Dlaczego Lechia zimą ma najlepszą murawę w Polsce?
Weszło

Dlaczego Lechia zimą ma najlepszą murawę w Polsce?

Mróz, śnieg, roztopy, deszcz, ograniczone naturalne naświetlenie i zmiany temperatur. Przełom zimy i wiosny jest – przynajmniej w Polsce – niewątpliwie jednym z najtrudniejszych okresów w pracy groundsmana. Podczas gdy w wielu ekstraklasowych klubach rwą sobie włosy z głowy w celu doprowadzenia muraw do stanu używalności, w Gdańsku nie mają z tym jednak żadnych problemów. Wszystko za sprawą letniej inwestycji w ultranowoczesną, hybrydową płytę boiska.

Na prezentacji hybrydy na Stadionie Energa zawitaliśmy już pod koniec lipca zeszłego roku. Po ponad pół roku postanowiliśmy zaś pojawić się nad morzem raz jeszcze, by sprawdzić, jak nawierzchnia spisuje się w mniej sprzyjających warunkach, a także by porozmawiać z człowiekiem, który osobiście pilnuje, by murawa nawet pomimo licznych zmian pogodowych pozostawała w nienagannym stanie. Człowiekiem, który cenne doświadczenie zbierał zresztą nie byle gdzie, bo w Tottenhamie.

Na początek wypadałoby chyba odpowiedzieć sobie na najbardziej podstawowe w tym przypadku pytanie: czym tak właściwie jest murawa hybrydowa? W skrócie: cały trik polega na wymieszaniu trawy naturalnej ze stosowanymi w konstrukcji sztucznych nawierzchni o najwyższym możliwym standardzie włóknami syntetycznymi. Docelowo ma to sprawić, że trawa staje się znacznie bardziej odporna zarówno na uszkodzenia mechaniczne, jak i zmiany pogodowe. Mówiąc wprost: trawa ma być najzwyczajniej w świecie nie do zdarcia. Lechia na chwilę obecną posiada jedyną w Ekstraklasie tego typu murawę. Dość powiedzieć, że po identycznej płycie na co dzień za piłką biegają gracze Realu Madryt.

– Murawa hybrydowa uznawana jest za murawę naturalną. Nawierzchnię tę nazywamy hybrydą, ponieważ w systemie korzeniowym wbudowana jest mata zawierająca kilka procent sztucznego źdźbła. Nie stanowią one jednak głównego elementu nawierzchni. Chodzi o wzmocnienie korzeniowe podtrzymujące strukturę ziemi. Przy zmianach pór roku, deszczu, śniegu czy roztopach, w przeciwieństwie do zwykłej naturalnej murawy, odpowiednio pielęgnowana hybryda utrzyma swoją strukturę. Nie będzie problemów z kępami, dziurami – tłumaczy Krzysztof Puzio, specjalista w dziedzinie pielęgnacji muraw, a od stycznia także naczelny groundsman Stadionu Energa w Gdańsku. Spotkaliśmy się z nim przy okazji sobotniego starcia Lechii z Cracovią.

– Trzeba jednak powiedzieć sobie jasno, że to też nie tak, iż ta murawa dba o siebie sama, choć oczywiście wymaga ona nieco innego traktowania niż zwykłe boisko. Należy uważać na wiele czynników. Przede wszystkim na to, by nie wytwarzała się na niej dodatkowa warstwa organiczna, czyli tak zwany filc. Jeśli dopuści się do tego, cały zamysł hybrydy legnie w gruzach. Tak czy siak, później rzeczywiście łatwiej o nią zadbać. Pomeczowe naprawki trwają znacznie krócej, do zredukowania pozostają zazwyczaj jedynie drobne wcięcia. Proces jest o wiele mniej czasochłonny. Miałem okazję pracować przy naturalnych nawierzchniach i hybrydach. Przy należycie pielęgnowanej hybrydzie naprawy po meczach to w zasadzie wyłącznie kosmetyka. Musimy też  zauważyć,  że to technologia, która cały czas jest na etapie rozwoju. Hybrydę z maty stosuje się bowiem dopiero od trzech-czterech lat. Na każdym boisku Premier League też jest hybryda, tylko wykonana w innej technologii. Tam źdźbła są wszywane za pomocą maszyny przesuwającej się o dwa centymetry. Jeśli natomiast chodzi o piłkarzy, nie odczuwają oni różnicy między w pełni naturalną płytą a hybrydową. Jedynym problemem, który się pojawia, może być twardość. Zawodnikom zależy na podłożu stabilnym, lecz jednocześnie miękkim. Hybryda jest „twardą” technologią, ale udaje nam się to kontrolować  – dodaje.

2

Jednym z podstawowych zadań Krzysztofa Puzio jest jednak nie tylko pielęgnacja murawy sama w sobie, lecz także dostosowywanie jej pod konkretne potrzeby zawodników. Puzio podkreśla, że od początku kariery ściśle współpracował ze sztabami trenerskimi. – Czuję potrzebę pozostawania w ciągłym kontakcie ze szkoleniowcem czy menedżerem zespołu. Na podstawie ich sugestii dostosowujemy boisko w taki sposób, by było bardziej miękkie, twardsze, czy piłka ma po niej chodzić wolniej lub szybciej. Wiem, że w Anglii bardzo zwraca na to uwagę chociażby Arsene Wenger, na stadionie Arsenalu nawet część zadaszenia jest wykonana ze specjalnego materiału przepuszczającego światło na murawę. Wenger powiedział, że nie interesują go wspaniałe biura i inne budynki, bo jego biurem są boiska, więc mają być najlepsze. Plac gry czy treningu zawsze musi być przygotowany na 100%.

Choć sam Puzio pytany o swoje początki przyznaje, że w zawodzie zaczął pracować przez przypadek, w Gdańsku przypadkowym człowiekiem już jednak z pewnością nazwać go nie można. Nim wylądował nad polskim morzem przez kilka ładnych lat zbierał bowiem szlify na Wyspach Brytyjskich. Do Lechii trafił zaś w styczniu ze ścisłej czołówki Premier League. Konkretniej: z Tottenhamu. – Nigdy nie myślałem, że zostanę groudsmanem. Za granicę wyjechałem w poszukiwaniu jakiegoś zajęcia dla siebie. Przedtem pracowałem jako przedstawiciel handlowy Coca-Coli. Trafiłem do prywatnej szkoły sportowej, gdzie zajmowano się murawami rugby, piłki nożnej, krykieta. Tam też zdobyłem wykształcenie. Dzięki temu mogłem aplikować do pracy w Scottish Premier League, zatrudniono mnie w ten sposób w Celticu. Po trzech latach złożyłem natomiast CV do Tottenhamu, gdzie spędziłem dwa lata – opowiada o tym, jak trafił na Wyspy. – Miałem też szczęście popracować na Wembley. Poznałem tam od podszewki nowy system, który moglibyśmy wprowadzić w Polsce razem z firmą „Trawnik Producent” – kontynuuje.

Jak więc zaś ostatecznie odnalazł się w Gdańsku? – Z rodziną po prostu doszliśmy do wniosku, że po kilkunastu latach czas najwyższy wrócić do kraju. W tym samym czasie wszystko się to jakoś zazębiło. Wpadłem w Internecie na artykuł o potężnym ośrodku treningowym, który ma powstać w Turowie i który ma być wybudowany i pielęgnowany przez firmę „Trawnik Producent”. Uznałem, że to byłoby świetne miejsce na kontynuowanie kariery. Od stycznia nadzoruję zespół zajmujący się pielęgnacją między innymi hybrydy na Stadionie Energa, gdzie jestem menedżerem do spraw pielęgnacji i utrzymania stanu murawy. Jestem człowiekiem odpowiedzialnym za planowanie oraz monitorowanie wszelkich działań agrotechnicznych, pielęgnacyjnych, nawozowych oraz renowacyjnych. Jak i za budowanie trwałych relacji partnerskich z zarządcami powierzonych obiektów poprzez budowanie zaufania, dbałość i profesjonalną obsługę. Oprocz tego, staram się przekazać jak najwięcej wiedzy i pokazywać standardy, w których ja sam wcześniej pracowałem – wyjaśnia.

3

Pytany o temat podejścia do pracy w zawodzie groudsmana w Wielkiej Brytanii i w Polsce stara się jednak unikać generalizowania. – Wiele zależy tak naprawdę od jednostki. W Polsce również mamy przecież osoby, które chcą się rozwijać i chłonąć wiedzę na temat tego, jak pielęgnować trawę. W kwestii samego przygotowania trzeba jednak powiedzieć, że u nas nie ma szkoły, która kształciłaby w tym zakresie. Ludzie często działają zatem na własną rękę. Sprowadzają zza granicy książki czy poradniki. Najważniejsze jest zwracanie uwagi na szczegóły, groundsman powinien być przede wszystkim solidny i podchodzić do zawodu z pasją. Pasja najważniejsza jest zresztą chyba w każdym zawodzie. W pracy tej do czynienia mamy jednak z żywym organizmem, sama wiedza książkowa może pomóc co najwyżej na początku. To trochę tak jak z lekarzami; wszystko rozbija się o doświadczenie. W porównaniu z Anglią, w Polsce, nie ma co się oszukiwać, kwestie związane z dbaniem o murawy kuleją. Wyzwanie jest spore, ale z drugiej strony sporo zostało już zrobione. Moim zdaniem brakuje kilku lat, by skończyły się problemy z murawami. Cieszę się, że będę mógł na to pracować, wykorzystać wiedzę, doświadczenie oraz dzielić się swoją pasją.

Z jednej strony mówimy oczywiście o kosztownej inwestycji, z drugiej – Puzio mimo wszystko zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt przedsięwzięcia. – Choć nie mówimy o taniej inwestycji, w dużej mierze chodzi też o pewne priorytety. W oczach wielu boisko do gry w piłkę to wciąż ogródek z trawką. No bo jak? Ktoś nagle powie mi, żeby wydawać półtora miliona złotych rocznie na murawę? Mają boisko, niech grają. Trzeba zrobić coś, by zmienić tę mentalność. To wszystko u podstawy jest przecież związane ze zdrowiem i jakością gry zawodników. Bez dobrej nawierzchni nie ma dobrej gry. Piłkarz ma się skupiać na grze, a nie na kalkulowaniu, czy piłka zaraz nie odbije mu się od kępki, czy za moment się nie przewróci. Tak jak jednak wspomniałem, to sprawa obranych priorytetów. Samo naświetlanie trzema lampami (1200m2) przez siedem miesięcy to wydatek rzędu 600 tysięcy złotych. Księgowy wyciągnie kalkulator i dojdzie do wniosku, że bardziej opłaca mu się kupić nową zwykłą murawę. Stosowanie hybryd w dalszej perspektywie mogłoby się też przyczynić do skrócenia zimowej przerwy w rozgrywkach. Prosty przykład: Ajax przed pierwszym meczem z Legią miał już za sobą sześć spotkań w lidze, Legia zaledwie jedno. Takie rzeczy mają wpływ na wynik. Nikt nie każe też przecież wymieniać hybrydy co roku, jak Real Madryt.

4

 – Czy kiedy oglądam mecze bardziej niż na grze skupiam się na stanie murawy? Bardzo lubię piłkę nożną. Uwaga jest jednak jakoś podzielona. Można powiedzieć, że wygląd boiska wpływa na moje samopoczucie (śmiech). Widzisz narożniki? Strasznie w nich sucho, masa zimnego powietrza. To zabija w tych miejscach trawę. Trzeba będzie wstawić tam coś, by ten przepływ powietrza zablokować – kończy.

Choć wyjątkowo naiwne byłoby myślenie, że hybrydowa murawa sama będzie Lechii wygrywać mecze, trudno nie ulec wrażeniu, iż w Gdańsku w parze z mocarstwowymi planami idzie również dbałość o detale. Pewnie, droga do mistrzostwa Polski i europejskich pucharów wciąż pozostaje długa i kręta. Należy jednak powiedzieć sobie jasno – przynajmniej w kwestii rozbudowy infrastruktury biało-zieloni na tle europejskich potęg nie mają się czego wstydzić. I nawet gdyby ostatecznie nie udało się osiągnąć sukcesu sportowego, to mimo wszystko od gry na murawie o najwyższym standardzie nikt jeszcze nie ucierpiał.