Image and video hosting by TinyPic
20 milionów Amerykanów będzie dziś oglądać Karnowskiego
Inne sporty

20 milionów Amerykanów będzie dziś oglądać Karnowskiego

Lista wyjątkowych osiągnięć polskich sportowców jest długa: grali w wielkoszlemowych finałach, zdobywali nieosiągalne wcześniej szczyty Himalajów, wygrywali wyścigi Formuły 1, strzelali pięć goli w 9 minut, walczyli o mistrzostwo świata wagi ciężkiej w boksie (choć niektóre z tych walk wolelibyśmy raczej zapomnieć, sorry Endrju). Ale jeszcze nigdy żaden Polak nie grał w finale koszykarskiej ligi NCAA. Aż do dzisiejszej nocy. Co więcej, Przemek Karnowski może być w wielkim finale nie statystą, ale głównym bohaterem.

To będzie jedno z tych starć, na które czekają całe Stany Zjednoczone. Po rozegraniu ponad 5 tysięcy meczów w konferencjach i March Madness, do rozstrzygnięcia został już tylko ten ostatni. W telewizji zobaczy go około 20 milionów Amerykanów, na żywo w Phoenix prawie 80 tysięcy.

Na parkiet wybiegną koszykarze Północnej Karoliny i Gonzagi. To mniej więcej tak, jakby w finale Wimbledonu mierzyli się Roger Federer i taki na przykład Bernard Tomić. Gdyby ktoś to obstawił przed sezonem, wygrałby fortunę. A jednak: prowadzeni przez Przemka Karnowskiego koszykarze Gonzagi dziś mogą przejść do historii koszykówki. I co najważniejsze: wcale nie są skazani na porażkę, bo grają sezon życia. Sam Polak właśnie został wybrany do najlepszej drużyny sezonu wśród seniorów, czyli zawodników kończących studia. Bardzo dobrze spisał się też w meczu Final Four z Południową Karoliną, choć został brutalnie potraktowany przez jednego z rywali, który wsadził mu palec w oko.

Północna Karolina to zespół z zupełnie innej półki. W finale walczyła choćby przed rokiem, gdy zresztą przegrała mecz w ostatniej sekundzie. Wcześniej wywalczyła pięć tytułów, między innymi w 1982 roku, gdy decydujące punkty zdobył sam Michael Jordan. Gonzaga nie tylko zagra w finale po raz pierwszy w ponad stuletniej historii, ale w sobotę debiutowała także w Final Four, a w najlepszej ósemce zameldowała się dopiero po raz trzeci.

Ten sezon jest dla koszykarzy ze stanu Waszyngton przełomowy pod wieloma względami. Przez długi czas nie byli traktowani poważnie. Do turnieju finałowego z udziałem 68 najlepszych drużyn akademickich awansowali z jednej z najsłabszych konferencji. Wielu ekspertów w duży nawias brało ich 29 wygranych meczów z rzędu i tylko jedną porażkę w sezonie zasadniczym. Patrzyli na nich trochę tak, jak na przedstawiciela polskiej ligi patrzą w Lidze Mistrzów ekipy pokroju Barcelony czy Bayernu. Tymczasem Gonzaga udowodniła swoją siłę także w March Madness: 66:46 z S. Dark St., 79:73 z Northwestern, 61:58 z Wirginią, 83:59 z Xavier i wreszcie 77:73 z Południową Karoliną w Final Four. Nic dziwnego, że wielu ekspertów w finale stawia właśnie na ekipę Przemka Karnowskiego. Jej główne atuty to znakomity trener Mark Few, potężny polski środkowy oraz silny skrzydłowy Zach Collins.

Trener Gonzagi Mark Few wychował 13 zawodników, którzy trafili do NBA. Zach Collins, Nigel Wiliams-Goss i Przemek Karnowski mogą dołączyć do tej listy już w przyszłym sezonie – ocenia Myron Medcalf, redaktor ESPN.

Amerykańscy eksperci od akademickiej koszykówki są zgodni: postawa Polaka może być decydująca dla losów finału. I już ostrzą sobie zęby na rywalizację Karnowskiego (216 cm, 136 kg) z Kennedym Meeksem (208 cm, 118 kg). – W pewnym momencie meczu na pewno dojdzie do ich starcia. A kiedy to się zdarzy, ziemia zatrzęsie się w całej Arizonie – mówi David Gardner, felietonista Bleacher Report.

