Image and video hosting by TinyPic
Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

2006. Juventus, bohater calciopoli, relegowany do Serie B. Z Turynu uciekają Ibrahimović, Cannavaro, Emerson, Zambrotta i Thuram. W drugiej lidze Stara Dama potrafi przegrać u siebie ze Spezią.

2010. Juventus kończy rok z piętnastoma ligowymi porażkami na koncie, jesienią w pucharach ogląda tyły Lecha Poznań.

2017. Bianconeri zmierzają po szóste scudetto z rzędu, w Europie pewnie ogrywają Barcelonę. Nikogo nie muszą się bać. Są moim zdaniem faworytem Ligi Mistrzów.

Nigdy nie grałem na podwórku w kupionej „u ruskich” koszulce Alessandro del Piero. Owszem, ceniłem wielce Davidsa – pewnie bardziej za reklamę Nike „The Mission” niż za mecze – i Zidane’a, który według mnie w Juve miał swój szczyt, ale nie sprawdzałem nerwowo wyników  Starej Damy w telegazecie, nie czytałem też z zapartym tchem opisów Serie A w starej „Piłce Nożnej”.

Gdy wspominam początki swojej pasji do piłki, to widzę jak ogromny wpływ miały transmisje Ligi Mistrzów oglądane na komunijnym czternastocalowym Sanyo. Wtedy, w końcówce lat dziewięćdziesiątych, klasykiem, dla mnie czymś w rodzaju derbów Europy, meczem ważniejszym od finału, były starcia Juventusu z Man Utd. Nie do końca potrafię wytłumaczyć dziś skąd to wrażenie, ale te potyczki były świętem nad święta.

Szczególne pod tym względem były półfinały sezonu 98/99. Man Utd ceniono w Europie, ale to Juve grało w finałach trzech poprzednich edycji. Na Old Trafford Giggs dał remis 1:1 golem w ostatnich sekundach. Na Stadio delle Alpi gospodarze prowadzili 2:0 po dziesięciu minutach. Wynik marzenie, nokaut w pierwszej rundzie? Są za mocni, zbyt doświadczeni, by to roztrwonić? Pamiętam jak dziś: jedenastoletni dzieciak siedzi przed telewizorem i myśli – spokojnie spokojnie, Manchester ma osiemdziesiąt minut. To mnóstwo czasu.

Czerwone Diabły na 2:2 wyrównały już przed przerwą, ostatecznie wygrały 3:2. Tak, w tamtej edycji edycji banda Sir Alexa Fergusona pokazała charakter i grę do końca nie tylko w finale. A Ferguson sukces komentował tak:

„Juve było wzorem dla mnie. Kazałem piłkarzom oglądać drużynę Lippiego i mówiłem im: nie patrzcie na taktykę i umiejętności techniczne, wy też to macie. To, czego musicie się nauczyć, to pożądanie zwycięstwa”.


Juventus 2 – Manchester United 3 (21-04-1999… przez ciroguglielmi

Sama lektura składów to poezja: z jednej strony Peruzzi, Ferrara, Di Livio, Conte, Iuliano, Birindelli, Pessotto, Deschamps, Davids, Zidane, Inzaghi. Z drugiej Schmeichel, G.Neville, Irwin, Johnsen, Stam, Beckham, Butt, Giggs (tu akurat zagrał Blomqvist, ale szanujmy się), Keane, Yorke, Cole.

Gdy Juventus leciał do Serie B w konsekwencji calciopoli, byłem przekonany, że dla takiego piłkarskiego kolosa to tylko chwilowa trudność. Jeden sezon pograją w Serie B, wielkie mi rzeczy! Zaraz wrócą, by znowu zasiąść do stołu z najlepszymi na kontynencie. Ale choć zostali Del Piero, Buffon, Nedved czy Trezeguet, a z juniorów doszli utalentowani Chiellini czy Marchisio, tak wielka drużyna została rozbita. Drugie i trzecie miejsce po powrocie do Serie A było w pewnym sensie mirażem, wynikiem ponad stan. Kondycji klubu nie pomógł kryzys gospodarczy Italii, a także konieczność gry na stadionie olimpijskim w Turynie. Dziś dostać bilet na mecz Starej Damy graniczy z cudem, w sezonie 06/07 na podstarzałą arenę mieszczącą 28 tysięcy miejsc chodziło średnio 18 tysięcy widzów.

Polityka transferowa? Jeśli robić listę najgorszych transferów w historii Juve, większość będzie pochodzić z tego okresu. Poulsen. Mellberg. Grygera. Sergio Almiron. Jean-Alain Boumsong. Momo Sissoko. Jorge Andrade. Ogromne pieniądze wydano na Felipe Melo. Jeszcze większe na Diego czy Amauriego, z których każdy miał przywrócić klubowi wielkość, a potem okazywał się za krótki na tak ambitny cel. Błądzili jak – nie przymierzając – Milan w ostatnich latach. Przepłacali podstarzałych zawodników, wybierali graczy trzeciego sortu, nie mieli wyczucia do młodych zdolnych.

Juve zamiast jak dawniej straszyć rywali, straszyło własnych kibiców remisami z BATE, dotkliwą klęską z Fulham, oglądaniem pleców Lecha w Lidze Europy. O własnym podwórku nawet nie ma co mówić, bo w Turynie przy sprzyjających wiatrach mógł wygrać każdy.

Marka Starej Damy, dawniej notorycznego faworyta do wygrywania wszelkich rozgrywek, przyblakła. Nie byli w stanie konkurować z najlepszymi na boisku, a różnica poza nim była jeszcze większa. Jeśli chodzi o zdolność przyciągania zawodników, miejsce w kolejce mieli dość odległe.

W 2010 prezydentem został Andrea Agnelli. Dyrektorem z jego nadania zostaje Beppe Marotta, czyli facet, który już mając 22 lata pełnił funkcję dyrektora sportowego w Varese. Marotta to żaden bezbłędny geniusz, bo to on stał chociażby za przenosinami Zeigbo do Venezii, a i w Juve na początku wiele razy się mylił. Wręczenie trenerskiego stołka Delneriemu było katastrofą. Z czternastu transferów pierwszego roku większość było niewypałem, by wspomnieć Jorge Martineza czy mimo wszystko Krasicia. Ale Agnelli był cierpliwy i wkrótce Marotta zaczął szaleć.

Dzieje Pogby to przecież dzieje cudownej intuicji. 2012 – Man Utd nie przedłuża kontraktu z młokosem, ten przenosi się do Juve. 2016 – Pogba wraca na Old Trafford jako bohater najdroższego transferu w historii futbolu. Transfer Vidala: wyrwany w 2011 za dwanaście milionów z Bayeru, czyli, de facto, Bayernowi spod nosa. Cztery lata później wędruje do Monachium za czterdzieści baniek. Morata? Ważne gole wbite Realowi, a potem jeszcze dycha od Realu na czysto. Co i rusz to biznes, na którym nie tylko zarabiali, ale którym ucierali bogatszym nosa.

To Marotta uwierzył, że Pirlo ma przed sobą drugą, trzecią i piątą młodość. Uwierzył w takich graczy jak Lichtsteiner, Barzagli, Bonucci. Teveza sprowadził po promocyjnej cenie, Llorente przyszedł za darmo, tak samo Coman. Do tego znakomite strzały z zatrudnieniem najpierw Conte, który dziś jest w panteonie najlepszych trenerów świata, a później z Allegrim, którego skazywano na pożarcie, a który dziś rozbraja Barcelonę jakby chodziło o przechytrzenie Żbika Nasielsk.

Stara Dama swoje odchorowała na archaicznym stadionie olimpijskim, ale też się opłacało. Juventus jako pierwszy w Italii ma swój własny prywatny stadion. Podczas gdy Napoli nieustannie szarpie się o prehistoryczne San Paolo, Juve ma arenę jak spod igły, która przynosi klubowi krocie.

Kto powie, że powrót takiej marki na sam szczyt był kwestią czasu, odbiera zasługi ludziom, który ciężko zapracowali na ten sukces. Juventus przeszedł długą i wyboistą drogę. Pokonał ją w sposób wyjątkowy, mając mniejszy potencjał finansowy od innych, pochodząc z mniej atrakcyjnej, przeżywającej kryzys ligi. Tak naprawdę, biorąc pod uwagę wszystkie uwarunkowania, powinien zostać skazany na ugrzęźnięcie w europejskiej drugiej lidze. Wśród tych, którzy raz na ruski rok wejdą na bankiet dla VIP-ów, by potem zostać rozkupionym. Jeszcze dwa lata temu Juve awansowało do finału, za chwilę było zmuszone do sprzedania zawodników. Zrobiło to jednak tak mądrze, by w konsekwencji wyjść z zamieszania jeszcze mocniejszym. To historia sprytu, wyrachowania i długoterminowego planowania.

Ciekawie dwa lata temu pisał o Juve Michał Borkowski:

„Wielki wkład w ten festiwal żenady miał także Alessio Secco, człowiek odpowiedzialny w tamtym czasie za transfery Bianconerich. To on wydał 27 milionów na Diego, 25 baniek na Felipe Melo, 23 miliony na Amauriego, a za Christiana Poulsena, Tiago, Vincenzo Iaquintę, Momo Sissoko, Sergio Almirona i Jorge Andrade zapłacił łącznie blisko 70 milionów euro. Juventus stał się klubem pozbawionym pomysłu na rozwój, co sezon zmieniał się trener, co roku ściągano przepłacanych piłkarzy i typowy piłkarski szrot. Z sezonu na sezon Bianconeri grali coraz gorzej, a wspomnienie o biegających na lewej obronie Cristiano Molinaro i Paolo De Ceglie do dziś nawiedza koszmary kibiców Juve.(…)

Beppe Marotta to prawdziwy architekt obecnego Juventusu. Włoch uzdrowił klubowe finanse, jednak przede wszystkim niewielkim kosztem zdołał zapewnić trenerom skład zdolny do walki na wszystkich frontach. Lista jego transferowych majstersztyków jest długa, jednak najbardziej imponuje to, jak niewiele Bianconeri wydali na stworzenie jeden za najlepszych środków pomocy na świecie. Andrea Pirlo i Paul Pogba trafili do Turynu na zasadzie wolnego transferu, Claudio Marchisio jest wychowankiem klubu, a Arturo Vidal kosztował śmieszne 12.5m euro. Koszt pierwszej jedenastki, która wybiegła na boisko w Monaco to zaledwie 70 milionów euro, plus ściągnięty ponad trzynaście lat temu Gianluigi Buffon – jednak ciężko koszt jego transferu sprzed ponad dekady brać pod uwagę. Inne drużyny z czołówki taką kwotę wydają czasem na jednego piłkarza. Pirlo, Pogba, Vidal, Barzagli, Morata i Lichtsteiner kosztowali Juventus mniej niż PSG wyłożyło za Davida Luiza.

W Turynie kasą się nie szasta. Jeśli już jest ona wydawana, to raczej na inwestycje – takie jak własny stadion, czy powstający wokół niego kompleks rozrywkowy. Czasem może wydawać się, że Marotta ma węża w kieszeni, wiele osób oskarża go o to, że nie potrafi ściągnąć do klubu żadnej gwiazdy, jednak to część projektu, który cztery lata temu rozpoczęto w Turynie. Tak prezentuje się uzdrawianie finansów w wykonaniu Marotty:

Image and video hosting by TinyPic

Roczna strata klubu w ciągu 4 lat zmalała z 95 milionów euro do 6.7 miliona, mimo tego, że pensje piłkarzy wzrosły w tym czasie o 40%. Poprawa widoczna jak na dłoni, jeśli ktoś szuka przykładu modelowego zarządzania finansami klubu do swojej pracy naukowej, to trudno o lepszy, niż ten Juventusu. Wzrost przychodów, wzrost piłkarskiej jakości, a wszystko to bez sprzedawania kluczowych ogniw zespołu”.

