18 zespołów w lidze? Plusy i minusy
Weszło

18 zespołów w lidze? Plusy i minusy

Jak dowiedzieliśmy się po wczorajszej konferencji PZPN-u, ligę czekają spore zmiany. Najpierw zostanie usunięty zapis o podziale punktów (ale siedem dodatkowych kolejek pozostanie), późniejszą konsekwencją tego będzie odrzucenie podziału na rundę zasadniczą i finałową oraz dokoptowanie do ligi dwóch zespołów. Skąd te zmiany? Staną się one faktem, gdyż

a) trenerzy twierdzą, że obecny system jest zły
b) prezesi twierdzą, że obecny system jest zły
c) piłkarze twierdzą, że obecny system jest zły
d) rzecznicy, księgowe i sprzątaczki prawdopodobnie także twierdzą, że obecny system jest zły

Problem jest tylko jeden – oni wszyscy powinni mieć najmniej do gadania, tak jak pielęgniarek nie powinno się pytać o prywatyzację szpitali a nauczycielek o zamykanie szkół. Najważniejsze zdanie w tym wszystkim powinien mieć KIBIC i jego dobrem należy się kierować. A coś nam się wydaje, że – mimo paru plusów, jakie daje 18-zespołowa liga – kibice niespecjalnie podzieliliby entuzjazm klubów apelujących o kolejną reformę.

Ale skoro już wizja powiększenia ligi staje się realna, trzeba uczciwie przeanalizować, jakie plusy i minusy może ona za sobą przynieść. Zacznijmy od tych pierwszych.

170219PYK0139-835x420

PLUSY: 

Ekstraklasa dla wszystkich

Nie będzie pewnie dużym uogólnieniem stwierdzenie, że dzieciaka łatwiej zarazić miłością do piłki oglądanej z trybun, zabierając go na mecz lokalnej drużyny z rywalem, którego piłkarze dopiero co grali w Lidze Mistrzów przeciwko Realowi Madryt niż na – z całym szacunkiem – starcie z Wisłą Puławy czy Zniczem Pruszków? No właśnie.

18-zespołowa Ekstraklasa oznacza dwa nowe ośrodki, wokół których można zbudować społeczność młodych kibiców, mających możliwość obserwowania z bliska reprezentantów Polski, oglądania – jakkolwiek to zabrzmi – najlepszych piłkarzy biegających po naszych boiskach. O ile łatwiej rozbudzić w chłopaku marzenia o grze w dużym klubie, gdy z takimi właśnie zespołami jego drużyna będzie się mierzyć praktycznie tydzień w tydzień?

No i jest też kwestia bliskości klubu, z którym można się identyfikować. Obecnie aż sześć województw nie ma swoich przedstawicieli w Ekstraklasie, są miasta, z których na ekstraklasowy mecz jest zwyczajnie za daleko, by gra była warta świeczki częściej niż okazjonalnie. Mniejsze powierzchniowo Włochy, Anglia czy Portugalia są gęściej „zaludnione” klubami, bliskość najlepszego wydania krajowego futbolu jest więc znacznie większa, a kultura futbolowa w tych krajach, również w dni „niemeczowe” – znacznie bardziej rozwinięta.

Różnorodność

Jagiellonia – Piast w 30. kolejce, Jagiellonia – Piast w 31. kolejce. Tak, do tak groteskowych powtórek już w naszej lidze spod znaku ESA37 dochodziło, dlatego 18-zespołowa liga, gdzie każdy z każdym zagra dwa razy, wyeliminuje podobne anomalia. Kluby, którym nie poszło po 30 kolejkach nie będą już skazane na siedem ostatnich kolejek gry przeciwko innym przegranym, a będą miały cały czas szansę gościć kluby znacznie bardziej medialne, a co za tym idzie – przyciągnąć więcej ludzi na stadion.

Dziewięciomeczowe kolejki

A co za tym idzie – przynajmniej 22 zawodników więcej będzie miało okazję się nam pokazać. Dostarczyć powodów do pochwał, do szyderki (cóż, znacie nas, nie omieszkamy skorzystać…), ale i samemu zadbać o swoją promocję. No bo gdzie pokazać się skautom zagranicznych klubów, jeśli nie w Ekstraklasie – lidze wciąż znacznie bardziej medialnej niż jej zaplecze? Bo przecież transfery z naszej ligi to nie tylko te z Lecha czy Legii, co najlepiej pokazują przykłady Kapustki, Drągowskiego czy Milika.

Sprawiedliwość

Szczęśliwie nie mieliśmy okazji przekonać się o tym na własnej skórze, bo też nikt nie został przez podział punktów skrzywdzony pozbawieniem mistrzostwa (choć w sezonie 2015/16 było blisko), ale tak naprawdę przy promowaniu rywalizacji i emocji, system ESA37 miał zasadniczą wadę – wypaczał osiągane na boisku rezultaty. Można było przegrać tytuł przez podział punktów i utratę połowy przewagi nad wiceliderem? No można było. No i w poprzednim sezonie zdarzył się przypadek Podbeskidzia, który okazuje się być jednym z najmocniejszych argumentów za odejściem od formuły ESA37. Zamieszanie z ujemnym punktem Ruchu, późniejsza dramatyczna obniżka formy po decyzji o zrzuceniu bielszczan do grupy spadkowej i koniec końców – pożegnanie z ligą. Którego, bez podziału, nawet przy 37-kolejkowych rozgrywkach, by nie było. Górnik Łęczna miałby bowiem 39 punktów, podobnie jak bielszczanie, jednak jako że po punktach, o kolejności decyduje miejsce po fazie zasadniczej, w 1. lidze oglądalibyśmy dziś Grzegorza Bonina i spółkę.

161022PYK347-1-835x420

MINUSY:

Będzie znacznie więcej meczów o pietruszkę.  

Mniej więcej od marca nikt już by nie zakrzyczał „ale by podeszło teraz takie Łęczna – Podbeskidzie”, bo takie Łęczna – Podbeskidzie będzie miał trzy razy na weekend. Rany, na myśl o tych wszystkich paździerzach z Koronami Kielce czy Wisłami Płock w rolach głównych już teraz dostajemy mdłości. Ależ to będą spektakle, gdy mecz będzie toczył się o kilo pietruszki. Przy obecnej sytuacji nie byłoby już po co włączać meczów Zagłębia, Wisły z Krakowa i Płocka, Bruk-Betu, Korony, Pogoni i Śląska, czyli drużyn, którym ani nie grozi już specjalnie spadek (przy założeniu, że nie dzielimy punktów), ani nie ma obaw, że awansują do pucharów. A przecież przy obecnym systemie czasem nawet mecze Śląska Wrocław odpalamy bez większego strachu o emocje.

Nawet te mecze, które nie będą rozgrywane o pietruszkę, nie będą specjalnie zachęcały. Naprawdę ktokolwiek z postronnych widzów czekałby na mecze Chojniczanki? Serio w elicie muszą znaleźć się Wigry Suwałki? Dwa dodatkowe miejsca pracy oznaczają jedno – dwa kolejne miejsca pracy dla trenerów, którzy normalnie nie pracowaliby w Ekstraklasie (słabych) i jakieś pięćdziesiąt miejsc pracy dla piłkarzy, którzy o utrzymaniu się w elicie mogliby jedynie pomarzyć. Dwie nowe ekipy oznaczają trochę świeżej krwi, a trochę jechania na zgranych Rymaniakach czy Danielewiczach.

Pół biedy, że sportowo będzie to średnio wyglądało. Przybędzie drużyn, które będą odstawać organizacyjnie. Już teraz Ruch Chorzów ledwo zipie, a nowy system raczej nie poprawi sytuacji. Oznacza on przecież:

a) mniejsze wpływy z dnia meczowego,
b) mniej meczów ogólnie i mniej meczów, które grzeją, a więc mniejsze wpływy z biletów,
c) mniejszą transzę z telewizji (tę samą kasę trzeba podzielić na większą liczbę klubów).

Dzięki rundzie finałowej przychody z samych biletów polskich klubów wzrosły o 60 milionów złotych. Wizja pucharów i widmo spadku jednak przyciągają ludzi na stadiony.

Więcej brzydkich stadionów

Ma to znaczenie o tyle duże, że mecze na obiektach pamiętających Gierka źle się ogląda w TV. Patrzymy na czwórkę, jaka dołączyłaby do Ekstraklasy, gdyby nowy system wprowadzić tu i teraz i…

Chojniczanka – beznadziejny stadion
GKS Katowice – beznadziejny stadion
Olimpia Grudziądz – beznadziejny stadion
Wigry Suwałki – beznadziejny stadion

Ale już nawet nie chodzi o sam walor estetyczny – wiele z pierwszoligowych stadionów zwyczajnie nie spełnia wymogów licencyjnych. A to oznaczałoby, że

a) do elity dostałyby się ekipy, które sportowo nie domagają, ale infrastrukturalnie już tak
b) kluby nie grałyby na swoich stadionach.

Tego byśmy nie chcieli.

Niższa średnia frekwencja.

Byłaby to w sumie konsekwencja dwóch pierwszych punktów. Ani mecze nie przyciągną widzów na stadion („skoro nie grają już o stawkę, można odpuścić”), ani rywale („moja drużyna gra z Wigrami?! Olać to”), ani stadiony. Poza tym jeśli sezon będzie bardziej rozwleczony, siłą rzeczy kibice będą selekcjonować sobie spotkania. W obecnym systemie rozgrywki po podziale punktów jakby zaczynają się od nowa.

Duże kluby się nie rozwiną

To często podnoszony argument – w systemie ESA37 liga wcale się nie rozwija sportowo, w rankingach stoimy w miejscu, w Europie leją nas jak leci, bla, bla, bla. Możemy zadać sobie pytanie, w którym systemie nasze eksportowe ekipy lepiej się przygotują do starć w pucharach. Lepiej, by Legia zagrała trzy razy przy pełnych trybunach z Lechem, czy dwa razy z Lechem i raz z Olimpią Grudziądz? Większym testem dla Lecha będzie maraton Lechia – Zagłębie – Jagiellonia w rundzie finałowej przy pełnej presji czy kończenie rozgrywek na stadionach w Katowicach, Płocku i Wrocławiu? W kontekście pucharów siłą ESA37 jest też to, że granie zaczyna bardzo wcześnie, co przynajmniej w teorii sprawia, że kluby szybciej mogą złapać formę i unikają kompromitacji z rywalami pokroju Szkendiji Tetowo.

***

Naszym zdaniem mocniejsze argumenty stoją po stronie minusów. Dziwią nas przede wszystkim zarzuty o tym, że ESA37 to sztuczne pompowanie poziomu rozgrywek. Bardzo byśmy chcieli, by kluby zapewniały emocje bez dzielenia punktów. Pamiętamy jednak, co się działo przed ESA37 i mocno się obawiamy, czy to w ogóle wykonalne.

Fot. FotoPyK