18 zespołów w lidze? Plusy i minusy
Weszło

18 zespołów w lidze? Plusy i minusy

Jak dowiedzieliśmy się po wczorajszej konferencji PZPN-u, ligę czekają spore zmiany. Najpierw zostanie usunięty zapis o podziale punktów (ale siedem dodatkowych kolejek pozostanie), późniejszą konsekwencją tego będzie odrzucenie podziału na rundę zasadniczą i finałową oraz dokoptowanie do ligi dwóch zespołów. Skąd te zmiany? Staną się one faktem, gdyż

a) trenerzy twierdzą, że obecny system jest zły
b) prezesi twierdzą, że obecny system jest zły
c) piłkarze twierdzą, że obecny system jest zły
d) rzecznicy, księgowe i sprzątaczki prawdopodobnie także twierdzą, że obecny system jest zły

Problem jest tylko jeden – oni wszyscy powinni mieć najmniej do gadania, tak jak pielęgniarek nie powinno się pytać o prywatyzację szpitali a nauczycielek o zamykanie szkół. Najważniejsze zdanie w tym wszystkim powinien mieć KIBIC i jego dobrem należy się kierować. A coś nam się wydaje, że – mimo paru plusów, jakie daje 18-zespołowa liga – kibice niespecjalnie podzieliliby entuzjazm klubów apelujących o kolejną reformę.

Ale skoro już wizja powiększenia ligi staje się realna, trzeba uczciwie przeanalizować, jakie plusy i minusy może ona za sobą przynieść. Zacznijmy od tych pierwszych.

170219PYK0139-835x420

PLUSY: 

Ekstraklasa dla wszystkich

Nie będzie pewnie dużym uogólnieniem stwierdzenie, że dzieciaka łatwiej zarazić miłością do piłki oglądanej z trybun, zabierając go na mecz lokalnej drużyny z rywalem, którego piłkarze dopiero co grali w Lidze Mistrzów przeciwko Realowi Madryt niż na – z całym szacunkiem – starcie z Wisłą Puławy czy Zniczem Pruszków? No właśnie.

18-zespołowa Ekstraklasa oznacza dwa nowe ośrodki, wokół których można zbudować społeczność młodych kibiców, mających możliwość obserwowania z bliska reprezentantów Polski, oglądania – jakkolwiek to zabrzmi – najlepszych piłkarzy biegających po naszych boiskach. O ile łatwiej rozbudzić w chłopaku marzenia o grze w dużym klubie, gdy z takimi właśnie zespołami jego drużyna będzie się mierzyć praktycznie tydzień w tydzień?

No i jest też kwestia bliskości klubu, z którym można się identyfikować. Obecnie aż sześć województw nie ma swoich przedstawicieli w Ekstraklasie, są miasta, z których na ekstraklasowy mecz jest zwyczajnie za daleko, by gra była warta świeczki częściej niż okazjonalnie. Mniejsze powierzchniowo Włochy, Anglia czy Portugalia są gęściej „zaludnione” klubami, bliskość najlepszego wydania krajowego futbolu jest więc znacznie większa, a kultura futbolowa w tych krajach, również w dni „niemeczowe” – znacznie bardziej rozwinięta.

Różnorodność

Jagiellonia – Piast w 30. kolejce, Jagiellonia – Piast w 31. kolejce. Tak, do tak groteskowych powtórek już w naszej lidze spod znaku ESA37 dochodziło, dlatego 18-zespołowa liga, gdzie każdy z każdym zagra dwa razy, wyeliminuje podobne anomalia. Kluby, którym nie poszło po 30 kolejkach nie będą już skazane na siedem ostatnich kolejek gry przeciwko innym przegranym, a będą miały cały czas szansę gościć kluby znacznie bardziej medialne, a co za tym idzie – przyciągnąć więcej ludzi na stadion.

Dziewięciomeczowe kolejki

A co za tym idzie – przynajmniej 22 zawodników więcej będzie miało okazję się nam pokazać. Dostarczyć powodów do pochwał, do szyderki (cóż, znacie nas, nie omieszkamy skorzystać…), ale i samemu zadbać o swoją promocję. No bo gdzie pokazać się skautom zagranicznych klubów, jeśli nie w Ekstraklasie – lidze wciąż znacznie bardziej medialnej niż jej zaplecze? Bo przecież transfery z naszej ligi to nie tylko te z Lecha czy Legii, co najlepiej pokazują przykłady Kapustki, Drągowskiego czy Milika.

Sprawiedliwość

Szczęśliwie nie mieliśmy okazji przekonać się o tym na własnej skórze, bo też nikt nie został przez podział punktów skrzywdzony pozbawieniem mistrzostwa (choć w sezonie 2015/16 było blisko), ale tak naprawdę przy promowaniu rywalizacji i emocji, system ESA37 miał zasadniczą wadę – wypaczał osiągane na boisku rezultaty. Można było przegrać tytuł przez podział punktów i utratę połowy przewagi nad wiceliderem? No można było. No i w poprzednim sezonie zdarzył się przypadek Podbeskidzia, który okazuje się być jednym z najmocniejszych argumentów za odejściem od formuły ESA37. Zamieszanie z ujemnym punktem Ruchu, późniejsza dramatyczna obniżka formy po decyzji o zrzuceniu bielszczan do grupy spadkowej i koniec końców – pożegnanie z ligą. Którego, bez podziału, nawet przy 37-kolejkowych rozgrywkach, by nie było. Górnik Łęczna miałby bowiem 39 punktów, podobnie jak bielszczanie, jednak jako że po punktach, o kolejności decyduje miejsce po fazie zasadniczej, w 1. lidze oglądalibyśmy dziś Grzegorza Bonina i spółkę.

161022PYK347-1-835x420

MINUSY:

Będzie znacznie więcej meczów o pietruszkę.  

Mniej więcej od marca nikt już by nie zakrzyczał „ale by podeszło teraz takie Łęczna – Podbeskidzie”, bo takie Łęczna – Podbeskidzie będzie miał trzy razy na weekend. Rany, na myśl o tych wszystkich paździerzach z Koronami Kielce czy Wisłami Płock w rolach głównych już teraz dostajemy mdłości. Ależ to będą spektakle, gdy mecz będzie toczył się o kilo pietruszki. Przy obecnej sytuacji nie byłoby już po co włączać meczów Zagłębia, Wisły z Krakowa i Płocka, Bruk-Betu, Korony, Pogoni i Śląska, czyli drużyn, którym ani nie grozi już specjalnie spadek (przy założeniu, że nie dzielimy punktów), ani nie ma obaw, że awansują do pucharów. A przecież przy obecnym systemie czasem nawet mecze Śląska Wrocław odpalamy bez większego strachu o emocje.

Nawet te mecze, które nie będą rozgrywane o pietruszkę, nie będą specjalnie zachęcały. Naprawdę ktokolwiek z postronnych widzów czekałby na mecze Chojniczanki? Serio w elicie muszą znaleźć się Wigry Suwałki? Dwa dodatkowe miejsca pracy oznaczają jedno – dwa kolejne miejsca pracy dla trenerów, którzy normalnie nie pracowaliby w Ekstraklasie (słabych) i jakieś pięćdziesiąt miejsc pracy dla piłkarzy, którzy o utrzymaniu się w elicie mogliby jedynie pomarzyć. Dwie nowe ekipy oznaczają trochę świeżej krwi, a trochę jechania na zgranych Rymaniakach czy Danielewiczach.

Pół biedy, że sportowo będzie to średnio wyglądało. Przybędzie drużyn, które będą odstawać organizacyjnie. Już teraz Ruch Chorzów ledwo zipie, a nowy system raczej nie poprawi sytuacji. Oznacza on przecież:

a) mniejsze wpływy z dnia meczowego,
b) mniej meczów ogólnie i mniej meczów, które grzeją, a więc mniejsze wpływy z biletów,
c) mniejszą transzę z telewizji (tę samą kasę trzeba podzielić na większą liczbę klubów).

Dzięki rundzie finałowej przychody z samych biletów polskich klubów wzrosły o 60 milionów złotych. Wizja pucharów i widmo spadku jednak przyciągają ludzi na stadiony.

Więcej brzydkich stadionów

Ma to znaczenie o tyle duże, że mecze na obiektach pamiętających Gierka źle się ogląda w TV. Patrzymy na czwórkę, jaka dołączyłaby do Ekstraklasy, gdyby nowy system wprowadzić tu i teraz i…

Chojniczanka – beznadziejny stadion
GKS Katowice – beznadziejny stadion
Olimpia Grudziądz – beznadziejny stadion
Wigry Suwałki – beznadziejny stadion

Ale już nawet nie chodzi o sam walor estetyczny – wiele z pierwszoligowych stadionów zwyczajnie nie spełnia wymogów licencyjnych. A to oznaczałoby, że

a) do elity dostałyby się ekipy, które sportowo nie domagają, ale infrastrukturalnie już tak
b) kluby nie grałyby na swoich stadionach.

Tego byśmy nie chcieli.

Niższa średnia frekwencja.

Byłaby to w sumie konsekwencja dwóch pierwszych punktów. Ani mecze nie przyciągną widzów na stadion („skoro nie grają już o stawkę, można odpuścić”), ani rywale („moja drużyna gra z Wigrami?! Olać to”), ani stadiony. Poza tym jeśli sezon będzie bardziej rozwleczony, siłą rzeczy kibice będą selekcjonować sobie spotkania. W obecnym systemie rozgrywki po podziale punktów jakby zaczynają się od nowa.

Duże kluby się nie rozwiną

To często podnoszony argument – w systemie ESA37 liga wcale się nie rozwija sportowo, w rankingach stoimy w miejscu, w Europie leją nas jak leci, bla, bla, bla. Możemy zadać sobie pytanie, w którym systemie nasze eksportowe ekipy lepiej się przygotują do starć w pucharach. Lepiej, by Legia zagrała trzy razy przy pełnych trybunach z Lechem, czy dwa razy z Lechem i raz z Olimpią Grudziądz? Większym testem dla Lecha będzie maraton Lechia – Zagłębie – Jagiellonia w rundzie finałowej przy pełnej presji czy kończenie rozgrywek na stadionach w Katowicach, Płocku i Wrocławiu? W kontekście pucharów siłą ESA37 jest też to, że granie zaczyna bardzo wcześnie, co przynajmniej w teorii sprawia, że kluby szybciej mogą złapać formę i unikają kompromitacji z rywalami pokroju Szkendiji Tetowo.

***

Naszym zdaniem mocniejsze argumenty stoją po stronie minusów. Dziwią nas przede wszystkim zarzuty o tym, że ESA37 to sztuczne pompowanie poziomu rozgrywek. Bardzo byśmy chcieli, by kluby zapewniały emocje bez dzielenia punktów. Pamiętamy jednak, co się działo przed ESA37 i mocno się obawiamy, czy to w ogóle wykonalne.

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (102)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Verpakovskis

przy 34 kolejkach od max 27 kolejki zaczynaja sie wakacje dla 1/3 druzyn. A ESA37 daje grę o stawkę do co najmniej 34 kolejki (wyjatkiem sa ekipy,ktore sa w gornej ósemce a w niej wtapiaja, wiec dla nich koniec konczy sie ok. po 32 kolejce).Więc naprawde jest duzo kolejek grania o coś a tylko kilka o pietruchę dla niektórych.

Uśmiech Koali

Poprawi sie za to sytuacja finansowa druzyn ze srodka tabeli 😉 cos za cos

PYZ24

Tylko te drużyny ze środka z reguły nie potrafią wykorzystać odpowiednio dodatkowych pieniędzy.

PYZ24

W sprawie tej zmiany największy głos powinni mieć kibice, bo jakby nie patrzeć, to oni utrzymują tą ligę. Według mnie ESA37 daje dużo lepsze widowisko, bo właśnie eliminuje się mecze o pietruszkę, pojawiają się jakieś emocje w meczach Łęcznej czy Ruchu.

Gorzej sprawa wygląda z podziałem punktów, bo faktycznie wydaje się on być nieco niesprawiedliwy, ale to też motywuje drużyny, żeby wypracować sobie jak największą przewagę lub najmniejszą stratę po sezonie zasadniczym.

dupa

Ja tylko napiszę jedno. W sporcie chodzi o to, żeby podnosić swój poziom, a nie o to, żeby sztucznie podnosić atrakcyjność. Za wysokim poziomem pójdzie atrakcyjność i przyjdą kibice. Z resztą o jakiej atrakcyjności mowa obecnie? 30 pierwszych meczów jest właściwie o nic. Większość stadionów ma problem by zapełnić się choćby w 30%. Obecny system wręcz zachęca do ustawiania meczów, bo przecież jak odpuścimy sobie jeden mecz to nic się nie stanie, bo punkty i tak będą podzielone. W fazie zasadniczej walka o coś toczy się jedynie w środku tabeli, bo z góry wiadomo, że Lech, Legia, czy Lechia będą w grupie mistrzowskiej, a Łęczna i Piast będą walczyć o utrzymanie.
ABSURDEM jest, że Korona Kielce, która przegrała CZTERNAŚCIE meczów z 27 (czyli ponad połowę), po podziale punktów nadal będzie miała szansę na Mistrzostwo Polski!
Wszystkie poważne kraje grają normalną ligę, tylko my w Polsce musimy bawić się w jakieś gówniane reformy.

PYZ24

W piłce nożnej KIEDYŚ chodziło o to, żeby podnosić swój poziom, a teraz liczy się tylko i wyłącznie kasa. Wcześniej reformy nie było i polska liga jakoś znacząco swój poziom podniosła? Nie. Pierwsze 30 spotkań ma duże znaczenie, bo właśnie o to chodzi, żeby wypracować sobie taką przewagę, żeby zachować bezpieczeństwo nawet po podziale punktów. Piszesz tutaj, że walka toczy się jedynie w środku tabeli – no właśnie, to było jednym z głównych celów tej reformy, żeby ograniczyć ilość meczów o pietruchę w środku tabeli. Na górze i na dole zawsze były emocje, bo była walka o puchary lub utrzymanie, a w środku tabeli kluby zaczynały wakacje.

Fakt, Korona dużo spotkań przegrała, ale spójrz, ile wygrała – 11, więcej od 5. Zagłębia. A nawet jeśli gra taką srakę, to i w grupie mistrzowskiej nic nie ugra, skończy sezon na 8. miejscu i już.

Nie wszystkie „poważne” kraje mają normalną ligę, spójrz choćby na Belgię, tam mają jeszcze bardziej porąbany system.

Verpakovskis

małe porównanie zrobiłem.mam nadzieje, ze nie pomylilem sie.w tym roku do 27 kolejki czyli przez 7 kolejek (tyle ile w fazie play-off) Jaga zdobyła o 3 punkty wiecej od Lechii, 3 mniej niz Legia.Wiec jesli np Jaga skonczy po 30 kolejkach na 1szym miejscu i po podziale punktow bedzie miec 3 punkty przewagi nad Legią to jest duza szansa,ze żółto-czerwoni utrzymają tą przewagę.pisze to aby pokazac jak tez wazne sa mecze w fazie zasadniczej.mecz Górnik-Legia byl malowazny byl (rozgrywany jeszcze chyba w wakacje)?guzik prawda.

Vinni

Argument o stadionach tak idiotyczny, że głowa mała. Po pierwsze nie ma żadnego problemu w modernizacji, kilka kolejek na wyjeździe czy rezerwowym stadionie to nie jest wielki problem. Przystosowanie stadionów z I ligi do Ekstraklasy to kwestia dwóch/trzech miesięcy solidnej pracy. Walory estetyczne też są kompletnie nieistotne. Ja chcę oglądać piłkę nożną, a nie podziwiać trybuny i zachwycać się kształtem zadaszenia.

Co do frekwencji też się nie zgodzę. Jeżeli ktoś jest prawdziwym kibicem to nie odpuści spotkania, bo „Przyjedzie Chrząstawa”. Idzie się na swój klub, a nie na przeciwnika tak tylko chciałbym przypomnieć. No, a że niektóre miasta są mniejsze i na trybunach nie będzie miliarda osób to nie jest problem żadnego z klubów.

Po trzecie nie wiem w jaki sposób mecze mają wpływać na rozwój bądź nie naszych klubów. Jeżeli chcemy być poważni to do każdego meczu przygotowujesz się na 100% niezależnie z kim grasz. Problem jest w mentalności naszych graczy ciągle lekceważących słabszych rywali, a nie w kształcie ligi.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Jatu

Akurat przykład Arki jest trochę wypaczony, bo drużyna gra katastrofalnie i to jest główna przyczyna. Gdyby Arka grała dobrze i wygrywała to i z Koroną i Łęczną byłaby frekwencja koło 9-10 tys. Na dowód frekwencje z I ligi: Zagłębie S. – 8600, Bełchatów – 7300, Olimpia Grudziądz – 9500, Bytovia – 8900, Chrobry – 11500. Kluby raczej marketingowo słabsze od Korony (może Sosnowiec porównywalny), a do tego I liga, ale drużyna wygrywała to i frekwencja była.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Jatu

Wziąłem po prostu frekwencje z wiosny, kiedy Arka była liderem i cały stadion był do dyspozycji kibiców (jesienią część sektorów była zamknięta przez klub). Jesienią drużyna dopiero wychodziła z potężnego kryzysu (3 wygrane w 22 meczach), jeszcze na początku rundy zawodziła u siebie (remis z Kluczborkiem, porażka z Wigrami, porażka z Chojniczanką w pucharze we frajerskim stylu) i dopiero w drugiej połowie rundy umocowała się w czubie tabeli.
Co do frekwencji na Koronie – piątek 18, przenikliwe zimno, a do tego mecz w Lubinie, którego musiałeś nie oglądać, bo to co wtedy zagrała Arka jest nawet ciężkie do opisania słowami.
Co do ostatniego zdania – Arka ma prawdziwych kibiców – ok. 3,5 tysiąca które jest na meczu zawsze niezależnie od pogody, rywala i wyników. W ostatnich latach nie licząc meczu z Niecieczą gdzie była otwarta tylko jedna trybuna i czasów bojkotu, kojarzę tylko jeden mecz na którym frekwencja zeszła poniżej tych 3 tys. Późną jesienią, w środę z Dolcanem Ząbki. Natomiast każda wyższa frekwencja jest już niestety zależna od „wynikowców”.

Ale generalnie zgadzam się, że chodzenie na przeciwnika to jedna z większych patologii polskiej piłki, i w Gdyni oczywiście też ma to miejsce, ale nie aż w takim stopniu żeby akurat Arkę podawać tutaj za przykład.

jpr1

Piszesz o frekwencji, kiedy Arka była liderem. Jak myslisz, ile z tych 18 drużyn będzie się bić o puchary? A na tłumy, co przyjdą wspierać broniącego się przed spadkiem raczej bym nie liczył…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Jatu

Tak jak napisałem – ogólnie co do tezy się zgadzam. Chociaż z tymi 18 drużynami bijącymi się o puchary to trochę branie kibiców za idiotów, którzy nawet od ekip z potencjałem na spadek będą wymagać mistrzostwa. Kontynuując przykład Gdyni – wystarczyłoby, żeby Arka po pierwsze wygrała więcej niż 2 mecze od września, z czego żadnego u siebie (po Koronie już 3…), a tak ogólnie – żeby walczyła o górną 8 (w tym sezonie akurat dość długo były szanse) i frekwencja byłaby dużo wyższa. Zresztą wystarczy spojrzeć na początek sezonu. Nie rozumiesz bronienia kibiców Arki, bo nie znasz sytuacji od wewnątrz… Ale powtarzam jeszcze – generalnie co do tezy się zgadzam. W Polsce kibice są beznadziejni, zarówno pod kątem przychodzenia na wyniki, jak i pod kątem przychodzenia na rywala.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

reget

Prawdziwy kibic tak, ale kwestia jest taka, że na stadiony trzeba przyciągać jak największe masy tych nieprawdziwych, bo to z nich jest pieniądz.

Maro

Jaki z nich pieniądz. Nie ma kibica nie ma pieniędzy. proste

jpr1

A te stadiony to przebudują im w czynie społecznym? Może to nie jest największy problem, ale też nie jest tak, że go nie ma.

gkelvis

Vinni widzę że typowy z ciebie rycerz ortalionu.

BeastMode

18 to lipa.
Jak dla mnie najłatwiej byłoby zrobić 12 zespołową Ekstraklasę, a 1 i 2 lige powiększyć do 20.
Wprawdzie wolałbym 10 drużynowa ligę, ale wtedy już jest problem gdzie ulokować te 6 drużyn

podsluch
Być z Kaś

10 to lipa Jak dla mnie najłatwiej byłoby zrobić 4 zespołową ekstraklasę. Wprawdzie wolałbym 2 drużynową ligę ale wtedy jest już problem gdzie ulokować te 14 drużyn

gryf01

I grać po cztery razy? Trochę nudno. Już chyba lepiej jak jest teraz.

Kikkhull

a oglądalność w TV spadnie o połowę

PYZ24

Nieważne ile będzie drużyn, i tak będzie tak samo, bo w Polsce są może tylko 3 kluby stabilne finansowo i mają jakieś perspektywy przed sobą, a reszta to jedna wielka niewiadoma. Żeby ta liga konkretnie poszła do przodu potrzeba więcej inwestorów takich jak w Lechii czy nawet już w Niecieczy oraz większej pomocy od federacji, ale to jest niemożliwe, bo Polska jest zbyt biedna, żeby pompować masę hajsu w każdy klub.

Z niższymi ligami po 20 drużyn to ładnie dowaliłeś, już teraz są problemy z walkowerami, a co dopiero by było jakby jeszcze dodać do tej wesołej gromady kolejnych ogórów.

Pascior

Niestety trzeba się zgodzić z argumentami. Nie wiem kto lobbował za takimi zmianami ale to krok w tył. Dziś nie ma meczy o pietruszkę. Może chociaż 4 do spadku powinny być? Tylko kto wtady będzie awansował?

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Jak nie ma jak pierwsze 10 kolejek to chodzony i granie na pół gwizdka? Granie o 1.5 pkt jest równie rajcujące co mecze FC Interu Gnojnica z Betonbud Cieksyn.

adrian92

Na pewno aż 4 miejsca spadkowe muszą być, ale to nie jest krok w tył pod warunkiem że wzrosną dochody meczowe. A moim zdaniem wzrosną bo będzie więcej meczów na kolejkę (9 zamiast 8). Kasa w polskiej piłce jest potrzebna jak tlen, a ta reforma da jej więcej niż ESA37 (przypomnę od razu, że frekwencja nie ma zbytniego wpływu na dochody klubu). Tak więc bez stresu, ESA 37 to był ciekawy eksperyment, ale moim zdaniem takie zajawki niedługo znowu szybko się znudzą, tak jak tamte z początku XXI w. :)

szparag75

Niesprawiedliwa jest tylko zmiana reguł gry w jej trakcie. Co mają powiedzieć tacy koszykarze z NBA, gdzie punkty które zbierali przez cały sezon zasadniczy dają tylko rozstawienie w fazie finałowej. Ci to dopiero płaczą, że okrada się ich z dorobku całego sezonu…. co nikt nie słyszał takich jęków? Jacyś dziwni ci Amerykanie.
18 zespołowej ligi chcą tylko działacze cienkich zespolików bo liczą, że będzie jak dawniej byle załapać się do środka tabeli, a potem możemy pohandlować wynikami.

Pascior

Znów będzie kręcenie lodów drużyn środka tabeli

gryf01

Zgadzam się w teorii, ale ja na ten przykład oglądam mecze NHL, gdzie jest podobnie.
I tam w zasadzie nie ma żadnych emocji dopóki nie zaczną się play-offy. Mecze są ciekawe, poziom dobry ale to dla koneserów. Ciężko się zaangażować emocjonalnie, bo i tak wszystko rozstrzygnie się wiosną.

szparag75

I tu masz odpowiedz nad wyższością ESA37 i podziałem punktów po fazie zasadniczej nad tradycyjną formą rozgrywek. W całym sezonie zasadniczym nikt nie chce zająć miejsca 8-16 bo w 25% oznacza murowany spadek. A faza finałowa to ponownie walka tak na dole bo każdy może spaść,jak i na górze bo każdy może zagrać w pucharach (może za wyjątkiem 1-2 drużyn którym zależało tylko na pierwszej ósemce).

gryf01

Ależ ja się zgadzam, że podział punktów jest bardzo emocjonujący. Tylko chodzi o coś innego:
W NHL nie ma znaczenia czy faktycznie dwie najlepsze drużyny są w finale. Zresztą zazwyczaj tak nie jest – są tam drużyny które są akurat w najlepszej formie na koniec sezonu. I spoko, co za różnica, chodzi o entartainment. Poza tym grają „best of seven” żeby zminimalizować przypadek. Ale my musimy mieć system dzięki któremu dwie, trzy najlepsze polskie drużyny zawsze będą w pucharach, a nie tylko „rycerze wiosny”. A najsłabsze muszą spadać, żeby poziom był coraz wyższy – cztery dobre mecze na koniec nie powinny gwarantować utrzymania. I dlatego właśnie Boniek tak naciska na zmianę.

Uśmiech Koali

Nie widze niczego sprawiedliwego w sytuacji, w ktorej jedna druzyna w rundzie jesiennej rozgrywa 2 razy wiecej spotkan, bo punktuje w LE/LM i ciagnie Ekstraklase w gore rankingu, a druga gra tych spotkan dwa razy mniej, bo uznala, ze puchary to pocalunek smierci i ma co kolejke o kilka dni wiecej na przygotowanie sie do danego spotkania.

szparag75

Dlatego podział punktów jest sprawiedliwy. Reprezentanci naszej ligi w pucharach jesienią mają gorsze wyniki w lidze, a podział punktów daje im szansę na nadrobienie tej straty na wiosnę i ponowne dostanie się do pucharów.

gryf01

Podziału punktów nie chce Legia, bo na tym traci co roku, więc co to za argument?
Nikt nie może sobie pozwolić na odpuszczenie meczów jesienią, bo nie ma gwarancji, że forma faktycznie przyjdzie wiosną.
Ja lubię ESA37 ale mam nadzieję, że podział punktów zniosą, bo to naszą ligę osłabia.

szparag75

Legia to nie liga. I nie przegrała jeszcze mistrzostwa przez podział punktów. Tylko przez to, że dali ciała, albo sędziowie gwizdali uczciwie w jej meczach.

gryf01

Legia to jedyny klub który gra regularnie jesienią w pucharach. Dlatego twój argument, że ma im to pomagać to bzdura. Dzielenie punktów na pół pomaga słabym drużynom.

jpr1

Nasi koszykarze też tak kiedyś mieli (nie wiem, czy nadal maja, przestałem śledzić).

v. Lynden

Z tego tekstu wylewa się ten cały „warszawocentryzm” (zamiast Warszawy można odnieść to do Poznania czy Gdańska).

Kibice w Italii czy w Hiszpanii – zachowując wszelkie proporcje – też mogą narzekać na mecze typu Albacete-Osasuna czy Atalanta-Chievo i nazywać je paździerzami. Jednak z jakiegoś powodu nie ma tam na to miejsca.

W wyścigu o mistrzostwo Polski podświadomie kibicuję Jagiellonii Białystok. Jest to klub z miasta na wschodniej ścianie Polski, który pod wodzą Michała Probierza od lat przełamuje dyktat klubów warszawsko-krakowsko-śląskich (łódzkich nie wymieniam, bo czasy ich potęgi są zbyt odległe).

W gruncie rzeczy chciałbym aby na piłkarskiej mapie Polski wyrósł klub z dużym i solidnym zapleczem finansowym pokroju Lechii Gdańsk czy Lecha Poznań, ale aby wywodził się on ze średniej wielkości ośrodka miejskiego. Niechby takim klubem została Korona Kielce lub Podbeskidzie. Oto właśnie kluby ze średniej wielkości miast w Polsce, które mają potencjał społeczny i ekonomiczny, by grać w polskiej ekstraklasie.

Skąd moje przekonania? Stąd, aby pokazać, że nie tylko to co wielkie jest piękne, ale aby pokazać, że mniejsi też mają prawo być wielcy w pewnych dziedzinach. I aby wspierać mentalnie lokalne społeczności miast pokroju Bielska czy Kielc, że wciąż mogą wiele i nie mają powodów do kompleksów.

Co do wielkości ekstraklasy – uważam, że 18 zespołów w niej grających to optymalna liczba. Polska jest dużym krajem o dużym potencjale socjoekonomicznym, który z tego względu może sobie pozwolić na taką liczbę drużyn w ekstraklasie. Nasza liga na tle pozostałych krajów ościennych jest lata świetlne przed nimi – cała otoczka, stadiony, PR budzi szacunek, podziw i zazdrość u sąsiadów (na potwierdzenie mej tezy polecam przeczytać ostatni wywiad z Michałem Listkiewiczem, obecnie szefem kolegium sędziów w czeskim związku piłki nożnej).

Pascior

Co ma wielkość kraju do liczby w ESA? Chiny powinny mieć 100 drużyn wobec tego. Niemcy ok 36. Jesteśmy biedni i huj.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

gryf01

Dokładnie. Albo się poddajemy i będziemy rozwozić coraz słabszych zawodników po całej Polsce, albo próbujemy wzmocnić ligę i dopiero potem ją powiększymy.
Polska liga ma wszystko aby stać się silniejsza: dobre stadiony, coraz lepszą oprawę i marketing, jest dobrze pokazywana w telewizji. Myślę, że efekty już widać – Legia, Lech i Lechia są najsilniejsze od lat. Jeśli zagrają wszystkie w pucharach to pewnie żaden z tych klubów nam wstydu nie przyniesie. I krok po kroku trzeba się piąć w górę, a nie rozmieniać na drobne.

v. Lynden

Kielce nie żyją wyłącznie Vive to jeden z mitów, który jest rozpowszechniany, a jest nieprawdziwy.

Hala Legionów w której Vive rozgrywa swe mecze mieści nieco ponad 4 tysiące osób. I zapełnia się wyłącznie w wypadku meczów o stawkę, tj. w Lidze Mistrzów (i to nie we wszystkich, na meczach z Kristianstad czy Celje było sporo wolnych miejsc) czy w spotkaniach z Płockiem. W pozostalych spotkaniach hala nie wypełnia się w 100%, a bywają mecze, gdzie pojawia się około 1000 kibiców. Przyznasz, że jak na miasto, które jest kolebką szczypiorniaka w Polsce i klub, który wygrał Ligę Mistrzów i w którym grają tuzy dyscypliny jest jeszcze wiele do zrobienia.

Ze sportów drużynowych, które w naszym kraju są popularne Kielce mają jeszcze Effectora w siatkówce, gdzie frekwencja i popularność zespołu nie powala.

Nawet jeśli dla Vive i Effectora zostanie wybudowana nowa hala (o wielkości od 8 do 12 tysięcy) to i tak pozostanie luka do zapełnienia na „kibicowskim rynku”.

Popatrz na frekwencję w sezonie 2008/2009, gdy Korona została karnie zdegradowana z ekstraklasy i grała w I lidze (z finansowania klubu wycofał się Kolporter, a klub był na garnuszku miasta). Wówczas na mecze Korony w I lidze przychodziło średnio 10100 widzów. Przypominam – na mecze w I lidze, gdy klub grał z drużynami pokroju Floty Świnoujście, Dolcanu Ząbki czy Znicza Pruszków potrafiło przyjść 8-10 tysięcy ludzi.

Po powrocie klubu do ekstraklasy również było dobrze, w następnym sezonie średnia wyniosła 10200 widzów – zatem utrzymywała się na przyzwoitym poziomie.

Paradoksalnie, frekwencja na meczach w Kielcach zaczęła maleć wraz z pojawieniem się bandy świrów Ojrzyńskiego.

Co ma na to wpływ? Konflikt władz klubu z kibicami, zła polityka cenowa biletów oraz zamknięcie najtańszych sektorów (D) znajdujących się za bramką dla kibiców, gdzie można było dawniej kupić najtańsze bilety.

Moje stwierdzenia, które przytoczyłeś nie są przeciwstawne. Moim zdaniem fajnie by było, gdyby klub ze średniej wielkości miasta, mniej zamożnego od wymienionych przeze mnie był silną marką na płaszczyźnie finansowej. Właśnie dlatego, aby okroić ten kompleks wyższości dużych miast i klubów zeń się wywodzących, którego jedną z emanacji jest ten artykuł na weszlo.com

Co do pozycji naszej ligi na arenie międzynarodowej i jej miejsca w rankingu. Budowa prestiżu, znaczenia i pozycji ligi jest procesem, który jest dość długotrwały. Trudno oczekiwać, aby wszystkie aspekty rozwoju polskiego futbolu wystąpiły równocześnie, tj. aby obok światowej klasy stadionów, PR, znakomitej realizacji transmisji meczów w ciągu 1-2 lat nastąpiła radykalna zmiana poziomu sportowego. Trudno w tak krótkim czasie wygenerować kapitał ekonomiczny i społeczny, który przykładowo z Arki Gdynia zrobi klub na poziomie np. tureckiego Bursasporu czy ukraińskiego Metalista (sprzed 4-5 lat).

Moim zdaniem widać zmianę trendu, czego dowodem są udane występy Legii w europejskich pucharach. Jakkolwiek spojrzeć – na ostatnie 5-6 lat – Legia odnotowała 4 dobre sezony w europejskich pucharach.

Oczywiście, można przytoczyć porażki/wpadki Lecha z Żalgirisem, Cracovii ze Skendiją czy Jagiellonii z Irtyszem Pawłodar.

Z drugiej jednak strony były też sezony w których Lech czy Wisła jako drużyny nie-mistrzowskie miały udane sezony w europejskich pucharach.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

v. Lynden

Myślę, że nie zrozumieliśmy się.

Podaję przykład Gdańska i Poznania jako miast, które mają kluby piłkarskie dysponujące dużymi budżetami, są popularne i mogą realnie zagrozić Legii w wyścigu o mistrzostwo Polski (choć zarówno przed Lechem jak i Lechią daleka droga, by osiągnąć pułap budżetowi Legii).

