Korona, mistrzostwo i Liga Europy. Co czeka Teodorczyka?
Weszło

Korona, mistrzostwo i Liga Europy. Co czeka Teodorczyka?

28 bramek w sezonie klubowym, niemal pewna już droga po koronę króla strzelców ligi belgijskiej. Wykorzystując zapis z wcześniejszej umowy wypożyczenia – Anderlecht dokonał jednego z najwyższych transferów w historii Jupiler Pro League. Za moment sprawa może się powtórzyć i to samo nazwisko Polaka będzie widniało na liście najdrożej sprzedanych. Łukasz Teodorczyk tego lata może nas wszystkich jeszcze mocno rozgrzać.

Wejście do szatni Anderlechtu miał niewyobrażalne. Nikt w Dynamie Kijów, gdy odchodził, specjalnie nie płakał, raczej chodziło o odzyskanie zapłaconych pieniędzy Lechowi. Tymczasem on, jak gdyby nic, w Belgii czuł się tak, jakby wciąż występował w Polsce. Bez znaczenia pozostawał fakt, że poziom rozgrywek był wyższy, że doszły europejskie puchary, że wokół i po przeciwnej stronie występowali lepsi piłkarze. Przed wyjazdem z kraju strzelił w Ekstraklasie 20 goli, teraz po pierwszym półroczu – miał ich 24 we wszystkich rozgrywkach, plus pierwsze od trzech lat trafienie w drużynie narodowej.

A przecież mówimy o napastniku, który sezon wcześniej zdobył dla Dynama sześć bramek, z czego trzy w jednym meczu…

I kiedy zachwyty nie miały końca, Teodorczyk zwolnił. W styczniu jedna bramka, w lutym – jedna bramka, w marcu – dwie, w kwietniu – nic. A bierzemy tu pod uwagę i dziesięć występów w lidze, i trzy w europejskich pucharach.

– Ostatnie tygodnie miał nieco słabsze, ale jest to spowodowane również jego drobnymi kontuzjami. No i ogólnie rozgrywa przecież świetny sezon – uważa Bjorn De Cock, założyciel portalu benefoot.net i właściciel agencji The Football Farm. – Wciąż pozostaje jednak bardzo istotnym zawodnikiem w zespole, wciąż sprawia problemy obrońcom. Jeśli zdobędzie cztery-pięć bramek w fazie finałowej i wygra z Anderlechtem mistrzostwo, zostanie uznany za jednego z kluczowych w lidze piłkarzy.

Jeden z dziennikarzy, piszący na co dzień o Anderlechcie, pozostaje spokojny: – Stwierdzenie, że gra gorzej i spadła mu skuteczność, będzie niesprawiedliwe. To niemożliwe, by utrzymać formę strzelania bez przerwy, w każdym meczu. Jego zdaniem, Teodorczyk to wciąż istotny element pierwszego składu i zawodnik, który absorbując uwagę obrońców robi sporo miejsca partnerom.

Poza tym, cokolwiek powiedzieć, to napastnik, który w Jupiler Pro League ma 20 trafień, o pięć więcej od drugiego strzelca. Korona dla najskuteczniejszego piłkarza właściwie już na niego czeka. Jeden z najlepszych w kraju kontraktów, podczas niedawnego wykupienia go oficjalnie przez Anderlecht, został podpisany. – To była jedyna droga, by tę umowę podpisać – ocenia De Cock.

I nikt nie ma wątpliwości, że za moment rozpocznie się licytacja. Mówimy tu przecież o najlepszym napastniku jednej z lig będącej pokojem przejściowym na główny bankiet. Każdy z szanujących się skautów w czołowych w Europie klubach zdążył w tym sezonie zrobić wnikliwe notatki na temat Teodorczyka. Każdy z nich od dawna powinien wiedzieć, że ma za sobą ciężką przeszłość, że nie znosi Marka Wawrzynowskiego, że bywa trudny w prowadzeniu.

Brak mu też goli z poważnymi rywalami. Owszem, na arenie międzynarodowej już trafiał, ale tylko w kwalifikacjach ze Slavią i w grupie z azerską Gabalą i FSV Mainz. Z Saint-Etienne, Zenitem w 1/16 i APOEL-em – ani razu. Dlatego jego wczorajszy występ z Manchesterem United mógł mieć naprawdę sporą wartość. Teo wszedł jednak tylko na kwadrans, w ostatnich dniach miał problemy zdrowotne.

– Może nie jest to materiał na topowy klub w Anglii bądź Niemczech, ale Bayer Leverkusen czy West Ham by do niego pasowały – twierdzi De Cock.

Dyrektor Anderlechtu, Herman Van Holsbeeck jeszcze niedawno mówił na łamach Super Expressu: – Minimum to 15 milionów euro. Ale spodziewam się za niego około 20, a może nawet 25 milionów euro. Ale w Belgii podobnie przedstawionej sytuacji nie mieli. Była jedynie scenka…

Dziennikarz: Wyobrażam sobie, że nie sprzedacie go za mniej niż 15 milionów euro.
Van Holsbeeck: Zgadza się.

Ale przecież właśnie za takie pieniądze z Anderlechtu do Chelsea przechodził 18-letni Romelu Lukaku. Z Belgii tylko trzech zawodników odchodziło za większe pieniądze – Ndidi do Leicester (17,6 mln), Mitrović do Newcastle (18,5 mln) i Fellaini (21,7 mln). Poza tym, wśród sześciu najdrożej sprzedawanych zawodników z Jupiler Pro League nie było żadnego powyżej 20. roku życia. A Teo to rocznik 1991, tym większe wrażenie zrobi za moment kwota transferowa uruchamiająca jego przeprowadzkę. Nawet, gdyby jakimś cudem przebił Fellainiego, to numerem 1 długo nie będzie. Już dziś wiadomo, że nowy rekord ustanowi genialny Youri Tielemans, również z Anderlechtu.

Król strzelców, mistrz kraju, Liga Europy (?), z jednym z najwyższych kontraktów w lidze, ścisła czołówka najwyższych transferów w Belgii i spory awans piłkarski – tak może za chwilę wyglądać roczny pobyt Polaka w Belgii. Naprawdę, nie najgorzej. Ale i do tego, czyli potwierdzenia wyników strzeleckich w lidze, utrzymania pierwszej pozycji z Anderlechtem, awansu do półfinału LE kosztem Manchesteru United, potrzebuje znów najwyższej formy.