Tym razem do właściwej bramki. Na kłopoty… Sergio Ramos
Hiszpania

Tym razem do właściwej bramki. Na kłopoty… Sergio Ramos

Neymar, Jamie Vardy, Javier Hernandez, Kevin Gameiro, Carlos Bacca, Angel di Maria, Kevin de Bruyne. Co łączy tych kilku ofensywnych kozaków? Żaden z nich nie strzelił w tym sezonie klubowym, biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki, więcej goli niż Sergio Ramos. Jak tak dalej pójdzie, w obawie przed stoperem Królewskich rywale Realu Madryt rzutów rożnych i wolnych na własnej połowie będą się wystrzegać równie mocno co faulowania w szesnastce. Gdyby w myśl tej zasady pilnowali się piłkarze Malagi, ich zespół raczej nie przegrałby meczu na Santiago Bernabeu. 

Z piekła do nieba w kilka dni – za takie podróże uwielbiamy futbol, o czym właśnie przypomniał nam Ramos. Ledwie sześć dni temu stoper Królewskich w Sevilli załadował piłkę do własnej bramki. Rzucił przeciwnikom koło ratunkowe, a gdy ci wrócili na pokład, wrzucili do wody swojego wybawcę i Real przegrał po raz pierwszy od 40 spotkań. W tygodniu też nie było różowo – Królewscy przegrali z Celtą Vigo w Pucharze Króla, a świat obiegło wieśniackie zachowanie Ramosa, który nazwał matkę Iago Aspasa kurwą. Dla wielu to tydzień z rodzaju tych, po których marzysz, by wzorem Michała Probierza walnąć sobie whisky.

Za to Ramos walnął dwie sztuki Maladze.

Przy obu asystował Toni Kroos. Przy drugiej był minimalny spalony. Nie zmienia to jednak faktu, że gość jest niesamowity. Tu już nawet nie chodzi o to, ile strzela (jest drugim snajperem Królewskich w La Liga), a o to, jak ważne są to gole. Bramka z Sevillą z Superpucharze Europy z ostatniej minuty dała dogrywkę, z Villarrealem i Barceloną trafił na wagę ligowego punktu, z Deportivo dzięki jego golowi udało się wygrać, dziś też odwalił całą robotę. Po trzech z rzędu meczach bez zwycięstwa (w tym dwóch porażkach) wziął na plecy kolegów z drużyny i zaniósł do mety. Gdybyśmy wzorem spotkań Ekstraklasy po meczach La Liga również przyznawali nagrody, to Ramos dostałby od nas dzisiaj pelerynę i kostium superbohatera.

Czapki z głów przed stoperem Królewskich, ale również przed Malagą. Jak na drużynę, która po raz ostatni w lidze wygrała w listopadzie i przegrała 5 z ostatnich 7 spotkań, pokazała naprawdę dobry futbol. Oczywiście Real mógł już wcześniej wyjść na prowadzenie – jeszcze zanim festiwal strzelecki rozpoczął Ramos, dobre okazje spartolili Ronaldo i Benzema. Jednak goście też mieli swoje szanse. Ot, choćby obili słupek bramki Keylora Navasa. Gola kontaktowego w 63. minucie strzelił Juanpi. I już kilkadziesiąt sekund później mogło być 2-2, przyjezdni zaatakowali w tym fragmencie z pianą na ustach. Tym razem jednak Navas obronił strzał Juana Carlosa.

2-1. Real kilkukrotnie mógł później zamknąć ten mecz, jednak żaden z graczy Królewskich nie zdecydował się odebrać splendoru Sergio Ramosowi. Szanujemy!