Od wielkiego oszustwa do wytwórni talentów. Niezwykła historia fabryki „Fiołków” 
Weszło Extra

Od wielkiego oszustwa do wytwórni talentów. Niezwykła historia fabryki „Fiołków” 

Każdego dnia po boiskach akademii Neerpede biegają setki dzieciaków. Marzą o tym, by pewnego dnia strzelać jak Romelu Lukaku, dryblować jak Michy Batshuayi, być twardzielami nie do przejścia jak Vincent Kompany. Wreszcie sprawić, by inwestycja w ich edukację spłaciła się z nawiązką. A wcześniej – zagrać w dorosłym zespole, na słynnym stadionie Constanta Vanden Stocka. Wielu z nich nie wie jednak, jak daleko od ideałów, które są im wpajane każdego dnia odszedł człowiek, na którego cześć nazwano obiekt „Fiołków”. Odszedł po to, by zbudować potęgę wielkiego Anderlechtu.

***

37-latek z nostalgią przechadzał się po jednym z boisk treningowych w Brukseli. Siedem lat wcześniej musiał zrezygnować z gry w piłkę, przejmując rodzinny browar po swoim deportowanym do Niemiec ojcu. Jego uwagę przykuł ośmioletni chłopiec, samotnie kopiący szmacianą futbolówkę. Było w nim coś, co nie pozwalało przejść obok obojętnie. Coś, co przykuło uwagę mężczyzny i sprawiło, że w mgnieniu oka dokonał wyboru mającego zaważyć na całej jego przyszłości. Zresztą – nie tylko jego.

Był rok 1951. Constant Vanden Stock po raz pierwszy zdecydował wtedy, że złamie zasady gry.

Dwa lata później, w dniu dziesiątych urodzin tamtego chłopca, z koperty skrywanej na dnie szuflady wyjął dokument rejestrujący małego Paula jako zawodnika Anderlechtu, podpisany tamtego dnia. Przepisy belgijskiej federacji nie pozwalały na sporządzanie podobnych papierów przed dziesiątymi urodzinami. Ale czego oczy nie widzą…

Vanden Stock raz jeszcze dla pewności spojrzał na podpis u dołu.

Van Himst.

Wkrótce znacznie szersza publika miała poznać to nazwisko.

***

Paul_Van_Himst_1973

Przekuj swoją pasję w zawód”, głosi motto Neerpede. Jakże innej akademii niż ta, w której przyszło wtedy trenować odkrytemu przez Constanta Vanden Stocka Paulowi Van Himstowi. Legendzie belgijskiej piłki, wybranej najlepszym zawodnikiem powojennego pięćdziesięciolecia, która „Fiołkom” dała dziewięć krajowych tytułów, a reprezentację Belgii poprowadziła do trzeciego miejsca na Euro 1972.

Van Himst to jednak przede wszystkim wzór piłkarza i człowieka, do jakiego dążyć mają pokolenia młodych zawodników rozpoczynających swoją piłkarską edukację w Anderlechcie. Ułożony poza boiskiem, daleki od skandali obyczajowych, wspierający swoim patronatem takie akcje jak „Born In Africa”, pozwalające dzieciom z ubogich afrykańskich rodzin w zdobyciu edukacji i umożliwiają start do lepszego życia.

***

– Chcemy, by zarówno nasi piłkarze, jak i wychowankowie którzy nie zostaną profesjonalnymi zawodnikami byli dobrymi i inteligentnymi ludźmi.
Jean Kindermans, szef akademii Anderlechtu

68651

***

W czasie, gdy na trawiastych boiskach akademii odbywa się codzienna seria treningów zespołów młodzieżowych, korytarzami Vanden Stockstadion kroczy syn Constanta Vanden Stocka, Roger. Spogląda na zdjęcie z finału Pucharu UEFA z 1984 roku przeciwko Tottenhamowi, przypominając sobie złote czasy Anderlechtu. Okres, gdy na cześć jego ojca nazwano obiekt w Brukseli, a „Fiołki” grały o największe europejskie laury.

O mrocznej stronie tamtych sukcesów świat dowiedział się dopiero w 1996 roku, gdy Constant przekazał mu władzę. Drobny przekręt, jakim było podpisanie kontraktu z przyszłą datą z ośmioletnim Van Himstem, to przy tym małe miki. O ustawianiu meczów na przełomie lat 70. i 80. w Belgii też wiedziano doskonale – wszyscy to robili, dlatego chcąc pozostać w grze trzeba się było dostosować. Nikt jednak nie spodziewał się, że Vanden Stock za 30 tysięcy dolarów kupił sobie przychylność sędziego także w europejskich pucharach. A konkretnie – w rewanżowym starciu półfinałowym, wiodącym do pamiętnego, wygranego dwumeczu z „Kogutami”.

Po pierwszym spotkaniu inny angielski zespół, Nottingham Forest, prowadził 2:0 i w zasadzie mógł już przygotowywać się do wewnątrzbrytyjskiego finału. Jakież było ich zaskoczenie, gdy po nieuznanym golu i kontrowersyjnym rzucie karnym Belgowie wygrali w rewanżu trzema bramkami, wyrzucając bandę Briana Clougha poza burtę rozgrywek.

Gdy cała historia ujrzała światło dzienne, piłkarze Nottingham uczestniczący w tym meczu złożyli zbiorowy pozew przeciwko właścicielowi Anderlechtu, a sponsorzy zagrozili wycofaniem się z finansowania klubu. Cios nadszedł też z innej strony. Precedens z Jeanem-Markiem Bosmanem w roli głównej dał zawodnikom prawo do zmieniania klubów na zasadzie wolnego transferu i sprawił, że belgijskie kluby nie były już w stanie rywalizować o swoich najlepszych zawodników z europejskimi potęgami.

A jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wraz z pogrzebaną reputacją Vanden Stocka seniora rozpoczęła się historia obecnej akademii „Fiołków”, będącej jedną z najbardziej podziwianych na świecie wytwórni talentów.

***

– Musieliśmy zaakceptować naszą rolę jako „stacji pośredniej” na drodze między Belgią a najsilniejszymi ligami Europy. I staramy się z niej wywiązywać jak najlepiej.
Herman Van Holsbeeck, dyrektor sportowy Anderlechtu

media_xll_7456425

***

Sposób, w jaki „Fiołki” przystosowały się do sytuacji panującej na rynku i spadku znaczenia, jaki przeżyły na przełomie wieków w hierarchii europejskiego futbolu, jest godny podziwu. Nie dysponując wielkimi środkami, zbudowały system szkolenia młodzieży, który na krajowym podwórku nieustannie przynosi im trofea, a także pozwala zaistnieć przynajmniej w fazach grupowych europejskich pucharów.

W całym kraju, który obecnie dysponuje najmocniejszą kadrą od wielu lat, doszło zresztą niemal dwadzieścia lat temu do przemian, które pomogły w takim obrocie sprawy. Jednak jak pisze Dave Richards w swoim artykule „Anderlecht – Wonderkid Central”, „jeśli Belgowie zrobili coś dobrego, Anderlecht zrobił to najlepiej”.

Dwie dekady temu Michael Sablon, dyrektor techniczny belgijskiej federacji przekonał prezesów klubów z całego kraju do ujednolicenia systemu szkolenia. W sposób, który miał pozwolić na wychowanie pokoleń inteligentnych piłkarzy, zdolnych grać na wielu pozycjach i zdominować każdego przeciwnika dzięki utrzymaniu się przy piłce. Jego wielostronicowy plan opierał się na kilku fundamentalnych zasadach:

– uczmy od najmłodszych lat gry w systemie 4-3-3

– zabrońmy stosowania wślizgów aż do momentu wejścia do zespołu U-21

– wymagajmy posiadania futbolówki na poziomie co najmniej 70%.

Kluczem miał być styl, a nie dążenie za wszelką cenę do zwycięstwa. Ono miało przyjść jako swego rodzaju „efekt uboczny”. Nagroda za piękną grę.

new-fas-technical-director-sablon-photo-tristan-lohMichel Sablon

Anderlecht wprowadził jednak do koncepcji Sablona pewne modyfikacje. Najmłodszych adeptów futbolu uczy aż do 14. roku życia gry nie w ustawieniu 4-3-3, ale w 3-4-3.

– Wymagając od młodych zawodników utrzymywania się przez 70% czasu gry przy piłce i ustawiając czwórkę w obronie, daje się im możliwość pójścia na łatwiznę przez zagrywanie wielu podań wszerz. Trójka w defensywie zachęca przy wyprowadzeniu do próby rozpoczęcia ataku, a nie jedynie bezpiecznego podania do najbliższego. Zmusza zawodników do myślenia – twierdzi Jean Kindermans.

Myślenie, to słowo-klucz, na którego punkcie szef akademii ma prawdziwą obsesję. Pod względem liczby rewolucyjnych pomysłów na udoskonalanie szkolenia mogą z nim konkurować chyba tylko Matthew Benham i Rasmus Ankersen budujący na cyferkach i analizach potęgę Brentford i Midtjylland. Między innymi dlatego zatrudnienie w Anderlechcie znalazł kilka lat temu Michel Bruyninckx, później odpowiadający także za rozwój mentalny młodych sportowców w katarskiej Aspire Academy i współpracujący z AC Milan.

