Image and video hosting by TinyPic
Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Chyba byłem w tramwaju, jechałem do szkoły. Nie pamiętam już, czy to radio u motorniczego, czy któryś z kumpli sprzedał świeżuteńkie info – Polska będzie gospodarzem mistrzostw Europy. Wybuch radości u wszystkich znajomych interesujących się piłką był dla mnie kompletnie irracjonalny. Dla mnie bowiem istotniejsza od wszystkich fruktów, które miały obficie spłynąć na Polskę była pustynia, jaka stworzy się wokół mojej Łodzi.

Serio, to było przedziwne odczucie. Gdy wszyscy ekscytowali się nadchodzącymi meczami w Warszawie, ja miałem w głowie jedynie jak daleko odjedzie nam reszta Polski. Już pal licho piłkę nożną, już pal licho, że będziemy ostatnim tak dużym miastem bez choćby jednego normalnego obiektu sportowego – miałem w głowie te nowe dworce, te wszystkie nowe skrzyżowania, ronda, restauracje i potężny ruch, który wykorzystają Poznań, Wrocław, Gdańsk i Warszawa, a może też pierwsze na liście rezerwowej Kraków i Chorzów. Byłem po prostu, po ludzku i po łódzku zazdrosny, zresztą – jak pokazało kolejne dziesięć lat – jak najbardziej słusznie, bo okres inwestycji w Łodzi rozpoczął się dokładnie wówczas, gdy opadł kurz po turnieju. Nowy dworzec, obiekty sportowe i drogi powstały w ostatnich trzech, czterech latach, gdy wreszcie pokończyły się wszystkie „bardzo pilne, bo musimy zdążyć na Euro” inwestycje w miastach organizatorskich.

Dziś jednak mogę spojrzeć z większym dystansem, może właśnie dlatego, że w Łodzi stoi już dworzec, a miasto oplata ring autostradowy. I z tej perspektywy mam wrażenie, że nie ma ani grama przesady we wczorajszych opiniach wspominających o 18 kwietnia 2007 roku jako jednym z najważniejszych dni w historii III RP.

Jeśli chodzi o świat piłki nożnej, w ogóle nie ma jakiejkolwiek dyskusji. Jestem pewny, że dziedzictwem Euro nie są jedynie cztery obiekty w miastach, w których odbywały się turniejowe mecze, ale też te wszystkie stadiony w Lublinie, Tychach czy Gdyni. Po prostu – ten bardzo mocny impuls wymusił na samorządach podjęcie rękawicy i modernizację własnych obiektów, bo jeśli wokół wszyscy stroją się w garnitury – ciężko dalej pomykać w krótkich spodenkach. Podobnie rzecz miała się z infrastrukturą wszędzie wokół, ale skok – i to naprawdę, ogromny jakościowy skok, wykonaliśmy na wszystkich polach.

Czytałem dyskusje towarzyszące wczorajszemu „jubileuszowi” dziesiątej rocznicy przyznania nam prawa do organizacji Euro. Padały słowa: i tak musieliśmy to wszystko zrobić. Inwestycje i tak zostałyby przeprowadzone, autostrady i tak zaczęłyby powstawać. Z jednej strony się zgadzam – w końcu żyjemy w rozwijającym się państwie, więc naturalna jest stopniowa rozbudowa na wszystkich obszarach i poziomach. Z drugiej – Euro było jak Wielkanoc w normalnym domu. Niby możesz wytrzeć kurz z półek w każdy inny dzień, niby możesz umyć okna nie tylko przed świętami, ale też tydzień po świętach, albo na początku lutego. A jednak, dopiero wielkie wydarzenie mobilizuje domowników do pracy. Nie chodzi o to, że wcześniej nie było ich stać na płyn do mycia dywanów, ani o to, że przekrzywionego obrazka nie dało się przybić równo. Po prostu – kwestia impulsu, wezwania do roboty.

Euro było jak Wielkanoc, Boże Narodzenie i przyjazd cioci z Ameryki w jednym. Wiem, że pewnie dałoby się to wszystko zrobić taniej – na przykład bez odgradzania ekranami dźwiękoszczelnymi pustego pola i drugiej warstwy ekranów dźwiękoszczelnych. Pewnie dałoby się to zrobić uczciwiej – tak, że nie bankrutowaliby kolejni podwykonawcy. Pewnie dałoby się zrobić szybciej – żeby Poznań w trakcie Euro nie wyglądał jak plac budowy. Ale mam potężne wątpliwości, czy w ogóle zostałyby podjęte działania na tak szeroką skalę, gdyby nie te wspólne biesiady starego PZPN-u i osób decydujących o wyborze z ogromnym udziałem ukraińskich oligarchów.

Prześmieszna sprawa, że – jak wspominają w tekście Sportowych Faktów działacze – o tak wielkich inwestycjach i tak wielkim projekcie decydował fakt, że my mieliśmy wódkę a Węgrzy tylko piwo. Ale nawet bez hiperboli, zakładając, że lepszy efekt niż okowita miało lobbowanie ukraińskich i polskich działaczy, polityków oraz biznesmenów – to wręcz nieprawdopodobne jaką władzą dysponują ludzie futbolu.

Czasem jadąc do Warszawy półtorej godziny, czy to autem, czy pociągiem, zastanawiam się – ile bym jechał, gdyby nie Euro? A do Gdańska? A do Poznania?

Obstawiam, że jako państwo pod względem finansowym wyszliśmy na tym tragicznie. Naprawdę zarobiło przez ten miesiąc najazdu zagranicznych kibiców w gruncie rzeczy niewielu. Faktycznie piłkarsko pogłębiła się przepaść między głównymi ośrodkami a pustyniami jak ta łódzka czy na całej ścianie wschodniej. Popełniono tysiące błędów, pewnie i sto przekrętów, ale summa summarum – warto było. Nawet jeśli te zbyt wielkie stadiony będą przynosić straty jeszcze przez długie lata.

***

Wczoraj rozegrano derby Belgradu, we wtorek, o 17.30, spuszczając frekwencję z 41 tysięcy na początku ubiegłego miesiąca do 26 tysięcy wczoraj. W lany poniedziałek swoje derby grało Trójmiasto, derby Łodzi odbędą się w środę. Mediolan zagrał swoje w sobotę o 12.30. W wielu miejscach odmawia się biletów kibicom gości, w innych – wręcza symboliczne kwoty wejściówek. Przeciw wprowadzaniu przyjezdnych zazwyczaj są wszyscy – i klub, i miasto, i służby; za – tylko kibice, zazwyczaj z obu stron, nienawidzący siebie nawzajem, ale jeszcze mocniej nienawidzący widoku pustej klatki gości.

15 tysięcy osób w miesiąc. To jest tak gigantyczny spadek frekwencji, że decydenci w Belgradzie powinni zapaść się pod ziemię. A jednak, mam wrażenie, że są dumni, podobnie jak ci z Łodzi, Mediolanu, czy wielu innych miast, w których po prostu rozpieprzono derby w drobny mak. Zastanawiam się, czy – i jeśli tak to kiedy – mordowanie tego, co w futbolu przez lata było najsmaczniejsze kiedyś się na tych wszystkich ludziach zemści. Obawiam się, że nie i kibicom pozostaną tylko te bezradne transparenty: „Kowalski/Iksiński/Nowak/Novaković/Novacco – grabarz derbów”.

***

Bayern złożył oficjalnie zażalenie do UEFA w związku z zachowaniem hiszpańskiej policji wobec kibiców przyjezdnych. Tym samym dołączył do grona niezadowolonych z działań tamtejszych służb, wśród których już wcześniej znaleźli się ludzie m.in. z Borussii Dortmund, Manchesteru City, Legii Warszawa czy Leicester City.

Tym samym:

– w sporze fanów Borussii z hiszpańską policją winna była hiszpańska policja.
– w sporze fanów Manchesteru City z hiszpańską policją winna była hiszpańska policja.
– w sporze fanów Bayernu z hiszpańską policją winna była hiszpańska policja.
– w sporze fanów Legii z hiszpańską policją doszło do bezprecedensowej napaści bandytów z Warszawy na niewinnie popijających frappe funkcjonariuszy słynącej z profesjonalizmu hiszpańskiej policji.

Oczywiście wyolbrzymiam, ale lubię śledzić jak zagraniczne środowisko piłkarskie w tym władze klubów reagują na incydenty z udziałem swoich sympatyków. Delikatnie rzecz ujmując – w sposób mniej panikarski.

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

16 komentarzy do "Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ"

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Koczkis Berbatow

Nie pękaj gościu, my tu w Szczecińskiem dalej gonimy Murzynów w tempie Ślimaka w ciąży, w Pogoni za Stadionem, jeśli to jakieś pocieszenie.

kyrre_sk

My na Śląsku wciąż nie mamy Śląskiego, który miał być rezerwą na Euro 😉

Maciej Kubacki

Rezerwa na Euro już niepotrzebna. Dach się zawalił – zaorać i posadzić wierzbę energetyczną.

szafi28

Świetny tekst, fajnie sie czyta. Mam lekki niesmak odnosnie Euro. Po 1.Banda oszustów i złodzieji wykorzystała moment żeby sie obłowić na całe życie, w imie Euro i sukcesu przed Europą . Mam nadzieje ze ktos kiedys tych wszystkich przekrętów pozamyka i rozliczy. Po2. Szkoda że Euro nie odbyło sie z taką kadra jak dziś, i przede wszystkim nie z takim „trenerem” jak wtedy.Od razu mi sie przypomniał rozdział z ksiązki Stan Futbolu ,w formie kalendarza poswiecony Smudzie…chyba zaraz przeczytam posmiac sie jeszcze raz 😀 Pozdrawiam i jak najwięcej takich tekstów.

werseo

złodzei*

Zdzislaw Kazimierz

Pogodzę was – złodziejów

Matinho88

zuodzieji

gryf01

Bardzo fajny tekst. I zgadzam się w 100%.
Może za wyjątkiem tego kawałku o kibicach Legii. My sobie na taką a nie inną opinię w Europie tak mocno zasłużyliśmy, że chyba nawet jakby hiszpańska policja strzelała z ostrej amunicji to nikt by się za kibolami nie wstawił.

AmoN

Rownie dobrze mozna tu zapodac argument o „renomie” wyrobionej przez Anglikow i Niemcow w przeszlosci. To, ze hools Legii maja sporo z uszami, nie oznacza ze hiszpanska psiarnia moze napierdalac kazdego w koszulce Legii

gryf01

Nie jest to argument tylko fakt. Nie mówię o renomie z zamierzchłej przeszłości. Mecz w Madrycie odbył się zaraz po meczu z Borussią w Warszawie. Zdjęcia z Łazienkowskiej obiegły całą Europę. Legia była przeszczęśliwa, że nie wywalono jej po Madrycie z Ligi Mistrzów – była to bardzo realna groźba. Na pewno nie był to moment, kiedy ktoś mógł przekonać UEFA, że to hiszpańska policja była stroną agresywną a nasze karki to niewinne szczeniaczki.

FC Bazuka Bolencin

W przypadku „mordowania futbolu” i nie tyczy się to tylko tych przytoczonych derbów, najgorsze jest sprzedawanie się i granie meczów właśnie o 12 (jak derby Mediolanu) dla ciapatych i kitajców. Wszystko się robi dla pieniądza. Jakby ktoś dobrze zapłacił to pewnie i o 4 nad ranem by się dało grać. Takie czasy, to się już nie zmieni a raczej pogłębi. Prawie każda liga już tak „upycha” mecze by każdy był w inny dzień o innej godzinie. Wszystko dla kasy. Futbol już nigdy nie będzie taki jak kiedyś i trzeba się z tym szybko pogodzić niestety.
Na Euro byliśmy sportowo jak Austria 4 lata wcześniej – gdybyśmy nie organizowali to byśmy się w życiu do nich nie dostali przez eliminacje. Dobrze że choć jakiejś dużej organizacyjnej wtopy nie było (no może poza „angielskim” Laty i zamknięciem dachu na mecz otwarcia).

zenek_ze_wsi

Nie rozumiem zdziwienia – właścicielami obydwu klubów z Mediolanu są właśnie kitajce więc dlaczego nie mają się dostosować do ich życzenia?

Voitcus

@zenek mają do tego prawo, nikt nie mówi, że nie, natomiast chodzi o to, że dla nas są to jakieś symbole, jakaś forma może nie religii, ale lokalnego patriotyzmu czy kultury – które to rzeczy można po prostu sprzedać. Kiedyś Barcelona to było „coś więcej niż klub” a dzisiaj to takie samo przedsiębiorstwo jak Volkswagen, Google, Coca-Cola czy Shell. Kiedyś były przepisy, że cudzoziemców może być nie więcej niż trzech, potem, że nie więcej niż trzech spoza Unii, a teraz i tak jest cała kupa Brazylijczyków i Murzynów z paszportami krajów unijnych nie dlatego, że tu mieszkali całe życie, tylko po to, że zwiększa to ich wartość, tak jak dla nas dodatkowe kategorie prawa jazdy czy ukończony kurs obsługi wózka widłowego. Ilu Hiszpanów (nawet nie Katalończyków) gra w Barcelonie? Ilu Anglików gra w Chelsea? Ilu Niemców (nawet niech będą tacy jak Oezil czy Khedira) gra w Bayernie, Borussii itp.? Zresztą – w Legii jest podobnie, w pierwszym składzie Radović, Vadis, Moulin, Guillherme, Hlouszek, to pięciu. Blisko pierwszego składu Hamalainen, Nagy, Necid, Chukwu. W to wchodzą ogromne pieniądze, które sprawiają, że wielkie kluby owszem są bogate i grają widowiskowo, ale nie będzie tak, że młody Kajtek, John czy Tiago z przedmieścia dzięki umiejętnościom wybiją się do pierwszego składu swojej ukochanej drużyny, która ma stadion dwie ulice dalej. To się nigdy nie stanie, ale kupią koszulki, książki o Messim, będzie grał w FIFę itd. A więcej tych koszulek kupią mali Chang, Ho i Wu. Tych zmian się pewnie nie powstrzyma, tak samo jak się nie sprawi, że przestaniemy kupować chińskie towary albo przestaniemy przyjmować uchodźców, może kiedyś, jak Chiny wszystko już wykupią, albo Arabowie zniszczą i najlepsi będą grać w Szanghaju, Hongkongu czy Dubaju, to derby Mediolanu czy Londynu znów się będzie grało dla kibiców, którzy przyszli na stadion – tak jak teraz będą derby Łodzi w trzeciej lidze, które nikogo nie interesują poza garstką łodzian, a które przecież mają jakąś swoją tradycję, jakiś klimat – i może właśnie trzeba było upadku obu klubów, żeby to sacrum odbudować?

fronda

Sorry.Pewnie masz dużo racji,ale czyta się średnio.Bardziej pasuje do tygodnika opinii.Co się jednak dziwić jak obecne weszło to taki misz masz.

Fuska

„Czytałem dyskusje towarzyszące wczorajszemu „jubileuszowi” dziesiątej rocznicy przyznania nam prawa do organizacji Euro. Padały słowa: i tak musieliśmy to wszystko zrobić. Inwestycje i tak zostałyby przeprowadzone, autostrady i tak zaczęłyby powstawać. Z jednej strony się zgadzam – w końcu żyjemy w rozwijającym się państwie, więc naturalna jest stopniowa rozbudowa na wszystkich obszarach i poziomach. Z drugiej – Euro było jak Wielkanoc w normalnym domu. Niby możesz wytrzeć kurz z półek w każdy inny dzień, niby możesz umyć okna nie tylko przed świętami, ale też tydzień po świętach, albo na początku lutego. A jednak, dopiero wielkie wydarzenie mobilizuje domowników do pracy. Nie chodzi o to, że wcześniej nie było ich stać na płyn do mycia dywanów, ani o to, że przekrzywionego obrazka nie dało się przybić równo. Po prostu – kwestia impulsu, wezwania do roboty.”

Rzadko się z Panem zgadzam, ale m.in. z tym akapitem w stu procentach :)

miechu

Odnośnie dziwnych dni i godzin, które zabijają atmosferę święta warto wspomnieć o pewnym kraju, gdzie finał Pucharu jest rozgrywany we wtorek (dzień roboczy) o 16. Kto zgadnie, o jaki kraj chodzi?

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY