Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI
Blogi i felietony

Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI

90 lat ekstraklasy. Ładny jubileusz. Sporo wspominek, zestawień, okolicznościowych grafik, fajnie zmontowanych klipów. 23 z tych 90 lat na moich oczach. Postanowiłem więc stworzyć prywatne podsumowanie, zapraszam was do tego samego.

Pierwszy mecz na trybunach: Ostatnie spotkanie sezonu 1993/94, Legia Warszawa – Górnik Zabrze. Tata był kierownikiem zaopatrzenia w centralnej kolumnie transportu sanitarnego, kolega z pracy załatwił dla nas bilety. Ależ byłem przejęty. Wziąłem jedną z białych koszulek i postanowiłem przygotować ją na tę wyprawę. Z okolicznych murów wiedziałem, że trzeba narysować (L) w kółeczku i najlepiej w koronie. Niestety, pomieszałem barwy i na dole dałem czerwony, a na górze zielony. – Kolory odwrotnie – powiedział mi na stadionie jeden starszy pan. O tyle było to bez znaczenia, że wzór stworzony dzięki trzem flamastrom nie miał szans przetrwać pierwszego prania.

Tamtego dnia siedziałem w domu, a tata pojechał do pracy. W telewizji WOT – lokalny oddział TVP – pokazano trening z dnia poprzedniego (ale ja sądziłem, że to przekaz na żywo), na trybunach całkiem sporo osób. Przerażony chwyciłem za telefon i zadzwoniłem do taty: – Musimy już jechać, na stadionie są ludzie!

Była jedenasta rano.

Tata też do końca nie wiedział, ile czasu przed meczem trzeba się zjawić, ale słysząc mnie rozpaczającego, że się nie zmieścimy, zapowiedział, że przyjedzie z pracy wcześniej. W efekcie jak dojechaliśmy na stadion byliśmy albo pierwsi, albo prawie pierwsi na trybunach. Czekało nas kilka godzin czekania.

A potem największy ścisk, jakiego na Łazienkowskiej byłem świadkiem. Bilety podrabiane na potęgę, więc zapomnijmy o jakimkolwiek limicie, pojemność stadionu stała się tylko ciekawostką. Ludzie wiszący na jupiterach i na drzewach. Zajęte wszystkie przejścia ewakuacyjne, ludzie siedzący sobie na kolanach. Stawka nie byle jaka – po 23 latach Legia mogła zostać mistrzem kraju, już tak nieodwołalnie (rok wcześniej tytuł zabrano, pytałem taty, kim jest Kulesza, o której tyle się śpiewa). Do mistrzostwa wystarczył remis. Mniej więcej na dziesięć minut przed końcem Adam Fedoruk trafił na 1:1.

Ze trzy dni później na Łazienkowskiej w finale Pucharu Polski Legia grała z ŁKS-em. Spytałem taty, czy uda mu się ponownie załatwić bilety. I tak to się zaczęło.

Najgorszy mecz: No dobra, nie wiem, czy najgorszy, ale taki, po którym najbardziej się smuciłem, albo raczej – beczałem! Siłą rzeczy musiał być z wczesnego okresu, gdy jeszcze za bardzo tej piłki nie kumałem i niewiele w niej widziałem. W maju 1995 roku na Legię przyjechał Lech Poznań.

Samego spotkania dobrze nie pamiętam. Na pewno (na pewno?) Zbigniew Mandziejewicz w pierwszej połowie huknął w poprzeczkę, a w drugiej połowie – na tę samą bramkę, od strony Torwaru – gola strzelił Jacek Dembiński. 0:1. W samochodzie się popłakałem i tata powiedział: „Nie płacz, jeszcze nie jeden mecz przegrają”, co dzisiaj wydaje mi się najgorszym tekstem pocieszenia w historii ludzkości, ale wtedy zadziałało kojąco. W każdym razie byłem wstrząśnięty – porażka nie miała wielkiego znaczenia, bo Legia pozostawała liderem z czterema punktami przewagi, ale to był pierwszy przegrany mecz, na jakim byłem. Akurat w tamtym okresie legioniści bili rekord meczów bez porażki na własnym obiekcie – było ich chyba 48 i dopiero po latach Wisła Kraków ten wynik (znacząco) poprawiła. Wejście do kibicowskiego życia miałem więc takie, że meczów u siebie po prostu się nie przegrywa. Nie i już. Nigdy.

Najlepszy mecz: I pusto. Nie wiem. Wszystko się zlewa. Może Legia – Widzew 2:3? Z jednej strony sensacyjnie dążąca do mistrzostwa Legia, z drugiej szalenie mocny Widzew rzucony na kolana? I Widzew, który z tych kolan w nieprawdopodobnym stylu wstaje. Pięć minut, które decyduje o losach sezonu, z przerwą na nieuznanego gola dla gospodarzy na 3:2, co jeszcze bardziej podkręciło emocje.

Pamiętam z tamtego spotkania kilkanaście tysięcy foliowych flag na kijkach, rozdanych przez dobrodziejów z Daewoo, co w tamtych czasach – tak mi się przynajmniej zdawało – było ewenementem.

Najbardziej nielubiany piłkarz: Marek Koniarek. Nie wynikało to z faktu, że strzelił 29 goli w sezonie dla Widzewa Łódź, chociaż oczywiście ta jego regularność momentami doprowadzała do szewskiej pasji. Bardziej irytowało mnie w nim to, że tak na pierwszy i drugi rzut oka… nie umiał grać w piłkę. To znaczy teraz – z perspektywy lat – oczywiście rozumiem, że umiał i to bardzo dobrze, to znaczy miał jakieś cechy, które go odróżniały od innych, ale wówczas był w moich oczach drewniakiem, któremu piłka spadała po nogi, a on – w niezbyt ładnym stylu, trochę jak łamaga – pakował je do siatki.

„Nie ma pieczarek, zajebał wszystkie Koniarek” – śpiewano wówczas, co – przyznajmy – jest kompletnie bez sensu, ale taki był klimat trybun i wszyscy się dobrze bawili. Zresztą okrzyki wymierzone w konkretnych piłkarzy to chyba coś, co zanikło, a kiedyś było w cenie. „Jojko, Jojko bramkę strzel” – i tak dalej. Pamiętam jak Tomasz Sokołowski ufarbował się na blond, a kibice Widzewa skandowali: „Hej blondyna, kto cię dyma?”. Krótkie, zwięzłe, celne, dokuczliwie, uderzające w czuły punkt. Wspaniałe!

Najbardziej lubiany piłkarz: Leszek Pisz. To znaczy najpierw Wojciech Kowalczyk, ale co ja tam go w polskiej lidze widziałem? Lubiłem go, wręcz był idolem, bo jak poszliśmy na ten pierwszy mecz – z Górnikiem – to półtorej godziny przed pierwszym gwizdkiem piłkarze, jeszcze w dżinsach i koszulach, wyszli na boisko, a kilkadziesiąt tysięcy gardeł wrzeszczało: „Wojtek Kowalczyk, Wojtek Kowalczyk”. Pomyślałem sobie wtedy: rany, to jest ktoś!

Ale Pisz to był maestro. On, Maciej Żurawski i Tomasz Frankowski to chyba trzej najlepsi zawodnicy ekstraklasy, jacy za moich czasów w lidze występowali w lidze. Pewnie zależnie od sympatii każdy ułoży sobie ich w innej kolejności, ale gracja, zmysł, inteligencja i charyzma Pisza były niebywałe.

No i te rzuty wolne. Na stadionie ŁKS-u rzucili w niego racą. Piłka była jakoś blisko linii autowej. Pisz odrzucił racę w trybuny (!), a potem strzelił z 30 metrów w samo okienko.

– Mama mnie uczyła, że jak ktoś coś zgubi, to się to oddaje – powiedział dziennikarzom, gdy go pytano, dlaczego rzucił racą w kibiców.

Największa niespodzianka: Ruch Radzionków w pierwszym meczu po awansie do ekstraklasy pokonujący mistrza kraju, Widzew Łódź 5:0. A w Widzewie Łapiński, Siadaczka, Michalski, Gęsior, Szarpak, Wichniarek… No i cała ta ekipa dostała baty od Mariana Janoszki i Józefa Żymańczyka.

Teraz mogę coś popierniczyć, bo jadę z pamięci, ale zdaje się, że kariera Żymańczyka była jakaś całkowicie nietypowa. W najlepszym wieku dla piłkarza wyjechał do Kanady pracować fizycznie, jak wrócił do grał w futsal i to chyba z powodzeniem. W „Przeglądzie Sportowym” był człowiek od grafik/łamania gazety, Piotruś Przychodzeń, który też w ten futsal grał i chyba obaj byli nawet na mistrzostwach świata w Hongkongu. Aż tu nagle Żymańczyk grubo po trzydziestce zadebiutował w ekstraklasie i w pierwszym meczu strzelił gola Widzewowi.

Najgorsza frekwencja: pamiętam mecz z ostatniej kolejki sezonu 1995/96. Na Legię przyjechał Lech Poznań w mocnym składzie (Kryger, Wojtala, Majewski, Reiss, Piskuła, Trzeciak, Dembiński) i dostał 5:1, trzy gole strzelił Jerzy Podbrożny, który w ten sposób żegnał się z Warszawą (w zasadzie większość legionistów się żegnała). Na trybunach tylko 3000 osób, chyba był jakiś protest z powodu cen biletów i kojarzę, że jak wchodziłem na stadion to jacyś ludzie mieli o to pretensje. Śpiewano: „Droższe bilety, my chcemy droższe bilety”.

W każdym razie kibice Lecha w czasie meczu zaśpiewali: „Co was tak mało, hej kurwy co was tak mało”?

I wtedy riposta tych trzech tysięcy osób: „Ilu was było, na Siarce ilu was było”. I po chwili: – Sto pięćdziesiąt! Sto pięćdziesiąt!

Bo to takie czasy były. Kilka tygodni wcześniej na mecz Lech – Siarka faktycznie przyszło 150 osób. Pewnie też istniały jakieś pozasportowe powody.

Największa sportowa różnica między ligą 20 lat temu i dzisiaj: Być może to idealizowanie przeszłości, nie przeczę. Ale do rzeczy – o ile dzisiaj tempo jest większe, taktyka na wyższym poziomie, to jednak kiedyś było bardzo wielu piłkarzy, którzy po prostu potrafili przylutować z dystansu. Zazwyczaj byli niscy i grali na środku pomocy.

Wiadomo – Leszek Pisz, Adam Kucz, Adam Zejer, Andrij Michalczuk, Ryszard Wieczorek, Paweł Miąszkiewicz, Krzysztof Bukalski, Sławomir Wojciechowski, Ryszard Czerwiec, Radosław Kałużny. I tak dalej. Całkiem spora grupa zawodników, którzy jeśli mieli piłkę na 25 metrze, to istniała spora szansa, że trafią w bramkę, a nawet szansa, że trafią do bramki. I to naprawdę była reguła. Wchodziły do ligi GKS Bełchatów oraz Raków Częstochowa i człowiek się zastanawiał: kto tam u nich ładuje z dystansu? Mijało kilka kolejek i było wiadomo: Jacek Berensztajn (Bełchatów) oraz Jan Spychalski (Raków).

Największa niesportowa różnica między ligą 20 lat temu i dzisiaj: Bezpieczeństwo. Kiedyś lano się non-stop, każdy z każdym, jak nie było kibiców gości – to z policją, a jak nie było policji, to rwano krzesełka. Na stacjach benzynowych urządzano tzw. „promocje”, na dworcach kolejowych łapanki. Z sektora gości na Widzewie obserwowało się głównie latające kamienie zamiast meczu (cud, że tam nikt nie zginął), w Poznaniu atak mógł przyjść drogą lądową bądź powietrzną, z każdej strony, także z boiska, na Legii notorycznie toczono bitwy na płycie boiska, bo same trybuny były trochę do tego niewygodne. W 1995 po finale Pucharu Polski policja pałowała wszystkie osoby w szalikach w promieniu kilku kilometrów, dzięki czemu w szkole mogłem pochwalić się fantastycznym, fioletowym siniakiem na pół nogi. Oczywiście rzucano czym popadnie w autobusy (moja siostra niegdyś tak niefortunnie siedziała oknie, że cała zbita szyba poleciała na nią), kradziono szalik, zatrzymywano samochody na trasach dojazdowych. Generalnie – koszmar.

Pamiętam mecz Polonia – Legia na Konwiktorskiej, gdy podpalono budynki gospodarcze. To oczywiście było niebezpiecznie, ale nie aż tak bardzo jak interwencja policji. Ta postanowiła „sprasować” kibiców z obu stron i po prostu krok po kroku ściskała ludzi na jak najmniejszej powierzchni. W efekcie po jakimś czasie prawie nie dało się oddychać, o poruszeniu ręką nie wspominając.

Przyśpiewka, która zapadła w pamięć: „Stalówce Mielec wsadzimy w dupę widelec”, „W Łodzi jest draka, Citko pierdoli Szarpaka”, „Przyjechali, nie wyjadą!”.

Piłkarze, którzy kojarzą mi się z konkretnymi drużynami: Wybieram tylko po dwóch dla każdego klubu, który przez ostatnie 23 lata grał w ekstraklasie.

Ruch Chorzów – Mariusz Śrutwa, Krzysztof Bizacki.
Widzew Łódź – Ryszard Czerwiec, Tomasz Łapiński.
Polonia Warszawa – Igor Gołaszewski, Arkadiusz Kaliszan.
Warta Poznań – Piotr Prabucki, Czesław Jakołcewicz.
Lech Poznań – Piotr Reiss, Jacek Dembiński.
Petrochemia Płock – Rafał Siadaczka, Dariusz Romuzga.
Stal Stalowa Wola – Mieczysław Ożóg, Jaromir Wieprzęć.
Pogoń Szczecin – Robert Dymkowski, Olgierd Moskalewicz.
Wisła Kraków – Maciej Żurawski, Tomasz Frankowski.
GKS Katowice – Krzysztof Maciejewski, Janusz Jojko.
Zagłębie Lubin – Zbigniew Czajkowski, Andrzej Szczypkowski.
Stomil Olsztyn – Paweł Holc, Sylwester Czereszewski.
Hutnik Kraków – Krzysztof Bukalski, Waldemar Adamczyk.
Górnik Zabrze – Marek Szemoński, Mieczysław Agafon.
GKS Bełchatów – Jacek Berensztajn, Radosław Matusiak.
ŁKS Łódź – Tomasz Wieszczycki, Grzegorz Krysiak.
Stal Mielec – Bogusław Cygan, Janusz Kaczówka.
Olimpia Poznań – Grzegorz Mielcarski, Mirosław Szymkowiak.
Raków Częstochowa – Jan Spychalski, Jacek Magiera.
Śląsk Wrocław – Sebastian Mila, Piotr Celeban.
Lechia/Olimpia Gdańsk – Emmanuel Tetteh, Tomasz Unton.
Siarka Tarnobrzeg – Cezary Kucharski, Mariusz Kukiełka.
Sokół Tychy – Bohdan Prusek, Jerzy Dudek.
Amica Wronki – Paweł Kryszałowicz, Tomasz Dawidowski.
Odra Wodzisław – Piotr Rocki, Ryszard Wieczorek.
KSZO Ostrowiec Świętokrzyski – Dariusz Pietrasiak, Rafał Lasocki.
Groclin Grodzisk Wielkopolski – Andrzej Niedzielan, Grzegorz Rasiak.
Ruch Radzionków – Józef Żymańczyk, Marian Janoszka.
RKS Radomsko – Igor Sypniewski, Adam Matysek.
Szczakowianka Jaworzno – Dariusz Kozubek, Marek Kubisz.
Świt Nowy Dwór Mazowiecki – Sergiusz Wiechowski, Łukasz Mierzejewski.
Cracovia – Piotr Giza, Marcin Cabaj.
Arka Gdynia – Krzysztof Sobieraj, Bartosz Ława.
Korona Kielce – Grzegorz Piechna, Paweł Golański.
Legia Warszawa – Jacek Zieliński, Leszek Pisz.
Górnik Łęczna – Paweł Bugała, Sławomir Nazaruk.
Polonia Bytom – Jacek Trzeciak, Grzegorz Podstawek.
Jagiellonia Białystok – Tomasz Frankowski, Rafał Grzyb.
Lechia Gdańsk – Paweł Buzała, Sebastian Mila.
Bruk-Bet Nieciecza – Artem Putiwcew, Bartłomiej Babiarz.
Piast Gliwice – Radosław Murawski, Jakub Szmatuła.
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Damian Chmiel, Robert Demjan.
Zawisza Bydgoszcz – Jakub Wójcicki, Kamil Drygas.

Najbardziej irytujący sędzia: Było ich wielu, większości z czasem skrócono nazwiska, co oznacza, że być może wcale nie byli tacy słabi, tylko po prostu ich cel różnił się od celu kibiców. Z tych wszystkich patafianów, którzy oszukiwali przez lata, najbardziej jednak utkwił mi w pamięci Krzysztof Słupik, który ani nie potrafił sędziować (nawet jeśli drukował, to też nie potrafił), ani nawet nie potrafi biegać (pieprzona czapla), a i z oczu mu źle patrzyło, i – za przeproszeniem – z mordy. Absolutny wzór arbitra, którego nie da się lubić.

Najbardziej charakterystyczny trener: lata wcześniejsze to Franciszek Smuda, który zjawił się znikąd i tak śmiesznie wciągał ślinę podczas udzielania wywiadów (potem się tego oduczył). Pamiętam wywiad chyba ze stadionu w Mielcu, gdzie ktoś mu z trybun dogadywał, a „Franz” nagle przerwał rozmowę, odwrócił się i krzyknął coś w stylu: „Ty tu chamie możesz truskawki sadzić!”. Może ktoś znajdzie to na Youtube?

Później fantastyczny popis dali Bogusław Baniak i Albin Mikulski, gdy do kamery krzyczeli: „To jest, kurwa, polska liga!” i jeden przez drugiego się bardziej popisywali. Może ktoś znajdzie to na Youtube?

A ostatnie lata to już dominacja Michała Probierza, o którym można wszystko powiedzieć, ale na pewno nie to, że jest nijaki.

Największy przekręt: mecz GKS Katowice – Górnik Zabrze w 1994. Wprawdzie to tuż przed moją pierwszą wizytą na stadionie, ale sporo się o tym mówiło w kolejnych miesiącach. Przypomnijmy – Górnik wygrywał na stadionie „Gieksy” 1:0 w 72 minucie. Wtedy zgasło bądź zostało zgaszone oświetlenie. PZPN nakazał… powtórzyć mecz od początku (!) i zakończył się on wynikiem 1:1. Mówiono, że światło kazał zgasić Marian Dziurowicz.

Nieistotne zdarzenie, które pamiętam po latach: Maciej Szczęsny uderzający z główki kibica Stali Stalowa Wola. Sędzia doliczający osiem minut w meczu Polonia Warszawa – Wisła Kraków. Piotr Rocki i jego cieszynka: zawodnik idący na czele niby orkiestry dętej.

Moja jedenastka 23 lat: Szczęsny – Łapiński, Zieliński, Kiełbowicz – Radović, Pisz, Gęsior, Czerwiec, Kosowski – Żurawski, Frankowski. Nie przywiązujcie się do niej, bo specjalnie bazowałem na pierwszych skojarzeniach. Gdybym zastanawiał się dłużej, pewnie stworzyłbym jeszcze 10-20 różnych wersji i wciąż nie byłbym pewny, pod którą mogę z czystym sumieniem się podpisać.

KRZYSZTOF STANOWSKI

KOMENTARZE (146)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

jeremy

chyba w Astrze Krotoszyn :)

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

N.

82 czy 83, więc jak zaczął kojarzyć piłkarzy, to Okoński był już z poprzedniej generacji…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

DerbyMakinka

chyba raczej: ” Przyjechali, nie wyjadą stąd ! „

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

DerbyMakinka

to chyba u ciebie tak krzyczeli:-)

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

DerbyMakinka

faktycznie Stanowski to Bog i jego słowo jest swiete bo był na każdym meczu w Polsce. walnij się w ten pusty łeb kretynie!!

sztrasburger

Gimnazja zlikwidowane a pozuom 13 latkow ciagle niezmienny. Jak mozna tyle kwasu wypluc za slowa przyspiewki sprzed 20 lat? Naprawde w zyciu nic w was nie budzi wiekszych emocji niz to jakimi dokladnie slowami obrzucalo gowem w latach 90?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

cis

Bylem na meczu Lech-Siarka. Pamietam, bo kolega z klatki obok Tomek Bekas strzelił bramkę. A 90minut podaje frekwencję na poziomie 100 osób. http://www.90minut.pl/mecz.php?id_mecz=70376

sandman

Dzięki za ten felieton. I we mnie się wspomnienia odezwały. Pierwsze mecze z połowy lat 90′, wtedy jeszcze Górnik Konin, pierwsze awanse do drugiej klasy rozgrywkowej, później Aluminium Konin, niezły skład, skandaliczny finał PP. Jest sentyment.

N.

5:3 z Amicą Wronki w plecy. Pamiętam, po drodze Amica wyeliminowała Legię 3:0, ale w PS czy Naszej Legii pisali o drukarni we Wronkach…Mecz nie był nigdzie transmitowany, finał już tak, gdzie przekręty były tak bezczelne, jak mocne kopyto miał Siadaczka.

vincent van cock

Chyba najbardziej bezczelny i ewidentny wałek ,cała Polska widziała ale pzpn tym razem nie

DerbyMakinka

największy przekręt to „niedziela cudów” – może ktoś znajdzie na YouTube:-) ??

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

N.

Ten sam Lech śpiewający do Legii „co was tak mało!” chwilę wcześniej zostawił na Ł3 wszystkie swoje flagi. Jedna jeszcze wisi w garażu u koleżki…Piękne lata 90-te, co mecz to coś się działo.

DerbyMakinka

łeee tam lepsza była koronacja Lecha w 2004 po zdobyciu PP
i płaczliwy głos Hadaja „spokojnie to tylko sport” do wkurwionych kibicow cwelki na trybunach:-)

Tomasz14

Legia-Górnik 93/94 pamiętam byłem. Sędzia Redziński Sławomir nie bał się słusznie wyrzucić Mielcarskiego z boiska. A po meczu feta. Piękne czasy.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

baran

Też pamiętam. Na początku meczu Mielcarski wchodzi sankami w Wedzynskiego. Juz wtedy czerwona się nalezala. Kawał chama. Dlatego bawia mnie teraz komentarze eksperta szanujacego zdrowie zawodników.

gryf01

Atmosferę popsuła trochę wiadomość po meczu, że był to ostatni mecz tego świetnego arbitra.

baran

Sarkazm jest zbędny. … Mielcarski powinien już w pierwszych minutach meczu wylecieć z boiska moim zdaniem. Tak jak wszedł dwoma wyprostowanymi nogami od tyłu w achillesy Wędzyńskiego, to ja bym nie wstał. I powtórzę – kawał boiskowego bandyty. Bez względu czy to był ostatni mecz sędziego…. Ale pewnie lepiej sobie wytłumaczyć, że to wyłącznie sędzia zawinił.

strus

Ten mecz z Górnikiem to chyba dla każdego kibica Legii najważniejsze spotkanie ligowe ostatnich 25 lat. To mistrzostwo miało wtedy niesamowicie słodki smak. Czasy były siermiężne ale już nigdy nic takiego się nie przeżyje. A najlepszy piłkarz to oczywiście Leszek Pisz!

fronda

Tak ten mecz to dla kibicow legii najważniejsze spotkanie.Chodzi ten wydrukowany prze Redzińskiego ,który wyrzucił trzech piłkarzy Górnika remis?To faktycznie patafiany macie co wspominać.
Probierz to zwykły burak i zarozumialec.Taki klon Leńczyka.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

strus

No przynajmniej wiadomo, że dla Lecha najważniejsze wydarzenie to mistrzostwo 1993. A co do meczu z Górnikiem to sędzia wyrzucił tylko trzech. Nie wiem jakim cudem taki Mielcarski wytrwał do końca. Wcześniej w pucharze polski załatwił Mandziejewiczowi operacje.

fronda

I tym meczem zakończył drukarz karierę.Ma się czym Stano fascynować.Pierwszy mecz i od razu druk.

DerbyMakinka

my już dawno o tym mistrzostwie zapomnieliśmy
za to wy w 2004 i 2007 skamleliście do PZPN składając pisma żeby wam ten tytuł „zwrócili” :-)

N.

W zasadzie to Lech, jak spadkobierca Amiki Wronki powinien zwrócić PP Aluminium Konin . Drukarnia straszna w finale…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

fronda

To kiedy Legia zawiesiła działalność?w 38?a później jako kto wznowiła?

N.

Sekcja piłkarska Legii -owszem, rozwiązała się w 1938 r, potem w 1945 r znów się zawiązała. Czy Legia przestała istnieć? Nie. Legia to klub wielosekcyjny.Czego o Amice powiedzieć nie można.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

DerbyMakinka

aha czyli twoim zdaniem po niedzieli cudow PZPN powinien przyznać tytuł Legii i sprawę zostawić tak jak jest i udawac ze nic się nie stało??
to byłby dopiero szczyt hipokryzji.
poza tym ciekawe gdyby na 3 miejscu w tabeli w tamtym sezonie był inny zespół zamiast Lecha, też byscie tak darli mordę ze wam się wielka krzywda stała. nie sadze.
wiec to hipokryzja do kwadratu:-)

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

DerbyMakinka

już wiem o co ci biega kolego !
kupiliście mecz, a kupiony tytuł wam odebrali !
faktycznie skoro coś kupiliście powinniscie to dostać !!
jaki niedobry ten PZPN !!
normalnie okradli was w biały dzień !!
biedną Ległe okradli z kupionego tytułu:-):-):-)

jaki chichot historii: okradli złodzieja:-)

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

DerbyMakinka

tu masz historię prawdziwego złodziejstwa,

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

N.

Nie Mandziejewiczowi, tylko Ratajczykowi nogę złamał. Jest ten mecz gdzieś na YT, w skrócie polowanie na nogi. Ładnie brzmią opowieści o kupionym sędzi, póki nie obejrzy się tego meczu raz jeszcze. Dziś gdzieś w 30 min byłby mecz już zakończony.

strus

W pucharze to akurat Mandziejowi. Rataj też był kontuzjowany ale na mecz ligowy wrócił. Mandzia już nie. Kosili wtedy (w pucharze) równo z trawą bo nie mieli już szans na awans (w W-wie przegrali 5:2), a zaraz czekał decydujący mecz o tytuł. Później były opowieści o moralnym mistrzostwie. To jakby Legia wycięła pół Realu Madryt i później opowiadała, że sędzia załatwił im wygraną.

N.

Mandziejewicza to przypadkiem Janas nie odstawił za granie w siatkówkę w polu karnym? Mi się zawsze wydawało, że Szemoński złamał nogę Ratajczykowi. Ale może mylę sezony, a na 90-min tego nie sprawdzę.

jeremy

dodać też należy, że w trakcie sezonu złapali jednego Ukraińca (Zub?) z Legii na dopingu. Ale zamiast walkoweru była kara indywidualna, bo w regulaminie stało, że żeby był walkower to muszą być „zawodnicy” na koksie a nie zawodnik :)

DerbyMakinka

nie do końca tak było.
wysłali potem 2 probke do Moskwy, w końcu Legia to filia CSKA i w tej probce oczywiście juz nic nie znaleziono:-)
wtedy był walkower i na chwile mistrzem był ŁKS.

strus

No właśnie nie każdy pamięta, że wcale nie chodziło wtedy o ostatnią kolejkę. Przynajmniej nie na początku. Gra szła o to czy można Legię ukarać za to, że jeden zawodnik był na dopingu. Dopiero kiedy okazało się, że w myśl przepisów nie można stosować odpowiedzialności zbiorowej, poczęły rozbrzmiewać głosy oburzenia na wyniki słynne „cała Polska to widziała”.

DerbyMakinka

kurwa !! jak dla ciebie te mecze nie były ustawione, to jesteś kompletnym debilem!!
nawet UEFA was wypierdoliła wtedy z Pucharow !

strus

Czytając natomiast twoich wypowiedzi, głowa sama uchyla się przed tak wybitnym umysłem. To nie jest kwestia co ja uważam czy ktokolwiek inny. Chodzi o dowody. A tych pomimo upływu lat jakoś niet.

DerbyMakinka

podważasz decyzje UEFA z tamtych lat?
jakos oni nie mieli wątpliwości tylko ty cos stale blubrasz o dowodach:-)

strus

No UEFA faktycznie powołała specjalną komisję i przeprowadziła śledztwo. PZPN przedstawił im, że mecze były ustawione i tamci już nie wnikali.

vincent van cock

ale ,która czerwona kartka była niesłuszna w/g ciebie ? Remis dawał mistrzostwo , a bramka Szemonskiego nieprawidłowa (piłka wyszła wcześniej na aut)

vincent van cock

Która czerwona kartka była niesłuszna? A o bramce Szemonskiego pamiętasz ,że nieprawidłowa bo piłka za linie wyszła?

lostintrain

Pierwszy mecz Ekstraklasy obejrzany w TV Ostatnie spotkanie sezonu 1993/94, Legia Warszawa – Górnik Zabrze

Pierwszy mecz na trybunach Legia – Polonia 0:3 i Mistrzostwo Polski dla Polonii

Najgorszy mecz: Legia Wisła 2001 1:2 od podpalonej sektorówki Wisły zajęła się część Żylety

Najlepszy mecz: Legia Lech 2:0 2003 rok Do Warszawy przyjechał dawno nei widziany Lech, zwycięstwo L i Piękna dwustronna kartoniada,.

Najbardziej nielubiany piłkarz: Citko

Najbardziej lubiany piłkarz: Wojciech Kowalczyk

Moja jedenastka 17 lat: Boruc-Zieliński-Łapiński-Choto-Sokołowski I- Vukovic- Radovic-Kosowski-Ljuboja-Frankowski-Olisadebe

Największy przekręt: 8 minut

matg87

Poważnie, Śląsk to Sebastian Mila i Piotrek Celeban? Celika rozumiem, ale Sebek? A Darek Sztylka? No dobra każdy ma swoją 11stkę 😛

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

vincent van cock

całkiem zapomnialem o tej przyspiewce o Citce i Szarpaku , dzięki ,też wolę te zabawne jak z widelcem , niezle też było ” nawet Pan Zdzisław pierdoli Odrę Wodzisław ” i riposta „Pani Zdzisława pierdoli Legię Warszawa ” , trochę wulgarniejsze ale za to bardziej absurdalne czy po prostu debilniejsze : „boli mnie cewa na widok kurwy Widzewa”

matg87

.

klub90pl

„Orlen złodzieje, przez was benzyna drożeje!”

matg87