Nic nie trwa wiecznie. No, chyba, że remont Stadionu Śląskiego
Weszło

Nic nie trwa wiecznie. No, chyba, że remont Stadionu Śląskiego

Nic nie trwa wiecznie. Znacie ten cytat? Nie mówi prawdy. Zaprzecza mu remont Stadionu Śląskiego, który zaczął się mniej więcej za czasów piastowskich, a będzie trwał do końca świata i jeden dzień dłużej. Miano go oddawać do użytku już tuzin razy, ostatnio zapowiadana data to wrzesień 2017. Otwarcie uświetnić miała Metallica, ale już się z tego w urzędzie wycofują, bo ryzyko niedotrzymania terminu jest zbyt duże.

Naprawdę chcielibyśmy napisać o Stadionie Śląskim coś przyjemnego. Powiedzmy – był areną udanych Wielkich Derbów Śląska. Gościł prestiżową imprezę sportową albo wielką gwiazdę muzyczną. Niestety, za każdym razem, gdy w mediach pojawia się cokolwiek o Stadionie Śląskim, to zawsze w kompromitującym kontekście. Bo umówmy się, kompromitacją jest, że po tylu latach wciąż przesuwana jest data otwarcia areny, a jeszcze większą fakt, że remont pochłania kolejne dziesiątki milionów złotych i kredyty, na czym cierpią tylko mieszkańcy:

Kwiecień 2014, „Newsweek”: Stadion Śląski zmiażdżony przez NIK. Teraz piłka po stronie prokuratury

Sierpień 2016, „Dziennik Zachodni”: Stadion Śląski zostanie dokończony! Zakończenie modernizacji i nowe kredyty: 64 mln i 35 mln złotych.

Doceniamy wykrzyknik po informacji, że Stadion Śląski zostanie dokończony – istotnie jest to informacja sensacyjna, w którą trudno uwierzyć.

Wiecie kiedy zaczęta w 2009 modernizacja (któraś z kolei, bo ogółem różnorakie prace zaczęły się w 1995) miała się według planu zakończyć? W trzecim kwartale 2011 roku. Lekka obsuwa, sześć lat, oj tam oj tam. Przed wami komediowe wypowiedzi, niestety prawdziwe:

Myślę, że zgodnie z przyjętym harmonogramem już w połowie 2011 roku podziwiać będziemy jeden z najlepszych wielofunkcyjnych stadionów w Europie” – powiedział  Marszałek Województwa Śląskiego Bogusław Śmigielski.

Obiecuję, że prace na tym stadionie będą się odbywały z taką dokładnością, jak w szwajcarskim zegarku– powiedział Henryk Liszka, prezesa zarządu HOCHTIEF Polska.

Od momentu startu remontu Śląskiego giganta w Polsce zdążyli od podstaw zbudować wiele stadionów, a tutaj ciągle czekamy. I na co? Zasłużona arena, oczywiście, tu pisała się historia polskiej piłki. Ale dla kogo dzisiaj? Dla kadry? Nie, ta gra na Narodowym. Dla Ruchu? Nie, tylko 11 procent kibiców chce przenosin na „Kocioł Czarownic”. Na wszelakie imprezy lekkoatletyczne, artystyczne? Być może, choć to diabelnie trudne, o czym powie każdy operator wielkiego stadionu. Naprawdę życzymy mieszkańcom Śląska, by stadion zarabiał, bo przyniósł już dostatecznie dużo kosztów. Najgorzej – co jest prawdopodobne – jeśli dalej będzie ciągnął kasę z budżetu. Na zwrot inwestycji nie ma szans, Śląski walczy o miano najdroższego obiektu w Europie,  choć na najnowocześniejszy niestety nie wygląda.

Niestety, ale z której strony spojrzymy, wniosek nasuwa się jeden: ostatnio tak spektakularną katastrofą budowlaną była Wieża Babel.