Jak nie teraz – to kiedy? Monaco jedzie do Paryża po pole position w wyścigu o mistrzostwo!
Bukmacherka

Jak nie teraz – to kiedy? Monaco jedzie do Paryża po pole position w wyścigu o mistrzostwo!

Styczeń 2016 roku. Przygotowania do 22. kolejki Ligue 1. AS Monaco na pozycji wicelidera oglądało do niedawna plecy Paris Saint Germain, ale teraz już nie widać pleców, ledwie jakąś plamkę na horyzoncie. W mediach od dawna nie pojawiają się już pytania: kto? Dominuje: kiedy? PSG, hegemon i mistrz, ma 21 punktów przewagi nad wiceliderem. Czyli: siedem zwycięstw przewagi. Po zaledwie 21 meczach. To jest pogrom. 18 zwycięstw, 3 remisy – niektóre drużyny tyle ciułają przez półtora roku. Koronacja jest kwestią czasu, dochodzi do niej absurdalnie szybko – już 13 marca.

STAWIASZ 75 ZŁOTYCH (PO KURSIE PRZYNAJMNIEJ 1,80) W BETSAFE I NIEZALEŻNIE OD WYNIKU – NA KONCIE POJAWIA SIĘ 150 ZŁOTYCH! SPRAWDŹ BONUS POWITALNY!

Przenosimy się w czasie. Styczeń 2017 roku. PSG traci trzy punkty do AS Monaco, w pierwszym meczu z drużyną z Księstwa przegrało 1:3, nie jest wcale murowanym faworytem starcia na własnym stadionie. Minęło dwanaście miesięcy, zmieniło się wszystko.

Byłoby ogromnym błędem sprowadzać tę nieoczekiwaną zamianę miejsc do oddania Zlatana Ibrahimovicia, legendy i najlepszego strzelca w historii Paryża. Zmiany w stolicy Francji były o wiele głębsze, podobnie zresztą jak i w Monaco, w którym Dmitrij Rybołowlew znów zaczął inwestować na grubo. Mateusz Święcicki z Eleven zacytował na Twitterze słowa Thomasa Lemara z zespołu lidera Ligue 1. – Drużynę odmieniły dwa transfery – powrót Radamela Falcao oraz kupno Kamila Glika.

falcao

Efekt jest taki, że nawet to mistrzowskie PSG po 21 kolejkach ubiegłego sezonu miało 51 strzelonych goli. Obecnie Monaco na tym samym etapie nastukało ich już… 64. Ponad trzy bramki na mecz. A wszystko wskazuje na to, że AS Monaco dopiero zaczyna się rozpędzać.

***

Starcia na szczycie Ligue 1 trochę przypominają nam słynne konflikty zastępcze rozpętywane w różnych miejscach globu między II wojną światową a upadkiem komunizmu. Na neutralnym terenie spotykali się wówczas kompletnie niezależni rebelianci przypadkowo uzbrajani przez amerykańskie służby oraz absolutnie niepodlegli bojownicy – z niezobowiązującymi kontaktami z rosyjskimi podmiotami. Na szczęście w dzisiejszym świecie dominują mimo wszystko ekonomiczne batalie, więc na ubitej francuskiej ziemi spotykają się dwie fortuny. Rosyjska oligarchia, uosabiania przez Dmitrija Rybołowlewa, oraz katarski QSI, czyli fortuna szejków z Bliskiego Wschodu.

O tej finansowej rywalizacji napisano wszystko – sami możecie cofnąć się do naszych artykułów, choćby TUTAJ. W skrócie: Monaco musiało się zmagać nie tylko z ligowymi przeciwnikami, ale też demonami z przeszłości swojego właściciela. Mamy tutaj na myśli przede wszystkim jego rozwód, orzeczony z jego winy po zdradzie żony z modelkami. Opisywaliśmy to tak:

Maj 2013 był okresem euforii, wielkich transferów i zbrojeń. Maj 2014 stanął pod znakiem jednego z najgłośniejszych rozwodów w świecie rosyjskiego biznesu. Pamiętacie jeszcze niewinną imprezkę, na której Jelena Rybołowlewa przyłapała Dmitrija z bandą modelek w jacuzzi? Szwajcarski sąd pamiętał. Niemal na koniec sezonu Monaco otrzymało cios, który mógł być mocniejszy, niż marcowe porażki. Żona właściciela wyrokiem sądu przejęła połowę majątku Dmitirija. Niemal… cztery i pół miliarda dolarów.

