Pelikan znowu atakuje! Czy wychowanek Lyonu zda trzecioligowe testy?
Weszło

Pelikan znowu atakuje! Czy wychowanek Lyonu zda trzecioligowe testy?

Trwa spektakularna ofensywa transferowa Pelikana Łowicz. Podczas, gdy wiele polskich klubów grzebie w śmieciach, sprowadzając do siebie zagraniczny szrot, Pelikan lekką ręką przebiera wśród perełek prestiżowych akademii. Jakiś czas temu całą Polskę obiegła informacja, że na testy trafił tu Gnahore Ambrose, wychowanek Chelsea. Teraz szansę na angaż w III lidze ma absolwent szkółki Olympique Lyon.

Aż chce się zapytać: a dlaczego nie Barcelona?

To proste – bo facet z przeszłością w Barcelonie trafił zimą do Radomiaka, wystarczy tego dobrego.

Gnahore został pogoniony, ponieważ najlepsze, co miał do zaprezentowania, to CV. Trenerzy w Łowiczu podobno nie mogli uwierzyć, że trafi do nich ktoś z takimi papierami, w dodatku ledwie na testy. Ale prawda okazało brutalna. Gdy przystawić ucho gdzie trzeba, słychać, że fizycznie wyglądał, jakby ostatnio biegał za piłką ze dwa lata temu. Odezwał się do nas nawet… sędzia sparingu Pelikana z Wartą Sieradz, który powiedział, że decyzja władz Łowicza wcale go nie dziwi. Ambrose był zapuszczony, silny, ale pojedynków nie wygrywał. Do tego skrajnie egoistyczny, a wiara w swoje umiejętności nie szła w parze z talentem.

ambrose-gnahore

Daleka droga od meczów w młodzieżowej Champions League, gdzie strzelił nawet bramkę, a grał wspólnie z Nathanem Ake, dzisiaj rozpychającym się w pierwszej jedenastce drużyny Antonio Conte. Tymczasem teraz, gdy zapytaliśmy w klubie dlaczego odesłano Gnahore, powiedziano nam, że to nie był zawodnik na trzecią ligę. Szukają zawodnik do grania, a nie uzupełnień. Nie ma co – powiedzieć, że świat piłki jest nieprzewidywalny, to nic nie powiedzieć.

Takich testów w Łowiczu jest tej zimy więcej, ostatnio cztery bramki w meczu rezerw strzelił niejaki Habib Cissoko. Ślady prowadzą do niższych lig angielskich, z czego szczytem sparing z Crystal Palace w barwach Farnborough. Zawodnika już odesłano, miał fizycznie wyglądać tragicznie.

Wciąż trzyma się na testach Yoann Fellrath. Francuz urodzony w Lyonie, wychowanek Olympique, który został po paru latach odpalony z akademii. Próbował sił w mniejszym klubie Lyonu, wkrótce wyjechał do Kanady grać w drużynie uniwersyteckiej. Tam prezentował się na tyle dobrze, że – oczywisty krok – poszedł do kolumbijskiej trzeciej ligi. Stąd trafił na wyspy, nie poradził sobie bowiem w irlandzkim Waterfordzie.

Żartować przesadnie z Pelikana nie ma co – a nuż któryś z tych obieżyświatów okaże się przydatny, strata żadna. Ale wiecie, że z historii tych chłopaków płynie niezwykle istotna lekcja? Gnahore był o dwa kroki od wielkiego zespołu, a dziś jest za słaby na polską trzecią ligę. Fellrath marzył, by kiedyś prać Real w barwach Lyonu, a teraz, choć niebawem skończy 24 lata, próbuje gonić marzenia w Łowiczu. To bolesna nauczka dla wszystkich, którzy zbyt wcześnie uwierzą, że już złapali pana Boga za nogi, bo założyli dziesięć razy koszulkę juniorów wielkiego klubu.