– Początkowo Michelowi było bardzo ciężko, odbijał się od ściany. Świat piłki nożnej nie jest szczególnie otwarty na naukowców. Ja również byłem sceptyczny, ale po przełożeniu niektórych z jego koncepcji na język futbolu, udało nam się zbudować unikalny model szkolenia. Nie oparty już tylko i wyłącznie na technice, taktyce czy fizycznych predyspozycjach, ale także na niezwykle ważnym aspekcie psychologicznym – mówi Kindermans.

Wraz z Bruynickxem oraz jego przyjacielem Dirkiem Gyselinckxem opracowano system, który czyni szkółkę Anderlechtu tak unikalnym zjawiskiem, że każdego roku na ich wychowanków parol zaginają wysłannicy takich klubów jak Chelsea, Manchester City, Manchester United czy Real Madryt.

– Uczymy piłkarzy nieustannego myślenia. Każdy zawodnik Anderlechtu wie, że gdy oddaje piłkę, od razu musi być świadom, że zaraz znów może być w jej posiadaniu. Jeżeli jedenastu graczy na boisku myśli w ten sposób, ten, który akurat jest ma futbolówkę przy nodze, nigdy nie znajdzie się w trudnej sytuacji. Zawsze będzie mieć dziesięciu partnerów gotowych na podanie – tłumaczy jedną z podstawowych zasad szkolenia Kindermans.

***

– O dobrze przepracowanej jednostce treningowej można mówić tylko wtedy, jeśli zawodnik schodzi z niej zmęczony fizycznie, ale też intelektualnie.
Jean Kindermans

***

– Bardzo dużo gra się piłką po ziemi, trzeba być w nieustannym ruchu, myśleć, pokazywać się na pozycji, przesuwać. Tutaj, w Wiśle czy wcześniej w Niemczech śmiali się nawet ze mnie, że fajna ta akademia Anderlechtu, tylko szkoda że nie uczą grać głową. I wiesz co? Mieli rację! W Belgii praktycznie wszystko gra się dołem, dużo jest gierek, nie kładzie się takiego nacisku na bieganie, sprinty, taką typowo fizyczną walkę – to jest, ale wszystko z piłką. Jak to się mówi na taki wyskok, gdzie piłkę się z dużą mocą uderza głową? Wbicie gwoździa? No to ja tych gwoździ wbijać za bardzo nie umiem (śmiech). Ale to właśnie jest powód, dla którego ci zawodnicy potem z Anderlechtu idą za duże sumy. Bo potrafią grać piłką, bo są świetnie wyszkoleni pod względem technicznym. No i nie można zapominać o ciągłej imigracji – klub ma skąd wybierać dzieciaków, jest ciągły napływ ludności, przez co to poławianie talentów jest możliwe.
Fragment naszego wywiadu z Łukaszem Płonowskim, wychowankiem akademii Anderlechtu, a obecnie piłkarzem Wisły Puławy (całość TUTAJ)

BmK557yCEAAUjEv-e1470916976585-590x410

***

W tej całej układance szalenie istotne jest również zachowanie jedności drużyny. Czego na pewno nie ułatwia podbieranie w młodym wieku kolejnych graczy przez znacznie zamożniejsze kluby.

– Przede wszystkim zrozumieliśmy, że jeżeli chcemy zapewnić harmonijny rozwój, środowisko w jakim obraca się młody chłopak nie może się nieustannie zmieniać. W profesjonalnych klubach w Belgii przeprowadza się rocznie 500 transferów zawodników w różnych kategoriach wiekowych. Naszym podstawowym założeniem jest, żeby w żadnym roczniku nie dochodziło do więcej niż trzech zmian w całym procesie szkolenia. Niestety, coraz częściej dochodzi do takich transferów jak Adnana Januzaja czy braci Musonda, którzy opuszczali nas na długo przed osiągnięciem pełnoletności. 

Niezwykle ważną pozycją w biblioteczce Kindermansa jest także książka „The Future Game” („Gra Przyszłości”), napisana przez Trevora Brookinga, Stuarta Pearce’a i Raya Clemence’a. – Autorzy zaczęli analizować kierunek, w jakim rozwinie się piłka nożna przez 10 lat. Bo należy pamiętać, że trenujemy młodych graczy teraz, ale ich czas przyjdzie za dekadę. Musimy więc antycypować potrzeby futbolu o tych kilka lat naprzód, by zawodnicy których szkolimy posiadali wtedy najbardziej posiadany zestaw cech i umiejętności.

Już teraz nie sposób nie dostrzec efektów innowacyjnych metod Kindermansa i spółki. Wychowankowie wchodzący do dorosłej piłki w ostatnich latach jak Jordan Lukaku czy Dennis Praet równie dobrze posługują się obiema nogami, co jest odpowiedzią na coraz krótszy czas na podejmowanie decyzji na boisku. W grze, której tempo wciąż się zwiększa, brak konieczności przekładania piłki na lepszą nogę to wymierny atut, który procentuje gdy pole gry znacząco się skraca.

Nieprzypadkowo tacy zawodnicy jak Praet czy Youri Tielemans, będący produktami akademii budowanej od lat przez Rogera Vanden Stocka, są tak pożądani na rynku transferowym. A następni czekają tylko na swoją kolej, zapatrzeni już nie tylko w legendę Paula Van Himsta, ale znacznie bliższe wzory, ich kolegów ze starszych roczników – Vincenta Kompany’ego, Romelu Lukaku, Michyego Batshuayi, Vadisa Odidję Ofoe i wielu innych, którzy w kraju i poza jego granicami porywają tłumy.

***

Zrzut ekranu 2017-04-13 o 09.50.48Dziesiątka najdrożej sprzedanych piłkarzy w historii Anderlechtu. Za co najmniej milion euro z klubu odeszło jak dotąd 48 zawodników.

***

Aby takich graczy wyławiać, potrzebne jest oczywiście szczelne sito, które pozwoli na trafną ewaluację potencjału. Może Anderlechtu nie stać na utrzymywanie kilkuset skautów jak FC Porto, ale w Brukseli i z tym jakoś sobie radzą.

Poszukiwania są rozbite na kilka kategorii wiekowych. Do 10. roku życia adeptów wypatruje się na „Dniach Talentu” organizowanych regularnie na terenie akademii, a także w mniejszych klubach w całym mieście. W kategoriach od U-11 do U-14 monitoring obejmuje już cały kraj, a później – również tereny poza granicami Belgii. Oprócz tego Anderlecht w ramach programu „Purple Talents Project” nawiązał współpracę z kilkoma szkołami sportowymi, których zawodnicy pozostają pod okiem trenerów akademii.

O tym, że tego typu działania poza akademią nie kończą się tylko i wyłącznie kilkoma błyskami fleszy i uściskami rąk pomiędzy dyrektorami szkół a przedstawicielami klubu niech świadczy fakt, że w ramach „Purple Talents Project” pod skrzydłami „Fiołków” znalazł się Romelu Lukaku.

cropped_REU_1162549

Aby wszystko to mogło funkcjonować w harmonii, niezwykle ważna przez ostatnie lata była stabilizacja, którą na każdym kroku podkreślają osoby zaangażowane w tworzenie jednej z największych fabryk talentów w Europie. I nie jest ona – jak w przypadku wielu klubów rzucającym tym hasłem na prawo i lewo – jedynie krótkoterminowa. Dość powiedzieć, że przez dwadzieścia ostatnich lat tylko raz nastąpiła zmiana na stanowisku dyrektora akademii, podobnie jak na stołku dyrektora sportowego.

***

Jaka przyszłość rysuje się przed Anderlechtem? Patrząc na to, jak wiele doskonałych wyrobów zjechało w ostatnich latach z linii produkcyjnej akademii Neerpede, nie sposób być pesymistą. Wskazują na to także wyniki prestiżowych międzynarodowych turniejów – Anderlecht to jeden z zaledwie dwóch klubów spoza Włoch, który wygrał w ostatnich 35 latach prestiżowy turniej Viareggio Cup (w 2013 roku, rok później zajął 2. miejsce). Zespół, który dwa razy z rzędu, w sezonach 2014/15 i 2015/16, zagrał w półfinale UEFA Youth League. Ekipa, przed spotkaniami z którą drżą w kraju absolutnie wszyscy.

Co jednak nie mniej ważne – ci, którym nie uda się pójść śladem najbardziej precyzyjnie oszlifowanych diamentów, także opuszczą Neerpede jako ludzie gotowi do dorosłego życia, którzy w sercu na zawsze będą mieć Anderlecht. – Jeżeli dziesięć procent naszych wychowanków zostanie profesjonalnymi piłkarzami, utrzymującymi się z gry w piłkę, to będzie to spełnienie naszych założeń. Ale dbamy także o tych, którym z różnych powodów nie będzie to dane. Dla nas ważne, by po opuszczeniu akademii byli ludźmi, którzy posiadają konkretny zestaw cech charakteru i umiejętności pozwalających funkcjonować w społeczeństwie.

I szkoda tylko, że wielkość akademii, na której chcą się wzorować najwięksi, poniekąd zbudowana została na gruzowisku po reputacji Constanta Vanden Stocka. Człowieka, który skalał najpiękniejsze chwile w historii klubu znamieniem wielkiego oszustwa. A jednocześnie, łamiąc zasady po raz pierwszy, nieświadomie stał się pierwszym skautem dziś zarabiającego krocie dzięki identyfikacji i promocji talentów Anderlechtu.

SZYMON PODSTUFKA