Oczywiście, że Juventus ze swoją historią i marką nie mógł zostać drużyną obojętną, przeciętną, ale przez ostatnią dekadę czołówka odskoczyła. Na przełomie wieków kilkanaście drużyn mogło marzyć o triumfie w Lidze Mistrzów. Ostatnio przez kilka lat nieustannie w półfinałach grały Barca, Real, Bayern, stanowiąc – w obliczu nieudolności Anglików w pucharach – wąską, ścisłą czołówkę. Oczywiście, że skutecznie rzucił im wyzwanie Cholo, ale bądźmy szczerzy: zrobił to na boisku. Atletico poza nim nie jest aż taką potęgą ekonomiczną, kto wie co się stanie, gdy Simeone w końcu odejdzie. Juventus dwa dni po 3:0 nad Barcą podpisuje nowy kontrakt z Dybalą. Juventus kupuje Higuaina za dziewięćdziesiąt milionów, demonstracja siły wykraczająca poza Półwysep Apeniński. Takimi ruchami pokazuje wszystkim – kibicom, piłkarzom, menadżerom, prezesom – że to klub, który chce grać o wszystko. Nie zamierza stać w drugim szeregu. Można tu przychodzić marząc o największych sukcesach.

Osobiście mam do Juve podejście dwojakie. Po pierwsze, kibicuję im w Europie. Mam nadzieję, że wygrają Ligę Mistrzów, ba  – uważam ich za faworyta, drużynę lepszą na ten moment niż Real Madryt. Mają najlepszą defensywę świata, wyjątkowo długą ławkę, która daje mnóstwo opcji taktycznych. Są w kadrze ludzie doświadczeni, są młodzi zdolni, są też tacy, którzy potrafią zrobić coś z niczego. Imponuje jak Allegri rozwija wydawałoby się dojrzałych już graczy: defensywne przeobrażenie Mandżukicia przywołuje na myśl Eto’o u Mourinho. Cuadrado uchodził za beznadziejny przypadek jeźdźca bez głowy, tymczasem nauczył się dyscypliny. Pjanić, do niedawna synonim chimerycznego talentu, staje się coraz bardziej regularny.

Juve udało się zrobić wyłom w zabetonowanej europejskiej czołówce i chyba wielu zgodzi się, że już w 2015 ich udział w finale był powiewem świeżości. Ich siła to dobra wiadomość dla wszystkich, bo im więcej naprawdę mocnych ekip, tym lepiej. Przecież to przeraźliwie nudne, gdy gra się miesiącami, by na końcu i tak obejrzeć te same twarze.

Ale w Italii co kolejkę kibicuję rywalowi Starej Damy. Wszystko dlatego, że lubię te rozgrywki, a wyścig jednego konia jest najzwyczajniej w świecie nudny, a pewnie i szkodliwy dla ligi. Ktokolwiek by ścigał Juventus, ma we mnie kibica, bo kibicuję temu, żeby w lidze włoskiej mistrza wyłaniano w ostatniej kolejce, a nie w lutym.

Na ten moment Bianconeri wydają się poza zasięgiem, ale hej – do niedawna to dla nich poza zasięgiem był powrót na szczyt. Dlaczego kto inny w Italii nie miałby tej drogi powtórzyć? Juve stanowi pozytywny wzorzec, do którego można równać, dążyć. Oby się udało, bo można nie cenić calcio, można spędzać każdy weekend przy Premier League, Bundeslidze czy La Liga, ale niezaprzeczalnym faktem jest, że cała europejska byłaby ciekawsza z silną Serie A.

