Advertisement

Image and video hosting by TinyPic
„Żaba”, słowacki bóg Neapolu
Weszło Extra

„Żaba”, słowacki bóg Neapolu

Rafa Benitez powiedział o nim, że posiada więcej boiskowej inteligencji niż Steven Gerrard. Prezydent Napoli stwierdził kilka lat temu, gdy Marek Hamsik wciąż budował swoją pozycję w światowym futbolu, że byłby w stanie go sprzedać tylko, gdyby na stole pojawiła się absolutnie niemoralna propozycja. Jego przydomek „Marekiaro”, oznaczający potęgę i witalność wód Zatoki Neapolitańskiej wskazuje na to, jak mocno wrósł w krajobraz Neapolu, stając się niemal tak nieodłącznym jego punktem, jak Wezuwiusz czy Camorra. Z którą zresztą, jako jeden z niewielu, potrafił swego czasu skutecznie negocjować. Kiedyś mówiło się, że gdyby Neapol był piłkarzem, byłby Diego Maradoną, dziś równie dobrze można powiedzieć, że byłby Markiem Hamsikiem. Niedoceniany, lecz dumny. Ponad wszystko stawiający lojalność. Wartość, która tutaj jest potężniejsza od pieniądza.

***

– Neapol jest częścią mnie. To moja rodzina.

***

A mogło być tak…

Rok 2011. Silvio Berlusconi robi wszystko, by jego Milan znów był wielki i na europejskiej scenie znaczył tyle, co na początku obecnego stulecia. Zlatan Ibrahimović, Stephan El Shaarawy, Kevin Prince-Boateng, Philippe Mexes, a na dokładkę – wyrwana z Neapolu perełka. Jego kreatywne serce. Marek Hamsik.

Za transfer gwiazdy Napoli, jednego z niezapomnianego il trio delle meraviglie – Hamsik-Lavezzi-Cavani – Berlusconi płaci jednak nie tylko – jak w przypadku pozostałych wzmocnień – milionami euro. Ceną są też bowiem przegrane przez jego partię wybory samorządowe w Neapolu, gdzie zafiksowani na punkcie futbolu kibice nie mogą wybaczyć Silvio wyciągnięcia łap po Hamsika.

Słowak szybko zdobywa sobie jednak uznanie kibiców na San Siro, którzy wreszcie mogą ukoić ból po odejściu Kaki do Realu Madryt. Nareszcie mają kogoś, kto nie jak Ronaldinho przychodzi błysnąć raz na jakiś czas, ale mecz po meczu zapewnia określony, bardzo wysoki poziom piłkarski. Duet Zlatan-Hamsik prowadzi klub z Mediolanu do mistrzostwa Włoch, w Lidze Mistrzów wykłada się dopiero po dramatycznym półfinale. Milan znów staje się magnesem dla wielkich nazwisk i godnym graczem na europejskiej arenie. Będącym w stanie sprawdzić każdego innego zawodnika przy stole, zmuszającym innych do wejścia all-in lub zrzucania kart z ręki.

Mogło, gdyby Silvio Berlusconi tamtego lata postawił ambicje sportowe ponad politycznymi.

HAMSIK

Zdecydował inaczej i skończył jako podwójnie przegrany. Gianni Lettieri, kandydat Ludu Wolności Berlusconiego koncertowo przerżnął drugą turę wyborów z Luigim de Magistrisem, kandydatem Włochów Wartości i Federacji Lewicy. Milan zaś zaczął staczać się w przeciętność. Obniżać swoje standardy, z kupca przebierającego w najbardziej luksusowych towarach stając się zwyczajnym zbieraczem złomu.

Co jeszcze bardziej bolesne, jednymi z tych, którzy mieli ogromny udział w spychaniu Milanu z piedestału, byli właśnie piłkarze Napoli dowodzeni przez Marka Hamsika. Słowackiego generała środka pola, który po romansie z Rossoneri („Chcę zmienić barwy. Przejście do Milanu byłoby w mojej karierze punktem zwrotnym, bowiem jeszcze niczego nie osiągnąłem, a czuję, że czas to zmienić.”), postanowił więcej nie wystawiać miłości Neapolu na próbę. Pozostawał oziębły mimo zalotów ze strony Bayernu czy PSG, od tamtej pory deklarując najwyższe przywiązanie do barw klubowych.

***

– Chcę być dla Napoli kimś takim, kim dla Romy jest Francesco Totti.

Zrzut ekranu 2017-03-06 o 13.39.28

***

To uczucie było niejednokrotnie wystawiane na próbę. Bo Neapol to miasto inne niż wszystkie. Mające swój klimat, swoją unikalną charakterystykę.

Miasto Camorry.

Trudno sobie wyobrazić, by gdziekolwiek indziej do największej gwiazdy klubu będącego dumą regionu, oczka w głowie neapolitańskiej mafii, mierzono z pistoletu, zmuszając do oddania wszelkich posiadanych przy sobie kosztowności. By jego ciężarnej żonie skradziono w podobnych okolicznościach samochód.

Kto wie, czy jeszcze większą próbą nie są jednak kolejne lata, gdy Hamsik nie może dopisać sobie żadnego wielkiego triumfu. Serie A wydaje się być zawłaszczona przez Juventus, z kolei w Lidze Mistrzów przez dziewięć sezonów w Neapolu Słowak grał tylko trzy razy, obecnie dopiero po raz drugi przekraczając próg fazy pucharowej.

***

– Nie mogę sobie wyobrazić, co działoby się w Neapolu, gdyby Napoli zostało mistrzem Włoch. Możliwe, że Wezuwiusz wybuchłby raz jeszcze. 

***

– Kiedy odnoszę jakiś wielki sukces, uwieczniam go tatuażem. Kiedy wygraliśmy Puchar Włoch, wytatuowałem sobie trofeum. Mam też na ciele datę, kiedy z reprezentacją Słowacji wywalczyliśmy kwalifikację na mundial w Afryce.

***

Niewątpliwie gdyby Hamsik w którymś momencie swojej kariery zdecydował się zmienić barwy klubowe, jego wizyty u tatuażystów stałyby się znacznie bardziej regularne, a jemu mogłoby zacząć brakować miejsca na ciele, gdzie mógłby upychać kolejne symbole swoich wielkich triumfów. To też łączy go z Diego Maradoną, do którego strzeleckiego rekordu zdążył się już zbliżyć na ledwie kilka kroków. Nie ma bowiem klubu w Europie, który nie chciałby Słowaka u siebie, tak jak kiedyś nikt nie odmówiłby Maradonie, gdyby tylko ten stwierdził, że szczęścia poszuka gdzieś poza Neapolem.

Tych dwóch łączy też boski status, jakim cieszą się w mieście wzgardzonym przez bogatą północ.

***

– Marek powiedział mi, że jest w Neapolu szczęśliwy, bo ludzie traktują go tu na równi z Bogiem.
Peter Hammer, agent Hamsika

***

Bo wartość sportowa to jedno – Aurelio de Laurentiis „okleił” swego czasu Hamsika metką z ceną stu milionów euro, z kolei Rafa Benitez stwierdził, że jeżeli za Garetha Bale’a płaci się sto melonów, to Hamsik jest piłkarzem bezcennym. Prawdziwą wartością, szczególnie w mieście, w którym macki mafii sięgają każdej dziedziny życia, jest lojalność.

Najlepszym dowodem na to, jak nawet w tych najbardziej radykalnych środowiskach docenia się tę ze strony Słowaka, był finał Coppa Italia w maju 2014 roku.

Na boisku – Fiorentina i Napoli. Na trybunach – temperatura niewiele niższa niż przy największych w dziejach wybuchach Wezuwiusza, u którego stóp położony jest Neapol. Wszystko ze względu na wydarzenia sprzed meczu, gdy Danielle De Santis, wysoko postawiony kibic Romy, zamordował fana Napoli Ciro Esposito. „Mastiffs”, najbardziej radykalna grupa kibiców Napoli, winą obarczyła kibiców Fiorentiny. Była gotowa do ataku i rozpętania piekła na rzymskim Stadio Olimpico, na oczach premiera Matteo Renziego, lidera senatu Pietro Grasso, szefa antymafijnej komisji Rosy Bindiego i garści najważniejszych osobistości calcio.

A wśród nich – Gennaro De Tommaso, o którym Kuba Machowina na naszych łamach swego czasu pisał:

„Gennaro De Tommaso znany jest we Włoszech jako „Genny a Carogna”, co można przetłumaczyć jako „padlina”, „ścierwo” lub „tusza świni”. To syn znanego we Włoszech mafioso, domniemanego szefa Camorry, Ciro De Tommaso. Gennaro w środowisku kibiców Napoli to jedna z głównych postaci.”

