Kownacki, Kędziora, Bednarek… Lecha czeka latem wyprzedaż?
Weszło

Kownacki, Kędziora, Bednarek… Lecha czeka latem wyprzedaż?

Latem w Poznaniu może dojść do wielu zmian. Kto wie, czy Nenad Bjelica nie będzie musiał budować zespołu od podstaw. Wielką ochotę na transfer mają w szczególności młodzi, utalentowani piłkarze: Dawid Kownacki, Tomasz Kędziora oraz Jan Bednarek – czytamy dziś w Fakcie i Przeglądzie Sportowym.

FAKT

f1

W Ekstraklasie cztery mecze dziś, cztery w poniedziałek. Dlatego o lidze dużo czytania. Na początek Leszek Ojrzyński przed debiutem: Piłkarze jeszcze mnie lubią.

– Rozmawiam z każdym zawodnikiem indywidualnie. Na razie jestem zadowolony ze współpracy. Chłopaki zasuwają na treningach aż miło. Pewnie problemy pojawią się później, jak ktoś usiądzie na ławce. Na razie jeszcze mnie lubią. Potem, jak ktoś usiądzie na ławce albo na trybunach, pewnie uśmiech zniknie – żartuje trener Arki.

Tajemnica formy Hlouska.

Po powrocie ze zgrupowania reprezentacji czeski obrońca znów jest jednym z najlepszych piłkarzy Legii. (…) – Nie, to nie kwestia czeskiego jedzenia i knedli – śmieje się lewy obrońca. – W trakcie zgrupowania zobaczyłem się z rodziną i kolegami z poprzednich klubów. Mogłem trochę odetchnąć i wrócić do Warszawy wypoczęty, z czystą głową – wyjaśnia zawodnik.

f2

Dużo mamy tekstów w ramkach, ale wszystkich nie zacytujemy. Najciekawszy jest materiał o możliwej rewolucji w Lechu.

Latem w Poznaniu może dojść do wielu zmian. Kto wie, czy Nenad Bjelica nie będzie musiał budować zespołu od podstaw. Wielką ochotę na transfer mają w szczególności młodzi, utalentowani piłkarze: Dawid Kownacki, Tomasz Kędziora oraz Jan Bednarek. (…) Na wyobraźnie jego i kolegów działa przykład Karola Linettego, który poszedł do Sampdorii Genua i wywalczył miejsce w składzie ekipy z Serie A. – Chciałbym iść tą samą drogą – deklaruje Kędziora, który także jest obserwowany przez wysłanników z największych europejskich lig. Obrońca, który kontrakt ma do czerwca 2018 roku, marzy o występach w Premier League. Obaj mogą jeszcze zostać w Poznaniu, ale żeby tak się stało, Lech musi zdobyć mistrzostwo Polski.

GAZETA WYBORCZA

No, tu o piłce ani słowa. Lecimy dalej.

SUPER EXPRESS

se

Świąteczny materiał: Kuciak bije rózgami, Vassiljev jajkami.

Słowacki bramkarz Lechii Dusan Kuciak (31 l.), zanim wznowi walkę o mistrzostwo Polski, odpocznie przy świątecznym stole. – Na Słowacji święta zaczynają się w Wielki Czwartek. Wtedy milkną kościelne dzwony i aż do Białej Soboty używa się tylko drewnianych kołatek, by upamiętnić śmierć Jezusa – opowiada Kuciak. – W sobotę przygotowuje się potrawy, które święci się podczas porannej mszy w Niedzielę Wielkanocną. Na stołach króluje wieprzowina, żeby rok był tłusty i bogaty. Poniedziałek to czas szibacziek, czyli bicia rózgami z wierzby owiniętymi kolorowymi wstążkami. Chłopaki klepią nimi dziewczęta, by zapewnić im powodzenie i pomyślność. Oczywiście, tak jak u was, jest też oblewaczka, czyli polewanie kobiet wodą. Mówi się, że im bardziej mokra, tym większe ma powodzenie – śmieje się Dusan.

PRZEGLĄD SPORTOWY

Okładka.

ps

Na początku są artykuły o ligach zagranicznych i sobotni felietoniści: Stanowski, Włodarczyk, Borek. Ten ostatni pisze: Biznes, w którym zapomniano o człowieku.

Historia spotkania Borussii Dortmund z AS Monaco pokazuje, ile w futbolu jest dzisiaj sportu, a ile biznesu. Drużyna jedzie na mecz, dochodzi do niespodziewanego zdarzenia, w którego wyniku wszyscy jej członkowie są w szoku, a mimo to następnego dnia trzeba rozegrać spotkanie. Przecież ci ludzie pół nocy wisieli pewnie na telefonach, bo wydzwaniała rodzina i znajomi, by dopytać, czy wszystko jest z nimi w porządku. I raczej nie zasnęli, tak jak powinni przed ważnym meczem, czyli około 22.30, tylko przewracali się nerwowo z boku na bok. Pamiętam, jak komentowałem mecz Schalke 04 z Panathinaikosem. To było po zamachu na World Trade Center. Oczywiście skala tych wydarzeń jest różna, ale wtedy odwołano spotkanie Bayeru Leverkusen z Barceloną i zostało ono przełożone o tydzień. Myślę, że siedem dni to właściwy czas, by z tym wszystkim w miarę możliwości jakoś się uporać.

ps2

Komu powieje wiatr od morza? Lechia gra z Arką.

Wszystkie ręce na pokład! W derbach żaden piłkarz nie patrzy na miejsce w tabeli i takiego myślenia stanowczo domagają się też kibice. Trzeba wygrać lokalną wojnę i tyle. Jesteś słabszy, to dorzuć coś ekstra „z wątroby”. Możesz padać z wycieńczenia, ale nie wolno ci przegrać bez zawziętej walki toczonej do ostatniej chwili. Najpierw krew, pot i łzy, a potem dzika radość z wygranej albo rozpacz po porażce. – Dwa najważniejsze gole w moim życiu strzeliłem w derbach Trójmiasta, oba w ekstraklasie. Zawsze będę się tym chwalił – podkreśla Piotr Wiśniewski, który ostatnio nie gra w Lechii. – Oglądanie meczu akurat z Arką z boku w moim przypadku będzie bardzo trudne – nie ukrywa piłkarz związany z gdańskim klubem już od 12 lat.

ps3

Ojrzyński w rozmowie stwierdza: Wiem już, jakie błędy popełniłem.

Zna pan już imiona piłkarzy Arki?
– Jeszcze mam z tym mały problem, niektóre imiona mi się mylą, ale znam wszystkie nazwiska i wiem, jak chłopaki grają w piłkę, a to najważniejsze. Nie było mnie rok w ekstraklasie, ale uważnie śledziłem rozgrywki, dlatego wiem, do jakiego zespołu przyszedłem.

Nie zardzewiał pan?
– Nie, wręcz przeciwnie. Taka przerwa była mi potrzebna. Musiałem odpocząć, zresetować się. Spojrzeć na pewne sprawy z dystansu. Przeanalizować, gdzie popełniałem błędy i co w przyszłości muszę robić inaczej.

ps4

Polska liga jest dla twardzieli – zapewnia Cillian Sheridan.

Podobno w piłkę nożną zaczął pan grać dopiero w wieku 14 lat. To trochę nie za późno, jak na zawodowego piłkarza?
– Nie no w normalną piłkę (Sheridan używa słowa soccer – przyp. red.) też graliśmy. Nie było to może tak zorganizowane, jak spotkania gaelic football, ale często np. jak szedłem do kumpla, to graliśmy w piłkę nożną. Poważniej trenować zacząłem dopiero w wieku 14 lat, po tym jak przeprowadziłem się do Dublina. Trenowaliśmy w środy wieczorem, mecze graliśmy w weekendy. Później doszedł jeszcze trening w sobotę. Wtedy regularnie mecze odbywały się w niedzielę.

(…)

Trzy gole i dwie asysty w pięciu meczach dla Jagiellonii. Czy kiedykolwiek tak dobrze zaczął pan występy w nowym klubie?
– Tak dobrze chyba nigdy. Nieźle było też w Kilmarnock (4 gole w trzech meczach – przyp. red.), ale tam nie najlepiej się skończyło. Może teraz wynika to z tego, że przyszedłem w trakcie sezonu. Na Cyprze cały czas grałem. Czułem i czuje się dobrze fizycznie. Jest pewność siebie, a dla piłkarza to bardzo ważne. Gram na mojej ulubionej pozycji napastnika. Jestem najbardziej wysuniętym piłkarzem, to lubię. W Omonii byłem wystawiany też jako skrzydłowy, ale wolę być typową „dziewiątką”. Czuje się naprawdę komfortowo. Nie wynika to tylko z tego, że strzelam gole. W pierwszych trzech spotkaniach nie zdobyłem bramki, ale słyszałem opinie, że dobrze grałem. Wiedziałem, że gol jest kwestią czasu i jak raz trafię, to już pójdzie.

Łukasz Madej już nie stanie się potulny.

– Żałowałem tego co zrobiłem z Piastem. Ale popatrzcie na to z drugiej strony. Ja mam 35 lat i nie oczekujcie, że w tym wieku nagle się zmienię i stanę się potulny. Nieodpowiedzialność? Pewnie tak, tylko że my jesteśmy w takiej sytuacji, że trzeba walczyć i podnieść mentalnie zespół. Popatrzmy na gwiazdy światowej piłki. Nieporównywalnie lepszym piłkarzom ode mnie puszczają nerwy. Przynajmniej po tej sytuacji pomeczowej z Piastem znowu poczuliśmy, że jesteśmy drużyną. Choć postaram się kanalizować już tę energię w bardziej sportowy sposób – zapowiada Madej, który w piątek, w przeddzień potyczki z Łęczną, obchodził 35. urodziny. Walczy o kontrakt, bo jeśli ugra odpowiednią liczbę minut (mówi się o jeszcze około 400-500), jego umowa będzie przedłużona o rok. Obecna wygasa w czerwcu.

Omijamy bieżące informacje i zapowiedzi, a spoglądamy w kolejny wywiad. Trzecia część rozmowy z Bogusławem Leśnodorskim: Nie było czasu na sodówkę.

ps5

(…) Na przykład nie mogliśmy rozbić pionu sportowego, pozwolić odejść Michałowi Żewłakowowi i pójść do zawodników: „Dobra, chłopaki, to my się zawijamy, a wy sobie radźcie sami”. W poprzednich latach, ostatnio w styczniu, przekonywaliśmy wielu, by zostali, bo gramy o mistrzostwo.

Aż tak?
– No a jak? Przecież ci goście są zapisani na jakiś projekt. Vadis po co tu został? Czy Pazdan? Dlaczego „Rado” jest z nami? W Korei, skąd miał w grudniu ofertę, zapłaciliby mu pięć razy więcej. Ale chciał być z nami w projekcie.

(…)

W nowym sezonie może być wyprzedaż Legii?
– A tego nie wiem. Wiadomo, że odejdzie Pazdan. Vadis pewnie też, tak się z nim dogadaliśmy. Ci goście mają jedno życie, ile razy możesz starać się ich przekonywać? Uwierzyli nam, że ta drużyna jest w stanie walczyć o najwyższe cele, które spowodują, że będą mieć satysfakcję sportową, poprawią się ich finanse, będzie zachowana jakość treningów, a cały klub zafunkcjonuje na top-poziomie na wszystkich polach. Świetnym przykładem jest „Hama”, bo zgodził się u nas grać za podobne pieniądze, jak w Lechu. Jeśli piłkarze by w to nie wierzyli, to by się nie angażowali. Proste.