Przecież analiza par ćwierćfinałów Ligi Mistrzów w telegazecie była jakby fajniejsza, gdy widziałeś w rozdaniu znakomite Inter i Milan. Gdy wiedziałeś, że reprezentant Italii nie musi się nikogo bać i najpewniej stworzy wyjątkowe widowisko.

Leszek Milewski

KOMENTARZE (25)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
dario armando

Messiego już nie ma ,więc czas kibicować Dybali w LM.Oby z Monaco stworzyli piękny finał.

Urkides
Legia Warszawa

Lubię teksty pana Leszka ale na miłość boską niech nie powiela błędów językowych.
Apeluję do piszących, nie wyrażajcie się kwieciście, wyrażajcie sie poprawnie.
Chodzi tym razem o słowo „relegowany”
” Relegacja (lub zamiennie relegowanie), (od łac. relegatio – wypędzenie) – usunięcie z listy członków, pracowników, uczniów, itp. Słowo używane głównie w odniesieniu do uczniów i studentów usuwanych ze szkół za złamanie zasad lub za złe wyniki w nauce.”

Więc jak piszecie o klubie to napiszcie ZDEGRADOWANY.
Szczególnie mnie dziwi jak nadęci patrioci (nie mam na myśli Milewskiego), cali oflagowani i obwieszeni symboliką, z patosem na ustach kaleczą ojczysty język aż zgrzyta w głowie.
Sprawdzajcie znaczenia słów którymi chcecie upiększyć swoje teksty.

Wscieklybajpas

Jedna z wielu debilnych kalek z angielskiego. Ichnie „relegation” to nasze „degradacja”. W języku polskim to słowo ma inne znacznie, o czym wspomniałeś.

Urkides
Legia Warszawa

Kolejnym chwastem językowym, pleniącym się w naszej mowie jest stwierdzenie że „coś opiera się o….”. Np czy mozna powiedzieć że „gra zespołu jest oparta o bronę’, albo ze moje zasady są oparte o honor” a „rozwiązuję problemy opierając się o logikę i o rozum”.
Człowiek może oprzeć się o coś ale to zupełnie inna historia.

zdyrman

Chyba jednak najwiekszym przebojem jest MAPA DROGOWA (z ang roadmap). W biznesie uzywane jako krzyzowka planu i harmonogramu. I pismaki wala tksty typu mapa drogowa procesu pokojowego etc

kyrre_sk

Nasi oflagowani patrioci z orłami na dresach nie znają słów relegacja i degradacja. Porozumiewają się za to przy użyciu swoistych zamienników: głównie na „k” i „ch”.

belzebub

czy autor sugeruje ze granie w koszulce del piero bylo przypalowe? ze wiocha? to sie dowiedzialem po latach. tylko takie byly… ale sklad niczego sobie- peruzzi, deschamps, zidane, inzaghi, davids. te geby pamietam najlepiej w koszulce juventusu. no i moj ulubiony zawodnik w pes-nedved

edit: okejka dla autora za niekibicowanie barcelonie

M69 Comeback Kid

jest Polakiem mieszkaajcym w Polsce i piszacym na polskiej stronie – dlaczego mialby kibicowac jakiejs barcelonie? musialby byc zwichrowanym emocjonalnie gimbusem albo Krzysztofem Januszem Stanowskim.

aleksy

Zabrakło o sędziach. Włosi nie zapominają o takich detalach.

Mariusz Szewczyk

Kiedyś Serie A była najmocniejszą ligą na świecie. Jednak nic nie jest stałe. Były bardzo chude lata, obecnie jest poprawa. Jest Juve, inne też coś znaczą, jednak Roma czy Napoli, to jednak w Europie półka niżej. Od dawien dawna, to jest moja ulubiona liga, a moim ukochanym klubem jest AS Roma. Szczerze trzeba powiedzieć, że jednak żadna drużyna na obecny moment nie jest w stanie się zbliżyć do Starej Damy. Liczyłem, że Napoli z Milikiem czy Roma ze Szczęsnym mogą im namieszać, jednak to jeszcze nie ten poziom.
A co do Juventusu, to jednak było raczej pewne, że się odrodzi. Oczywiste też było, że przy całej mizerii Serie A, jakiś klub może się stać potęgą, coś znaczącą w Europie. Na obecną chwilę tylko jedna drużyna z tej ligi może sobie pozwolić na coś znaczenie na Starym Kontynencie.

PYZ24

Spokojnie, jest nadzieja. Chińczycy weszli w Milan, Inter też powolutku się odbudowuje.

JakubKawecki

Panie Leszku, fajny tekst. Warto jednak zwrócić uwagę, że remisy z BATE (2-2, 0-0) miały miejsce w sezonie, kiedy Juventus awansował z grupy z pierwszego miejsca (wygrał dwa mecze z Realem: 2-1 i 2-0, a rewanż z BATE był już po zapewnieniu awansu) Nie za bardzo pasuje to zatem do tej opowieści.

Podobnie porażka ze Spezią. To jeden z ostatnich meczów sezonie, kiedy Stara Dama miała już pewny awans do Serie A. Juventus wygrywał 2-1, przegrał 3-2, a ówczesny trener Bari – Antonio Conte (!) sugerował odpuszczenie meczu.

Niemniej jednak, tak jak powiedziałem, świetny tekst i dziękuję za poruszenie tego tematu.

Pyton Windykator

Biegałem po podwórku w koszulce Alessandro del Piero, dlatego cieszy mnie powracający na swoje miejsce Juventus. Jeżeli uda im się dzisiaj wyeliminować Barcelonę (co mimo takiej zaliczki nie musi być wcale takie łatwe), to będę wniebowzięty. Przy całej mojej sympatii do bianconerich, to uważam, że – póki co – są o pół półki niżej od Realu, Barcelony i Bayernu, ale jak już nie raz widzieliśmy, boisko weryfikowało nie takie różnice. Przydałby się im godny rywal w Serie A, żeby nie została uśpiona czujność.

Wacław Grzdyl

Zapiłes czy co? Wczoraj grali z Barceloną

Pan_Pulchny
Wisła Kraków

Z tą długą ławką się nie zgodzę, przynajmniej jeżeli chodzi o opcje w ataku. Na ten moment zagrożeni pauzą w następnym meczu są Cuadrado i Mandzukic. Po wypadnięciu Pjacy nie widzę nikogo, kto mógłby ich zastąpić i dać 80% tego co oni. Z Napoli za Cuadrado zagrał Lemina i to był jakiś niesmaczny żart, za Mandzukica gra Sturaro, i to jest raczej również zmiana defensywna, mało wnosząca do gry. W obronie i pomocy tego problemu nie ma, ale z np. realem może być ciężko bez któregoś z nich z przodu.

bnk

Nie rozumiem dlaczego stadion olimpijski jest nazwany archaiczny i starym, skoro w momencie kiedy Juventus na nim grał to był on świeżo po otwarciu.
To jedna uwaga, druga to że Juventus nie ma szerokiej ławki, obecnie liczba rezerwowych napastników wynosi zero.
Ale tekst fajny, thx.

Carlos

Z tą regularnością Pjanicia to nie tak do końca, niestety. Wczoraj też mnie nie przekonał.
A Mellberg był porządnym transferem, Momo też dawał radę – go raczej zniszczyły kontuzje.

Ławka jest szeroka tylko do pewnego momentu. Właściwie… po wypadnięciu Pjacy nikt z kwartetu Cuadrado, Mandzukić, Dybala, Higuain nie ma zmiennika!
Wypada Dybala – trzeba przesunąć Pjanicia wyżej i włożyć ŚP.
Wypada Higuain – trzeba włożyć Mario na środek i dać ŚP na lewe skrzydło (sic!) albo Sandro dać wyżej, i wstawić na obronę Kwadwo, co brzmi rozsądnie, lecz w praktyce przegrywa z opcją pierwszą:)
Wypada Mario – to samo, co po przesunięciu go na środek.
Wypada Cuadrado – podobnie, czyli ŚP albo Alves i Licht, ale i tu w praktyce powszechniejsze jest to dziwaczne rozwiązanie:)

Generalnie zdumiewający jest brak alternatyw z przodu w turyńskim gigancie w bieżącym sezonie, co w dużej mierze pewnie wynika ze znacznych zmian taktycznych w jego trakcie, których kompletowanie kadry podczas letniego mercato raczej nie brało pod uwagę.
Tym bardziej cieszą osiągane wyniki i pozwala to optymistycznie patrzeć na nadchodzące mercato, bo Marotta ma duże pole do popisu w zwiększaniu siły ognia.

Filip Piotr Skóra

Warto dodać, iż Juventus fajnie pracuje z młodzieżą. Kilkunastu piłkarzy gra w młodzieżowych reprezentacjach Włoch, największą nadzieję pokładają w Moise Kean’a, ale jest kilku innych – Capellini, Orsollini etc.

Jej, ale miło jest czytać takie rzeczy o ulubionym klubie zagranicznym :)

SzalonyWladek

Treść doskonała. Do formy mam małe zastrzeżenia. W oczy razi określenie: „na ten moment”. Nie można napisać: „w tym momencie”, „w tej chwili”, „dzisiaj”, „teraz” itd. ?

SubZero

Leszek – dzięki za ten wpis!

Ja zakochałem się w futbolu jako 11-latek po meczu Juve – Real w ’98 (później cudowne World Cup ’98) i od tego roku Juve było zawsze u mnie „number one”.
Przeżyłem wspomniany przez Ciebie dwumecz z ManU jako NAJLEPSZE MECZE Ligi Mistrzów ever (do dzisiaj tak je wspominam), przeżywałem kolejne porażki w 2003 i 2015 ze łzami w oczach.
Miałem chińskie getry, spodenki i fioletową koszulkę z „dychą” Alexa, które dumnie nosiłem. Oglądałem szczęśliwy mecze ogórków w Serie B na jakiś dziadowskich stronach WWW jako student na Neostradzie 256kb/s.

Wczoraj czułem satysfakcję za 2015, ale nie zapominam, że trzeba wygrać jeszcze 3 mecze. Wierzę, że uda mi się w końcu zobaczyć triumf mojej ulubionej drużyny po 19 latach oglądania futbolu w TV i na stadionach. :)

Będzie dobrze – Juve ponad wszystko! #finoallafine #Juve4life

Laki
Real Madryt

Lub można po włosku 3 razy zremisować i w finale wygrać karne ;D

wwwww432

podobna historia, u mnie też od 1998!

Juventino

Anelka i Bendtner rowniez tam zawitali. Za darmo i doswiadczeni ale jeden wypalony a drugi upalony chyba. Alves tez sie sprawdzil mozna powiedziec, mimo ze poczatki mial bolesne.
Nie mialem koszulki Del Piero, mialem Peruzziego:) Kibicuje im juz ponad 20 lat, jako dzieciak zobaczylem final Brazylia – Wlochy, jak gra Baggio i od tamtej pory zaczalem im kibicowac. Na poczatku chyba z zalu, ze Baggio nie strzelil karnego, a potem jednak z kolejnymi sezonami zakochiwalem sie w Juve coraz bardziej. Degradacja (niesprawiedliwa, smrody wychodzily potem wokol tej sprawy i Interu, ktory „akcja” sterowal) byla bolesna, ale jak sie posluchalo zawodnikow jak Nedved albo Buffon to sie po prostu wiedzialo, ze oni wroca na szczyt. Nedved zaraz obejmie fotel prezydenta, Buffon jak wygra LM w tym sezonie to powinien od razu dla Nedveda ja podac za tamten pamietny 2003 final, w ktorym gdyby gral to jestem pewny ze nie doszloby do karnych.
Juventus to nie jest dla mnie tylko klub, to jest bardziej jak rodzina, wartosci ktorymi sie kieruja, to wszystko sprawia ze kibicowanie im jest … bardzo przyjemne:) Pewnie nadejda chude lata, kiedy Milan sie wzmocni (w Inter nie wierze i szczerze zycze im jak najgorzej), ale nic nie zmieni mojej milosci do Juve:)

FC Bazuka Bolencin

Panie Leszku, dziękuję za sentymentalny powrót do wspaniałej LM sprzed 15-20 lat.
Takie klasyki jak dwumecze Juventusu z Man Utd, starcia (4!) Realu z Bayernem w sezonie 1999/2000 i inne wielkie mecze – Barcelony, Arsenalu, Valencii itp już się nie powtórzą.
LM jest teraz komercyjnym produktem nastawionym w 100% na zysk. Poziom sportowy (z pewnością wysoki) schodzi na dalszy plan przez inne kwestie – symulowania zawodników, permanentne błędy sędziów (dziwnym trafem zawsze na korzyść teoretycznie mocniejszych). Piłka w tej formie zmierza niestety w złym kierunku, ale dopóki masy to kupują to biznes się kręci.
Ta LM nawet sprzed kilkunastu lat już nie wróci niestety. Tak samo jak czasy gdy więcej było „piłki w piłce”.

Grzesiek_K

Kibicuję Juventusowi ponad dwadzieścia lat, od jakiś jedenastu latam na mecze turyńczyków, oglądałem ich triumfy niemal w każdych rozgrywkach, narzekałem na przegrane finały z BVB i Realem, zaś ojciec pocieszał mnie stwierdzeniem, że trzy finały Ligi Mistrzów z rzędu, to wynik wręcz fenomenalny(w 96 Juve ograło Ajax), a ja jako młody człowiek odbierałem to jako normalkę. Opisane w powyższym felietonie rywalizacje z MU również określałem jako wielce prestiżowe. Pamiętam, że obie drużyny były niejakimi bohaterami reklamówek z lat dziewięćdziesiątych, tutaj moja ulubiona: https://www.youtube.com/watch?v=50xTD0gqEcQ. Porażka z 99 roku była dla mnie szokiem, głównie ze względu na fakt, iż ówcześni podopieczni Carlo Ancelottiego prowadzili już 2-0, zaś w Anglii osiągnęli zadowalający rezultat.
Serie B i lata marazmu(poza dwoma pierwszymi sezonami za Claudio Ranieriego)były ciężkie do strawienia. Miałem siebie za frustrata kibicowskiego, który musiał znosić triumfy Interu czy rodzącą się potęgę Barcelony, podczas gdy Juventus męczył się z ligowymi przeciętniakami. Nie ukrywam jednak, że lata czyśćca(piekła?)spowodowały, że powrót na ligowy szczyt i znakomite wyniki w LM jak wejście do finału przez dwoma laty bądź obecny sezon sprawiły, że wszystkie te sukcesy smakują podwójnie. Nie tylko nie zwróciłem swojej uwagi w stronę innego zespołu, ale wciąż z uporem maniaka śledziłem niemal każde spotkanie ligowe/pucharowe Starej Damy, przedkładając je nad największe hity innych lig. Turyn był jednak cierpliwy i dlatego właśnie, to stolica Piemontu jest dziś odbierana w roli gospodarza dla najbliższego triumfatora Ligi Mistrzów. Nie muszę dodawać jak bardzo zależy mi na tym pucharze. Juventus dzierży niechlubny rekord w dziedzinie przegranych finałów tych rozgrywek. Sam byłem świadkiem czterech porażek, dlatego też zarówno dla mnie jak i dla innych wiernych fanów Juve wygrana LM wzrosłaby do wydarzenia mitycznego. Obyśmy doczekali tej chwili.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

tennis-agnieszka-radwanska-australian-open_3406817
15 sierpnia, 21:54