„Genny” siedząc na płocie podburzał swoich pobratymców, żądając wendetty za to, co kilka godzin wcześniej stało się jego „bratu” Ciro. Jak łatwo się domyślić, próśb i gróźb policji i służb porządkowych De Tommaso nieszczególnie miał zamiar słuchać, organizatorzy wpadli więc na pomysł, by mediatorem został… Hamsik.

Zrzut ekranu 2017-03-07 o 07.48.41

I choć trudno w to uwierzyć, bo przecież doświadczeń w pracy policyjnego negocjatora Hamsik nie miał żadnych, to właśnie Słowak uspokoił „Genny’ego” i sprawił, że mecz, z 45-minutowym opóźnieniem, doszedł ostatecznie do skutku. Dopiero Hamsikowi De Tommaso dał się przekonać do skupienia na dopingu, a zaprzestania podkręcania i tak już do granic napiętej atmosfery na trybunach.

Półboski status Hamsika postanowił także w swoich celach wykorzystać swego czasu prezes De Laurentiis. Jak wiadomo szef Napoli swojej fortuny dorobił się między innymi jako producent filmowy, uznał więc, że warto ze Słowaka zrobić bohatera jednego z epizodów swojego serialu „Colpi di Fortuna”. Piłkarz zagrał w nim – a jakżeby inaczej – gwiazdę futbolu, z którą spotkanie wygrywa na loterii dwójka przyjaciół. Nie brzmi to może jak kino najwyższych lotów, ale debiut na szklanym ekranie Słowak ma już w każdym razie odhaczony.

Zrzut ekranu 2017-03-07 o 05.20.09

***

Znakomity w klubie, przeciętny w kadrze. Nie, nie kończymy wątku Marka Hamsika, wjeżdżając – nie wiadomo z jakiej paki – z Robertem Lewandowskim. Słowak bowiem bardzo długo cierpiał na tę samą przypadłość, która toczyła naszego najlepszego snajpera. Nieustannie zarzucano mu, że gdy tylko zrzuca błękitną koszulkę Napoli i zakłada tę w ciemniejszym odcieniu niebieskiego, należącą do słowackiej drużyny narodowej, zmienia się nie do poznania. Mimo że zgarniał niemal rok po roku nagrodę dla najlepszego piłkarza w swoim kraju, 90 procent zasług, za jakie mu ją przyznawano, to rozsławianie słowackiej piłki nożnej na włoskich boiskach.

Ta optyka zmieniła się na dobre całkiem niedawno, bo właściwie dopiero na Euro 2016 Hamsik mógł się cieszyć uznaniem, na jakie pracuje sumiennie przez całą swoją karierę. Jeszcze przed turniejem poprowadził swoich kolegów do towarzyskiej wygranej z Niemcami, ale dopiero wygrane spotkanie z Rosją, które w końcowym rozrachunku miało zadecydować o wyjściu z grupy było tym, w którym międzynarodowej publiczności zaprezentował swoje wszystkie walory.

We wszelkich zestawieniach statystycznych tamten mecz Hamsika był jednym z trzech najlepszych występów całej fazy grupowej, tuż obok popisu Andresa Iniesty w meczu z Turcją i Dimitriego Payeta przeciwko Rumunii. Wreszcie dorósł w kadrze do roli prawdziwego, niekwestionowanego lidera, którym był na każdym kolejnym etapie swojej klubowej kariery.

– Grał celująco w każdej kolejnej kategorii wiekowej w Juple Podlavice, jego pierwszym klubie. Zaczynał jako pięciolatek, a już jako czternastolatek trafił do Slovana Bratysława. Tam trenował go Igor Bobik, który nie bez powodu dał mu przydomek „Żaba”. Miał długie nogi i był wszędzie na boisku – wspominał w wywiadzie dla slovanpositive.com, strony kibiców Slovana Bratysława, Richard Hamsik, ojciec Marka. – Podczas gdy mieliśmy z żoną wątpliwości, czy przeprowadzka do Bratysławy w wieku 14 lat wyjdzie mu na dobre, czy sobie poradzi, Marek powiedział nam, że nie ma żadnego problemu z przeprowadzką, byle tylko iść do przodu. 

 

Radził sobie zresztą doskonale również później, gdy trafił do Włoch. Nie znając języka, w pół roku opanował go na tyle, by dogadywać się bez większego problemu. Co, patrząc na kariery niektórych naszych stranierich, wcale nie wydaje się taką oczywistością. Szczególnie dla siedemnastolatka, któremu może zaszumieć w głowie, gdy za pół miliona euro ściąga do siebie drużyna z Serie A i który debiutuje w jednej z najlepszych lig świata jeszcze przed osiemnastką.

Słowaka jednak trudno oskarżać o noszenie głowy w chmurach. Tak naprawdę trudno odkopać jakieś jego kontrowersyjne wypowiedzi czy buńczuczne przechwałki, nie wspominając o pozaboiskowych wybrykach. Po poklask przestaje rozpychać się łokciami, gdy tylko znika w tunelu prowadzącym do szatni po kolejnych 90 minutach ciężkiej orki. Może również dlatego wciąż nie doczekał się w świecie należnego uznania, które wyrażane dotąd było tylko w pomniejszych rankingach. Jak choćby ten Bloomberga, według którego w 2013 roku w Europie było tylko siedmiu lepszych zawodników od „Żaby” z Bańskiej Bystrzycy, czy – jak mówią o nim kibice Napoli – „Marekiaro”, od słów „mare chiaro” oznaczających „czyste morze”.

***

– Jego legendarne rajdy z piłką przypominają tryskające życiem, potężne wody Zatoki Neapolitańskiej.
Enrico Varriale, pisarz z Neapolu

***

Trudno oprzeć się wrażeniu, że ścieżka, jaką wybrał Hamsik nie jest tą, która miała go poprowadzić do seryjnie zdobywanych tytułów. Która pozwoliłaby mu na stałe zagościć wśród czołówki kolegów po fachu nominowanych do Złotej Piłki. I pewnie patrząc na liczbę posiadanych medali, będą tacy, którzy za parę lat powiedzą z pełnym przekonaniem, że Marek Hamsik był piłkarzem niespełnionym.

Tylko że puchary może co roku wygrywać wielu. Bogami w mieście mafii zostają zaś tylko wybrańcy.

SZYMON PODSTUFKA

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

9 komentarzy do "„Żaba”, słowacki bóg Neapolu"

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Frenk

Jesli ktos sadzi ze MAREKIARO ksywka Hamsika znaczy czyste moze to pismak odpłynął MARECHIARO to gra słow MAREK i Marecchiaro /mała miejscowosc /

mimi

Jak już się wymądrzasz, to chociaż nazwę bez błędu mógłbyś napisać. Marechiaro va scritto con una „C” sola.

Frenk

Widzisz misu .Literówki sie zdarzają kazdemu Nieuctwo niekoniecznie

Frenk

Aha i CZYSTE MORZE to il mare pulito . Grazie

juvefan

Nie znam włoskiego, ale 15 sekund na google translate doprowadziło mnie do spostrzeżenia, że marecchiaro to jednak jest clear sea.

Frenk

No to sobie wpisz mare pulito Poza tym tu nie chodzi o zadne morze jak pismak sugeruje tylko małą miejscowosc od ,której zrobiła sie ta ksywka

mimi

„b. Dell’acqua, di un liquido, di una fonte e in genere di cose trasparenti, terso, limpido, puro (contr. di torbido, opaco): Chiare fresche e dolci acque (Petrarca); E chiaro nella valle il fiume appare (Leopardi); prov., chi vuol dell’acqua ch. vada alla fonte, chi vuol notizie sicure vada all’origine; vino, olio ch.; ch. come il cristallo, ch. come l’ambra.” http://www.treccani.it/vocabolario/chiaro/

VileKiss

Takich co wygrywali LM czy mistrzostwo Włoch jest masa. I o ogromnej części nikt jakoś specjalnie nie pamięta.
A koszulki z nazwiskiem Hamsika kibice będą nosić jeszcze naście, a może i dziesiąt lat po zakończeniu przez niego kariery. Mimo, że na San Siro nie trafił, wielki respekt. Świetny piłkarz i chyba spokojnie można już mówić o nim jako legendzie.

milosh

dobre, zresztą im więcej o Serie A, tym lepiej.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY