Kadra Nawałki prosi szczęście do tańca
Weszło

Kadra Nawałki prosi szczęście do tańca

47. minuta. Savić dostaje idealną wrzutkę z rzutu rożnego od Kojasevicia i perfekcyjnie trafia w piłkę wobec biernej postawy naszej defensywy i kompletnego braku krycia obrońcy Atletico. 1:1.

58. minuta. Mugosa dopada do futbolówki na piętnastym metrze od naszej bramki po szalonym sprincie przez pół boiska. Dokłada nogę i uderza przy dalszym słupku bramki Fabiańskiego, nie dając bramkarzowi Swansea szans na sięgnięcie piłki. 2:1.

63. minuta. Ostra wrzutka Kojasevicia, główka Mugosy, 3:1.

70. minuta. Sofranac dostaje jeszcze lepsze podanie z rzutu rożnego niż wcześniej Savić i dobija Polaków. 4:1 dla Czarnogóry, która na półmetku eliminacji zostaje sensacyjnym liderem swojej grupy.

Tak trudno wyobrazić sobie podobny obrót zdarzeń w Podgoricy? Która z powyższych sytuacji wydaje się nosić znamiona kompletnie nieprawdopodobnej? Egzekucja z pięciu metrów po dwóch perfekcyjnie wybitych rogach, z rąk – czy raczej głów – dwóch stoperów, dla których zdobywanie bramek po stałych fragmentach gry to chleb powszedni? Trafienie bardzo dobrze prezentującego się wczoraj Mugosy na pięć minut przed faktycznie zdobytym przez niego golem?

Dziś widzę, jak wiele osób pisze, że kadrze dopisało szczęście i wcale nie mam zamiaru się z nimi kłócić. Podobnie jak dopisało w dogrywce ze Szwajcarami na Euro, gdy ci nie potrafili wykorzystać fatalnego stanu fizycznego Polaków po niemal dwóch godzinach gry i rozstrzygnąć sprawy jeszcze przed karnymi. Zupełnie jak w starciu z Armenią, gdy najpierw nasi goście nie potrafili zamknąć sprawy na Narodowym, wychodząc z pamiętną kontrą spartoloną niewiarygodnie przez Ozbiliza. Tak jak ze Szkocją, gdy jeden z najgorzej wykonanych przez Kamila Grosickiego wolnych w karierze zmienił się w wyrównującą bramkę Roberta Lewandowskiego. Raz jeszcze, tym razem w Podgoricy, los stanął murem za Polakami.

Tak się złożyło, że przed wczorajszym spotkaniem do opracowania miałem obszerny skrót poprzedniego, pamiętnego starcia w Podgoricy, jeszcze za kadencji Waldemara Fornalika. I gdy Sofranac zmarnował ostatnią z czterech setek Czarnogórców w drugiej połowie, przed oczami od razu stawał ten obrazek:

Sytuacja niemal identyczna, jeśli spojrzeć pod kątem skali trudności dla strzelca. Tu setka, tam setka i nie ma sensu się w tej kwestii spierać. I tu, i tam – w podobnej fazie spotkania, gdy Czarnogórcy złapali wiatr w żagle. Tak, wtedy też szczęście uśmiechało się do nas – i to nie ten jedyny raz, bo gospodarze wtedy szans namarnowali na kilka spotkań do przodu. Dokładnie tak, jak wczoraj.

Jest takie przysłowie: kiedy szczęście pode drzwiami, otwieraj mu zawsze obiema rękami.

W przeciwieństwie do koszmaru sprzed czterech i pół roku, tym razem jednak cała drużyna ruszyła do drzwi, pod którymi stanęło szczęście. Postanawiając, że nawet jeśli nie uda się ich otworzyć chwytając za klamki, to spróbuje je wyważyć paroma soczystymi kopniakami. Mimo upływających minut, wiara w to, że zawiasy w końcu popuszczą, nie topniała. Zbyt wiele razy dobierali się rywalowi do skóry w doliczonym czasie gry –  jak Szkotom na Hampden czy Ormianom w Warszawie – by nawet chwilowa utrata kontroli nad spotkaniem miała tę wiarę pogrzebać. Przekonanie, że da się wygrać w Podgoricy, i to mimo utraty prowadzenia, było wręcz namacalne.

Znów zapracowali sobie na zaufanie nas wszystkich. Na kolejne miesiące pracy w spokoju. Na kolejne wyrazy sympatii, na kolejne setki kibiców, które przyjdą na któryś z otwartych treningów, by pokazać dzieciakom: to jest Łukasz Piszczek, chciałbym, żebyś kiedyś był taki jak on. Ale i na gorsze kwadranse, półgodziny, połowy czy mecze, które przyjść muszą, ale i które musiałyby się nagle zacząć naprawdę tłocznie gromadzić, by nadszarpnąć wiarę, którą biało-czerwoni zdążyli sobie wyrobić. Harówką, aż po kres ich fizycznych możliwości. Wypruwaniem żył, byle tylko odwzajemnić uśmiech od losu. Zapraszając szczęście na swoją biesiadę i robiąc mu miejsce przy stole, zamiast grzecznie odmówić z braku wolnych krzeseł. Prosząc do tańca, gdy inni dopiero nieśmiało spoglądali w jego kierunku.

SZYMON PODSTUFKA

UberEats - Weszło Pomeczówka (1)

APLIKACJĘ POBIERZECIE KORZYSTAJĄC Z TEGO LINKA: KIBICUJEMY!

KOMENTARZE (20)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Maryla ostra jak na Euro

czy akurat wczoraj szczęście nam szczególnie pomogło?
to odwróćmy sytuację, Glik w swoim stylu ładuje po rożnym zamiast obok bramki, Zieliński zachowuje przytomność i wykorzystuje podanie Grosickiego, a Lewandowski najnormalniej w świecie wykorzystuje swoją setkę…
na moje nie mieliśmy w tym meczu więcej szczęścia niż Czarnogórcy, mecz typowy na remis, ale my jednak umiejętnościami i przekonaniem wyrwaliśmy te 3 punkty

Majico81

dokładnie tak. znajomi obcokrajowcy, bezstronni, oglądali ten mecz i z ich punktu widzenia nasi powinni byli strzelić 5 bramek i wygrać to bez nerwów. tyle samo my mieliśmy szczęścia ile czarnogórcy. poza tym nie lubię takiego gdybania w futbolu, bo gdyby któraś ze stron wepchnęła gola więcej, to mecz ułożyłby się zupełnie inaczej i równie dobrze mogło być 5:4 dla nas, jak i 3:2 dla nich.

Criskrakow

Takie pierdoły w stylu „gdyby babka miała wąsy, to by była dziadkiem”. Gdyby Polacy wykorzystali wszystkie setki to by był wynik 4-6, pomijając już jakość tych setek

Obiektywny

Jeśli fart powtarza się regularnie, to już to nie jest fart…

Hajdzik

Czyli jeśli powiedzmy dopuszczamy do 3 patelni i rywale we wszystkich nie trafiają w bramkę to nie jest fart tylko taka umiejętność, że rywale pudłują? Da się to jakoś wytrenować na treningach?

Uśmiech Koali

a Ty Hajdzik rozumiesz slowo „regularnie”?

Klekot Yay
KS Sromidło

Jak to nie? Po jedzeniu zawsze ma się farty. Taka budowa ciała.

igor91

Tym się różni kadra Nawałki od poprzednich, że takie spotkania na styku, „na remis”, wygrywa tą jedną akcją, której przez tyle lat nam brakowało: jakimś podaniem z głębi, dryblingiem czy stałym fragmentem gry

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

No proszę.

Kto to gówno pozwolił opublikować? Pomijając już to, że ilość i jakość sytuacji bramkowych raczej przemawiała na naszą korzyść, to jaki jest sens tego typu dywagacji? To sytuacja dość normalna w piłce, że trafiają się mecze w których wygrywa drużyna, która miała mniej sytuacji bramkowych, czy mniejsze posiadanie. Wynika to oczywiście z prostego faktu – piłka nożna to sport drużynowy w którym najmniejsza ilość akcji kończy się bramką / punktem w przeciwieństwie do innych, takich jak koszykówka / siatkówka / piłka ręczna, więc liczą się te ‚detale’ (umiejętność wykończenia akcji na ten przykład). Póki autor tekstu nie zrozumie tego prostego faktu, będzie napierdalał tego typu „analizy”.

baran

Pitolisz pan Panie Podstufka jak potłuczony. …. Nawet jeśli scenariusz opisany w zajawce jest prawdopodobny, to co? To tylko taka historia fantasy. Podobną może wymyśleć każdy z nas.

Klekot Yay
KS Sromidło

Ja dalej nie wiem czy to pseudonim czy gość ma po prostu takie bekowe nazwisko

baran

Zakładam że ktoś się podpisał imieniem i nazwiskiem, a to nie jest na weszło powszechne. Dlatego staram się wzmocnić pana redaktora, aby kontynuował taką postawę wobec czytelników.

totencham
4senal

Na farcie to i Portugalia została Mistrzem Europy.

Cieszę się ze zwycięstwa, ale mam nadzieję, że w Kielcach z Chechami zobaczymy coś ciekawszego, coś nowego, np. ultra-ofensywne 4-3-3 ze wszystkim strzelajacymi napastnikami w składzie, Zielińskim na środku, Bereszyńskim i Rybusem na skrzydłach 😀 😀 😀

Na oglądanie kolejnego 4-5-1, 4-4-2 trochę szkoda czasu 😛

mariopiekario

Takie kombinacje są bez sensu w kontekście kadry. Lepiej szlifować to nad czym się pracuje od dłuższego z ewentualnymi kosmetycznymi zmianami i tyle.

gryf01

Wykorzystanie sytuacji to suma szczęścia i umiejętności. Czarnogórcy musieli mieć o wiele więcej szczęścia gdy Lewy zmarnował setkę, bo wiadomo jakie Lewy ma umiejętności.

Rogal

Same ogory ale teraz każdy się męczy z każdym
Jesteśmy gdzieś tam w 10 najlepszych można powiedzieć że ćwierć finał me to żaden sukces chociaż patrząc na reprezentację belgii

dario armando

Bez szczęścia nic nie można w życiu osiągnąć ,więc każdy triumf ma w sobie pewien pierwiastek szczęścia .Ale wczoraj akurat szczęście sprzyjało lepszym ,bo potrafili dobić odsłoniętego przeciwnika a przez ogromną większość spotkania kontrolowali grę.

Klekot Yay
KS Sromidło

Każdy fart się kiedyś kończy. I tyczy się to zarówno szczęścia jak i bąków.

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Tylko że fart to żadna zasługa trenera. Że w akcji rozpaczy w meczu ze Szkotami Grosicki spierdolił dośrodkowanie czym zmylił wszystkich oprócz kocura Lewego to w chuj szczęścia i wstyd dla Nawałki że z takimi ogórami na farcie dwa razy się udało.
Chciałbym w końcu zobaczyć pomysł w grze. Jakieś schrmaty jak u Niemców czy choćby Szwajcarów.

wpDiscuz