Zmęczeni sezonem wreszcie wygrani
Anglia

Zmęczeni sezonem wreszcie wygrani

35 dni, 10 meczów, każdy z nich „o coś”. Tak jak nie lubimy u zawodowych sportowców tłumaczeń, że zabrakło świeżości, tak akurat Święci z Southampton dziś mieli prawo tłumaczyć, że jadą na oparach. I jak tu próbować zaoszczędzić nieco sił w zapasie, by po spotkaniu EFL Cup z Liverpoolem nie zaświeciła im się rezerwa. Wyszło lepiej niż przyzwoicie, bo podopieczni Claude’a Puela pojadą na Anfield dzierżąc w dłoniach wywalczone na St. Mary’s 1:0.

Celem Southampton na ten mecz miało być przede wszystkim… pozostanie w grze o finał. Jakkolwiek minimalistycznie to brzmi w kontekście spotkania u siebie, akurat Święci dziś mieli do tego prawo. Żaden inny zespół z Premier League nie ma bowiem tak napiętego kalendarza, jak ekipa Claude’a Puela, która ostatnio grała:

– 28 grudnia: porażka 1:4 z Tottenhamem

– 31 grudnia: porażka 1:2 z West Bromem

– 2 stycznia: porażka 0:3 z Evertonem

– 7 stycznia: remis 2:2 w meczu 3. rundy FA Cup z Norwich

– dziś (11 stycznia): mecz półfinałowy EFL Cup z Liverpoolem

Czyli – 15 dni, 5 meczów. A przecież Świętych czeka teraz jeszcze na przestrzeni nieco ponad dwóch tygodni: starcie w FA Cup z Norwich, rewanż w EFL Cup z Liverpoolem, a w międzyczasie potyczki ligowe z Burnley, Leicester i Swansea. Szybko licząc – 10 spotkań w 35 dni. W tym – jak na ironię – dodatkowe z Norwich, o tyle frustrujące, że załatwione w 92. minucie meczu 3. rundy FA Cup przez napastnika Kanarków Stevena Naismitha.

Spotkanie z The Reds zaczęło się chyba lepiej, niż Święci mogli się spodziewać. Jeżeli fani bojkotowali ostatnio ich mecze w odpowiedzi na defensywny styl i słabe wyniki, to w dwudziestej minucie lepszego bodźca do powrotu na trybuny ich pupile dać nie mogli. Świetne zagranie z pierwszej piłki Rodrigueza, wyjście Redmonda sam na sam z Kariusem, precyzyjny strzał – 1:0. A przecież minutę wcześniej najpierw Karius musiał się nagimnastykować, by zatrzymać uderzenie Anglika po wrzutce z prawej strony, a także nie tracić czujności, gdy z dystansu próbował pokonać go Bertrand.

Dziś zresztą atrakcyjniejsza niż ostatnio gra nie była jedyną rzeczą, która mogła zaskoczyć na plus kibiców Świętych. Zaangażowaniem i walką do ostatniej kropli krwi o każdą piłkę niezwykle imponował Cedric Soares, całą masę jakości w rozegraniu dawał Oriol Romeu, a Nathan Redmond zagrał… jak nie Nathan Redmond. W jego akurat kierunku krytyka z ostatnich tygodni była bardzo ostra, dziś był tym, który napędzał ofensywę Southampton i raz za razem dochodził do sytuacji strzeleckich. W pierwszej połowie strzelił gola na 1:0, a mógł spokojnie w tych trzech kwadransach zaliczyć hat-tricka. W drugiej odsłonie, po zagraniu Shane’a Longa wcinką nad Lorisem Kariusem, który wcześniej dwukrotnie niezwykle efektownie go zatrzymywał, trafił w poprzeczkę.

Mało dobrego można z kolei powiedzieć o Liverpoolu. Najlepszym pomysłem Daniela Sturridge’a na rozmontowanie defensywy Southampton był kontrolowany poślizg w polu karnym opatrzony błagalnym wzrokiem w kierunku arbitra, a jego koledzy wcale nie zrobili w tym kierunku wiele więcej. Tak jak The Reds nie mieli pomysłu na rozmontowanie defensywy Plymouth, tak i dziś nie potrafili sobie poradzić z zadaniem skarcenia obrony Świętych. Co jest o tyle dziwne, że Southampton w ostatnich czterech meczach tracił każdorazowo co najmniej po dwie bramki, a Liverpool przecież uchodził w tym sezonie za jedną z najbardziej kreatywnych ekip na Wyspach.

Nie pomogło nawet wejście Philippe Coutinho, którego najwidoczniej Juergen Klopp chciał jeszcze oszczędzić po powrocie po kontuzji, ale nie widząc innej możliwości wprowadzenia ożywienia do gry gości, posłał go w bój już po nieco ponad godzinie gry. Widać było jak na dłoni, że oprócz tego, że na boisku brakowało Brazylijczyka, sporo jakości Liverpool kosztował także brak w składzie porządkującego grę Jordana Hendersona i wprowadzającego do niej szczyptę szaleństwa Sadio Mane.

Southampton przerywa więc serię bez wygranej, trwającą od świątecznej kolejki Premier League. Z kolei Liverpool daje kolejny sygnał, że wraz z przyjściem Nowego Roku, gdzieś wyparowała jego forma. I jeżeli Juergen Klopp przychodził do Anglii żądny karkołomnych wyzwań, takie właśnie nadeszło. Podnieść zespół po trzech meczach bez wygranej przed najważniejszym dla kibiców spotkaniem sezonu. Przed starciem z niepokonanym od piętnastu meczów Manchesterem United.

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Zmęczeni sezonem wreszcie wygrani"

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Janusz Rychter

Liverpool gasnie Czekamy na powrót couthinio

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

bjoergentrening
19 lutego, 21:43
Image and video hosting by TinyPic