post Avatar

Opublikowane 04.05.2017 10:55 przez

redakcja

Rozmawiałem ostatnio o piłce z analitykiem rynków paliwowych. Dobrze się domyślacie, jest to człowiek, któremu starcza do pierwszego. Jest to też człowiek, który – umówmy się, mając wiele opcji – w wolnym czasie analizuje dane statystyczne Ekstraklasy i pierwszej ligi. Gdy zapytałem go po co to robi, powiedział, że analizowanie danych i wyciąganie z nich wniosków to aż tak duża przyjemność. Wtedy podstępnie dopytałem o jego ulubionego zawodnika wszechczasów.

Wierzcie lub nie, ale zgadłem: powiedział, że był nim Riquelme.

Jeden z tych, którzy w analizie statystycznej zostaliby zmasakrowani, odsyłani do futbolu lat siedemdziesiątych. Broniący się na boisku cząstką nieuchwytnego geniuszu, którego nie da się uchwycić liczbami.

Zaawansowane statystyki są obecne w futbolu raptem kilka lat, ale gołym okiem widać, że nie tyle rozpychają się łokciami, co pracują nimi w polu karnym lepiej niż Vinnie Jones. Przeciętny kibic przyzwyczaił się już do nich na tyle, że możliwość ustalenia procentu dokładnych podań rezerwowego prawoskrzydłowego stała się nie luksusem, a równie niezbędnym elementem zestawu kibicowskiego co powtórka, w innych wariantach: raca, piwo.

Być może kiedyś zaawansowane statystyki sprawią, że nagrody indywidualne w sporcie drużynowym, w dodatku tak dziwnym jak piłka nożna, przestaną być koszmarem. Na dziś nie da się porównać pracy defensora z pracą snajpera, pracy bramkarza z prawoskrzydłowym. Nie da się porównać wagi różnych dokonań, trofeów. Spoglądam w przeszłość i widzę nagrody pokroju Ballon d’Or, w których decydowała – w najlepszym wypadku – grzałka.

Dlaczego George Weah dostał w 1995 Złotą Piłkę? Oto napastnik, który przez cały 1995 rok strzelił dwanaście bramek. Jedną w Lidze Mistrzów, jedną w Ligue 1, jedną w Coppa Italia, sześć w Serie A, trzy w Pucharze UEFA. W tym mieści się gol strzelony Zagłębiu Lubin, które owszem, miało w bramce Dreszera, a w obronie Bubnowicza i Przerywacza, ale nie przesadzajmy. Trofea? Puchar Francji z PSG.

Zadecydowały dwie sprawy: po pierwsze, korona króla strzelców Ligi Mistrzów. Rzecz wielka, ale problem polega na tym, że to korona dzięki trafieniom z jesieni 1994, kiedy Weah grał fenomenalnie. Wtedy, w oparciu o tamto półrocze i tamtą dyspozycję, mógł zgłosić kandydaturę do Złotej Piłki. Ale w roku mundialowym musiał wygrać ktoś, kto pokazał się na mundialu. Jako, że Liberia ma takie szanse na mundial co reprezentacja Sieradza, całkiem ładny przycisk do papieru zyskał Stoiczkow.

Choć powinien zyskać Romario, ale według regulaminu Ballon d’Or, trofeum zgarniać mogli tylko Europejczycy. France Football widząc, że strzela sobie takimi zakazami w stopę, sama obniża renomę swojej nagrody, od 1995 postanowiło wybierać nie najlepszego Europejczyka, ale najlepszego piłkarza grającego w Europie. Czy jest lepszy sposób, by zasygnalizować światu tę rewolucyjną zmianę, niż przyznając Złotą Piłkę graczowi, dla którego Stary Kontynent jest przybraną ojczyzną? Nie. Wybacz więc Jari Litmanenie, który w 1995 wygrałeś Champions League, Eredivisie i Puchar Interkontynentalny (po trzech latach porażek na rzecz triumfatorów Copa Libertadores), który strzeliłeś z linii pomocy blisko trzydzieści goli, w tym – biorąc pod uwagę rok kalendarzowy – osiem w Lidze Mistrzów. Wszystko w dodatku w roku bez mundialu i Euro.

Kilka lat temu France Football dopuściło FIFA do swojej nagrody, w konsekwencji zgodziło się, by obok dziennikarzy również kapitanowie i selekcjonerzy wybierali najlepszego gracza świata. Pamiętacie jak było: Lewandowski głosujący na kumpli z drużyny, selekcjoner Namibii wybierający samych Afrykanów, kapitan Wioski Smerfów nominujący Emmanuela Olisadebe i inne absurdy. Gdyby France Football odmówiło swego czasu światowej federacji, trzymało się starego grona wybierających, dominacja Leo i CR7 byłaby już dwukrotnie przełamana. W 2013 przez Ribery’ego – rok potrójnej korony Bayernu, życiówka Francuza – i w 2010 przez Iniestę.

I znowu widać, że śmichy chichy, ale dawny system też był więcej niż wadliwy. Iniesta w 2010 czysto indywidualnie nie był najlepszy. Jeśli brać pod uwagę trofea, dokonania drużynowe, zjada go Sneijder z potrójną koroną Interu i finałem mundialu.

Podobnie dziennikarze zażartowali w 2006. Przy całym szacunku dla Fabio Cannavaro, tak był to najlepszy rok Ronaldinho w karierze. Barcelona wygrała La Liga i Champions League. Cannavaro chwilę później poszedł do Realu i widać było, że forma już nie ta co dawniej, choćby w latach Parmy. Otrzymał Złotą Piłkę trochę za całokształt kariery, a trochę jako bonus do mistrzostwa świata Squadra Azzurra. No to w końcu nagroda indywidualna, Oscar honorowy, czy może ważymy trofea na wadze najazdowej i sprawdzamy co z tego wyniknie?

Nie ma odpowiedzi. Wątpię by najbardziej zaawansowane statystyki potrafiły pomóc. W konsekwencji wątpię, by kiedykolwiek ustała dyskusja na temat tego kto był lepszym piłkarzem: Messi czy Ronaldo. Ja nawet nie będę ryzykował wchodzenia w ten temat, bo będę bezradny.

Ale jeśli doprecyzować, na przykład spytać, który z nich jest bardziej spełniony, to odpowiadam w sekundę bez wahania: CR7. Ważny turniej wygrany z reprezentacją przeważa. Messi nie wygrał nawet Copa America, choć brał w nim udział czterokrotnie – trzy razy Albicelestes kończyli w finale, a grając u siebie skompromitowali się nie wychodząc nawet poza ćwierćfinały.

I bardzo dobrze. To znakomita dla kibiców informacja, że jeden z dwóch największych piłkarzy swojego pokolenia, dobijając do trzydziestki, jest niespełniony, ma więc wciąż wielki głód sukcesu i wiele do udowodnienia. Wciąż ma o co grać w sensie stawki, by tak rzec, dogłębnie osobistej, a nie tylko dublowania dawnych osiągnięć i ściganiu się z własnym organizmem.

***

Wspomniany Weah. Lubię tego piłkarza, ale dlaczego? Nie miałem prawa widzieć go w żadnym meczu, przez pierwsze lata jego chwały wchodziłem na stojąco pod stół i mówiłem na chleb „bep”. Później obejrzenie meczu Milanu w podsieradzkiej miejscowości graniczyło z cudem. Ale wiecie co? Był bodaj najlepszym napastnikiem Sensible World of Soccer. Gry, w którą zagrywałem dniami i nocami, która stanowiła istotny element mojej futbolowej edukacji, która podlała benzyny pod rodzącą się pasję. Jego potęga w tej grze działała na wyobraźnię. Tak wykuwają się legendy, tak wkrada się w świadomość, zdobywa sympatię kibiców.

Nigdy nie będę się już dziwił piłkarzom, którzy narzekają, że ich profil w FIFA jest taki sobie. Być może chodzi im o realniejsze zyski niż się wydaje na pierwszy rzut oka.

***

Można usiłować podsycać ligowe emocje dzieleniem punktów. Można usiłować podsycać ligowe emocje grupą mistrzowską i grupą spadkową. Ale tak się szczęśliwie złożyło, że choćby ktoś mądry wpadł na pomysł przyznawania dodatkowych oczek za styl, kwiecistość wypowiedzi trenerów i zawartość mięsa w podawanym na stadionie hot-dogu, to nic nie miałoby tak widowiskowego efektu jak Puchar Polski dla Arki.

Pomyślcie tylko. W Ekstraklasie cały sezon rządzi banda czworga – Lech, Legia, Lechia i Jagiellonia. Jeszcze w poniedziałek istniał prawdopodobny scenariusz, według którego każdy po ostatnim gwizdku może być jako tako zadowolony. Pełną pulę zgarnie jeden, ale nagrody pocieszenia nie będą traktowane po macoszemu, mają swoją realną wartość. Teraz? Ktoś zakończy sezon przepiękną klapą.

Może przebolałaby jakoś Lechia – do czego kibice z Gdańska naturalnie się nie przyznają – bo postęp, kolejny krok do przodu, perspektywy, stabilizacja, a jeszcze jest czas na zaszczyty. Tyle lat czekamy, poczekamy jeszcze trochę. Ale świadomość, że sprawcą pucharowej nieobecności jest Arka Gdynia, obrzydziłaby to czwarte miejsce do przewlekłych torsji.

***

Miałem szczęście we wtorek oglądać finały Pucharu Tymbarku. Zmagania siedmiolatków, dziesięciolatków i dwunastolatków komentował Mateusz Borek. I powiem szczerze, dawno nie widziałem większej demonstracji siły jeśli chodzi o komentatorski warsztat.

Mam w rodzinie nowozelandzkiego żeglarza, który jeśli chodzi o sport, interesuje się rugby, żeglarstwem, wyścigami katamaranów. Futbolu – jak wielu fanów rugby, żeglarstwa i katamaranów – nie znosi. Ale nawet on, gdyby na trzy minuty przed finałem Ligi Mistrzów dowiedział się, że musi go komentować, miałby szansę dać radę. Taka ranga meczu potrafi sama nakręcić, a na upartego zawsze można kwadrans lać wodę o atmosferze, paraliżującej bądź nakręcającej stawce. Poza tym kilku piłkarzy wdarło się do masowej świadomości i znają ich wszyscy bez żadnego przygotowania. Kiedyś chyba The Sun przeprowadziło szeroko zakrojoną akcję mającą odnaleźć kogoś, kto nigdy nie słyszał o Beckhamie. Finał tej ważnej społecznie inicjatywy miał miejsce gdzieś – nie pamiętam dokładnie – w afrykańskiej czy papuaskiej wiosce. Oczywiście kit i mistyfikacja, ale zarazem trafnie ilustrująca pewien fenomen. Nie chcę powiedzieć, że finał mundialu to samograj, ale tak, o wiele trudniejsze jest 0:0 Zawiszy z Górnikiem Łęczna w smutny lutowy poniedziałek przy trzystu widzach, dwóch celnych strzałach, gdzie nawet trenerzy muszą podtrzymywać powieki na zapałkach.

Zastanawiałem się jak będzie wyglądał komentarz Mateusza, gdy przyjdzie zmierzyć się z Pogonią Zduńska Wola U12, dzieciakami z wrocławskiej szkoły podstawowej, dziewczynkami z małej wielkopolskiej miejscowości. Umówmy się: to jest prawdziwe wyzwanie dla komentatora.

A potem dostałem na tacy historię każdej z drużyn, włącznie z konkretnymi wynikami. Gdy ktoś przyjmował piłkę, strzelał, kiwał, nie był anonimem, tylko Mają Grzybowską robiącą trzecią kolejną ciekawą akcję albo Patrykiem Kowalczykiem, który zawalił bramkę w regulaminowym czasie gry, ale potem dostał drugą szansę w karnych. Wszystko podlane komentarzem tak podniosłym, jakby chodziło o największą imprezę z imprez. Każda akcja, każdy groźny strzał – ta sama intonacja i dramaturgia, co przy meczach kadry Nawałki. Jakie to miało znaczenie dla uczestników  i uczestniczek – komentarz było słychać na żywo na stadionie – nawet sobie nie wyobrażam.

Powiecie – wow, wielka sprawa, zrobił research. To prawda, ale po pierwsze, ciekaw jestem czy każdemu by się chciało zrobić taki research, po drugie, tak wprawnie potrafił wpleść to w transmisję, że w ogóle nie brzmiało jak research, tylko równie naturalnie, jak gdyby jeździł na te mecze od powiatowych rund. A sama zdolność zbudowania dramaturgii? Czy to nie była przesada? Nie, bo prawda jest taka, że tu nie trzeba było aż tak wiele budować, wystarczyło pokazać perspektywę uczestników, dla których to naprawdę był najważniejszy mecz piłkarski życia.

Płacz na murawie po przegranym finale.

Zwyciężczynie nie odstawiające w pierwszej kolejności tańca radości, tylko biegnące pocieszyć tych, których pokonały po trudnym meczu.

Przecież potrafiła pojawić się i krew, gdy któraś z zawodniczek dostała w twarz.

Kształcąca, fajna impreza, co w pewnym sensie wiedziałem. Ale że broniąca się telewizyjnie? Tego nie podejrzewałem.

***

Wielką zagadką polskiego futbolu jest to, dlaczego Roman Kołtoń lata temu grasując na zgrupowaniu reprezentacji, napisał „LEWENDOWSKI”.

C-0rTPfXgAEM5zP

Tak jak pewnym zagadkom – światła z Hessdalen, człowiek z Somerton, marker z Legnicy – przeznaczone jest nigdy nie zostać rozwiązanymi, tak na inne da się po latach rzucić nieco światła. Intrygował mnie od zawsze pobyt Ulego Borowki w Widzewie. Odkopałem materiał Darka Farona z Przeglądu Sportowego, gdzie można znaleźć tłumaczenie kilku cytatów z biografii Borowki „Do dna”.

„Byłem alkoholikiem. Czasem zastanawiałem się: co ja, niemiecki piłkarz, robię w Polsce? W małym, gównianym pokoju, w ponurym mieście, którego nie mogłaby rozruszać nawet najlepsza impreza. Chciałem zabić nudę. Nie mówiłem po polsku, ale wiedziałem, jak powiedzieć „dwanaście” bo grałem z tym numerem. Dlatego też zawsze zamawiałem dwanaście piw. Gościłem w hotelowym pokoju wiele dziewczyn. Jako niemiecki zawodnik najwidoczniej stanowiłem dla nich pewną atrakcję. To był bezduszny seks, po którym czułem się jeszcze bardziej samotny. Tylko alkohol sprawiał, że ponure myśli znikały na kilka godzin”.

(…) Jeszcze niedawno opowiadałem dzieciom do snu, jak wygrywałem w Lizbonie puchar. Miałem cudowne życie: piękną żonę, przestronną willę, 250 metrów kwadratowych w bogatej dzielnicy Bremy. Przed bramą trzy drogie samochody. Miałem wszystko i wszystko straciłem. Wyrzucono mnie z klubu. Żona odeszła z dziećmi do rodziców po tym, jak podczas kłótni odepchnąłem ją i uderzyła głową o ścianę. Sprzedałem samochody. Zaczęło znikać wszystko: ubrania, obrazy ze ścian, meble, puchary, medale. W końcu sprzedałem całą willę. […] Wino, wódka, whisky, piwo – wlewałem w siebie wszystko, co było pod ręką. Samotność zaczęła wykręcać moje wnętrzności. Niesamowite, ile człowiek może znieść, zanim stwierdzi, że czas ze sobą skończyć”.

(…) Pewnego dnia pijany Uli, otoczony pustymi butelkami, usłyszał odgłosy dochodzące z sąsiedniego pomieszczenia – to był śmiech mojego syna. Wbiegłem do jego pokoju, ale nikogo nie było. Wszystko zostało jak dawniej – jego plakaty na ścianach, rozmieszczenie mebli… Ale jego nie było. Zamknąłem oczy i głos się urwał. Otworzyłem butelkę, później następną. Próbowałem znów zapić smutek i strach, lecz tym razem nie działało. Potrzebowałem czegoś mocniejszego. Leki zmieszałem z winem i piwem. Pomyślałem: przecież nic bym nie stracił, gdybym już się nie obudził.

(…) Zacząłem pić, bo nie mogłem wytrzymać ciągłej presji. Byłem postrzegany jako silny facet, który odnosi sukcesy. Nie było miejsca na to, żeby przyznać się do swoich słabości, pokazać emocje. Powiedzieć: nie jestem tak silny, jak myślicie.”

Należy zaznaczyć, że Uli Borowka poradził sobie ze swoimi demonami i wyszedł na prostą. Coś tam w piłce osiągnął, ale na pewno nic równie wielkiego, co odbicie się od tak głęboko wykopanego dna.

Leszek Milewski

Opublikowane 04.05.2017 10:55 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 23
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Bartek Baran
Bartek Baran

Ja tam na kartce Kołtonia widzę też Wawrzyniaki i Jadłoniec.

mastodont
mastodont

ale, że Mierzejewski napisał bez błędu…

Stanislav Levy
Stanislav Levy

Za to z Błaszczykowskim już się nie chciał zmierzyć, więc napisał „Kuba” xD

Wkurzony Szopen
Wkurzony Szopen

Chciałem to samo napisać.

zaltezar
zaltezar

Leszku, umówmy się, że Kołtonia na tapet powinien wziąć redaktor Stanowski.

Miszcz Joda
Miszcz Joda

Są sporty gdzie statystyki świetnie się sprawdzają. Basket, hokej, siatkówka.
W piłce nożnej jednak wychodzi to słabo z jednej prostej przyczyny. Ogromne pole dla przypadku. Powtarzalność na granicy błędu statystycznego. Właściwie z tego morza statystyk to faktycznie przydatnych jest tylko kilka. Taki np. Packing to niezły wyznacznik umiejętności taktycznych i technicznych zawodnika.

AndrzejeK
AndrzejeK

Z morza statystyk w pilce w zasadzie to tylko kto strzelil wiecej goli ma jakas przydatnosc.

Miszcz Joda
Miszcz Joda

To jest wynik a nie statystyka 🙂

dario armando
dario armando

Najlepsza akcja zespołowa w historii mundiali-26 podań poprzedzających gol Cambiasso dla Argentyny w meczu z Serbią-a zarządzał grą Albicelestes nie przystosowany do wymogów współczesnego futbolu ale chwilami totalnie genialny Riguelme.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

dario armando
dario armando

Co osiągnęli? Wieczny podziw prawdziwych sympatyków futbolu.Odpadli w ćwierćfinale -wydymani przez chuja który po mundialu zakończył karierę sędziowską,a z zasady ,że zawsze się kieruję sprawiedliwością ,zostali moim mistrzem świata w 2006 roku.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

dario armando
dario armando

Byli najlepsi ,co najwyżej w jednym od zawsze – w marnych prowokacyjkach,niestety choć wszyscy wiedzą jak jest ,to uchodzi im na sucho ,bo nie ma dowodów .A po co dowody ,skoro każdy średnio rozgąrnięty kibic wie jakimi cechami każda nacja w futbolu przeważa szalę na swoją korzyść.Ja jestem w futbolu około 50 lat w tym czasie poznałem 5 wybitnych graczy z Włoch czyli Buffon ,Del Piero ,Baggio ,Pirlo ,Baresi a tytułów mają 4 .Argentyna za mojej kadencji miała przynajmniej ze 30 artystów ,ale ,ze futbol nie promuje umiejętności piłkarskich tylko raczej inne cechy ,to tylko 2 tytuły wygrali ,zresztą ten drugi wcale nię będąc najlepszą drużyną.ps .W finale LM trzymam kciuki za Juve ,skoro Messi wygrać nie może ,to trzymam kciuki za jego naturalnego następcę na tronie Paulo El Polaco Dybalę.

Hryciukowski
Hryciukowski

Analityk rynków paliwowych… To chyba ten sławy i legendarny syn sp. Zarzecznego który handluje ropa na całym świecie

emperor
emperor

Nie godzę się. Srebro MS więcej waży niż mistrzostwo Europy. Choć paradoksalnie obaj wcale nie ciagnęli drużyn w tych turniejach (no, Messi w fazie grupowej w 14).

Imho statystykami (i przede wszystkim dopasowaniem taktyki i piłkarza) można zrobić z dobrej drużyny bardzo dobrą, ale wyżej to jednak nie. Kasa misiu…

blazej przybylowicz
blazej przybylowicz

fajny artykuł.

to powiedzenie o bepie ja znam w rozszerzonej wersji: Na chleb mówiłem „bep”, a na muchy – „ptapty”.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

monaas
monaas

Z całym szacunkiem, ale Ronaldinho w 2006 r. absolutnie nie zasłużył na Złotą Piłkę. Co z tego, że do kwietnia grał fenomenalnie, jak już w finale Ligi Mistrzów z Arsenalem zagrał kiepsko (Barcelonę uratował wówczas rezerwowy Henrik Larsson, który asystował przy obu golach), jeszcze gorszy był na mundialu w Niemczech, gdzie był cieniem samego siebie (ponoć myślał głównie o dmuchaniu ii grze w PS2), a po mundialu już nigdy nie zaprezentował świetnej formy.

Może i Cannavaro nie był najszczęśliwszym wyborem ale i tak dużo lepszy od Ronaldinho, dla którego tamten rok stanowił już kres wielkiej formy i przekazania palmy pierwszeństwa Messiemu (w Barcelonie). IMO TOP 5 Złotej Piłki 2006 powinno wyglądać tak:

1. Zidane (mimo idiotycznej czerwonej kartki w finale, fazę pucharową MŚ miał fenomenalną)
2. Henry (momentami w pojedynkę ciągnął Arsenal do finału Ligi Mistrzów, potem całkiem niezły mundial)
3. Buffon (bardziej za całokształt, tak jak to było w wypadku Cannavaro – w Italii’06 trudno było wskazać jedną wyraźną gwiazdę)
4. Cannavaro (j/w)
5. Ronaldinho (ok, do połowy maja był świetny, ale co z tego, jak w decydujących momentach zawiódł, a w drugim półroczu również nie spisywał się rewelacyjnie).

Sri_Jayawardenepura_Kotte
Sri_Jayawardenepura_Kotte

Moim zdaniem sens przyznawania nagrod indywidualnych w pilce jest znikomy, chyba ze robilby to jakis bezduszny algorytm, za pomoca ktorego bylibysmy w stanie wyliczyc, uwzgledniajac wszystkie stale i zmienne kto zasluguje na miano najlepszego pilkarza na swiecie.

Najmniej z tego wszystkiego draznia mnie nagrody za tzw „zaslugi”, bo trzeba cos tam osiagnac zeby sie na taka zalapac (mowie tez w kontekscie zlotej pilki)

RobRob
RobRob

Podobalo mi sie 🙂

nocturnal
nocturnal

Leszku, zajebisty artykuł! jak (niemal) każdy, świetnie się czytało. poproszę tylko więcej nawiązań do sensible world of soccer albo pierwszej FIFY (wszyscy fani amigi będą zadowoleni) a będzie jeszcze lepiej.
Pozdrawiam!

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

kyrre_sk
kyrre_sk

Ilekroć Weah dostawał w PSG piłkę na 20-25 metrze od bramki, można było mieć pewność, że zrobi coś niesamowitego. W tamtych czasach nie lubiłem francuskich drużyn, więc pamiętam tylko strach, żeby znowu czegoś nie strzelił. Świetny piłkarz, ale faktycznie jakoś szybko zgasł

Niemcy
06.07.2020

Walczysz cały sezon, a w kluczowym momencie obrońca wykonuje samobójczy strzał życia

Heidenheim to klub bez większych tradycji czy aspiracji. Ot, gra sobie w tej 2. Bundeslidze, pewnego poziomu raczej nie przeskakuje, ma stałą grupę lokalnych fanów, nie pcha się na afisz. Dlatego też ich awans byłby taką wielką historią, zwłaszcza, że odbyłby się kosztem HSV. Pierwsza część tej historii była kapitalna – wyprzedzenie na ostatniej prostej […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Wisła Płock pieczętuje spadek Arki, Górnik zbytnio nie protestował

W ciągu jednej doby dobitnie przekonaliśmy się, że mecze zakończone wynikiem 1:0 można odbierać w skrajnie różny sposób. W niedzielę Piast stworzył świetne widowisko ze Śląskiem i choć padła tylko jedna bramka, ani przez moment nie mogliśmy narzekać na poziom i emocje. Niestety dzień później w Płocku mogliśmy już narzekać na wszystko. Nagrodą za te […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

A dlaczego nie na podium Złotej Piłki?