W Monaco w teorii nikt nie panikował – poszczególni piłkarze zapewniali o swojej lojalności i próbie odbicia tytułu mistrzowskiego w przyszłym sezonie. Jeszcze pod koniec maja wydawało się, że trzon składu faktycznie pozostanie nienaruszony. Potem jednak były Mistrzostwa Świata, kapitalne występy Jamesa Rodrigueza, przemeblowanie w United… Zbroić zaczęli się prawdziwi mocarze, którzy wyjęli z Monaco kolumbijski duet. Za darmo z klubu wyfrunął Abidal, zakończyło się również wypożyczenie Sergio Romero, za 6 milionów funtów Newcastle przejęło Riviere’a.

To nie była wyprzedaż, ale mimo wszystko brak kluczowych ogniw był jasnym oddaniem walki o mistrzowski tytuł.

Minęły jednak ciemne dni, minęły wiszące nad całą rosyjską oligarchią groźby sankcji za działania Rosji na Ukrainie. Nie wypaliły pomysły uderzania w Abramowiczów i jemu podobnych, jeśli kary nie mogą dosięgnąć Putina. Monaco więc odżyło. Choć oczywiście trzeba przyznać: nadal był to ledwie biedniejszy kuzyn PSG, z bogatszego miasta, ale z mniejszymi nakładami. Tym razem jednak nie było żadnej wyprzedaży albo demontażu – zamiast tego punktowe wzmocnienia po bardzo rzetelnym sprawdzeniu przydatności nowych zawodników. Falcao, błądzący po kolejnych klubach, w Monaco zazwyczaj odżywał. Bingo, 17 goli w 22 meczach we wszystkich rozgrywkach. Kamil Glik? Już od dawna gwarantował jakość, jeśli ktoś miał wątpliwości – Euro je kompletnie rozwiało. PSG odpowiedziało zawodnikami droższymi, ale przy tym – zdaje się – nie do końca pasującymi do wizji, która przynosiła Paryżowi kolejne tytuły. Sidibe i Mendy? Kolejni wartościowi gracze, którzy sprawili, że Monaco nie tylko nawiązało rywalizację ze stolicą, ale wręcz wychodzi z niej górą.

a6341c36da95039be193c5fcdc5a9d9f

Przez grzeczność nie będziemy tutaj przywoływać słów Monchiego o Grzegorzu Krychowiaku, ani dokonań z ubiegłej rundy polskiego pomocnika. Paryżanie stracili przewagę finansową, dzięki której w niektórych okienkach mogli kupować zawodników kilkukrotnie droższych od najlepszych piłkarzy Monaco. To znaczy… Wciąż stać ich na niemal każdego piłkarza w Europie, ale Monaco zmniejszyło dystans. Inaczej wygląda wydanie stu milionów euro, gdy rywal wkłada dziesięć. Inaczej wydanie 80 milionów (PSG 2016/17), gdy przeciwnik kładzie swoje 45 (Monaco). Widać to aż nazbyt wyraźnie po dorobku duetów: Krychowiaka i Jesego oraz Sidibe i Glika.

ZWYCIĘSTWO MONAKO W BETSAFE? 630 ZŁOTYCH ZA POSTAWIONE 100! DLA NOWYCH GRACZY 150 ZŁOTYCH BONUSU NIEZALEŻNIE OD POWODZENIA TYPU!

***

4:0 z Lorient. Zamiana na fotelu lidera. Jeśli to nie jest manifestacja siły – co nią może właściwie być? Drużyna z Księstwa rozjechała kolejnych rywali i strąciła z tronu rewelację jesieni z jedną porażką na koncie. Trzy punkty przewagi nad PSG, w perspektywie – wystarczy przecież dziś znów odpalić tę niezawodną maszynę – nawet sześć „oczek” po 22. serii spotkań.

Starcie wagi ciężkiej, wreszcie takie, jakie wymarzyli sobie włodarze klubu z bogatego państewka na wybrzeżu. Niestety – nie do końca takie, jak wyobrażaliśmy sobie my. Grzegorz Krychowiak ma spore problemy z przebiciem się do pierwszego składu, a na domiar złego przyplątała się mu tajemnicza kontuzja, zaś Kamil Glik walczy z czasem. Polski stoper nabawił się urazu mięśniowego w ostatnich minutach wspomnianego starcia z Lorient i wszyscy w Księstwie dmuchają i chuchają na naszego reprezentanta, by ten zdążył wykurować się na niedzielny mecz. Bez niego w składzie Monaco może mieć ogromne problemy z powstrzymaniem siły ognia Paryżan – przede wszystkim Edinsona Cavaniego i Angela Di Marii. Ten pierwszy, choć miał kilka spektakularnie spieprzonych sytuacji, po których paryżanie rozpoczynali modlitwy o powrót Zlatana, strzela regularnie. 20 goli w 21 ligowych meczach, lepiej niż Falcao, a przede wszystkim – z zapewnieniem w miarę godnego zastępstwa dla Ibrahimovicia. Problem leży jednak zupełnie gdzie indziej – mimo goli Urugwajczyka, PSG nie zachwyca. Nie daje tego, do czego przyzwyczaili się kibice z Parku Książąt.

Co prawda w 2017 roku jego zespół notuje same zwycięstwa, ale w Ligue 1 nie można nie odnieść wrażenia, że jego podopieczni chcą wygrać najmniejszym nakładem sił. Skromne 1:0 z Rennes, a po nim 2:0 z jedenastym w tabeli Nantes? Stare dobre PSG pozwoliłoby tu sobie na strzelaniny i kilka goli zdobytych piętami, przewrotkami i krzyżakami… A publika w stolicy Francji jest wyjątkowo wymagająca.

Na brak piłkarskich fajerwerków nie mogą za to narzekać sympatycy Monaco, których ulubiona drużyna prezentuje ofensywny, przyjemny dla oka futbol. Formę odnalazł Radamel Falcao, w środku pola błyszczą Fabinho i rewelacyjny Tiemoue Bakayoko, a dużo wiatru robią Thomas Lemar czy Bernardo Silva, za którego Jose Mourinho jest w stanie wyłożyć ponoć aż 70 baniek euro. Wynik meczu PSG z Monaco jest niemożliwy do przewidzenia. Z jednej strony Paryżanie prezentują nudny futbol, jednak Cavani, Verratti i Di Maria w każdym momencie są w stanie wyczarować coś z niczego, a z drugiej strony mamy Monaco, które choć potrafi grać piękną piłkę, może stać się ofiarą własnego stylu i zostać wypunktowane w starciu z tak klasowym rywalem.

Jedno jest pewne – wyścig o mistrzostwo Ligue 1 od lat nie był tak pasjonujący. Albo raczej: od lat PSG nie było takie zwyczajne. Jeśli Monaco dzisiaj zwycięży – w wyścigu po tytuł wystartuje z pole position. I naprawdę ciężko będzie im te 6 punktów przewagi roztrwonić, nie w formie, w której zdobywają trzy bramki na mecz.

***

Przy okazji szlagieru Ligue 1 nasi koledzy z Betsafe odpalili specjalną ofertę powitalną. Jeśli zagracie za 75 złotych po kursie przynajmniej 1,80 – niezależnie od wyniku na waszym koncie pojawi się 150 złotych bonusu. Sprawdźcie koniecznie sami TUTAJ!

1140x200

KOMENTARZE (0)

Dodaj komentarz

Powiadom o
wpDiscuz
WordPress Lightbox