przykład czy był to strzał z woleja czy po przyjęciu, czy był tłok, czy to było sam na sam. Ale aktualnie ten model ma błędy. Jak się nazywał ten artysta, co nie strzelił w Kielcach?

Przybecki.

W modelu ma takie samo prawdopodobieństwo strzelenia gola, jak ktoś, kto z uporem maniaka będzie próbował trafić mimo siedmiu obrońców i bramkarza. Więc to jest słabe. W Anglii ostatnio zaczęła się krytyka Expected Goals. To żadna wyrocznia, nirvana. Jedni idą w stronę dodawania kolejnych zmiennych, inni w kierunku uproszczenia, czyli oceniania czy dana okazja była dobra czy nie. My też to robimy, prowadzimy jedno i drugie. I wychodzi na to, że zliczanie okazji jest porównywalnie dobre co expected goals. Miał 0.28% szans na gola jest systemem równoprawny z „no, powinien strzelić!”. My w przypadku Przybeckiego dokonaliśmy autorskiej korekty i wyznaczyliśmy tę szansę na 97%.

Jak na ojca XG w Polsce jesteś mało zadowolony ze swojego dziecka.

Jestem świadomy jego wad. Weźmy Smart Odds, firmę, która pracuje dla zawodowych graczy, szacuje prawdopodobieństwa, ma ogromną bazę danych i analityków zajmujących się dziesiątkami lig świata. Jej właścicielem jest Matthew Benham, który wszedł w Brentford i Midtjylland. Pracował tam swego czasu Ted Knutson, guru analityków. Oni mają cztery kategorie okazji i są z tego szczęśliwi. To wyznaczany przez oglądającego poziom zagrożenia po akcji i tyle.

MATEUSZ: Pamiętam kiedyś z Mogielem śmialiśmy się, że okazje stuprocentowe nigdy nie są stuprocentowe. Dane mówią, że średnio takie okazje mają 27.8 % szans powodzenia.

FILIP: Strzał nogą z piątego metra to tylko 68%. Jeśli masz dwie drużyny, z których jedna miała dwie sytuacje na 0.5xg, a druga pięć na 0.2 xg, to suma wychodzi ta sama. Ale prawdopodobieństwo, że pierwsza wygra, jest większe, bo jakość sytuacji jest ważniejsza niż ich liczba.

***

Dlaczego w modelu Monte Carlo w listopadzie Lechia była aż na 11 miejscu?

FILIP: Oszacowaliśmy prawdopodobieństwa, że strzały oddane przez Lechię i jej rywali zakończą się golem, a potem odtworzyliśmy jej mecze 10000 razy. I tak dla każdego innego klubu. No i wyszło nam, że w tych symulacjach Lechia najczęściej kończyła na 11 miejscu. Czyli albo wyniki były lepsze niż gra, albo w jej grze było coś, czego nasz model nie wychwytuje. Nie da się stworzyć do modelu doskonałego. Tworzę model, który ma ręce i nogi, który potrafię wytłumaczyć. Nie stworzę nigdy modelu nieomylnego, ale stworzę taki, który da się obronić. Skąd ta liczba? Skąd Lechia na jedenastym miejscu jesienią w symulacji Monte Carlo? Bo była liderem, który oddaje mniej celnych strzałów niż jej rywale. Z tej samej symulacji wynikało, że Ruch nie jest taki słaby, tak samo Górnik Łęczna pod Rybarskim. Lech i Legia musiały podciągnąć, a Jaga… Jaga była i jest po prostu mocna, także według liczb. Padło pytanie przed 30. kolejką: dlaczego Lech ma u nas tylko 41% szans na zwycięstwo z Ruchem? Wynika to z tego, że po pierwsze, Lech pod względem strzałów i kreowanych sytuacji jest lepszy na wyjeździe, po drugie, Ruch jest zabójczo skuteczny. Ma dziesięć punktów procentowych większą skuteczność wykorzystywania dogodnych okazji niż Lech.

WOJTEK: Z punktu widzenia modelowania, jeśli cały czas dorzucasz kolejne zmienne, stracisz stabilność modelu. Model taki będzie świetnie działał na historii, bo się dostosuje do danych z przeszłości, ale będzie miał poważne problemy z przewidywaniem przyszłości. Przetrenowujesz też model do danych historycznych. Chcę jednak, byśmy robili więcej prognoz. Tutaj jest nasz największy potencjał.

Obrońców chyba najtrudniej wziąć pod lupę.

F: Tak. Spójrz na Brentford i Midtjylland, tracą sporo bramek. Midtjylland nawet jak wygrało ligę, to traciło mnóstwo bramek. Brentford poprawiło się ostatnio, ale ogółem jest kłopot z oceną obrony. Kiedyś Alex Ferguson pozbył się Jaapa Stama, bo ten robił za mało wślizgów. I potem się okazało, że Stam robił mało wślizgów, bo świetnie się ustawiał. Dane dotyczące pomocników czy napastników są łatwo interpretowalne, nie ma się nad czym zastanawiać – dobrze podał, wykorzystał sytuację itd. Ale obrońca? Zablokował strzał no i co? Może powinien wcześniej przeciąć podanie albo w ogóle zniechęcić ustawieniem rywala? Patrzyłem na statystyki WyScout. Wstrząsnęło mną jak dobrze wyglądał tam Polczak. Duet najlepiej podających stoperów w lidze – on i Wołąkiewicz. A przecież oni nie potrafią rozegrać, to gwarantowana strata.

TOMEK: Dużo podają do siebie.

F: Jeśli w WyScout ktoś będzie szukał Polaka, który dobrze podaje i ma dużo wygranych pojedynków główkowych, dostanie Polczaka. Będzie chciał Glika, dostanie Polczaka. Więc jednak trzeba te mecze oglądać. Ale ciekawostkę podam. W WyScoucie podałem filtry, aby wyszukać graczy notujących strzały, podania, odbiory, prostopadłe zagrania co najmniej jak u Budzińskiego. I tylko jeden zawodnik w głównych ligach europejskich ma takie statystyki – to Pogba.

T: To jak Pogba kosztował stówę, za Budzińskiego można spokojnie 70 milionów krzyknąć.

To pokazuje jak ważny jest kontekst danych. Grzesiu Bonin w WyScout jest jedynym facetem z ligi, który przez trzeci sezon z rzędu pojawia się w europejskiej czołówce w ważnych kategoriach typu strzały celne, podania penetrujące. Budziński na pewno wpadł w radary. Ale absolutnie nie można go teraz kupować.

Zasada Oresta Lenczyka? Zagrał dwa dobre mecze, trzeciego nie zagra.

Cetnarski też nie jest tak zły, jak to się wydaje teraz, ani nie jest tak dobry, jak wydawało się rok temu. To samo z Budzińskim. Trzeba patrzeć z wydłużoną perspektywą. Tylko Polczak jest constans. Ale taki WyScout ma duże problemy z polską ligą. Nie potrafią pojąć koncepcji ESA37. Według nich sezon trwa trzydzieści meczów. Jeśli dobrze się orientuję, ucinają pierwsze siedem kolejek.

Nie ma to jak dokładność analityków.

Potem liczą się mecze z grupy spadkowej. I na przykład dochodzą ci statystyki, gdy ktoś goli wszystkich, a jego piłkarze wyglądają kapitalnie, ale dlatego, że trafił do słabszej grupy. Generalnie im więcej meczów, tym dla analityka lepiej, bo większa próba. Ale nie na takiej zasadzie. To większa liczba danych, ale zarazem psucie ich jakości.

Jak patrzycie na mecz, które elementy są dziś słabo opisane, a które będą rozwijane?

WOJTEK : Następowanie po sobie zdarzeń. Jaki wpływ na wydarzenia z sześćdziesiątej minuty mają wydarzenia z pięćdziesiątej piątej minuty. Budowanie ciągów zdarzeń zależnych. Generalnie mam nadzieję, że coraz więcej będziemy robić prognoz.

To w ogóle możliwe?

W: Tak.

MATEUSZ: Pojawia się powoli na przykład Expected Passing. Podanie w konkretnym miejscu, o takiej długości – jakie w historii były szanse powodzenia takiego zagrania? Jaką miało celność, ile padało z nich bramek? To się kiedyś pojawi wraz ze wzrostem woluminów.

***

FILIP: Zaawansowane statystyki w piłce mają pięć lat. To wyzwanie intelektualnie, które może zaowocować odpowiedzią: w czym polskie drużyny są gorsze niż te dobre? Co sprawia, że tamci są dobrzy, a my nie? Tak konkretnie. Czarno na białym. Wiem, że polska liga ma w porównaniu do innych lig bardzo dużo strzałów z dystansu i pojedynków główkowych. To oznacza nieporadność, nieumiejętność rozegrania. Ile bramek strzela Barca głową? Z drugiej strony, Bayern i Man City wykonują mnóstwo dośrodkowań. Ale one są po ziemi! To zupełnie inna rozmowa. W Ekstraklasie lecą takie balony, łatwe do przejęcia.

Damien Comolli z Liverpoolu wymyślił sobie kilka lat temu, że złamie system, weźmie Downinga i Carrolla, czyli najlepszego dośrodkowującego i najlepiej grającego głową, a potem wygra mistrzostwo Anglii. Brakowało mu jeszcze wtedy danych, które pokazują, że strzał głową po wrzutce to dramatycznie nieefektywne rozegranie akcji. Teraz Cracovia wzięła nieźle wrzucającego Brzyskiego, a także Szczepaniaka i Piątka, którzy byli w czołówce jeśli chodzi o strzały głową. Ale otoczyła ich jeszcze grającym świetnie głową Covilo, uderzającym z dystansu Budzińskim, a także Dąbrowskim, któremu wydaje się, że też umie strzelać z daleka. W konsekwencji ma ludzi, którzy są naprawdę dobrzy – albo tak im się wydaje – w operowaniu nieszczególnie skuteczną bronią.

Słynna anegdota z Mancinim. Jego analitycy zbadali, że dośrodkowania z rzutów rożnych na krótki słupek są efektywniejsze niż te na długi słupek. Mancini mówił: co wy gadacie, ja grałem w piłkę, wiem co jest grane, będziemy grać na długi! A rzecz polega na tym, że bramki po wrzutkach na długi słupek są bardziej spektakularne, więc bardziej zapamiętywane. Jeszcze dobitniej to widać przy strzałach zza szesnastki. Do pewnego momentu sezonu Budziński częściej strzelał bramki niż Możdżeń oddawał celne strzały. Borysiuk ostatnio się poprawił, ale w Legii miał kilkadziesiąt strzałów w maliny. Nikt nie oddaje tak wielu strzałów z tak beznadziejnej strefy co Grzelak. Ale tak działa pamięć, że gdy zdarzy się coś spektakularnego, to zapamiętujemy, że to się sprawdza.

Inna ciekawa statystyka. Zagłębie prowadziło w tym sezonie przez więcej minut niż Legia (tak było do 29. kolejki – przyp. red.).

Danymi da się wiele opisać, ale nigdy wszystko. Tu też potrzebny jest kontekst zanim zaczniemy wyciągać wnioski: jak to wyglądało u Magiery, jak u Hasiego? Czy na pewno problemem jest koncentracja, a może jednak krótka ławka, czyli jaki jest udział bramek rezerwowych jednej i drugiej drużyny? Ale tak, potem możesz nałożyć na to fakt, że Legia strzelała najwięcej bramek w ostatnich minutach. I jesteś w stanie ułożyć hipotezę. Ocena Probierza? Średnia zdobywanych punktów w lidze jedna z najniższych wśród wszystkich trenerów ligi. Ale musisz wziąć pod uwagę z jakim to stażem trener i w jakich klubach pracował – w niektórych średnia 1.8 na mecz to wynik rewelacyjny, w innym będzie nie spełniać oczekiwań. To wszystko daje pole pod dyskusję, ale przynajmniej nie w oparciu „bo mi się wydaje”, tylko jednak na pewnych twardych argumentach.

***

Nie mam wątpliwości, że kto ignoruje w dzisiejszych czasach zaawansowane statystyki, ten strzela sobie w stopę. Z zaznaczeniem, że to żadna uniwersalna wyrocznia, bo o ułomności liczb z największą pasją będą zapewniać ci, którzy na co dzień się nimi zajmują. Co absolutnie nie zmienia faktu, że jest w każdej drużynie miejsce, by je wykorzystać, choćby by przekonać Możdżenia, że jego strzały to – mimo okazjonalnej bramki – gloryfikowane straty.

Właśnie, kluczowe słowo – pasja. Wszyscy za dzieciaka wrastamy w futbol. Potem dorastamy, ale on zostaje nam pod skórą. Jest jakiś romantyzm w fakcie, że rozmawiam z analitykiem rynków paliwowych czy człowiekiem z branży finansowej, czyli ludźmi, którzy nie mają zbyt wiele wolnego czasu, a mimo to potrafią go znaleźć dla opracowywania zagrań Tadzia Sochy i Polczaka. Sam fakt, że EkstraStats – umówmy się, niszowy projekt – tak dobrze sobie radzi, jest dla mnie kolejnym przejawem rosnącej siły Ekstraklasy.

PS: Chcecie śledzić rozwój projektu, być ze statystykami i analizami na bieżąco? Strona: KLIK; Twitter: KLIK;

Leszek Milewski

Przypomnij autorowi, że dobrego piłkarza ocenia się po tym jak wchodzi po schodach

KOMENTARZE (17)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Bong0

A ja sprawdziłem kto jest ich sponsorem – firma, która ma kontrakt z US Army na logistykę na Bliski Wschód. Tam kasa naprawdę jest.

Ale co z tego? Przecież kasa nie gra. Skład i tak mieli złożony ze zwykłych zawodników ligowych. Nawet nie dali rady Vardarowi w lidze, który zwykł bazować m.in na piłkarzach wykopanych z naszej ligi. Wychodzi więc na to, że liga macedońska jest po prostu porównywalna z naszą.

Daniel Górka
Cracovia

Kasa nie gra ale jakas korelacja między zarobkami a poziomem drużyny jest, a wyciąganie danych na podstawie tego jest mądrzejsze niż błędne i stereotypowe myslenie „skoro są z Macedonii to muszą być ogórkami/pastuchami” tak promowane przez większosc „dziennikarzy” nie mających pojęcia o piłce

Sama liga macedonska jest slabsza od naszej co nie zmienia faktu że akurat Shkendija w naszej lidze rok w rok nie miałaby problemów z awansem do TOP 8, zresztą wystarczy popatrzeć na kursy bukmacherskie (nie ma dostępnego lepszego publicznego modelu niż prawdopodobienstwa implikowane przez „closing odds” Pinnacle Sports), Cracovia była tylko niewielkim faworytem (model Smartodds chyba nawet z tego co pamiętam faworyzował delikatnie Shkendiję w pierwszym meczu) chociaż nie mam pojęcia po co o tym piszę bo dla większosci osób wiekszym autorytetem będą dziennikarze którzy nie widzieli ani jednego meczu Shkendiji niż zaawansowane modele wykorzystujące „chance creation” data dla obydwu zespołów z meczów na przestrzeni kilku ostatnich lat + tysiące innych zmiennych 😉

Bong0

Tylko widzisz, to nie jest takie proste. Bo rok w rok w 8 to u nas na dobrą sprawę są Lech, Legia i Lechia. Osobiście nigdy nie patrzę na nazwy, tylko na skład. Jak mówię, Vardar jednak ich wyprzedził, a jestem absolutnie przekonany, że każy z jedenastki Cracovii grałby w Vardarze w podstawie. PS Sam obstawiałem, że Cracovia mimo wszystko da ciała.

Kunta Kinte

Nad tym „pro tipem” stulecia, powinni pomyśleć w canal + podczas transmisji… 😀

NSP

Ma ktoś linka do tego artykułu o Lewandowskim i Rudnievsie ?

