Image and video hosting by TinyPic
Thierry, słuchaj, taka sprawa… dasz mi 100 autografów?
Weszło Extra

Thierry, słuchaj, taka sprawa… dasz mi 100 autografów?

Michala Papadopulosa znacie od niemal pięciu lat z polskich boisk. Mało kto wie, że wcześniej rok spędził w Arsenalu pod okiem Arsene Wengera, ucząc się na co dzień od Henry’ego, Bergkampa czy Piresa. Jak się tam znalazł? Z jaką prośbą poszedł do Thierry’ego Henry’ego? Jak dogadywał się z Gaelem Clichym i jak wywierał presję na Wengera na San Siro? I jak to się stało Giorgio Chiellini jest w stanie powstrzymać Messiego, a jego nie był? Rozmawiamy z nim głównie o tym, ale pytamy też, dlaczego w Ekstraklasie nie strzela już goli. Zapraszamy.

Wenger out?
Od ponad dziesięciu lat Arsene Wenger nie zrobił z Arsenalem nic dużego, teraz tym bardziej jest słaby okres, ale nie zapominam, że zrobił dla tego klubu dużo dobrego. Jest legendą. To bardzo inteligentny człowiek, zawsze wie, co robi.

Pamiętasz pierwsze spotkanie z nim?
Pamiętam, że niewiele zrozumiałem. (śmiech)

To jak radziłeś sobie na początkach w Arsenalu?
Dawaliśmy radę, trzymałem się z Gaelem Clichym. Do Arsenalu dołączyliśmy w tym samym czasie. Obaj przyjechaliśmy z zagranicy, byliśmy młodzi i złożyło się tak, że nawet zostaliśmy sąsiadami, mieszkaliśmy na Enfield. Obaj nie znaliśmy dobrze angielskiego, więc nie pchaliśmy się nigdzie, zaczęliśmy trzymać się razem i powroty z treningów, jakieś wyjścia na kolacje, w sumie wszystkie wolne chwile spędzaliśmy wspólnie. Dzięki temu nawzajem podnieśliśmy sobie poziom angielskiego, bo ja nie znałem słowa po francusku, oprócz tych wszystkich „bonjour” czy „merci”, a on nic po czesku. Na początku pomagaliśmy sobie rękami i nogami, żeby się zrozumieć. Nawet po moim wyjeździe z Anglii utrzymywaliśmy kontakt, ale już jakieś trzy lata temu straciłem numer i nie mam do niego aktualnego.

Był też Efstathios Tavlaridis, z nim miałem dobry kontakt, pokazał mi trochę greckich knajp i do teraz czasem popiszemy. Spotykałem tam bardzo dużo Greków, oni super się mną zajmowali. Miałem 18 lat, oni byli pomocni w różnych sprawach. Chociaż najczęściej kończyło się na ich chęciach, więcej nie trzeba było, bo Arsenal to klub, w którym niemal każdy zawodnik ma człowieka, takiego opiekuna, do którego zawsze może się zwrócić. W Arsenalu pracownicy są niebywale pomocni. Zwłaszcza dla młodych piłkarzy, nimi opiekują się najbardziej.

Skąd w ogóle pojawiła się opcja twojego przejścia do Arsenalu?
Miałem 18 lat, w Czechach byłem uznawany za gwiazdę młodego pokolenia, nadzieję. Pewnego dnia agent powiedział mi, że odezwali się ludzie z Arsenalu.
– Żartujesz!
– Nie.
– Chcą mnie przetestować, wziąć do drugiej drużyny?
– Nie, chcą podpisać pięcioletni kontakt.

Nie miałem myśli, że to zbyt duży klub, że w ogóle nie ma sensu jechać. Mogłem odbić się od ściany, ale to życiowa szansa. Niestety przez kontuzję transfer mógł się wysypać, ostatecznie poszedłem tam na roczne wypożyczenie. Potem nigdy nie żałowałem tego wyjazdu, nikt nie odbierze mi tego pięknego roku w Arsenalu. Henry, Bergkamp, Reyes, Pires, Vieira… Drużyna pełna gwiazd. Wchodząc do szatni Arsenalu pierwszy raz, byłem bardzo nerwowy.

C9Y7evaXsAYzSRs

Coś takiego jak w filmie „Gol”.
Ale powiem ci, że chłopaki byli tak świetnymi ludźmi, że już po miesiącu czułem się jak swój. Wszyscy byli bardzo otwarci.

Z którą gwiazdą miałeś najlepszy kontakt?
Zacznę od anegdotki z kilku lat naprzód. Kiedy grałem w Heerenveen, mieliśmy mecz z Ajaxem. Szedłem klubowym korytarzem przy szatniach i ktoś mnie zawołał. Odwracam się – Dennis Bergkamp. Byłem w szoku, że sam podszedł, dobrze mnie pamiętał, powspominaliśmy trochę. Niestety ten dzień okazał się bardo zły. Byłem wtedy w gazie, w swoich pierwszych 12 meczach strzeliłem siedem goli. Pamiętam, że w tydzień strzeliłem sześć goli, bo były jeszcze europejskie puchary w środku tygodnia. Przyszedł mecz z Ajaxem, spotkanie z Bergkampem i koniec. Od tamtego czasu więcej bramek w Holandii już nie zdobyłem. Ale właśnie Bergkamp był najbardziej otwarty, już w Arsenalu.

W klubie panował kult Thierry’ego Henry’ego?
Henry rzeczywiście był tam największą gwiazdą i trudno było tego nie wyczuć. Nie był aż tak otwarty, co Bergkamp czy Pires, taki trochę specyficzny, ale nie mogę powiedzieć o nim złego słowa. Jak czegoś potrzebowałem, zawsze mogłem podejść, a on pomagał, jeśli mógł. Czyli po prostu pomagał. Bo „jeśli mógł” tu nie pasuje, to był przecież Henry, w Arsenalu mógł wszystko. Jednak tego nie nadużywał.

Faktycznie o coś go prosiłeś?
Raz. To nie było nic wielkiego, ale mocno niekomfortowego dla mnie. Do Londynu przyjechali moi przyjaciele z Czech. Jedną walizkę mieli wypakowaną takim piłkarskim, czeskim magazynem. Spytałem, po co to przywieźli. Okazało się, że w środku dodatkiem był duży plakat Henry’ego, chcieli autografy. Wyglądało to dziwnie, ale skoro przyjaciele prosili, musiałem to zrobić. Wziąłem następnego dnia na trening stertę tych magazynów. Zgaduj ile.

Nie wiem, 10, może 20?
Sto. Kupili i przywieźli z Czech sto magazynów z plakatami Thierry’ego Henry’ego. Podszedłem do niego, było mi niezręcznie, bo co, spytam: Thierry, słuchaj, taka sprawa, dasz mi 100 autografów? Ale tak zrobiłem, powiedziałem, że mam jego sto plakatów od przyjaciół. „Nie pytaj, po co im tyle, bo sam chciałbym wiedzieć. Możesz je podpisać?” Śmiał się tylko, że pewnie chcę sprzedać, ale bez problemu chwilę posiedział i złożył autografy na wszystkich. W ośrodku Arsenalu jest strefa rodzin, tam je się obiady po treningu, przechodzą wszyscy zawodnicy. Musiałem to wcześniej zgłaszać, ale mogłem zabierać tam rodzinę, więc tata, kuzyn i parę innych osób miało okazję poznać gwiazdy Arsenalu, to było fajne i chyba nadal tam tak działa.

Ale w Arsenalu bardziej byłeś, niż grałeś.
Tak, do był sezon mistrzowski, Arsenal dużo mocniejszy od dzisiejszego. Rywalizowanie z gwiazdami dużo mnie nauczyło, ale nie miałem większych szans na grę. Cieszę się, że udało mi się zadebiutować. To był mecz Carling Cup z Wolves. Pamiętam dobrze ostatnią bramkową akcję. Mieliśmy sytuację 3 na 1. Z prawej strony Wiltord podał w pole karne na wolne pole. Między mnie a Cesca Fabregasa. On miał bliżej do piłki i zdobył bramkę. Cesc został wtedy najmłodszym strzelcem w historii Arsenalu.

[od 2:02]

A byłeś w kadrze na mecz Premier League albo Ligi Mistrzów?
Byłem na ławce w meczu Champions League z Interem. Legendarne San Siro, w drużynie rywali Javier Zanetti, mój największy idol Christian Vieri… Nawet nie wiesz, jak mnie nosiło, żebym tylko wszedł! Wygrywaliśmy już 5:1, mieliśmy jeszcze jedną zmianę. Patrzyłem na Wengera, wywierałem presję (śmiech). Ale myślę, że łatwiej złapać kontakt wzrokowy gdzieś z dziewczyną na imprezie, niż z Bossem. Niestety mojego marzenia wtedy nie spełnił.

San Siro to najlepszy stadion na jakim byłeś?
Nie, zdecydowanie Wembley. I stare i nowe. Na starym poszedłem na jakiś mecz, to było w czasie mojego pobytu w Arsenalu. A na nowym miałem zaszczyt zagrać, to był zresztą mój debiut w reprezentacji Czech, graliśmy z Anglikami. Za to pierwszy mecz w pierwszym składzie w reprezentacji zagrałem z Polską. Ale wam się kadra zmieniła… Byli ligowcy – Głowacki, Peszko, Rzeźniczak. No i Lewandowski już też. To było w 2009 roku.

terry

18109587_10213004480776938_836434085_n

Kto był trudniejszy do przejścia – John Terry czy Giorgio Chiellini?
O, widzę, że wszystko wiesz. Z Terrym grałem kilka minut, a Giorgio Chiellini to – można powiedzieć – mój stary boiskowy druh. Zagraliśmy przeciwko sobie mnóstwo meczów w młodzieżówkach. Grałem w każdym roczniku od U-15, zagrałem prawie 70 meczów w młodzieżowych reprezentacjach. Zdecydowanie najlepsze wspomnienie to Mistrzostwa Europy w Holandii w 2007 roku. Trenował nas Ladislav Skorpil, a z chłopaków byłem tam między innymi z Tomasem Jirsakiem. Znasz?

Jasne, że znam. A Ty znasz Roberta Małka?
Powinienem?

To polski sędzia. Odkopałem, że sędziował wam wtedy mecz na mistrzostwach. Ale wracając – powodzi się twojemu kumplowi Giorgio ostatnio.
Tak, radzi sobie z Messim. Widzisz, a wtedy ze mną nie mógł (śmiech). W każdym naszym meczu toczyliśmy twarde boje, a w roku młodzieżowego Euro zagraliśmy z Italią trzy mecze, więc widywaliśmy się non stop. Po tym ostatnim, właśnie na Euro, wymieniliśmy się koszulkami. Zresztą wtedy strzeliłem Włochom gola, ale przegraliśmy 1:3. To było fajne przeżycie, wiesz jacy piłkarze wtedy z nami grali? Riccardo Montolivo, Alberto Aquilani, Giuseppe Rossi, Criscito, Graziano Pelle, u Anglików Ashley Young czy James Milner. Naprawdę duże nazwiska, wielu z nich potrafiło się przebić do seniorskiej piłki.

Zastanawiasz się, co tobie poszło nie tak?
Nie myślę o tym dzień w dzień, ale uważam, że życie trzeba fajnie przeżyć, żeby mieć co wspominać. Ja mam, więc czasem wracam myślami do czasów Arsenalu, reprezentacji. To było dla mnie coś wielkiego. Ale teraz jest teraz. W ogóle nie rozpaczam, że potoczyło się tak, jak się potoczyło. Cieszy mnie, że jestem teraz w Piaście Gliwice. Rozmyślanie, czy mogłem zrobić więcej i gdzie być w alternatywnej teraźniejszości nie ma sensu.

Skąd pomysł na zamienienie Zagłębia na Piast?
Cztery i pół roku to za dużo. Potrzebowałem zmienić otoczenie. Doszło do tego, że czułem się zdemotywowany. Miałem pół roku do końca kontraktu, jeśli miałem coś zmienić, to teraz. Zadzwonił do mnie trener Latal, spytał, czy chciałbym się do nich przenieść. Miałem jeszcze dwie propozycje z Polski, ale Piastowi mocno zależało.

LUBIN 18.07.2015 MECZ 1. KOLEJKA EKSTRAKLASA SEZON 2015/16 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: ZAGLEBIE LUBIN - PODBESKIDZIE BIELSKO-BIALA 1:1 ADRIAN BLAD SEBASTIAN BONECKI MICHAL PAPADOPULOS FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Wybrałeś Gliwice ze względu na bliską granicę z Czechami?
W ogóle nie myślałem o tym, żeby przybliżyć się do Czech, ale super, że tak wyszło. Teraz tam mieszkam, na stadion Piasta mam 40 minut. Często dojechanie z punktu A do punktu B w Pradze czy Warszawie zajmuje godzinę, więc co to jest 40 minut? A jak jesteśmy po meczu albo mamy trening wieczorem, to zostaję u Mrazika lub w hotelu przy stadionie. A dwa miesiące temu urodziła mi się córeczka, trzeba jeździć z nią na badania. Z Lubina byłoby to trudne, teraz jesteśmy na miejscu.

Czułeś się kiedyś pierwszym napastnikiem Zagłębia?
Na samym początku za Hapala i w pierwszej lidze – tak. Potem właściwie nigdy nie wiedziałem, czy będę grał czy nie.

Bywało tak, że Krzysiek Piątek strzelił gola…
I w następnym meczu nie grał.

Właśnie. I na odwrót.
To mnie męczyło. Gdybym miał przekaz: „jesteś rezerwowym, będziesz dostawał po 30 minut w meczu”, to okej, podchodziłbym do tego inaczej. A tak jedyną stałą rzeczą była zmiana. Jak graliśmy w dwójkę, to obaj fajnie sobie radziliśmy. W poprzednim sezonie na Legii – strzelił Krzysiek, strzeliłem ja.

Ale generalnie strzelałeś ich tyle, co nic.
Tak, nie strzelę 10-15 goli w sezonie. Niestety, taki już nie jestem, zdaję sobie z tego sprawę. Jak czujesz, że tego nie masz, to musisz skupiać się na innych aspektach. Sam wiesz, napastnik może grać bardzo źle, ale strzeli gola i zostaje bohaterem. Wychodzę na mecz z myślą, że chcę zdobyć bramkę, ale już się na to nie napinam. Jak wygrywamy, to w ogóle nie przejmuję się tym, że nie strzeliłem gola. Ale jeśli przegrywamy albo zremisujemy bezbramkowo, to jeszcze bardziej czuję się współwinny. Szczerze mówiąc, przestałem liczyć bramki, teraz robię to z punktami.

Na koniec – Papadopulos. Wyjaśnij mi to.
Greckie nazwisko?

Dokładnie tak.
Miałem dziadka Greka, który wyemigrował do Czech. Tam urodził się mój tata, który zaraził mnie piłką, chociaż jej nie narzucał, bo za dzieciaka bardzo lubiłem hokej. To była moja druga dyscyplina, za dzieciaka poświęcałem mnóstwo czasu na grę. Nie było sensu na to stawiać, bo żeby zostać zawodowcem, rodzice musieliby wyłożyć mnóstwo pieniędzy na mój rozwój. Powiedzieli, żebym sam zdecydował, a ja nie chciałem ich obciążać.

Świadomy wybór, jak na dziecko.
Tak, oni byli dla mnie najważniejsi. Bardzo dużo zawdzięczam mamie i tacie, dlatego, kiedy tylko było mnie na to stać, postawiłem im dom. A wtedy wybrałem dużo tańszą piłkę i nie żałuję. Z hokeja zostało tyle, że jestem fanem NHL, śledzę wszystko sprzed telewizora. Chociaż gdybym miał szansę zacząć życie na nowo, to myślę, że tym razem wybrałbym hokej.

A wracając do taty i dziadka…
No właśnie. Tata grał między innymi w Panathinaikosie Ateny i Baniku Ostrawa, był nawet powoływany do czeskiej młodzieżówki. Dziadek też grał zawodowo w piłkę. Ale wyobraź sobie, że w brat mojego dziadka mieszkał we Wrocławiu. Oczywiście nie jest to w żadnym stopniu moje pochodzenie, ale historia zatoczyła koło, bo najpierw on, a potem ja spędziłem trochę lat na Dolnym Śląsku. Taka to nasza czesko-grecko-polska historia.

Byłeś kiedyś w Paros?
Nie, co to?

To co z ciebie za Grek?
No widzisz, kolejny znak, że jestem Czechem! (śmiech)

Rozmawiał SAMUEL SZCZYGIELSKI

KOMENTARZE (7)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Habanero
Las Palmas

ciekawy wywiad tylko jakoś tak dziwnie zakończony ma się wrażenie jakby w połowie ktoś wam przerwał

Samuel Szczygielski

Dzięki! Nikt nie przerwał, wezmę pod uwage :)

Gooner250

Bardzo fajny wywiad, tylko za krótki i w sumie w dziwnym momencie przerwany. Ale dobrze się czytało 😉

Samuel Szczygielski

dzięki, miło słyszeć

Spx

Wszystko fajnie, ale napastnik klubu ekstraklasy, który mówi wprost, że nie jest w stanie strzelić 10 goli w sezonie?

Zener

To jest norma, właściwie nie tylko w naszej lidze większość nigdy nie przekroczy tych 10 goli. Ale to jednak troszkę świadczy o upadłych ambicjach, bo jak Śpiączka ma juz 8, to dlaczego Papadopulos miałby nie mieć 10?

Christopher

Nie sopodziewałem się ale bardzo ciekawy wywiad. Fajnie też, że są zdjęcia archiwale, czasami mi tego brakuje w innych wywiadach. Mogłoby być ich nawet więcej

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY