Image and video hosting by TinyPic
Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Często hit Ekstraklasy był tylko hitem malowanym. Opakowanym doskonale w telewizji. Z nakręcaną skutecznie od wielu dni atmosferą, z wynalezionym tysiącem barwnych podtekstów. Z poważną stawką, z przynajmniej kilkoma zawodnikami, których wstydzić się przed Europą nie trzeba. A potem zaczynał się mecz. I, na przykład, miałem okazję napisać tekst „Jak zasnąłem na hicie Ekstraklasy. Szlagier za dwa złote”.

Pacjent umarł przed operacją. Druga notatka, po około dwóch kwadransach, okazała się prorocza i na resztę starcia:

Spójrzmy prawdzie w oczy. Paskudny mecz.

Podekscytowanie zastąpiło zmęczenie. Byłem autentycznie wyczerpany w przerwie. Są takie spotkania, które mamy nadzieję, że nigdy się nie skończą; ja miałem nadzieje, że to nigdy się z powrotem nie zacznie. Nie wiem, zginą piłki, sędzia zamknie się w kiblu, coś wydłuży przerwę o choć kilka minut. Da mi trochę świętego spokoju więcej.

W drugiej połowie było nieco lepiej, bo zmęczenie zastąpił śmiech, taki z politowaniem, ale jednak. Ten śmiech, który włącza ci się, gdy oglądasz film o tornadzie pełnym rekinów, a które bohater wysadza laskami dynamitu, ratując dzień (pozdrawiamy widzów „Sharknado”). Jakie to głupie, myślisz. Jakie dramatycznie słabe. I jakie śmieszne przez to.

Myślałem, jak to ogląda mecz pół Polski, jak to zjechali się na Legię skauci z całej Europy. I oni wszyscy nie mają przed oczami ani jednego ciekawego zawodnika. Jakiś Ojamaa się szarpie, Linetty gdzieś statystuje. Co to ma być? Ci wszyscy ludzie nie zobaczyli żadnego fajnego zagrania, tylko chaos, przypadek, kopaninę.

Zawsze do ligowych hitów podchodzę – cytując klasyka – z jakąś taką nieśmiałością. Zwykle są tak napompowane oczekiwaniami, że tak po prawdzie, będąc uczciwym, dorównać tym oczekiwaniom niezmiernie trudno.

Ale niedzielnemu Lech – Legia udało się w całej rozciągłości. To było znakomite spotkanie, nie tylko jak na Ekstraklasę. Jeśli faktycznie na ten mecz zjechali skauci Barcelony, Houston Rockets, Trentino Volley i kanadyjskiej kadry curlingowej, to wydaje mi się, że nie spędzili wieczoru zapatrzeni w drinka i tacę z oliwkami. W końcówce każdy musiał dać się porwać.

Ale dobry scenariusz można napisać nawet słabiutkim jakościowo starciem, także zwroty akcji w ostatnich minutach są osobnym tematem. To, co naprawdę mi imponuje, to że Lech i Legia potrafiły wcześniej zaprezentować sztukę trudniejszą: emocjonujące 0:0. Tempo znakomite, zaangażowania pod dostatkiem, jakości piłkarskiej też naprawdę sporo. Widać było po boisku, że to nie jest normalny mecz, a także widać było, że spotkały się dwie mocne drużyny. Mocne na Polskę, ale i takie, które można pokazać w Europie.

Pisałem to już kiedyś, ale przy tej okazji muszę się powtórzyć: wreszcie trwa zdrowy wyścig o mistrzostwo Polski. Wygra najlepszy, a nie najmniej słaby. Takie hity jeszcze do niedawna były festiwalami człapania, które rozstrzygały szkolne błędy. Teraz nie ma o tym mowy. W Poznaniu oczywiście żałoba, ale zalecam umiar: Kolejorz zagrał dobre spotkanie. Zdziwiła mnie szczerze mówiąc zmiana Tetteha, bo jak prowadzisz 1:0, to najlepszą obroną jest przytrzymanie piłki, a do tego znacznie bardziej nadaje się Jevtić. Który przecież nie jest też zawodnikiem obdarzonym pressingiem Riquelme.

Zdecydowały o wyniku detale, ale tak naprawdę jedni i drudzy mogą sobie pogratulować. Kibice Lecha wystarczy, że przypomną sobie jaką wylęgarnią problemów była ta drużyna – dziś to niebo a ziemia. W kontekście Legii absolutnie imponuje długość ławki. Nie ma nikogo na ataku? Necid i Chukwu nie wiadomo gdzie? Trudno, wchodzi Hamalainen i też sobie radzi. Myślę, że tak jak różnice pierwszych jedenastek w czołowej czwórce ligi są stosunkowo nieznaczne i potrafi je zniwelować dyspozycja dnia, tak na ławce Legia ma dużą przewagę.

