Jeden problem to nie problem. Atletico Tucuman oszukuje przeznaczenie
Weszło

Jeden problem to nie problem. Atletico Tucuman oszukuje przeznaczenie

Szukanie usprawiedliwień czy zrzucanie winy za niepowodzenia na wszelkie możliwe czynniki zewnętrzne nie jest w futbolu niczym nowym. Niedziela, godzina 17:00, opady deszczu, koślawa murawa, stronniczy sędziowie… No sami powiedzcie, jak tu grać w takich warunkach w piłkę? Wszystko to jednak wydaje się jedynie niewiele znaczącymi problemami pierwszego świata, gdy przyjrzymy się historii, która przytrafiła się tej nocy Atletico Tucuman przed rewanżowym wyjazdowym starciem w ramach jednej z rund kwalifikacyjnych Copa Libertadores z ekwadorskim CD El Nacional. Argentyńczykom udało się w brawurowy sposób oszukać przeznaczenie i przy okazji udowodnić wszystkim wymówkowiczom, że jeden problem to tak naprawdę żaden problem. 

Ten dzień z założenia nie miał być dla zawodników Atletico łatwy. Kompletny brak doświadczenia na arenie międzynarodowej (zespół z Argentyny debiutował w rozgrywkach), pierwszy mecz zremisowany u siebie 2:2, perspektywa rewanżu na stadionie położonym 2800 metrów nad poziomem morza. Co tu dużo gadać – sytuacja przed wyjazdem do Ekwadoru nie wyglądała zbyt kolorowo. Jak się jednak okazało, najciekawsze miało dopiero nadejść. Trudno bowiem było nie odnieść wrażenia, że do ostatniej chwili złośliwy los robił absolutnie wszystko co w swojej mocy, by do spotkania w Quito w ogóle nie doszło. No ale po kolei.

Rozpoczęło się od problemów natury logistycznej. O ile w początkowej fazie podróż przebiegała jeszcze bez nieoczekiwanych zwrotów akcji, o tyle później rozpoczął się już prawdziwy wyścig z czasem. Na stacji pośredniej, w Guayaquil, skąd Atletico udać się miało do Quito, delegacja z Argentyny dowiedziała się bowiem, że… pozostaje bez dalszego transportu – samolotu jednego z chilijskich przewoźników, który miał zabrać ją do stolicy kraju z przyczyn administracyjnych nie dopuszczono do lotu.

W ten sposób na niemal trzy godziny goście zostali uwięzieni w mieście oddalonym o 450 kilometrów od punktu docelowego. Obsługa lotniska zaś nie miała zamiaru traktować nikogo na specjalnych warunkach, więc rozwiązanie problemu pozostawiła samym zainteresowanym. Transport ostatecznie udało się zakontraktować na 40 minut (!) przed przewidywanym rozpoczęciem starcia. Z racji ograniczonej pojemności samolotu w Guayaquil w oczekiwaniu na kolejny lot musiała jednak zostać część pracowników Atletico, a także kibice.

Koniec dramaturgii? Ależ skąd. Po szaleńczej podróży autokarem z lotniska w Quito na stadion na miejscu Atletico poradzić sobie musiało bowiem z kolejną zagwozdką. W Guayaquil z przyczyn technicznych zostać musiały koszulki i buty zawodników, które nie zdążyły dotrzeć do piłkarzy na czas. Jak pewnie się domyślacie, wybiegnięcie na gołych klatach i na bosaka raczej nie wchodziło w grę, więc znów trzeba było naprędce szukać wyjścia z sytuacji. Koniec końców, drużyna z San Miguel de Tucuman wybiegła w strojach… reprezentacji Argentyny do lat 20, która niesamowitym zbiegiem okoliczności rozgrywała akurat w pobliżu swój mecz i postanowiła pomóc kolegom w potrzebie.

Aniołem stróżem Atletico okazał się niewątpliwie ambasador Argentyny w Ekwadorze, Luis Juez, który wydatnie przyczynił się do tego, by ostatecznie oba zespoły wybiegły na murawę. To on załatwiał zastępczy lot z Guayaquil do Quito, koszulki, a także osobiście przekonywał włodarzy Nacionalu do tego, by nieco odpuścili, nie trzymali się sztywno regulaminu i pozwolili na rozegranie meczu. „Prezes Atletico zadzwonił do mnie zdesperowany. Musieliśmy w ekspresowym tempie szukać nowego lotu. Najpierw udało nam się dopiąć kwestie związane z transportem, następnie zaś musieliśmy się zabrać za… szukanie koszulek. Momentami robiłem za dostawcę sprzętu i trenera, nawet urządziłem piłkarzom odprawę przedmeczową!”, komentował w argentyńskich mediach Juez.

Działacze Nacionalu, którzy przez długi czas twardo obstawali przy swoim, powtarzając, że nie będą czekać więcej niż 45 minut dopuszczonych w wyjątkowych sytuacjach przez regulamin rozgrywek, ostatecznie dali się jednak przekonać – pierwszy gwizdek arbitra rozbrzmiał z około półtoragodzinnym opóźnieniem. Do dopełnienia się osadzonej we współczesnych realiach przypowieści o biblijnym Hiobie brakowało już tylko jednego…

Tak, zgadliście, Atletico Tucuman awansowało do kolejnej fazy eliminacji. Gola na wagę zwycięstwa dla reprezentacji Argentyny U-20   zdobył Fernando Zampedri.

Niekorzystny wynik w pierwszym meczu, perspektywa gry na stadionie położonym niemal trzy kilometry nad poziomem morza, niesprawny samolot, trzy godziny oczekiwania na zastępczy lot, szaleńczy autokarowy rajd w policyjnej eskorcie, brak koszulek i butów oraz liczenie na łaskę rywali. Jednym słowem – warto dwa razy się zastanowić nim winę za niepowodzenie zacznie się zrzucać na byle podmuch wiatru czy porę rozgrywania meczu.

KOMENTARZE (5)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
dario armando

Amazing

Trollosiewicz

Ja myślę, że te koszulki im nawet pomogły, poczuli się lepsi, jak reprezentanci.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Kulturalny Komentator

Kto chce – szuka sposobu. Kto nie chce – przyczyny.
Amen.

jjacekj
Legia

Ćwielong nie dowierza.

wpDiscuz