Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY
Weszło

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

Skoki narciarskie. Nie muszę nawet sięgać po „Przegląd Sportowy”, by zobaczyć złoto w kilku kolorach i odmianach. Cóż, takie to złoto jak z Bazaru Różyckiego – nie najwyższej próby. W ogóle Polska ma pecha będąc najlepsza albo w czymś mało istotnym, albo słabo konkurencyjnym. Najlepsi jesteśmy w żużlu, pięć krajów na krzyż i dziesięć polskich wiosek. W lekkoatletyce halowej – gdy inni śpią nasi wyrabiają normy stypendialne. W piłce nawet – w klubie nr 6 na pozycji nr 9. W tenisie – zawsze z tyłu. Taa, o tym sukcesie Dawida Kubackiego będę opowiadał dzieciom. Ale pod jednym warunkiem, jeżeli zwariuję. Z całych tych mistrzostw zapamiętam jedynie zdanie trenera Horngachera, tego od machania chorągiewką: czuje się jak Piotr Żyła. Mam pusto w głowie…

Nie o to chodzi, że wybrzydzam, ale w sporcie ważne dla mnie jest mistrzostwo świata w piłę (Niemcy), biegi (Jamajczycy i Kenijczycy, zależy od dystansu), szachy (Norweg) i takie tam. Sukcesy w lotnictwie precyzyjnym nie wchodzą w grę – chyba że skonstruuje Polska jakiś samolot a najlepiej dwa: pasażerski i bojowy. Aha, rok w rok polscy studenci zostają mistrzami świata w konstruowaniu łazików marsjańskich. Z jednym moim zastrzeżeniem – jak go na tego Marsa chcą wynieść? W walizce?

Już kończąc – skoki narciarskie nie są nawet skokami. To jest powolne opadanie w dół, machnijcie się na jakąś skocznię, najbliższa – w ruinie – na Mokotowie, wychowywałem się w jej cieniu i… zjeżdżałem z igelitowej buli. Gdyby oni mieli naprawdę skakać – rekord świata wynosiłby kilkanaście metrów, zależnie od długości rozbiegu, kąta nachylenia i takich tam praw fizyki – z uwzględnieniem masy i bezwładności. I tego czy rozporek w kroku czy na wysokości kolan.

Mam pusto w głowie.

*

Boruc. Pożegnał się z kadrą (a raczej ona z nim, choć nie wiem skąd wiara w Skorupskiego, poza tym że człowiek Bońka i Nawałki, ale zerknijcie nie na rankingi tylko miejsce w serie A i liczbę puszczonych goli). Arturek pięknie wybronił karnego Ibrahimovicia, dobrze uderzonego, obronił punkt i zapewne znów miejsce w lidze, no i stąd mój problem. Otóż prosiłem selekcjonera, by w meczu z Portugalią na Euro właśnie Grubego wstawić w końcówce dogrywki, bo gorzej bronić karnych od Fabiana się zwyczajnie nie da – pięć na pięć to i ja puszczę, minus niecelne. Nawałka przegapił tę szansę, która nie wróci. Znamienna była moja wymiana zdań z prezesem – mniej więcej taka, że o decyzjach trenera nie powie publicznie złego słowa, ale nie może patrzeć na siebie w lustro, tak jest wściekły!

Ten karny na Old Trafford to jak wyrzut sumienia. Ale nie mój.

*

Ciekawostka. Niedawno w Tłusty Czwartek dziennikarz Zetki pojechał z pączkami do Teatru Wielkiego w Łodzi, by częstować baletnice. Pytał, czy zdążą spalić tyle kalorii (spoko, to kochliwe istoty!), a na to szefowa coś takiego: My tu tańczymy osiem godzin dziennie, zatem nie ma najmniejszego problemu.

Kojarzycie, o czym pomyślałem?

Że gdyby polscy piłkarze trenowali po osiem godzin dziennie, jak te dziewczyny, to graliby jak Messi z Vigo, a nie Peszko z Lechem (panie Sławku, że taki małolat cię załatwił?). Jest niepojęte, że ci którym płacimy najwięcej doskonalą się rzadko lub wcale – czy inaczej możliwe byłoby spudłowanie z wolnego w bramkę wielką jak wrota stodoły? Jasne, bramkarz może odbić, ale w ogóle nie trafiać po 20 latach treningów?

Przecież to śmierdzące lenie albo kompletnie i wszechstronnie nieutalentowani ludzie. Innej opcji nie ma.

*

Zmarł Ignacy Ordon, trener. Ja wiem, że Weszło unika nekrologów, ale ten będzie – jak i mój – nietypowy.

Poznałem Go służąc w Legii. Kilka razy w miesiącu zmienialiśmy się w roli oficera dyżurnego. Różni byli moi zmiennicy, choć jednakowo w „oficerkach”, podkreślając swój wyższy status od podchorążego. Stachurski bufon. Gortat (tata Marcina) bufon jeszcze większy, podobnie inny mistrz boksu Rudkowski. Weselszy Raubo, ale on jak Żyła, pusto w głowie. Inny był Ordon, pułkownik (ja kapral, plutonowy). Tez oficerki, ale serce na dłoni. Bralem go za mitomana (jak często wy mnie), kiedy zaczynał opowiadać, obficie się przy tym śliniąc…

– Wie pan, Deynę to ja tu ściągałem na Łazienkowską. Gadocha tu przy bramie stał, wciągnąłem go do środka! A Boniek? No ja mu przecież podstawiłem schody do kariery jak byłem w Bydgoszczy!
– Panie pułkowniku, ale jak pan był taki spostrzegawczy, to co z Kasperczakiem, który tu u was w Legii plątał się w rezerwach!
– Aaaa, widzi pan, on miał kontuzję. I ja mu mówię: Heniu, tu nie masz szans, ale jedź do Mielca, tam rodzi się ciekawy zespół!

Ha, czas przemija, ale podziękowania Bońka dla Ordona pokazują, że nie zmyślał. Po prostu tak wielu ludziom starał się pomóc. A zarazem – poza wąska grupą – pozostał bezimienny.

Mało brakowało, a Kowal zostałby jego zięciem, ale nie, tego nawet Ty panie pułkowniku byś tego nie wymyślił.

Deyna, Gadocha, Boniek, Kasperczak – piękny spadek.

No i ja. Tacy oficerowie pokazywali każdego dnia, że żołnierz nie jest równoznacznikiem debila.

KOMENTARZE (37)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Juri

co prawda to prawda. szybko za tym Borucem zatęsknimy . Aby już nie za 3 tygodnie z Czarną Górą.

zuy_pan

Boruc był trzecim bramkarzem w reprezentacji, z Czarnogórą i tak miałby szansę zagrać tylko i wyłącznie gdyby nagle Szczęsnego i Fabiańskiego połamało, więc nie wiem jak mielibyśmy zatęsknić za nim.
Nie grał o punkty od 3 lat, nie zapowiadało się żeby zaczął, doświadczeniem już i tak nie mógł pomóc ani Szczęsnemu ani Fabianowi, bo to też już doświadczeni bramkarze, nie dawali sobie nic wzajem. Teraz do kadry wejdzie Skorupski, który od Fabiana i Wojtka może się wiele nauczyć i wiele zyskać. Za Borucem nie będziemy tęsknić sportowo.

Juri

a kto jest na chwile obecną w lepszej dyspozycji? Boruc czy Fabiański który najpewniej wyjdzie w pierwszym składzie? i jeszcze pytanie czy wytrzyma psychicznie kocioł w Podgoricy….

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Najlepszy aktualnie jest Szczęsny.

zuy_pan

W najlepszej dyspozycji jeżeli patrzeć po statystykach jest Szczęsny i Skorupski, ale z taką obroną jak w Swansea to trochę trudno mówić coś o formie Fabiańskiego, jakby ich podmienić na obronę Ruchu Chorzów, to nikt by się nawet nie kapnął.

Kocioł w Podgoricy? Nie no faktycznie Fabiański nigdy nie grał na dużym stadionie z fanatycznymi kibicami, kurwa, nigdy. Zresztą ja tam mam nadzieję na burdę w 6 minucie spotkania i walkower dla Polski, po co się tam mamy męczyć?

Mariusz Szewczyk

Kiedyś krzesełkami rzucali w Tytonia i walkoweru nie było. Zresztą, co się działo w Bukareszcie i też nic.

leftt

A kojarzycie, o czym (o kim) ja pomyślałem, kiedy przeczytałem o tych pączkach na Tłusty Czwartek?

facemob

O naszym knurku 😀

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

walek

to po cholerę Go czytasz ?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

walek

To przez tyle lat, powinieneś sobie wyrobić zdanie, na jego temat, i jak Ci nie pasuje, to nie czytać. A tak, to pachnie zwykłym hejtem. Ale pewnie się nie znam.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

skiba

Trochę za dużo tego fekalnego humoru. Na początku było śmieszniej.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

v. Lynden

Sięgam nieco dalej pamięcią co do osoby i twórczości Pana Pawła. Jeszcze 5-10-15 lat temu był to bezkompromisowy, inteligentny felietonista, u którego proporcje anegdot, faktów, argumentacji były właściwe. Uważam, że jest to dziennikarz, który pomimo kontrowersji jakie wzbudza należy się szacunek i uznanie, jego wkład w polskie dziennikarstwo sportowe jest niebagatelny.

Warto sięgnąć do jego tekstów sprzed kilkunastu lat, by przekonać się jaką klasę i styl kiedyś reprezentował.

Owszem, już dawniej często posługiwał się prowokacjami na granicy dobrego smaku, ale one czemuś służyły, zawsze miały sens i ukryte dno.

Niestety, życie i losy Pana Pawła są dość pokręcone. I to rzutuje na jego obecną (nie) formę.

Wierzcie lub nie, ale PZ to w gruncie rzeczy uroczy czlowiek, o dobrym sercu, który stał się lub bywa skurwielem, bo tak chciało życie. Czytaj – poddał się pewnym sugestiom lub mechanizmom obronnym, które karzą mu postępować tak, a nie inaczej.

Generalnie – Pan Paweł to człowiek, który wiele rzeczy musiał udźwignąć samodzielnie, wiele z tych rzeczy ciąży mu do dziś. Stąd skłonności do określonego stylu życia, stąd też chodzenie po linii najmniejszego oporu, które możemy uświadczyć od kilku lat. Stąd spadek jakości jego dziennikarstwa.

Wszystkim krytykom i hejterom jego osoby warto też zadać zasadne i „życiowe” pytanie – ilu z was w obliczu zyciowych trosk, jakie przechodził PZ by wytrzymalo i ilu z was w zadnym stopniu nie poddaloby sie „demonom”?

W związku ze spadkiem jakości swej twórczości, Pan Paweł zmuszony jest wchodzić w dziwne alianse – jak np z TV Republika. Z roku na rok Pan Paweł wypadał z głównego nurtu mediów w Polsce, dlatego też posługując się politycznym oportunizmem zaczął robić z siebie wielkiego patriotę i prawicowca, choć są to poglądy bardzo odległe od tych rzeczywistych, które kiedyś wyznawał/wyznaje.

Owszem jego maniery jako felietonisty bywają męczące, bo już się opatrzyły, np. figura o pisaniu dla 2% społeczeństwa. Tyle, że PZ to nie jest wcale klasyczny buc z deficytem intelektualnym, który uważa, że jego racja jest jedyną słuszną, lecz jest to facet, który w starciu z rzeczowymi argumentami od ludzi, którzy budzą u niego szacunek potrafi konstruktywnie dyskutować i przyznać rację stronie przeciwnej „sporu”.

Ponadto uczynił wiele dobrego dla polskiego dziennikarstwa i naprawdę potrafi być świetnym wychowawcą, lub „mistrzem” dla młodych adeptów dziennikarstwa.

Reasumując – żyjemy w czasach, w których co raz częściej myśli się „krótkookresowo”. Innymi słowy – społeczne ramy pamięci sięgają najwyżej kilku lat wstecz, lub w tym wypadku kilku felietonów wstecz. Taka perspektywa rzutuje na niesprawiedliwą ocenę wielu postaci, zjawisk, procesów. I w tym wypadku moim zdaniem udziela się ona krytykom twórczości Pana Pawła Zarzecznego, którzy zapominają o jego wkładzie i chwalebnych momentach jego kariery.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

v. Lynden

W pełni zgadzam się z wnioskami, szczególnie ciekawy jest ostatni akapit, na który pada akcent logiczny Twojego całego wywodu.

Mam taki zwyczaj – skądinąd wyniesiony z domu – aby nie uzewnętrzniać się z problemami osobistymi, nawet przed najbliższymi znajomymi.

Przeciwną postawę określam jako emocjonalny ekshibicjonizm.

Zwyczajnie – nie można czynić powierników ze wszystkich ludzi, którymi się otaczamy. Rodzi to wiele złych konsekwencji w życiu. Nawet jeśli mamy w okół siebie dużo nastawionych życzliwie osób, to życie jest tak skonstruowane, że może kilka osób to takie, który można w pełni zaufać (a czasem, poza rodziną znajdzie się może jedna-dwie osoby, a czasem żadna).

Jeśli widać, że nie jesteśmy w dobrej formie otoczenie błyskawicznie to wychwyci, zwłaszcza w sytuacji, gdy dotychczas byliśmy towarzyscy, a nasza prezencja, odbiór naszej osoby był bardzo dobry i byliśmy postrzegani jako szczęśliwi ludzie sukcesu.

Niestety, w wypadku osób publicznych, a do takich należy Paweł Zarzeczny okazywanie swych problemów i słabości staje się nagminne, niesmaczne i wręcz bezpruderyjne.

Z psychologicznego punktu widzenia często takie zachowanie jest objawem wołania o pomoc. W wypadku ludzi o dużym poczuci własnej dumy (czyt. „duże ego”) bywa i tak, że osoby takie odrzucają pomoc ze strony otoczenia i pogrążają się w mroku swojego istnienia, dając jednocześnie do zrozumienia, że nie wolno prawić im żadnych uwag, ani morałów. To element gry podświadomości/przedświadomości ze świadomą częścią ludzkiej osobowości.

Czasem takie osoby stają się wampirami energetycznymi i obcowanie z nim staje się toksyczne i nie do zniesienia. Jest tak choćby dlatego, że trudno im zaakceptować swe obecne położenie i powody z których znaleźli się w takim, a nie innym miejscu. W odbiorze osób trzecich przeszły one metamorfozę z osób dobrze radzących sobie w życiu w nieudaczników. Stanowi to wówczas wdzięczny powód do diagnozowania przez psychiatrów u takich przypadków choroby afektywnej dwubiegunowej.

A po prostu można zastosować prostą zasadę – wypada trzymać fason i nie schodzić poniżej pewnego poziomu co do reprezentowanego przez siebie wizerunku.

Z drugiej strony znam przykłady wielu osób, które pogrążone wieloma poważnymi problemami stoczyły się, popadając w otchłań nałogów i potrafiły z tego wyjść. Co więcej – świecą przykładem, a ich życie wróciło na dobre tory. Aby tego dokonać należy dokonać istotnych przewartościowań i przeciąć węzeł gordyjski, jakim najczęściej jest ludzka psychika.

Nie wszystkie – rzecz jasna – aspekty mojej wypowiedzi można odnieść do przypadka Pawła Zarzecznego. Ot, taka wymiana poglądów na egzystencjalny temat.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

v. Lynden

Nie kładę nacisku na wizerunek w swoim rozumowaniu, postrzegam to nieco inaczej i szerzej.

Ja bym raczej określał sytuację PZ jako niewolnika swego życiorysu.

Uważam, że PZ nigdy nie udawał nikogo kim nie jest, ale trzymał się w ryzach na tyle szczelnie, że nie przekraczał granicy dobrego smaku jeśli chodzi o swój medialny wizerunek. Czytaj – nie chodził do studia w brudnych ubraniach, wyglądał schludnie i świeżo, nie wchodził najebany na wizję, mówił z sensem, potrafił odcedzić głupoty od mądrych rzeczy. Zapewne wiedział w towarzystwie jakich ludzi może rzucić sprośnym żartem, a przy których może zaimponować swoją wiedzą i bystrością.

To wszystko zaczęło się radykalnie zmieniać od roku 2011/2012.

Oczywiście, zarzuty, że PZ kogoś udaje mają rację bytu w kontekście choćby jego anegdot bazujących na zdobytej przez niego wiedzy, rzekomej erudycji i podkreślaniu swej wyjątkowości. Jakby PZ bardzo chciał aby ludzie postrzegali go jako bon vivanta/sybarytę pokroju Makłowicza czy Nowickiego. Pytanie brzmi – gdzie Rzym, a gdzie Krym.

Sęk w tym, że to obrana przez PZ metoda to droga donikąd. Nie sądzę, aby PZ mógł w ten sposób zbudować swoją wiarygodność społeczną i uznanie, których posiadał przecież pod dostatkiem. Po prostu, stosując te tanie chwyty od lat traci, zamiast zyskiwać. Nie przypominam sobie, ani nie wyobrażam sobie, aby taki Makłowicz czy Nowicki kiedykolwiek podkreślali wprost i dosłownie o wyjątkowości swej osobowości na tle reszty społeczeństwa. Te chwyty PZ można postrzegać jako czyste buractwo i dowód na poddawanie się przez PZ niskim instynktom.

Moją tezę znasz- niefajne aspekty obecnej twórczości PZ to skutek jego osobistych problemów.

Jednak czy osoba, która podda się depresji wskutek problemów osobistych i np popadnie w alkoholizm udaje lub wcześniej udawała kogoś kim nie jest? Ciężko stwierdzić tutaj na forum i w odniesieniu do wymienionych przez nas przypadków, tym zagadnieniem zajmują się wykwalifikowani psychologie, psychiatrzy czy psychoanalitycy.

Ze swoich obserwacji wiem, że nie warto tworzyć takich uogólnień, bo to bardzo niebezpieczne, zwłaszcza, że każdy przypadek jest inny. Jeden się podda, osiądzie na laurach, inny jeszcze oprócz tego przekroczy wszelkie granice swej moralności i popadnie w spiralę nałogów, która często stają się dla takiej osoby czymś w rodzaju „danse macabre”/motorem napędowym autodestrukcji.

Jeszcze inny podda się terapii psychologicznej/psychiatrycznej i wyjdzie bez szwanku z opresji.

Pewne jest jedno – jeśli w naszym życiu pojawi się poważny problem egzystencjalny, np. ciężka choroba, śmierć bliskiej osoby czy utrata dachu nad głową to KAŻDY to przeżyje na swój sposób. Co oznacza tutaj słowo „przeżyje”? Oznacza, że będzie mu doskwierało uczucie straty i ból istnienia, niezależnie od tego czy jest on gangsterem-troglodytą z Sokołowa Podlaskiego czy wszechstronnie wykształconym i obytym w świecie mieszkańcem Londynu. W tym względzie różnice między ludźmi są takie, że jeden pozbiera się szybciej, będzie to mniej lub bardziej okazywał swe troski lub pogrąży się totalnie w zadumie, co jest prostą drogą do popadnięcia w depresję.

A ostatnim przed samobójstwem, krańcowym stadium depresji jest popadanie w zachowania autodestrukcyjne prowadzące do utraty zdrowia lub życia, jak np uprawianie przygodnego seksu bez zabezpieczenia, nadużywanie alkoholu czy narkotyków, jazda autem pod wpływem środków odurzających, lekkomyślne wydawanie pieniędzy na hedonistyczne zachcianki itd.

Inna kwestia, że człowiek cywilizacji zachodniej musi być aktorem społecznym, nieustannie nakładać na siebie maski, wchodzić w różne role społeczne (często sprzeczne ze sobą). Wszystko pod płaszczykiem/obietnicą poprawy jakości swego życia, zarówno w ekonomicznym, jak i kulturowym znaczeniu. To podstawowe źródło „nerwic społecznych” cywilizacji zachodniej, mniej więcej od lat 70/80 ubiegłego wieku. Współczesne ucieleśnienie freudowskiej „Kultury jako źródła cierpień”.

Jeżeli zaś taki cywilizowany/”cywilizowany” człowiek ma problem z modalnością swej osoby w kontekście jej egzystencji i pozycji w społeczeństwie modelu zachodniego, to wówczas ta postać jest wyrzucana poza nawias społeczeństwa – postrzega się go trochę jako outsidera czy dziwaka (w łagodnej wersji) lub totalnego odszczepieńca.

Bywa też tak, że życie „w wyższych sferach” i zgodnie z etosem tej warstwy społeczeństwa zaczyna ciążyć tym bardziej świadomym członkom tych grup społecznych i podejmują oni radykalne decyzje o zmianie stylu życia. Osobiście znam człowieka, który po latach wytrwałej i pełnej napięcia pracy na wysokim stanowisku w uznanej międzynarodowej korporacji wyjechał w przysłowiowe Bieszczady, by wieść żywot ascety.

Inna kwestia, że najczęściej takie decyzje podejmują osoby, które są na tyle majętne, że ich po prostu na to stać z ekonomicznego punktu widzenia. A co mają zrobić Ci mniej zamożni, lub od zawsze postrzegający się jako wykluczeni ze społeczeństwa?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

v. Lynden

Żart trafny, przy czym myślę, że mniej zamożni potraktowaliby to zbyt osobiście 😉

Co do dyskusji – jestem za, a nawet przeciw.

Od piłki nie odwróciłem się pomimo wielu sugestii ze strony rozmaitych ludzi w moim otoczeniu, którzy uważają ją za opium dla mas/sport o ludowych korzeniach. Wielu z nich zapomniało jak w młodzieńczych latach było szalikowcami klubów ze swoich małych ojczyzn.

Ja tak nie potrafię i wiem, że do końca moich dni piłka nożna będzie immanentną częścią mojej duszy i tożsamości. W szczególności polska piłka klubowa, międzynarodowy futbol nie jest mnie w stanie tak rozgrzać.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

El Pistolero
Mariental

Nic o naszym towarze eksportowym,”Karciniaku”?!

facemob

Przestańcie już płakać nad tą Lechią i jej panienkami, które nie miały pomysłu na grę…. Bo równie dobrze zamiast Bjelicy mógł po gwizdku na przerwę wyjebać tego frajera Peszkę z boiska…

v. Lynden

.

facemob

WOW!!! Jeden mądry akapit od lat Panie Pawle BRAWO!!! Mówię o drugim akapicie rzecz jasna,

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

To już jest nudne. Próba bycia kontrowersyjnym na siłę. Dla mnie chybiona, bo już przed czytaniem wiedziałem co Paweł napisze. Stał się przewidywalny.

pitras

gdzie jest tutaj próba bycia kontrowersyjnym na siłę?

Sebastian Ro(L)ewski
kup pan cegłę

Wiem o co chodzi Pawce, ale jakby się tak uprzeć to wszystkie sporty oprócz piłki są niszowe. Wszystkie te bejbsole, futbole – tylko stany, koszykówka – stany i sporty drugiej kategorii w europie, zimowe – praktycznie europa i stanych z kanadą w niektórych, siatkówka – część europy itd.

gregoriusmax
Los Blancos...

Dzisiaj co do części sportowej felietonu to chyba zgadzam się..Faktycznie Polska wygrywa tylko
takie dość niszowe dyscypliny.Okay lekkoatletyka ale niech to powtórzą w lecie przy wszystkich
‚gwiazdach’ to wtedy tak…Skoki to takie narodowe szaleństwo podbijane przez TVP kiedyś był
tylko Małysz teraz jest Stoch i paru innych.Super sukcesy ale mnie to np. zbytnio nie podnieca..
Kiedyś była siatka,też nie do końca ale już bardziej,zdecydowanie..Piłka ręczna o to było to
pamiętne kiedyś mecze..teraz już reprezentacja w przebudowie a ale chociaż kluby są..
Niestety nie mamy hokeja na lodzie,a piłka no właśnie kiedyś też było lepiej,teraz mamy
mega-gwiazdę,bramkarzy i paru dobrych gości ale to za mało na sukces…Podniecali się
EURO ale tam stylu zero jak dla mnie,niby było okay ale to nie to mimo wszystko…
Ligę sami nazywają wszyscy e-klapą i coś w tym jest…mamy stadiony,infrastrukturę,relacje
na wysokim poziomie,ale Europy nie podbijamy..jak zwykle na przełomie lutego i marca zostaje
już liga…a mała Belgia ma np. jeszcze 3 zespoły w Europie to tak żeby nie porównywać się
do naprawdę dobrych…Bo futbol to nr 1 ma całym świecie do tego dochodzi hokej,Rugby
w krajach anglosaskich i Francji oraz NFL(USA) aha oczywiście tenis i tu jest ‚Isia’ ale ona wygrywa
przeważnie na jesień w Azji…Subiektywne może to jest ale coś obrazuje,dlatego trafne uwagi
Panie Pawle…

wpDiscuz

INNE SPORTY