Choć wiele lig jeszcze gra, choć nie znamy jeszcze ostatecznych rozstrzygnięć choćby w Hiszpanii czy we Włoszech, trzeba pamiętać – weszliśmy tydzień temu w drugie półrocze, a więc za nami półmetek rywalizacji w wyścigu po Złotą Piłkę. Tak, przez dwa miesiące cały światowy futbol stanął w miejscu. Tak, powrót do występów reprezentacyjnych to na razie […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Od obsikania radiowozu do 648 meczów w Serie A. Buffon bije kolejny rekord

– 648 to nie tylko numer. To całe życie – napisał Gianluigi Buffon po meczu z Torino. Meczu wyjątkowym, bo golkiper Juventusu został dzięki niemu zawodnikiem z największą liczbą występów w Serie A. Paolo Maldiniego wyprzedził o „oczko”. Jedni powiedzą, że na siłę, bo przecież Gigi miał już w Juventusie nie zagrać, jednak wrócił właśnie po to, […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Wachowski: Arka i Korona? W PZPN-ie nie przekręcaliśmy polskiej piłki i nie przekręcimy

Gościem w dzisiejszym poranku Weszło FM był Łukasz Wachowski, dyrektor departamentu rozgrywek w PZPN. Co będzie ze spadkowiczami, Arką Gdynia i Koroną? Kiedy ruszy nowy sezon Ekstraklasy, a kiedy pierwszej ligi? Czy jest szansa na VAR na zapleczu Ekstraklasy i jeśli tak, to od kiedy? Kto będzie sędziował mecze barażowe w 1. lidze? O tych […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Sequel lepszy od „jedynki”. Milewski i Tuszyński ZNÓW to zrobili

Świat filmu od lat staje przed dylematem – kręcić sequel hitowej historii, a może odpuścić sobie i spocząć na laurach wspaniałej „jedynki”? Druga część „Nagiego instynktu” to komplety szajs, przy „Batman i Robin” można wydłubać sobie oczy, sequel „Głupiego i głupszego” wywołuje fizyczny ból. Nakręcenie „dwójki” to wyzwanie, wszak twórca musi unieść ciężar oczekiwań po […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Derby Łodzi się oddalają? Widzew znów przegrywa w II lidze…

To jest nie do wiary. Już w ubiegłym sezonie wydawało się, że Widzewowi awansu do I ligi nie jest w stanie odebrać nic, żaden kataklizm ani katastrofa. Później zaś zawodnicy z al. Piłsudskiego zremisowali 10 meczów z rzędu, na finiszu przegrali jeszcze z GKS-em Bełchatów i ostatecznie pozostali na trzecim szczeblu rozgrywkowym. W tym sezonie […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Zagłębie w tym sezonie zawiodło, ale Bohar gra życiówkę

Zagłębie Lubin to bez wątpienia jedna z najbardziej rozczarowujących ekip w tym sezonie Ekstraklasy. W jej składzie sporo jest bowiem naprawdę jakościowych zawodników, którzy skleceni w spójną całość powinni bić się o ligowe podium, a nie kotłować w dolnej połówce tabeli. No ale wyszło jak wyszło. „Miedziowi” na własne życzenie nie załapali się do grupy […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Wisła się utrzyma, ale pytanie: co dalej?

Bardzo prawdopodobne, że dzisiaj kibiców Arki czeka smutny dzień. Tylko punktu zdobytego przez Wisłę Płock w starciu Górnika Zabrze potrzeba, by Nafciarze utrzymali się w Ekstraklasie. Mieliby 43 oczka, dziewięć zapasu nad Arką, a że po rundzie zasadniczej Wisła miała więcej łupów, to matematyka byłaby na trzy kolejki przed końcem prosta. Ale chyba nie tylko […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Powrót Grosika, show Linettego, 10 goli Polaków. Świetny tydzień stranierich!

Polscy piłkarze w minionym tygodniu gościli na okładkach gazet w całej Europie. Nie ma w tym cienia przesady, bo nasi stranieri dawali kapitalne popisy. Tu dublecik, tam dublecik, tu gol i asysta, tam wyciągnięty rzut karny… Ciężko było znaleźć zakątek świata, w którym nasi nie daliby popisu. Aż przyjemnie zasiąść po takim tygodniu do zestawienia […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

PRASA. Sikorski: Kołakowski obiecywał mi transfer do Legii Warszawa

– W ogóle obcokrajowcom trudno trafić do Hiszpanii w niższych ligach, mają tam mnóstwo swoich zawodników. Jako polskiemu Austriakowi lub austriackiemu Polakowi udało mi się tam wcisnąć i zobaczyć to z bliska. Przeanalizowałem, że w polskiej ekstraklasie jest coraz więcej Hiszpanów. Carlitos, Dani Ramirez czy Jesus Imaz grali w niższych ligach, przenieśli się do Polski […]
06.07.2020
Włochy
05.07.2020

Roma zapomniała, że nie tylko bramkarz musi być kozakiem, ale Lopez napsuł krwi Polakom

Derby słońca, tak mówi się o starciach Napoli z Romą. Dziś to słońce zaszło nad Rzymem i nie był to zachód piękny. Porażka Giallorossich może pogrążyć drużynę Paulo Fonseki w walce o europejskie puchary. Nie pomógł nawet Pau Lopez, który dwoił się i troił między słupkami, żeby uratować tyłki kolegów z zespołu. Ale jeśli mamy wskazać […]
05.07.2020
Hiszpania
05.07.2020

Villarreal rozbity. Tak grającą Barcę aż chce się oglądać

Jeżeli wziąć pod uwagę wyłącznie mecze wyjazdowe, Barcelona do dzisiejszego meczu z Villarrealem przystępowała zaledwie jako piąta siła hiszpańskiej ekstraklasy. Katalończycy przegrali już w lidze pięć meczów na wyjeździe, kolejnych pięć zremisowali. Dlatego wiele wskazywało na to, że i dzisiaj podopieczni Quique Setiena mogą zanotować jakąś wpadkę. Tym bardziej że marnie im się w ostatnim […]
05.07.2020
Anglia
05.07.2020

Bednarek jak skała. Southampton poskromił Manchester City

Organizacja gry, znakomita defensywa, mnóstwo heroicznych interwencji. Southampton w naprawdę wielkim stylu zwycięża dzisiaj z Manchesterem City. „Wielkim” nie w sensie dominacji na boisku, bo „Obywatele” w drugiej połowie wręcz miażdżyli rywali posiadaniem piłki i liczbą strzałów posłanych w kierunku bramki. Ale znakomitą obronę też trzeba doceniać i nie należy szczędzić dla niej komplementów, a […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Ekstraklasa w najprzyjemniejszym wydaniu, ale tylko Piast ma punkty

Gdyby wszystkie mecze Ekstraklasy wyglądały jak ten Piasta Gliwice ze Śląskiem Wrocław, nie moglibyśmy od niej oderwać oczu. Przy Okrzei dostaliśmy niesamowicie przyjemne dla postronnego obserwatora widowisko, w którym nie było żadnego dłuższego przestoju odnośnie braku emocji. Serio, ciągle się coś działo. Strach było nawet iść po lód do herbaty, bo istniało ryzyko, że przegapi […]
05.07.2020
Inne sporty
05.07.2020

Dobrze, że jesteś! Emocjonujący początek sezonu Formuły 1

Najlepsza seria wyścigowa świata wróciła w piorunującym stylu. Nie brakowało kolizji, awarii, czy nawet kar skutkujących…. wypadnięciem z podium. Taki los spotkał Lewisa Hamiltona, który widocznie bardzo nie lubi się z torem w Austrii. Na domiar złego problemy z bolidem wyeliminowały innego faworyta, Maxa Verstappena. Wygrał, a może po prostu przetrwał tę zawieruchę (czego nie […]
05.07.2020
WeszłoTV
05.07.2020

LIGA MINUS. Milewski, Białek, Kowalczyk, Paczul

Nadszedł niedzielny wieczór, a więc czas na kolejny odcinek popularnego programu publicystyczno-rozrywkowego: Liga Minus. Dzisiaj Paweł Paczul poprowadzi gorącą dyskusję o ekstraklasowej piłeczce z następującym gronem wybitnych ekspertów: Wojciechem Kowalczykiem, Leszkiem Milewskim i Jakubem Białkiem. Zapraszamy! 
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Lechia Gdańsk przecieka w tyłach. Gdzie leży problem?

46 straconych goli w 34 meczach, bilans bramkowy -2. Kiepska jest to statystyka Lechii Gdańsk, drużyna jakby oduczyła się bronić, bo nikt w grupie mistrzowskiej nie dostał tyle ciosów, a przecież sezon temu chwaliliśmy gdańszczan właśnie za grę w tyłach. Gdzie leży problem? Przede wszystkim trzeba zauważyć, że zmieniła się podstawowa para stoperów. W zeszłym […]
05.07.2020