***

W ogóle zeszły weekend był demonstracją siły Ekstraklasy. Bywało, że sam siadałem w piątek do meczów, była piękna pogoda na dworze, a potem ciut się zastanawiałem: czy na pewno wyciskam z tego dnia maksimum możliwości? Czasami odpowiedź była – delikatnie mówiąc – negatywna. Ale tym razem na im więcej meczów się człowiek załapał, tym lepszym rollercoasterem pojechał.

Zagłębie – Jagiellonia 3:4: bez komentarza. Zwyczajnie cieszy, że Jaga dzisiaj jeśli sprowadza obcokrajowców, to takich na poziomie Sheridana i Runje. Powiecie, że nie jest to ani Robbie Keane, ani Nesta, niemniej kiedyś zazdrościliśmy takich zawodników lidze cypryjskiej czy greckiej. Dzisiaj przyjeżdża do nas coraz mniej Stratonów, a coraz więcej piłkarzy z prawdziwego zdarzenia.

W Lublinie raptem 2614 widzów obejrzało mecz Górnika z Wisłą Płock – strata nieobecnych. Od 2:0 do 2:3, Pitry to powołujący się do jedenastki FIFA, to później przypominający sobie, że stoperem jest w sumie od niedawna. Potem Pogoń rozstrzeliwująca Arkę, na koniec kolejny spektakl od Termaliki i Wisły Kraków. Nawet najsłabsze w kolejce Korona – Ruch miało przynajmniej potężny walor komediowy, bo akcję Przybeckiego widzieli ponoć nawet mieszkańcy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

A przecież sezon dopiero wchodzi w kluczową fazę. To może być – musi być? – najciekawszy finisz od lat. Nie widzę ani zdecydowanego faworyta do mistrzostwa, nie widzę też zdecydowanego kandydata do spadku. Każdy ma coś w arsenale, każdy ma sporo paliwa w baku i nikt nie złoży broni.

***

Juventusowi nie kibicuję w Serie A, bo ich dominacja jest zwyczajnie nudna. Natomiast jak najbardziej kibicuję im w Lidze Mistrzów, bo za często w ostatnich latach czołówka była zabetonowana. To jak Stara Dama sprała Barcelonę najlepiej obrazuje fakt, że dzień po meczu wartość akcji Juve na giełdzie wzrosła o 5.7%.

Myślę, że o tyle samo powinny wzrosnąć w dniu, w którym Dybala podpisał kontrakt do 2021. Nie mam wątpliwości, że to jest zawodnik dla przyszłości Starej Damy kluczowy. Nie uważam go za dominatora pokroju Messiego czy Ronaldo, ale bezsprzecznie jest to zawodnik obdarzony iskrą Bożą, potrafiący wyczarować coś z niczego, wziąć w trudnym momencie mecz na plecy. Na pewno chętnie wyciągnęliby go do siebie albo angielscy bogacze, względnie PSG, Barcelona, Real czy Bayern. Największym testem dla dzisiejszej kondycji Juventusu będzie właśnie to, czy dadzą radę go u siebie zatrzymać.

Nie wierzę, że Barcelona odrobi. Tak, futbolowi bogowie to straszne zgrywusy, ale Buffon, Chiellini i Bonucci nie znają się na żartach.

Leszek Milewski

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

23 komentarzy do "Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI"

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
fioot

czy barcelona odrobi? trzeba poczekac na ogloszenie obsady sedziowskiej. jesli znow beda anonimy, to bedzie wiadomo, ze barcelona odrobi :)

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

bastion79

I co floot myślisz, że jesteś zabawny? Smutny jesteś i żałosny jak całe twoje wegatacyjne życie! Czepiasz się o karne z dupy? Nie masz racji bo karne można gwizdać przeciwko drużynie która nie spełnia wymagań narzuconych przez prawdziwych fanów futbolu. Podpowiem: tiki taka, kiwka sriwka, symulka. To jest prawdziwa gała do oglądania na Camp Nou a kiedy drużyna nie stosuję się – karny. Ps. Nieprawda, że dach przeciekał bo nie padało.

romulus

Leszek dobry tekst. Niestety jeden z bardzo niewielu ostatnio na weszlo.com.

czleniubocieczolgrozjedzie

Dybala jest mocno przereklamowany. Solidny grajek i tyle.

Kulturalny Komentator

Wiesz, że można tak powiedzieć o ABSOLUTNIE każdym piłkarzu, który się wybija ponad przeciętność? Dybala ma jakość, która się broni – do tego w meczach o duże stawki. Jeżeli to tylko solidność, aż ciężko pomyśleć co by było, gdyby wszyscy byli zaledwie solidni.

Frenk

Tak i dlatego jest wart 50 mln euro

czleniubocieczolgrozjedzie

za przereklamowanego Pogbę zapłacili stówę. I co to zmienia? Dalej jest przereklamowany. Za przehajpowanego Dele Allego pewnie Real wyłoży 100mln, za Mbappe to samo. Dybala solidny, dobry piłkarz, ale szum nieadekwatny do talentu.

michalszostak

W dzisiejszych czasach to nie są zadne pieniądze. Taki kretyn na diamentowym kiblu jak Sterling kosztował 49 mln… I to funtów. Nasz drewniany Krychowiak 30.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

czleniubocieczolgrozjedzie

jest teraz hipsterem na twitterze. gada tylko o taktyce i tolerancji dla islamistów.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

czleniubocieczolgrozjedzie

juz nie. Podlizuje sie Wydawnictwu Kopalnia czyli Piotrowi Żelaznemu.
I jeszcze elevenowcom sie podlizuje bardzo. Ale nie wezmą go do studia, bo ma pysk niewyjściowy, chyba żeby brodziszcze zapuścił.

M69 Comeback Kid

brodaty Jankowiak w studiu z Cielochem…rozmarzylem sie.

Grandal

Wybacz Leszku, ale pisząc ten tekst dalej byłeś zmęczony. Wiele Twoich „dzieł” było zdecydowanie lepszych, a nawet lepszych niż zdecydowanie lepszych.

FC Bazuka Bolencin

Musiał być faktycznie dobry hit bo zawsze taki jest jak nie oglądam. Poprzednio z hitów oglądałem: Lech-Lechia, Legia-Wisła i Wisła-Lech i to co działo się na boisku dupy nie urywało.
Zaskoczony byłem piątkową wymianą ciosów w Lubinie – świetne rozpoczęcie kolejki. W Lublinie na meczu Łęcznej pewnie też było ciekawie, w Niecieczy też.
A w Turynie pewnie do tej pory strzelają korki od szampanów po tym jak sprzedali smotrucha z wzorkami na głowie za kwotę ok.4-5 razy większą niż jego rzeczywista wartość.
Następnym w kolejce jak to ktoś słusznie zauważył – mniejszy smotruch którego Real chce za 100 baniek (co z tego że ma talent i umiejętności jak głowę ma do wymiany bo się „gotuje” i gwiazdorzy w co drugim meczu)

baran

Oglądaliśmy te same mecze. Wrażenia podobne. Co do wniosków można podyskutować. …. Zagłębiu Lubin przydałoby się trochę powalczyć w dolnej ósemce o ligowy byt, bo chyba zaczyna się niektórym w głowach przewracać.

Cuba_huba

Fajnie by było, gdyby w finale znalazło się jakiś kopciuszek albo Juve – wg mnie przez wielu niedoceniane. Dobry tekst, dzięki!

bastion79

Poniosło, zdarza się. Raz. Obie drużyny mogą być zadowolone czy jak to ująłeś mogą sobie pogratulować. Lech to średnio bo kilka minut przed końcem prowadzi i ma trzy punkty, po końcowym gwizdku – punktów zero, znaczy porażka. Nie wiem czego gratulować. Równie dobrze można gratulować Bayernowi, że z Utd prowadził do 90min w finale ligi miszczów. Dwa. Jakość ligi zobaczymy w lipcu i sierpniu. Jeśli nie powtórzy się sędziowski kryminał jak w Słowacji to nie pogramy.

JacekPlacek

Nic dwa razy się nie zdarza. Tym razem Barcelona -out

Mixu

Leszku czy uważasz że te emocje związane z ostatnią kolejką (kolejkami?) mają związek z reformą ESA 37? Jesteś ZA czy PRZECIW temu systemowi rozgrywek? Pozdrawiam.

vincent van cock

Podobno nie zaczyna się zdania od słowa ” który”ale może to nieaktualne , w końcu za komuny tak w podstawówkach uczyli. Kłóciłbym się też z tezą o długości ławki Legii , bywało lepiej , to ,że nie grają Necid , Chukwu czy Kazaiszwili świadczy tylko o tym ,że te transfery nie wypaliły a nie ,że ławka jest mocna . Żaden z nich przecież nawet bramki nie strzelił, ani nie pokazał nic lepszego od Kucharczyka , to nie świadczy za bardzo o sile ławki.

elshaitan

„(…) które bohater wysadza laskami dynamitu, ratując dzień”

Łamiąca wiadomość! Bohater wydmuchał rekiny w górę dynamitem i uratował dzień! Ludzie Ognia pracują naokoło zegara aby odłożyć pożary na zewnątrz.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY