Jak tak dalej pójdzie, to Bjelica odbuduje nawet Dudkę…
Weszło

Jak tak dalej pójdzie, to Bjelica odbuduje nawet Dudkę…

Lech Poznań wygrał wczoraj ważny mecz w kontekście walki o mistrzostwo Polski. Zainkasował za to tradycyjnie trzy punkty lub – jak lubią przypominać przegrani – tylko to, co zostanie z nich po podziale. Jednak według nas Nenad Bjelica ugrał w trakcie wczorajszych 90 minut coś jeszcze, być może nawet coś ważniejszego niż same zdobyte oczka. Po spotkaniu z Lechią ma już całkowitą pewność, że nawet w kluczowych meczach w walce o tytuł może liczyć na większą liczbę piłkarzy niż jedynie 12 czy 13. 

Pewnie nie będzie pełnej zgody co do tego, ile zaskakujących decyzji podjął wczoraj przy ustalaniu składu Chorwat. Jednak po głębszym zastanowieniu uznaliśmy, że takie stwierdzenie może się odnosić do obsady aż czterech pozycji. No bo tak:

Dawid Kownacki przed meczem odebrał zasłużoną statuetkę dla piłkarza miesiąca, po czym usiadł na ławie, bo od początku zagrał Marcin Robak,
– kosztem Darko Jevticia (gol i 3 asysty wiosną, najrówniej grający piłkarz Lecha w tym sezonie) zagrał ciągle szukający formy Szymon Pawłowski,
– za Macieja Gajosa, który u Bjelicy wyrasta na absolutnie czołowego środkowego pomocnika ligi, zagrał Abdul Aziz Tetteh, który w przeszłości nie wypadał zbyt dobrze w duecie z Trałką,
– duet środkowych obrońców z Bednarkiem stworzył Maciej Wilusz, a nie Lasse Nielsen, który do momentu powrotu młodego stopera wyglądał trochę pewniej.

Czy wszystkie z tych decyzji okazały się strzałami w środek tarczy? Oczywiście, że nie, bo np. Pawłowski dał drużynie mniej, niż powinien. Jednak jeśli spojrzymy na to całościowo, pomijając indywidualne oceny, wyglądało to naprawdę nieźle. Oczywiście gra Kolejorza nie była tak płynna jak w poprzednich wiosennych meczach. Oczywiście nie udało się wykreować już tak wielu okazji, no i oczywiście mniej zostało wykorzystanych. Oczywiście kibicom może nie podobać się to, że w takim meczu trener mocno skupił się na neutralizacji silnych punktów rywala, a mniej na grze swojego zespołu. To wszystko prawda, jednak umówmy się – czy za dwa miesiące ktokolwiek będzie pamiętał o tym, w jakim stylu została odniesiona ta wygrana? Śmiemy wątpić.

A Wilusz, Tetteh, Pawłowski i Robak będą pamiętać, że dla trenera są gośćmi, którym można w pełni zaufać. Zresztą – po pięciu wiosennych meczach patrzymy na kadrę Kolejorza i znaki zapytania widzimy tak naprawdę przy nielicznych nazwiskach.

Nie wiemy, czy Dariusza Dudkę jeszcze stać, by w razie potrzeby na boisku pomóc drużynie w walce o mistrzostwo.

Nie wiemy, czy Mihai Radut może dorzucić coś od siebie do poznańskiej ofensywy.

Nie wiemy, jaki poziom prezentuje Elvis Kokalović, bo chyba jest za wcześnie, by pokazać go światu.

Nie wiemy, jak po kontuzji będzie wyglądał Nicki Bille Nielsen.

Do tego dochodzą jeszcze młodsi piłkarze, którzy nie odgrywają i raczej nie będą odgrywać większej roli. Chociaż kto wie, może któryś z nich do końca sezonu wypłynie? Niczego nie można wykluczyć. Ale najważniejsze na dziś fakty wyglądają tak: Lech ma 16 piłkarzy, którzy są w formie i gotowi, by grać o mistrzostwo. To wielki komfort, który trener Lecha zawdzięcza głównie sobie, bo to on ich odbudował, on wyrwał z marazmu, on mądrze rotuje. Nazwiska do tych stwierdzeń bez trudu możecie dopasować sami.

Być może macie już dość laurek dla Nenada Bjelicy, ale trzeba to jeszcze raz podkreślić – łatwość w zjednywaniu sobie ludzi to być może jego największy atut. Weźmy chociażby wypowiedź z wczorajszej konferencji. – Pozdrawiam naszego kucharza, który przed meczem upiekł nam ciasto. Wiele osób przyczynia się do sukcesu, nie tylko my. 

Tylko pozornie zdania te nie są związane z tematem, który poruszyliśmy.

Fot. FotoPyK