Konflikt Pique i Ramosa, czyli małe nawiązanie do starych czasów
Hiszpania

Konflikt Pique i Ramosa, czyli małe nawiązanie do starych czasów

Konflikt pomiędzy Pique i Ramosem istnieje od dawien dawna. W zasadzie to nic w tym dziwnego – nie oni pierwsi i nie ostatni. Czasami bywa to śmieszne, czasami żenujące, czasami nudne, ale grunt, że bywa. Przecież w El Clasico nie chodzi tylko o futbol sam w sobie. Rywalizacja Barcelony i Realu Madryt to coś więcej, a afera w której uczestniczy dwóch świetnych stoperów, to najlepsza otoczka dla tego widowiska. Czy tego chcemy, czy nie – w tej rywalizacji zawsze będzie jakiś Pique i jakiś Ramos.

El Clasico to mecz, który elektryzuje całą piłkarską Europę i nic dziwnego, że dziennikarze, kibice, czy nawet piłkarze kierują się od czasu do czasu emocjami. Może zwłaszcza ci ostatni, którzy są w centrum uwagi mają najtrudniej utrzymać nerwy na wodzy? Wystarczy temperament, miłość do drużyny i afera gotowa. Ogniem zapalnym może być jeden wpis, jeden gest, jeden ruch ręką i media w mgnieniu rozpętają taką awanturę, że głowa mała.

Napięcie pomiędzy dwoma Hiszpanami jest wyraźnie wyczuwalne, choć historia zna o wiele poważniejsze konflikty. Przykładowo – czym są docinki stopera Barcelony w stronę sędziów, przy celowym nadepnięciu na stopę arbitra przez Christio Stoiczkowa w meczu o superpuchar Hiszpanii? Co więcej, zostając przy postaci Bułgara, przecież on do dzisiaj powtarza na każdym kroku, że nienawidzi Realu, a jak o nich pomyśli, to chce mu się wymiotować. Taki Pique co pewien czas powie, że ich nie lubi i sędzia im pomaga, ale to zupełnie inny system walutowy. Poza tym wcale nie musimy wybiegać tak daleko w przeszłość by znaleźć inne konflikty, które zaogniały się z meczu na mecz. Jeszcze nie tak dawno temu Jose Mourinho wkładał przecież palec w oko Tito Vilanovie, a ten odwdzięczył się solidnym plaskaczem.

Oczywiście to nie jedyna taka sytuacja z tamtego burzliwego okresu. W zasadzie to z tamtych lat można by napisać osobną książkę na temat tych wszystkich afer, które trząsły Realem i Barceloną. Słynne konferencje prasowe Mourinho i Guardioli, który wreszcie nie wytrzymał, gdy Portugalczyk wypalił, że wstydziłby się wygrywać tak jak to robi Barca. Uczestnik obecnej aferki Sergio Ramos, który po czerwonej kartce postanowił odepchnąć legendę hiszpańskiego futbolu Carlesa Puyola. Naprawdę, było tego sporo.

To, co dzieje się teraz, można więc uznać za relatywny spokój. Na dziś sytuacja wygląda następująco:

1. Ramos prawie połamał nogi Messiemu
2. Pique powiedział, że Real jest przyzwyczajony do oszukiwania, dlatego Ramos zamiast czerwonej kartki domagał się żółtej.
3. Ramos stwierdził, że nie faulował na czerwoną kartkę, a dostał ją, bo Pique sprowokował sędziego. Oczywiście za pośrednictwem Twittera.
4. Na końcu obaj panowie stwierdzili, że nie ma żadnego konfliktu pomiędzy nimi.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że to co robi Pique jest niegroźne, bo chyba nikt z was nie wierzy w to, że te jego wpisy na portalach społecznościowych wpływają na decyzję sędziów. Natomiast zachowanie Ramosa to recydywa i duże niebezpieczeństwo dla innych zawodników. Gdyby to było raz, czy dwa na całą karierę, to moglibyśmy wybaczyć. Ale jemu prąd odcina częściej niż największym boiskowym brutalom. W samych spotkaniach pomiędzy Barceloną a Realem Madryt kapitan „Królewskich” zobaczył aż pięć czerwonych kartek. Nikt wcześniej w całej historii El Clasico nie zobaczył większej ilości kartoników w tym kolorze. Żeby było jasne, Ramos nie tylko w starciach z Barceloną traci dopływ prądu. Łącznie w całej karierze zobaczył już 22 czerwone kartki. Nie zdziwimy się jak w wieku 35 lat dobije łącznie do czterdziestu. Chociaż może go nie doceniamy i walnie te pięć dyszek?

Gdyby nie chamstwo Ramosa, cała ta kłótnia byłaby niemal identyczna jak sprzeczki kibiców na portal społecznościowych. Jedni mówią, że sędzia w tym meczu zrobił wała roku, a zaraz drudzy wytykają błędy sędziowskie w spotkaniu, które odbyło się tydzień wcześniej w ramach zupełnie innych rozgrywek. Zaraz, zaraz jak wy to nazywacie… dziecinada?

Kilka lat temu w jednym z wywiadów Gerard Pique powiedział, że nie wyobraża sobie rywalizacji z Realem Madryt w pełnym szacunku. Tak przecież został wychowany przez dziadka. W klubie ze stolicy takimi piłkarzem był Jose Maria Guti, czy nawet Ramos, który również jest bardzo przywiązany do barw „Królewskich”. Może to dziwne, ale oni również są kibicami. Kochają ten klub z całego serca, a to, że dla niego grają ma pozbawić ich emocji? Czy faktycznie tego chcemy?

Zastanówmy się więc czego oczekujemy od piłkarzy. Uczciwości, czy kultury i poprawności? El Clasico bez tego typu konfliktów nie byłoby już tym samym spotkaniem, którym jest teraz. Owszem, futbol grają galaktyczny, ale ta cała pikanteria poza boiskowa również tworzy to show, które tak kochamy.