Image and video hosting by TinyPic
Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

To bardzo barwny konkurs – wytypuj najgorszego obcokrajowca w historii swojego klubu. Wyn Belotte był kanadyjskim supertalentem Wisły Kraków. Leo Markovsky z Górnika obiecywał koronę króla strzelców. Szczecinianie mogą wybierać z wynalazków Ptaka. W Lechu niezmiennie estymą cieszy się Jan Zapotoka. Ciekawe opcje ma Legia: Patrik Ndah, Dong Fangzhuo, Antolović czy Oreszczuk. I jak zawsze w tego typu zestawieniach, czarny koń, Eddie Stanford.

4 maja, 2003 rok. Millwall – Coventry, Firt Division, dzisiejsze Championship. W składzie gospodarzy Tim Cahill, u gości Vicente Engonga, Gary Caldwell, Gary McAllister (grający trener), Matt Jansen. Eddie wchodzi w 73 minucie. Ma osiemnaście lat i debiutuje na drugim poziomie rozgrywkowym Anglii. Całkiem nieźle. Gdyby Polak w tamtych czasie debiutował w Championship, huku byłoby na całą Polskę.

Derby Warszawy w Ekstraklasie, 4 listopada 2004. W bramce Legii Boruc. W obronie Tomasz Kiełbowicz, Jakub Rzeźniczak i… Dariusz Dudek. Dalej Łukasz Surma, dwóch Tomaszów Sokołowskich, Marcin Smoliński, Jacek Magiera. W ataku „Sagan” i „Włodar”, na ławce trenerskiej Jacek Zieliński. W wyjściowym składzie Polonii takie kwiatki jak Adam Cichoń czy Łukasz Jarosiewicz – zresztą, strzelec gola – ale nawet tak obrona złożona z Krzysztofa Bąka, Grzegorza Jakosza, Wojciecha Szymanka i Ivana Udarevicia, nie była tego w stanie powstrzymać legionistów. Legia wygrała 4:1, przy takim stanie meczu wszedł też na boisko Eddie Stanford zmieniając starszego z Tomaszów Sokołowskich.

I to wszystko. Tyle się Stanford nagrał w Ekstraklasie. Potem Ruch. Sandecja. Promień Żary. Nelson FC. Chorley FC. Curzon Ashton. Burscough. Radcliffe Borough i Stalybridge Celtic. I jedyne zasadne pytanie:

O co w tym wszystkim chodziło?

Postanowiłem je swego czasu zadać u źródła. Po prostu dotarłem do Eddie’go i zapytałem. Nie bardzo wiedział czego chcę, więc wyjaśniłem – powspominać twój czas w Legii.

„Raczej koszmar w Legii! Dwóch ludzi spieprzyło tam moją karierę! Jacek Bednarz i jeden wielki skurwysyn Jerzy Kopiec! Ci ludzie to kryminaliści. Kocham klub i kibiców, ale tych dwóch nie zasługuje, by działać przy piłce. Nie opuściłem Legii, zostałem zmuszony do odejścia… Straciłem wszystkie obiecane pieniądze i zostałem z niczym! To wszystko, co musisz wiedzieć. Pisanie o tych ludziach to strata atramentu i papieru. Mam lepsze sprawy na głowie”.

Oczywiście nie odpuściłem. Drążyłem dalej. Pytałem raz, drugi, ósmy, czy nie moglibyśmy pogadać przez telefon bądź Skype. Pozostawał nieugięty, poniżej jedyne, co udało się z niego wydobyć.

„Jerzy Kopiec obiecał mi pierwszy skład w Lechu Poznań, by wyciągnąć mnie z Legii! Później trafiłem do Sandecji z jakiegoś dziwnego powodu! Zostawił mnie z niczym, musiałem prosić go o pieniądze na jedzenie! Nigdy nie zapomnę tego faceta, ale pewnego dnia karma go dopadnie. To nie agent! Wie gówno o futbolu”.

„W Polsce zawsze będzie korupcja, a tacy ludzie zawsze będą w piłce. Teraz jest znacznie lepiej, ale pewne rzeczy się nie zmienią. Jerzy Kopiec to kanciarz, co widać po historiach, które krążą wokół niego. Okropny człowiek i… (sami sprawdźcie co – przyp.red.).

„Zawsze zapamiętam jak traktowali mnie kibice… Fani Legii są wspaniali i umarłbym za ten klub. Wszystko było wspaniale, dopóki nie wróciłem z Ruchu Chorzów. Ruch chciał mnie podpisać, ale powiedziałem – nie, dzięki, wracam do Legii. Oczywiście byłem sfrustrowany, że nie gram w pierwszym składzie, ale chciałem walczyć o plac. Kiedy wróciłem, coś nie było tak. Jerzy Kopiec czekał na mnie po treningu, podejrzewam, że kazał mu to zrobić Jacek Bednarz! Chciałem grać w piłkę, a on obiecał mi kontrakt w Lechu Poznań i grę tam. Warunek był jeden: że rozwiążę kontrakt, który obowiązywał jeszcze trzy lata. Byłem młody, zostawiony samemu sobie, nikt mi nie doradził i zaryzykowałem. Jerzy Kopiec pewnie dostał pieniądze za to, że mu się udało, kto wie! Tak czy inaczej, myślałem, że idę do Lecha, a wylądowałem w Sandecji Nowy Sącz… nie miałem nic, nie miałem pieniędzy. Były chwile, kiedy musiałem prosić go o jedzenie, a on i tak się nie pojawiał. Uderzyłem wtedy o dno. Po chwili powiedział, żebym zjawił się w Polonii na testy. Kiedy tam pojechałem, trener powiedział, że nie rozmawiał z Kopcem i muszę sobie iść. Zostałem bezdomny, nocowałem u znajomych, dopóki nie udało mi się zaaranżować powrotu do Anglii. Kopiec już się nie odezwał. Prawdopodobnie miał deal z Legią, by wyrzucić mnie z listy płac. Możesz to napisać w swojej historii!”

„Jak mówiłem, karma go dopadnie w ten lub inny sposób. Poszedłem dalej, nie chcę wracać do tych ludzi i tracić na nich czas. Jestem teraz trenerem”.

Nie chciał więcej. Nie chciał gadać. Jedyne co więc mam, to ten zapis wiadomości. Chciałem pogadać, nie ma jak.

eddie

Dopiero co czytaliśmy na Weszło ciekawy wywiad Mateusza Rokuszewskiego z Marcusem Da Silvą. Tam też barwne kwiatki:

Grałem w IV lidze. Mieszkałem w hoteliku koło stadionu. A ludzie byli świetni, z niektórymi mam do dziś kontakt. Wiedzieli, w jakiej byłem sytuacji. Miałem mało pieniędzy, czasami nawet w ogóle ich nie miałem, ale nie marudziłem. Starałem się też uczyć polskiego. Nie zakładałem, że będę tu mieszkać 10 lat, ale wiedziałem, że skoro tu żyję, to muszę opanować podstawy. Napisałem sobie wymowę na kartkach, na początku uczyłem się liczenia od 1 do 10. Ciężko było. A latem okazało się, że Flota znów mnie nie chce. Ale Kaliszan powiedział, że on i Leonowicz, który był sponsorem, i tak się wycofują z tego klubu. I że wezmą mnie do Czarnych Żagań do II ligi.

Tam w ogóle nie grałeś. 

Bo nie miałem papierów. Nie potrafili mi załatwić karty pobytu, a ja sam tym bardziej tego nie ogarniałem. Przez pół roku tylko trenowałem. A jak nie grałem, to nie było mnie też na liście płac. Dwa razy w miesiącu przychodził menedżer i dawał mi 200 złotych. Mieszkałem w hotelu. Ale kiedyś przyszła babka i powiedziała, że klub nie płaci, więc mam się wynosić. Nie miałem pieniędzy. Nie wiedziałem, gdzie mam się podziać.

Wylądowałeś na ulicy?!

Nie, inni piłkarze, którzy normalnie zarabiali, wynajęli mieszkanie i mnie przygarnęli. Spałem na sofie. Na bardzo dobrych ludzi trafiłem. Dużo pomógł mi Mariusz Kryszak, który gra dziś w Chojniczance. Mateusz Trachimowicz zabierał mnie do siebie na święta, gdy myślałem, że znów będę musiał siedzieć sam i nie miałem ich za co przeżyć.

Krzysztof Ziętek z Ruchu powiedział kiedyś, że Stanford znakomicie wypadał na treningach, czego nie potrafił sprzedać w meczach. Historia stara jak świat – psychika. Nad tym można pracować, a chłopak przecież został rzucony w zupełnie nowe środowisko, trudno się dziwić, że aklimatyzacja nie przechodziła wzorowo. Z czego w Legii na początku… zdawali sobie sprawę, bo Krzysztof Gawara wspominał, że Eddie miał dwa lata trenować spokojnie w rezerwach, budować się, przygotowywać. Cierpliwość jednak rzadko była mocnym punktem piłkarskich włodarzy w Polsce.

Ci wszyscy obcokrajowcy z dziadowskim CV, którzy przyjechali nie wiadomo do końca w jakim celu, którzy przemykają jak komety… Ciekawe ilu z nich wywiozło z Polski w najlepszym wypadku dziwaczną, a w najgorszym traumatyczną jak Eddie historię? Eddie, którego koledzy z drużyny w sumie ledwo kojarzyli po latach – ot, twarz w klubie. Eddie, który miał przyzwoity czas w Ruchu, Eddie, który chyba nie dostał prawdziwej szansy. Może powinien wykorzystać te, które otrzymał potem w ojczyźnie, ale nie zmienia to faktu, że pobyt w Polsce mu nie pomógł i to nie do końca wyłącznie z jego winy.

Zabawny parodysta na liście najgorszych obcokrajowców w historii Ekstraklasy. Taki wydaje się Stanford, gdy zapomnimy, że to koleś z krwi i kości, gdy potraktujemy go jak postać z FM-a. Odbiór nieco inny, gdy widzimy gościa, który musi żebrać na jedzenie u faceta, którego nienawidzi.

***

Krzysiek Stanowski napisał w felietonie żegnającym Pawła: „Zdarzało się, że zapominał o problemach i żalu i wtedy był ośmiolatkiem, który dostał pierwszy w życiu rower”. Nie będę ściemniał, że Pawła znałem nie wiadomo jak dobrze, bo miałem okazję spotkać się z nim tylko dwa razy w życiu. Nie wydaje mi się, żeby podczas tych spotkań miał nastrój ośmiolatka, który dostał pierwszy w życiu rower, a w którym to nastroju mogła się czaić – to już tylko moje przypuszczenie, możliwe, że budowane na wodzie, ale zaryzykuję – najlepsza wersja Pawła. Ale wydaje mi się, że w poniższym odcinku OMS takim nastrojem jest podszyty. Aż do wzruszenia, do łez. Do konieczności cięcia.

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

18 komentarzy do "Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI"

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Gerard Pique

U mnie w klubie najgorszym obcokrajowcem był Luis Figo, drugie miejsce chyba Javier Saviola

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Hala Madryt

Gerard <3

Chopin

Szukałem tego odcinka. Fragment od 20:50 chwyta za gardło.

Larry Gopnik

Piękny początek, wspomnienia starych, dobrych (xd) czasów, gdy to najnowocześniejsze stadiony, duma polskiej piłki były w Ostrowcu Świętokrzyskim, Łęcznej czy Bełchatowie.

Notabene, z tego co pamiętam, Adam był Cichon, a nie Cichoń. Bo Niemiec.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

gryf01

A skąd ty możesz to wiedzieć, Czesiu? Przecież nie znasz ani histori klubu ani tych zawodników?

Hala Madryt

na szczęście Saddam Stulej zapowiada się pysznie

serek

aż zacząłem się zastanawiać nad najgorszymi w Lubinie, i stworzyłem moje osobiste top5:
1. Djokic – gość za 50k zł miesięcznie, nie umiał nic (a miał zastąpić Micana haha)
2. Rakels – jedyne z czego zasłynął to picie i gra z zastrzeżonym numerem 10
3. Hodur – środkowy pomocnik, bardzo środkowy bo praktycznie nie wychodził z koła środkowego
4. Elton Lira – najbardziej drewniany Brazylijczyk jakiego świat widział
5. Gliwa – gość nie umiał bronić a mimo to rozegrał u nas koło 50 meczów

Wodiczko

A Patrick Ndah po zagraniu w superpucharze to nie wyjechał czasem do Austrii? A że to był jego jedyny występ w Legii, trudno go chyba wrzucać na listę hańby – nie zasiedział się jak choćby Oreszczuk…

Amber Mozart

Że w tamtych czasach korupcja i kanciarze byli na porządku dziennym – to jest jasne. Ale byłbym powściągliwy przed wiarą w słowa gościa, który deklaruje, że umarłby za klub w którym spędził parę miesięcy 13 lat temu. Oczywiście nie twierdzę, że w całej sytuacji z agentem kłamie, bo i nijak nie jestem w stanie tego sprawdzić. Sam fakt, ze po tylu latach pamięta te nazwiska daja do myslenia.

Juri

Legia tak patrzę miała wtedy świetny skład, złożony jak widać z konkretnych polskich nazwisk

Hala Madryt

Aaran Lines miałby pewnie kilka ciekawych opowieści w zanadrzu, pokopał chyba rok w Ruchu, po czym spierdolił do Niemiec krzycząc ponoć na odchodne że takiego gówna jak polska piłka jeszcze nie widział xD

Kornuch

Pavol Masaryk i Deivydas Matulevicius

FC Bazuka Bolencin

„Jak mówiłem, karma go dopadnie w ten lub inny sposób. Poszedłem dalej, nie chcę wracać do tych ludzi i tracić na nich czas. Jestem teraz trenerem”.

Karmę to ja psu daję jak jest głodny.

Mówcie po Polsku.

Znaffca

Panie Leszku, dziękuję za ten odcinek OMS.

Chris Waddle

Prawilnie przypominam, że Kopiec zamiast znaleźć nowy klub Nykielowi, odbił mu dziewczynę. Taki menadżer.
http://weszlo.com/2011/01/04/menedzer-roku-juz-znany/

Juventino

Bendtner, Anelka, Eljero Elia, Estigarribia, Jorge Martínez i chyba Krasic razem z Diego i FeLipe Melo mimo dobrego pierwszego sezonu. I pewnie jeszcze z 10 bym znalazl, ktorzy w Juventusie byli ciency jak sik pajaka. Z tego sezonu jest kandydat – Rincon.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY