Kilka miesięcy temu byśmy nie uwierzyli – beznadziejne Zagłębie poza ósemką!
Weszło

Kilka miesięcy temu byśmy nie uwierzyli – beznadziejne Zagłębie poza ósemką!

Rozejrzycie się wokół albo po prostu wyobraźcie sobie osobę, która spędziła dwa dni przy świątecznym stole, zjadając w tym czasie beczkę żurku, wytłaczankę jajek i blachę ciasta. Już? Nie jest wcale wykluczone, że taki osobnik po podniesieniu się z krzesła stworzyłby dziś mniejsze zagrożenie pod bramką Wisły Kraków niż piłkarze Zagłębia Lubin. Nie wiemy, co to było, ale wyglądało trochę jak jakiś protest w wykonaniu Miedziowych. No a umówmy się – etap rozgrywek i sytuacja w tabeli raczej nie sprzyjają takim zagrywkom, bo konsekwencje mogą być opłakane. 

W pierwszej połowie drużyna Stokowca nie oddała celnego strzału na bramkę Załuski. W drugiej golkiper Białej Gwiazdy został zatrudniony w dwóch sytuacjach, ale generalnie Zagłębie tak bardzo nie zasługiwało na strzelenie bramki, że gdyby wpadł jakiś farfocel, to Miedziowi w geście fair-play powinni wbić sobie samobója. Coś bardzo złego dzieje się z brązowymi medalistami z poprzedniego sezonu. I naprawdę nie jesteśmy zwolennikami sprowadzania wszystkiego do obniżki formy u Filipa Starzyńskiego względem pierwszych wiosennych meczów. Jasne – „Figo” jest najważniejszym elementem w tej układance, ale musimy przypomnieć, że Lubin to takie miejsce na piłkarskiej mapie Polski, w którym dobrym piłkarzom płaci się dobre pieniądze za dobrą grę. Ostatnio ten układ nie funkcjonuje.

Jasne – fajnie zagrało Zagłębie tydzień temu z Jagiellonią, ale suche fakty są takie, że dziś Miedziowi przegrali po raz czwarty z rzędu. A to przy pozostałych wynikach oznacza dopiero 10. miejsce w tabeli kolejkę przed zakończeniem rundy zasadniczej. I całkiem prawdopodobny brak awansu do grupy mistrzowskiej, bo w sobotę trzeba nie tylko osiągnąć korzystny rezultat w derbach ze Śląskiem, ale też liczyć na to, że na innych stadionach wszystko ułoży się po myśli.

Powiedzmy wprost – SENSACJA. A zaryzykować możemy jeszcze inne stwierdzenie: przy takiej grze jak dzisiaj Zagłębie mogłoby – idąc tropem złotych myśli Smudy – włączyć się do walki o spadek. Niemożliwe? Oj, nie tak dawno w Lubinie przekonali się, że możliwe.

Z kolei Wisłę po dzisiejszym meczu wypada w zasadzie tylko chwalić. Pewnie trochę lepsza powinna być skuteczność w drużynie Kiko Ramireza, ale strzelenie jednej bramki też wystarczyło. Dobrze się złożyło, że jej autorem został Patryk Małecki, nikt inny aż tak nie zasłużył, by coś mu wpadło. Naliczyliśmy ze cztery dobre okazje wypracowane innym Wiślakom przez skrzydłowego. Najlepszą w pierwszej połowie miał Boguski, który miał tyle miejsca i przestrzeni, by strzelić bramkę Poalckowi, że tylko zaćmienie tłumaczy to, że zdecydował się na strzał piętą. Trafił prosto w bramkarza, a dobitka przeleciała nad bramką. Jedyna bramka padła w 62. minucie, gdy Małecki dobił strzał w poprzeczkę Stilicia po dobrej akcji Cywki (udany mecz prawego obrońcy).

Napisaliśmy to niedawno i zdania po tym meczu nie zmieniamy – jeśli poza pierwszą czwórką jest ktoś, kto może namieszać w walce o puchary, to na dziś najpoważniejszym kandydatem jest właśnie Wisła.

ei898ba