Dla polskich kibiców już sama obecność Karnowskiego w wielkim finale jest sporym trzęsieniem ziemi. Po pierwsze dlatego, że Przemek jeszcze kilkanaście miesięcy temu od nowa uczył się chodzić po poważnym urazie kręgosłupa i skomplikowanej operacji. Po drugie – bo coś takiego nie zdarzyło się nigdy wcześniej. Tak jak pisaliśmy na początku, Karnowski jest pierwszym polskim koszykarzem, który wystąpi w najważniejszym meczu sezonu akademickiego. 30 lat temu Jacek Duda wraz z drużyną Providence wystąpił w półfinale (63:77 z Syracuse) i to tyle polskich sukcesów w gigantycznym przedsięwzięciu pod nazwą NCAA. Teraz mamy Karnowskiego w finale, a możemy mieć jeszcze więcej. – Nie spoczywamy na laurach i walczymy dalej. Ja jeszcze nie skończyłem – komentował Polak po awansie do finału.

To co, kto zarywa dziś noc? Transmisja finału w Polsacie Sport o 3:00.

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

11 komentarzy do "20 milionów Amerykanów będzie dziś oglądać Karnowskiego"

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
kapuscioch

Fajnie, że piszecie o koszykówce, ale wkradł się mały błąd. „Koszykarze z Waszyngtonu” może sugerować, że są oni ze stolicy USA, tymczasem kampus mieści się w Spokane w stanie Waszyngton.

Pozdrawiam :)

Transilvanian Nosferatoo

Czyli są z Waszyngtonu. Czyli to nie jest błąd.

kuba_sj

Aż założyłem konto żeby skomentować. Nie wiem kim jest Bernard Tomić, ale myślę, że w tym porównaniu chodziło o to żebym nie wiedział. Co jest trochę nie trafione – Gonzaga to solidna marka, jedna z niewielu „średnich” szkół (w sensie nie największych programów), która od 19 lat zawsze jest w marcowym turnieju. Nie byli w czwórce, ale zawsze byli w turnieju – to już coś.
Ale nie po to konto. Chciałem pochwalić autora za brak spuszczania się nad Karnowskim idącym do NBA. Bo jego szanse są słabe. Wiem, że na wielu portalach mu już wieszczą miejsce w drafcie ale słabo to realne. Tym bardziej, że nawet zawodnik który w Zags gra za nim ma większe szanse na draft niż on. Ale mimo wszystko – piękna historia Karnowskiego i życzę mu wygranej. Już się zapisał w historii – najwięcej zwycięstw wśród koszykarzy dywizji 1 NCAA.

emperor

jak by bardzo dobrze dziś wypadł i potem w czasie testów przed draftem, w tych wszystkich mierzeniach i testach sprawnościowych, to może bysię ktoś z końca drugiej rundy skusił. Ale nie nastawiałbym się na to. Karnowski jest zbyt bardzo centrem w tych czasach. Zresztą wystarczy obejrzeć to ilustracyjne zdjęcie, w NBA by musiał ostro zejść z wagą. Ale może w przyszłości, z Euroligi?

kuba_sj

Tak szczerze mówiąc to na to liczę. Ale patrząc w jakim kierunku zmierza NBA to marnie to widzę. Należy do tego dodać fakt, że Karnowski jest „stary’ jak na obecne standardy NCAA. Teraz standardem jest opcja „one and done” czyli scenariusz, w którym wpadasz do ligi akademickiej na jeden sezon. Jak zostajesz dłużej to skauci mają z tyłu głowy, że „coś z Tobą nie tak”. Niby mówi się, że tegoroczny finał jest wyjątkiem bo właśnie nie ma graczy „one and done”. Natomiast wszystko wskazuje, że zastępujący Karnowskiego Collins zadeklaruje się do NBA i zostanie wybrany w drafcie.
Tak na prawdę to nie jest wina PK tylko zmieniającej się NBA. On już jest za wolny i zbyt mało skoczny żeby rywalizować we współczesnej lidze. Jest dobry technicznie, radzi sobie przy koszu i dobrze podaje, ale to chyba za mało. Z 10 lat temu to pewnie braliby go w pierwszej rundzie. Znak czasów. W Eurolidze ma świetlaną przyszłość. Może pójdzie śladem Pablo Prigioniego, czyli jednego ze starszych rookies (35 lat) w NBA, który przyszedł z Europy. Ale to nie to samo.
Można mówić, że przecież Gortat też trafił do NBA z dołu draftu. Tylko Gortat nie grał na uczelni i był innym typem zawodnika. MG był skoczny, chudy i rozbiegany. Był surowy ale był fizycznie bardzo dobry. To chyba nie ten same case. Poza tym, ścieżki z dołu draftu do pierwszego składu w NBA nie są takie częste. Gdyby PK trafił do ekipy z dobrym trenerem i całym sztabem to może. Marzy mi się, że Spurs dają mu szansę, jako ciekawemu zawodnikowi z dołu draftu. Tam by się rozwinął. Ale to marzenie – a ja życzę rodakowi jak najlepiej. Tym bardziej, że MG młodszy się nie robi a następców nie widać…

Yung Pablo

Przemek jest „oldskulowym” centrem, teraz liczy się wszechstronność, wachlarz umiejętności pozwalający na wymienność pozycji – wysocy w NBA rzucają za trzy i z półdystansu. Tym niemniej można rozpatrywać jego szansę na grę w NBA nie tyle z draftu ile z ligi letniej – jeśli tam utrzyma wysoką dyspozycję, może uda mu się załapać jakiś kontrakt (przy naprawdę dużej dozie szczęścia). Jednakże na to bym nie liczył, jego szanse są marne. Osobną kwestią jest fakt, że Przemek zaliczył w poprzednim sezonie poważną kontuzję, kluby NBA niechętnie inwestują w graczy, którzy w każdej chwili mogą się złamać na rok.

kuba_sj

To prawda. Chociaż klasyczni centrzy dalej mogą sobie radzić – jeżeli są mobilni i „atletyczni” (patrz Whiteside, Jordan czy młody Noel). Jak nie jesteś szybki i skoczny to faktycznie bez solidnego rzutu z półdystansu ciężko będzie się odnaleźć. Co nie zmienia faktu że przygoda Przemka w NCAA nadal jest niesamowita. A gracze świetni w lidze akademickiej, a bez kariery w NBA, nadal są pamiętani (np. Laettner, patrząc na tą samą pozycję). Przemek ma ten plus, że jak nie wyjdzie NBA łatwiej będzie wrócić do Europy – a tu miejsce znajdzie w solidnej lidze prawie na pewno.

emperor

To jest o tyle paradoksalne, że jeżeli ktoś by się miał na Karnowskiego skusić, to właśnie ktoś z obecnej czołówki NBA (dlatego piszę, o końcówce II rundy) – sobie go zagwarantują i będą czekać na rozwój sytuacji, a nuż się taki miś przyda w rotacji kiedyś, choćby z 12 seeda. I jako fan Spurs po przejściach sobie tak cichutko pomyślałem o Popie, czy kto tam teraz pilnuje u nich draftów. Bo inne zespoły raczej nie będą chciały tracić nawet drugorundowego picku na kogoś, kto tak bardzo nie pasuje do obecnej koszykówki.

Karnowski miał/ma pecha bo rzeczywiscie dekadę temu byłby pewnie tuż za loterią, najdalej w końcówce pierwszej rundy, ale teraz… Inna rzecz, ze akurat czerwona flaga – stosunek do pracy i możliwości fizyczne w dorosłej koszykówce, jak to się wyrówna – przy nim była w zasadzie od tego mundialu 2010 roku i nie jestem pewien, czy z rodzicami wybrał dobrą drogę rozwoju.

szymon1999

Powodzenia w finale!

piotrzarychta

Polecam autorowi wykonanie telefonu do Krzyśka Kosidowskiego lub Sebastiana Hetmana i prośba o napisanie takiego artykułu, a nie próbowanie samemu bez jakiejkolwiek wiedzy. Przez lata weszło śmiało się z portali typu sport.pl, interia, czy inny onet, że często traktuje temat powierzchownie, nie znając w pełni tematu. W kwestii koszykówki (wiem, że bardzo niszowej) robicie to samo. Też się na tym nie znacie, a próbujecie. Szkoda, bo weszło to moja ulubiona strona. Ale koszykówka to mój ulubiony sport i wolę, żebyście o niej nie pisali w ogóle niż żebyście udawali, że wiecie cokolwiek na jej temat.

StrusiekURS

Nie znam się na koszykówce, ale mam takie samo wrażenie. Jak by ten artykuł napisał ktoś, kto nie obejrzał żadnego meczu, ale przejrzał Statystyczny Atlas Koszykówki USA 1979-2016. Dziś na weszło przeczytałem w artykule o Lewym, że: „że to dopiero piętnasty zawodnik od sezonu 1998/99, który w jednym meczu strzelał trzema różnymi częściami ciała.” Co to ma znaczyć?! To nie jest piłka, ani koszykówka tylko jakieś informacje wyłuskane przez studenciaka. O czym to ma niby świadczyć?

Ostatnio widziałem gdzieś jak się Szpakowski (którego nie lubię słuchać) odpowiadał na to, że go ciągle krytykują. I on powiedział, że teraz komentowanie idzie nie w budowanie emocji, tylko w wynajdowanie takich „perełek” informacyjnych. Komentator przygotowany jest do meczu z koloru butów defensywnego pomocnika, które miał w swoim debiucie w młodzieżówce. Jak dla mnie to już jest plotek piłkarski a nie analiza…

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY