Szamoobrona
Czy w Chorzowie wiedzą, jak wartościowego człowieka stracili?
Weszło

Czy w Chorzowie wiedzą, jak wartościowego człowieka stracili?

Można było uszczypliwie nazywać go Smutnym Waldemarem, ale w Chorzowie to był nikt inny, jak wielki Waldek King. Można było zwracać uwagę, że się nie uśmiecha i brak mu wigoru, ale publicznie nigdy nie narzekał na warunki, w jakich przyszło mu pracować. Chociaż nie miał wokół luksusów, a wiatr ciągle wiał w twarz – osiągał wyniki, promował piłkarzy, jednocześnie lekceważąc bardziej atrakcyjne oferty z bogatszych klubów. Ruch, tracąc Waldemara Fornalika, który mówi „dość”, nie będzie już taki sam.

Bo przecież Fornalik…

… osiągał sukcesy

Ruch Chorzów to duża marka, kawał historii w polskim futbolu i czternastokrotny mistrz Polski. Te sukcesy to jednak dość odległa przeszłość: pięć tytułów w latach 30, trzy tytuły w latach 50, ostatni – w sezonie 1988/89. Od tamtej pory Niebiescy tylko raz zakończyli sezon na podium, na koniec rozgrywek 1999/2000, by potem:
– zająć trzecie miejsce w sezonie 2009/10
– zająć drugie miejsce w sezonie 2011/12
– zająć trzecie miejsce w sezonie 2013/14, ale akurat wtedy trenerem nie był Fornalik

Chwilę po tym, jak w 2009 r. Fornalik przyszedł do klubu, Ruch przegrał mecz o Puchar Polski, ale prowadził zespół dopiero od półfinału. Do finału tych rozgrywek zaszedł również wtedy, gdy zdobywał wicemistrzostwo. Ten pierwszy pobyt w klubie miał więc z pewnością bardziej udany.

… nie pozwalał zapomnieć o swojej drużynie

Wystarczy, że wspomożemy się wynikami z sezonu, w którym Ruch sięgnął po wicemistrzostwo i dotarł do finału Pucharu Polski. Piękna seria: dwanaście meczów – osiem zwycięstw, cztery remisy i zero porażek.

18072828_10210643142047560_995251425_n

… wychodził naprzeciw losowi

Podczas drugiej kadencji w Chorzowie Fornalik miał bardziej pod górę. Przede wszystkim dlatego, że Ruch miał jeszcze skromniejsze możliwości jako klub, miał jeszcze mniej do zaoferowania piłkarzom i dysponował jeszcze gorszymi zawodnikami. A mimo to:

– w sezonie 2014/15 obejmował zespół, który miał punkt nad strefą spadkową i się utrzymał
– w sezonie 2015/16 awansował do pierwszej ósemki
– w sezonie 2016/17, mimo czterech ujemnych punktów, sezon zasadniczy kończy z realnymi szansami na uniknięcie spadku

A grupę mistrzowską w ubiegłych rozgrywkach wywalczył w składzie: Putnocky – Konczkowski, Grodzicki, Koj, Oleksy – Mazek, Surma, Hanzel, Lipski, Zieńczuk – Stępiński.

Delikatnie mówiąc, szału nie było.

… pozwolił zarobić na kilku piłkarzach

Ruch w ostatnich latach zarobił co nieco na niektórych zawodnikach, m.in. tych, których prowadził Fornalik. Najdrożej sprzedanym piłkarzem w historii klubu został Mariusz Stępiński, który znów wyjechał na Zachód, załapał się do kadry na Euro, a francuskie Nantes kosztował ok. 2 mln euro. Część prowizji z tej transakcji powinna niewątpliwie przypaść trenerowi.

A przecież pięciu z sześciu najdrożej opchniętych graczy przeszło cykl pracy z Fornalikiem. Wyjątkiem: Wierzchowski.

Nowy obraz (7)

… pokazał, że można grać Polakami

Ubiegły sezon Fornalik rozpoczynał z dwoma obcokrajowcami w kadrze. Jednego, Visnakovsa, szybko udało się wypchnąć za granicę i na nim zarobić, na drugim – mowa o Putnockym – może i Ruch nie zyskał finansowo, ale sportowo na pewno (na czym skorzystał też sam zawodnik, idąc do Lecha). W obecnych rozgrywkach cudzoziemców ostatnio było aż trzech, ale to już bardziej efekt tego, że oni okazali się tańsi od Polaków.

A tak, Waldek King grał właśnie Polakami. I to takimi, którzy przechodzili w Ruchu kolejne szczeble szkolenia, by wreszcie dostać się do jedenastki pierwszego zespołu: Helik, Urbańczyk czy Lipski, który zaczynał w Salosie Szczecin. Ale przecież jeszcze do niedawna istotną rolę odgrywał tu Mazek. Konczkowski może i już ma 23 lata, ale zdążył wykręcić w Ruchu ponad sto meczów – w dużej mierze dzięki obecnemu trenerowi.

… umiał pozbierać zespół w najgorszym momencie

Ruch na koniec 2016 roku znajdował się w trudnym położeniu za sprawą wyników sportowych. A do tego najpierw dostał karę w postaci ośmiu ujemnych punktów, potem – ostatecznie tylko czterech. Zimą nie dość, że stracił piłkarzy, na których w mniejszym bądź większym stopniu mógł liczyć (Ćwielong, Mazek), to zyskał jedynie kibica z Gdańska Gamakowa. Mimo to, Niebiescy potrafili w tym roku wygrać w Warszawie z Legią, w Lubinie z Zagłębiem czy u siebie z Lechią, a przez chwilę byli drugą najlepszą ekipą 2017. I był moment, że mimo tych ujemnych punktów, mieli prawo myśleć o grupie mistrzowskiej.

… nigdy nie narzekał

Że Ruch tracił kolejnych wyróżniających się zawodników i nie sprowadzał w ich miejsce wartościowych następców, tylko nikomu nieznanych chłopców – wiadomo. Że w ramach nadzoru finansowego, ciągłych problemów z uzyskaniem licencji, nie było mowy o ściągnięciu kogokolwiek wartościowego – to oczywistość. Że Ruchowi odbierano wywalczone na boisku punkty, piłkarze strajkowali i nie wychodzili na trening, zaległości sięgały kilku miesięcy, a kolejne wypływające afery psuły atmosferę… No, nic nowego. Pamiętamy, jak zimą Łukasz Surma mówił w Przeglądzie Sportowym: – Zrobiliśmy na boisku 20 punktów, potrafimy cierpliwie czekać na pieniądze, czyli niejako pomagać klubowi w trudnej sytuacji. I co się dzieje? Zabierają drużynie 4, a może 8 oczek. Od lat gdzieś ta sytuacja finansowa klubu ciąży na drużynie i teraz jeszcze Komisja pozbawia drużynę bezcennych punktów w walce o utrzymanie.

Ale uderzającego na forum pięścią w stół Fornalika nie widzieliśmy.

… nie zostawiał tonącego okrętu w potrzebie

Niejeden by rzucił to w cholerę, niejeden zasłoniłby się „sprawami rodzinnymi” albo przynajmniej zapytał, czy można przeklinać i rozwinął listę winnych. Trener Ruchu nigdy jednak nie robił do własnego gniazda, publicznie nie krytykował ani piłkarzy, ani przełożonych. Nie podjął też jakiegokolwiek działania, które mogłoby wskazywać na to, że ma tego bałaganu już po dziurki w nosie. Wręcz przeciwnie, wiecznie zachowywał kamienną twarz i wyznawał teorię „co nas nie zabije, to nas wzmocni”. Widzieli to piłkarze, widzieli też kibice. Mając na statku takiego sternika trudniej im było od klubu się odwrócić.

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (5)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Johny_Kato

To co teraz, Cracovia?

Mariusz Szewczyk

Na selekcjonera go. Pamiętam, jak mu Borek z Kołtoniem wmówili Majewskiego z Łukasikiem na środek pomocy na ważny mecz z Ukraińcami.

Amber Mozart

Ostatni punkt troche mało trafny. Przecież teraz dokładnie to zrobił. Z pewnością miał poważne powody, ale to wręcz podręcznikowa definicja ucieczki z tonącego okrętu.

belzebub

niejeden zasłoniłby się „sprawami rodzinnymi”
pierwsze co mi przyszlo do glowy to boniek, ktory do dzisiaj nie powiedzial niczego wiecej na temat porzucenia kadry. czy autor tez to mial na mysli? czy dlatego sie nie podpisal?

niedny123

Chodzi o Ćwielonga, który uciekł zimą z klubu podając za powód sprawy rodzinne, choć tak na prawdę uciekł z tonącego statku po tym jak się odbudował, mimo zapewnień że wrócił pomóc drużynie :)

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

Szamoobrona