Zarówno Gdańsk, jak i Poznań – pod względem wielkości populacji i aglomeracji – są kilka razy większe od Kielc lub Bielska. I moim zdaniem dobrze by było, aby jako przeciwwaga dla klubów z wielkich miast (w polskiej skali, tj powyżej 450 tysięcy mieszkańców), wyrósł na mapie Polski silny klub ze średniej wielkości miasta. Z powodów o których pisałem w poście poprzednim.

„A uważam, że liga 18 zespołowa tego nie da – 12 zespół, to max, bo większa suma do podziału z praw tv, częściej prestiżowe mecze, a i ponad 100 kopaczy nie będzie błąkać się po e-klapowych boiskach. Tak tylko możemy podnieść poziom polskiej piłki klubowej, a nie powiększaniem ligi, gdzie połowa klubów ledwo zipie finansowo, a dojdą jeszcze 2 i z 50-60 artystów futbolu. Popatrz na klasyfikację strzelców zaplecza e-klapy – Angielski, Patejuk – przecież oni nie poradzili sobie swego czasu w e-klapie, więc mamy liczyć, że teraz coś wniosą do e-klapy…”

Uważam, że przy tego rodzaju reformach trzeba brać pod uwagę różnego rodzaju zmienne, a nie być niewolnikiem tylko 1-2 z nich. Zwłaszcza, że w skali europejskiej jesteśmy dużym krajem, o – powtarzam – wprost proporcjonalnym do jego wielkości kapitale społeczno-ekonomicznym.

I tutaj jest moim zdaniem istotna inna kwestia, na którą należy zwrócić uwagę. Aspekt kulturotwórczy ekstraklasy, tworzący więź kibicowską z danym klubem. Jeśli stworzylibyśmy ligę składającą się z 12 drużyn to automatycznie sprzyjałoby to trendowi „kibicowania globalnego”, wszak ludzie mają tendencję do kibicowania lepszym i mocniejszym (tj. grającym w ekstraklasie). I tak kibic z Opatowa wolałby kibicować Legii Warszawa niż Koronie Kielce. Innymi słowy – sprzyjałoby to rozwojowi klubów z tej 12, klubów z dużych ośrodków aglomeracyjnych.

Czyli – ni mniej ni więcej – byłoby to zgodne z rozwojem ośrodków centrycznych w myśl planu Polska 2030 sygnowanego przez Michała Boniego. Przypominam, że program ten zakładał większe dofinansowanie tych miast i regionów, które są najpotężniejsze ekonomicznie i aglomeracyjnie (Warszawa, Kraków, Poznań, Trójmiasto, Szczecin, Wrocław), kosztem tych średnich i mniejszych jak Opole, Kielce, Olsztyn, Lublin, Białystok, Rzeszów, Gorzów Wielkopolski.

Skutkiem tego programu byłoby stworzenie dwóch rodzajów „enklaw” – enklaw biedy i enklaw bogactwa. Regionów, które są nadwyraz rozwinięte w stosunku do pozostałych. Wskutek czego są zacofane względem dużych aglomeracji, w których ogniskuje się szeroko pojęte bogactwo. Efektem byłaby więc polaryzacja rozwoju regionów, co zwiększyłoby jeszcze istniejące dysproporcje społeczno-ekonomiczno-kulturowe między regionami.

W dużym skrócie mówiąc – reforma ekstraklasy zakładająca zmniejszenie liczby zespołów do 12 byłaby gwoździem do trumny dla patriotyzmu lokalnego.

Z kolei innym efektem ubocznym takiej reformy byłby odpływ inwestorów i sponsorów klubów, które wypadły spoza 12stki – wszak sponsorowanie drużyn o zasięgu mniejszym niż ogólnopolski jest mniej atrakcyjne i intratne marketingowe od finansowania drużyn o zasięgu regionalnym.

Moim zdaniem Polski jako prawie 40 milionowego kraju nie stać na obniżanie rangi ekstraklasy poprzez okrojenie liczby drużyn grających w niej. Byłaby to dla ekstraklasy degradacja, w kontekście ogółu zmiennych, o których piszę w tym i innych moich postach w tym wątku.

gryf01

To jest ten balans który trzeba rozważyć.
Jeśli mielibyśmy silną ligę to bym się z tobą zgodził. ESA37 nie miałaby sensu. Lepiej powiększyć ekstraklasę i przywieźć Legię do Suwałk. To podnosi prestiż miasta, zachęca młodzież do gry w piłkę, podnosi patriotyzm lokalny. Zgoda.
Ale to dlatego, że Legia grała w lidze mistrzów. To narazie był raz (poprzedni był dekady temu). Jeśli powiększymy ligę teraz to obniżymy jej poziom i kto wie kiedy polski klub będzie znowu w lidze mistrzów. A wtedy po co przywozić Legię do Suwałk? Komu to pomoże?
Dlatego moim zdaniem priorytetem musi być teraz wzmocnienie ligi. Na rozszerzenie przyjdzie czas później.

adrian92

Na początku zaśmierdział mi ten „warszawocentryzm”, ale ogólnie stwierdzam że dobrze że to napisałeś :) Obawiam się jednak że wielu powie Ci że liga musi być mała bo jest słaba, nie rozumiejąc że jak zmniejszymy ją np do 12 zespołów to słaba będzie już zawsze bo spadnie zainteresowanie piłką (czyli zmniejszą się dochody) w Polsce…Jednak jakoś wiele krajów ma wielkie ligi mimo słabości piłkarskiej np. Chiny (które patrząc na ich poziom i postulaty niektórych na weszło powinny mieć max 10 zespołów) czy Serbia… Liga jest też dla słabszych, mniejszych ośrodków miejskich, to oczywiste. Moim zdaniem po prostu wchodzimy w okres paranoi (która na Zachodzie chyba już powoli mija, choć dalej jest silna) pod nazwą „Liczy się tylko zwycięstwo”… Wyraża się ona w tym że przestajemy doceniać swoje małe kluby- teraz każdy chce kibicować Realowi albo Barcelonie, bo wiadomo-liczy się sukces… Zostawmy w ogóle dwa kluby na Ziemi, i ustawiajmy mecze tak żeby raz wygrywał jeden, raz drugi, będzie spokój….

fronda

weszło przestacie promowac ten shit.Wracamy do korzeni.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

reget

Więcej meczów? Owszem. Ale wiesz jakich meczów więcej?
O 17 meczów Wigier i 17 meczów Olimpii Grudządz.
Za to o kilka mniej takich meczów jak Legia – Lech, Legia – Wisła, Wisła – Lech, Jagiellonia – Lech, Jagiellonia – Legia, Lechia -Legia, Lech – Lechia i tak dalej…
Jaki pakiet się lepiej sprzeda – nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Nie ilość a jakość się liczy.

Maro

Ale jaki pakiet ma się sprzedać?? My mamy promować i pompować kasę dla Canal + czy dbać o rozwój Polskiej piłki?? Teraz mówisz o Jagielloni, o Wiśle.. ale jeszcze sezon temu nie bylo to ciekawe starcie. Pakiet najlepiej się sprzedaje ten, który klub prezentuje jakiś przyzwoity poziom. prawdziwy kibic będzie oglądał potyczki Korony z Ruchem czy Wigier z Olimpią. Kwestia jaki poziom zaprezentują bo czasami to Legii czy Lechii nie da się oglądać. A czasami taka Olimpia czy Wigry mogą odjebać niezłe widowisko z Lechem czy Legią.

reget

Rozwój polskiej piłki to przypływająca kasa, a pompowanie kasy dla Canal + sprawi, że za następne prawa do pokazywanie Ekstraklasy liga dostanie więcej. Gościu, nie rozumiesz podstaw rynku.Olimpia? Wigry? Kto to będzie chciał oglądać?

Maro

Sam nie rozumiesz podstaw rynku. Pompowanie kasy dla Canal + nie sprawi, że klub dostanie więcej. Umowa jest podpisana ze Sportfive a nie Canal+. Nie ma w umowie, że gdy Canal+ zarobi więcej to się podzieli. Kasa jest ze sponsoringu a TV to dodatek. Druga sprawa, myślisz, że Lech czy Jaga wystawia młodzież bo kasa jest z TV?? Zapomnij gościu. Ile byś kasy nie dostał to i tak nie pozwoli Ci wyszkolić zawodników bez skutecznego planu ich rozwoju a także systematyczne wprowadzanie zawodników do gry. Powiedziałbym, że kasa może działać wręcz przeciwnie. Gdyby Ruch nie miałby problemu finansowego to nie musiałby wystawiać tyle młodzieży zarabiających o wiele mniej niż od tzw. starych wyjadaczy. Zatrudniłby Grzelaków itp. za o wiele większe pieniądze a poziom byłby ten sam. Jeśli w klubie będzie panował burdel to nikt większej kasy nie wyłoży. Co do oglądania? Huj nie kibic, który nie wspiera swojej drużyny. Po za tym kto w Polsce oprócz Kielc i okolic chce oglądać Koronę?? Jeśli Olimpia i Wigry nie będą grały padaki to uwierz mi, że oglądać będzie się chciało. Obecnie na słowa Korona czy Piast to ludzi aż mdli. A Wigry po spotkaniu z Arką we wtorek zyskały wielu fanów.
PS. I jeszcze bardzo ważne kwestie. Canal+ jest kodowany więc odbiór jest ograniczony. Pozostanie ESA 37 i dodatkowe mecze Lecha z Legią nie spowoduje to, ze wszyscy polecą wykupywać pakiety na Canal+. Właśnie wejście do gry nowych zespołów (powiększenie do 18, spadaja 2 awasują 4 drużyny) może wpłynąć na zarobek Canal +. Np. awansuje Olimpia, GKS Katowice, Wigry i np. Miedź. 4 miasta daje jakies 570tys ludności. niech wykupi pakiety 10% to daje nam 57 tys. Pakiet po 30zł miesiecznie to daje nam 1,71 mln złotych a rocznie 20,52 mln. Co jest więc bardziej opłacalne??
Druga kwestia. To i tak najwieksza kasa jest z transferów, zwłaszcza za młodych zawodników. przykładowo taka Cracovia… Kapustkę sprzedała za jakies 20mln zł. Czy z praw TV jest w stanie dostać taką kwotę? Jaga za Drągowskiego zgarnęła ponad 12 mln, Ruch za Stępińskiego ponad 8 mln, To są nieliczne transfery ale są i może być ich wiecej. Kwestia wystawianie młodzieży do gry i oczywiście profesjonalne prowadzenie klubu.

reget

Nie wszystkie minusy zostały wymienione. Ponadto co napisaliście 18 zespołów to oczywiście niższy poziom sportowy niż 16. Bo te 2 dodatkowe, które trzeba wyciągnąć za uszy w oczywisty sposób obniżają średni poziom ligi.

Mimo wszystko najbardziej szkoda byłoby tych 3-4 hitowych meczów w rundzie finałowej, które ściągają na stadiony tłumy na rzecz dwóch meczów z Chojniczanką i Wigrami, którymi pies z kulawą nogą się nie zainteresuje.

Zresztą Ekstraklasa 18 zespołowa już była w latach 90. Nieprzypadkowo odrzuciliśmy ten pomysł. To był zbiór meczy o nic ze średnią frekwencją na poziomie 3000 osób bo co drugi mecz był o pieruszkę. Jednym ruchem cofniemy się o 20 lat.

adrian92