EkstraStats
NSP

Dzięki. Szukałem pod Lewandowski vs Rudnevs 😀

Stanislav Levý
Śląsk Wrocław

FANTASTYCZNI goście, świetny wywiad. Fajnie czytać że ktoś jest tak mocno zajarany tą dziwną stronę Ekstraklasy i robi coś fajnego. Powodzenia!

komentowywacz

No, umówmy się.

phoxx

Odnośnie strzałów z 30 metrów, to ten model pewnie też nie sprawdza czy w ogóle da się do kogoś podać. Wg niego Eder z Francją powinien pewnie czekać aż ktoś wejdzie w pole karne :) ? Pamiętacie Bayern Guardioli? zamiast strzelać starał się wejść na 10 metr, w rezultacie bardzo mało strzelał zamykając sobie te mniej dobre szanse. Ta gra była absurdalna.

Odnoście Lechii i 11 miejsca. Ten model ma błędy, ponieważ jeśli ktoś prowadzi to po co ma non stop tworzyć sytuacje. Trzeba by liczyć strzały w zależności od wyniku spotkania – i oceniać ich wagę, A czasami jest ważny mecz za trzy dni, i też powinno się to w jakiś sposób przełożyć na liczby. Itd. pewnie inne zespoły walą na pałę a Lechia dąży do stworzenia bardziej korzystnej sytuacji.

Generalnie w tych sprawach trzeba wypośrodkować, żeby nie było zbyt wielkiej ilości danych – bo będzie to nie do ogarnięcia i przedstawienia komuś, ale żeby uproszczenia nie zmieniały całkowicie wyniku analizy.

Daniel Górka
Cracovia

To jest główna wada większości modeli opartych na „expected goals” które bazują na strzałach, nie rejestrują sytuacji które nie zostały zakończone strzałem, dlatego pod względem prognozowania wyników przyszłych spotkań lepszym modelem jest ten który bazuje na sytuacjach bramkowych (chance creation), wadą tego jest że ciężko to zautomatyzować, potrzebujesz wykwalfikowanych ludzi którzy będa w stanie ocenić że na przykład kontra 3 na 1 zepsuta na 30 metrze przez nieudane zagranie do otwartego napastnika odtworzona 10 000 razy będzie częściej zamieniona na bramkę niż np strzał głową z 5-tego metra, z ostrego kąta, pod naciskiem dwóch obrońców

pejsbuk

Lewandowski w 100ach ma te 75%

MionelLessi

Faktycznie – problem leży w interpretacji danych. Ze zbieraniem i agregowaniem danych raczej nie mamy problemu. Celem dla analityków jest znalezienie mechanizmu, który na podstawie określonych danych będzie w stanie prognozować przyszłość, w sposób możliwie jak najbardziej dokładny i prawdopodobny

Mam jednak złe wieści dla was Panowie: efekt motyla. Zbyt duża ilość zmiennych i zbyt duże znaczenie czynnika losowego. Będzie tak jak z prognozowaniem pogody: napracujecie się (wzorem meteorologów), a koniec końców coś pójdzie nie tak i wszyscy będą wieszać na was psy.

Sebastian Ro(L)ewski
kup pan cegłę

Teraz przypomnijcie sobie jak wyśmiewaliście Hajte z rok temu, że ten mówił jak trudno znaleźć statystyki dotyczące ekstraklasy. Prawda jest taka, że zanim powstał te całe ekstrastaty jedyne statystyki to spotkania i gole na 90minut trudno było znaleźć nawet tabele asyst z aktualnego sezonu, a co dopiero jakieś zbiorcze z kilku lat.

EkstraStats

Tylko rok temu to my już mieliśmy 2 lata :)

Sebastian Ro(L)ewski
kup pan cegłę

Nie oszukujmy się nawet teraz jesteście projektem niszowym i 90% ludzi zainteresowanych ekstraklasą o was nie słyszała. Pamiętam jak z 4 lata temu robiłem jakieś analizy na własny użytek i miałem wielkie problemy żeby potwierdzić asysty znalezione na transfermarkcie.

EkstraStats

Kibice to jedno, ale mówimy o ludziach, którym płaci się, aby wiedzieli, że istnieje portal 90minut.pl i z niego korzystali.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

Szamoobrona