Image and video hosting by TinyPic
Inne oblicze chińskiego futbolu. Jak naprawdę wygląda piłkarska rewolucja?
Weszło

Inne oblicze chińskiego futbolu. Jak naprawdę wygląda piłkarska rewolucja?

Oscar przechodzi z Chelsea do Szanghaj SIPG za 60 milionów euro. Na dniach do Tianjin Quanjian ma dołączyć Axel Witsel, za którego beniaminek chińskiej ekstraklasy wykłada 25 baniek dla Zenita i 18 za sezon dla samego Belga. Carlos Tevez w Szanghaj Shenhua otrzymuje kontrakt gwarantujący mu 34,5 miliona funtów za rok gry. Ofertę, jaką rzekomo dostał Cristiano Ronaldo na razie wkładamy gdzieś do działu „beletrystyka”, ale i tak strach pomyśleć co będzie dalej.

Zaraz zaraz, strach? Na to uczucie powołuje się spora część kibiców. Ba, podobną narrację przyjmują nawet wielkie futbolowe autorytety, na przykład Antonio Conte. – Chiński rynek transferowy stwarza ogromne zagrożenie. Nie chodzi tylko o Chelsea, lecz cały świat – komentował po ogłoszeniu sprzedaży Oscara przez The Blues.

Nie do końca wiadomo, jaki rodzaj niebezpieczeństwa miał na myśli Włoch, ale żadna z interpretacji nie wygląda jak wyrok śmierci dla klubu tak silnego i stabilnego jak ten Romana Abramowicza. Może jedynie pojawienie się konkurencji w walce o poszczególnych zawodników? Hipotetycznie, taki Willian wcale nie musiałby trafić na Stamford Bridge, gdyby jakiś czas temu przyszło powiedzmy Jiangsu i zaoferowało mu więcej niż londyńczycy. Bo że akurat on kieruje się pieniędzmi, to żadna nowość. W 2013 roku do Anży Machaczkała nie poszedł bynajmniej ze względu na poziom sportowy.

Jest też scenariusz przewidujący postawienie Europy pod ścianą i zmuszenie jej do utworzenia Superligi, o czym pisał niedawno Leszek Milewski. Z drugiej strony akurat Chelsea takie rozwiązanie byłoby wręcz na rękę. Czego więc tu się bać?

Wręcz przeciwnie, ci co mają w zwyczaju płacenie za zawodników po kilkanaście lub kilkadziesiąt milionów powinni się nawet cieszyć. Wzmożona aktywność Chińczyków oznacza bowiem pojawienie się nowych środków na europejskim rynku transferowym, co może pozytywnie wpłynąć na sytuację ekonomiczną niektórych klubów. Dzięki temu znacznie łatwiej będzie im spełnić wymogi finansowego fair play, da większą swobodę w dokonywaniu kolejnych zakupów, a tym biedniejszym pomoże spłacić długi lub odciąży budżety płacowe.

To raczej nie wygląda na psucie rynku, a właśnie taki argument wysuwają kibice negatywnie nastawieni wobec działań Państwa Środka. Warto jednak dostrzec, iż jest to jedynie przedłużenie trendu, jaki miał swój początek na Starym Kontynencie. O „chorych sumach” mówiono i pisano w czasach, kiedy w 1975 roku Napoli zapłaciło ponad milion funtów za niejakiego Giuseppe Savoldiego. Podobnie było 17 lat później, kiedy Jean-Pierre Papin za 10 milionów zamienił OM na Milan oraz w 2009, gdy Real Madryt zapłacił 93 bańki za Cristiano Ronaldo.

Dziś podobne lub ciut mniejsze sumy są na porządku dziennym, więc dlaczego tak otwarcie krytykuje się jedynie Chińczyków? W czym pod tym względem lepsi są Królewscy, Barcelona, PSG, Manchester City i United? Albo w ogóle Anglicy? Gdy dostali zastrzyk gotówki z nowej umowy dotyczącej praw telewizyjnych też zaczęli przepłacać na potęgę. Nawet kluby z Championship potrafią zapłacić za zawodnika przeszło 10 milionów. Matt Richie, Ross McCormack, Steven Naismith, Dwight Gayle… Sami wirtuozi.

Wracając do Chin – w ich przypadku kwestia ciągłego windowania cen nie jest jednak tak zero-jedynkowa jakby się wydawało. Oni po prostu muszą wydawać takie ogromne pieniądze, żeby przyciągnąć do siebie:

1.Lepszych piłkarzy

2. Kibiców
3. Uwagę mediów

4. Reklamodawców i sponsorów

Tych pierwszych na razie nie przekonają przecież poziomem sportowym, choć niebawem może się to zmienić. Już teraz w CSL występuje tylu uznanych i utalentowanych graczy, że nie sposób przejść obok nich z całkowitą obojętnością. Drugą i trzecią grupę przyciąga właśnie ta pierwsza, Proste jak drut: w Warszawie ostatnio chodzi się na Odjidję-Ofoe, w Kantonie na Goularta. Reklamodawcy i sponsorzy natomiast pojawiają się w Chinach w sposób naturalny – skoro w Chinach są tak ogromne pieniądze oraz naprawdę duże zainteresowanie, to warto tam wypromować swoją markę, samemu sporo zarobić, a także pozwolić zarabiać klubom. Wykorzystał to chociażby Nissan – za możliwość umieszczenia reklamy na strojach Guangzhou Evegrande zapłacił mu 19 milionów dolarów. Podobne kwoty otrzymują niektóre kluby Premier League!

 

 

Duży wpływ na obrót ogromnymi sumami ma też fakt, iż w CSL gra się systemem wiosna-jesień. To sprawia, że ekipy z ChRL mają utrudnione zadanie w sprowadzaniu graczy na zasadzie wolnych transferów, bo ich koniec sezonu nie zbiega się z „naszym”. Kluby europejskie natomiast nie chcą znacznie osłabiać się w trakcie rozgrywek, dlatego stawiają wysokie ceny zaporowe, żeby w ten sposób zrekompensować straty personalne.

Trudno też oprzeć się wrażeniu, że cały ten chiński szok transferowy jest nieco sztucznie nadmuchany. Ma to bezpośredni związek z aspektem opisanym wyżej, czyli okresem, kiedy aktywność wschodnich bogaczy znacznie się zwiększa – zimą. W tym czasie w Europie praktycznie nikt nie robi wielkich zakupów. Zdarzają się strzały typu przenosiny Juana Maty z Chelsea do Manchesteru United, czy Andre Schurrle do Wolfsburga, ale to żadna reguła. Inaczej sprawa ma się latem (co można łatwo sprawdzić na transfermarkcie). Czy wówczas przenosiny Oscara do SIPG wyglądałyby równie efektownie, spektakularnie lub – jak kto woli – głupio? Na pewno byśmy je odnotowali, ale prędzej zgubiłyby się w natłoku innych drogich transferów. Zimą natomiast tego typu ruchy są znacznie bardziej wyeksponowane, co niesłusznie potęguje ich skalę. Jaki z tego wniosek? Porównywanie zimowego okna europejskiego z azjatyckim pod tym względem nie ma większego sensu.

W tym kontekście dużo większą uwagę należy zwrócić ku polityce narodowościowej, jaka została narzucona na CSL przez Azjatycką Konfederację Piłkarską. Przepisy przewidują bowiem, iż w każdym chińskim zespole w najwyższej klasie rozgrywkowej może grać jedynie pięciu obcokrajowców, z czego dodatkowo jeden musi posiadać azjatyckie obywatelstwo. Kluby z Państwa Środka wykorzystują ten fakt, ponieważ dzięki niemu są w stanie zaoferować więcej pieniędzy za jedną gwiazdę, niż gdyby w jej miejsce miano sprowadzić pięć. Między zawodnikami zagranicznymi a miejscowymi istnieje też przepaść w zarobkach, co dodatkowo wzmaga zjawisko, ale jednocześnie równoważy budżety płacowe. Ład finansowy nie zostaje tu w żaden sposób zachwiany.

Same ograniczenia narodowościowe są zresztą bardzo korzystne dla Chińczyków z perspektywy szkolenia, bo de facto na ten aspekt właśnie zamierzają położyć największy nacisk w swojej futbolowej rewolucji. W ten sposób minimalizują ryzyko, iż zagraniczni piłkarze będą blokować im miejsce w zespole, a z drugiej strony ich obecność – dzięki doświadczeniu, umiejętnościom taktycznym i technicznym – pomoże rodzimym zawodnikom szybciej się rozwijać.

wiki

To jest zresztą sedno całego problemu. Dlaczego tak dużo narzeka się na horrendalne sumy, które wydają kluby z ChRL, a tak mało mówi się na przykład o ich inwestycjach w szkolenie?

Chińczycy są zresztą bardzo świadomi tego jak dużo pracy ich czeka, jakie są ich największe braki. Ogromny problem mają chociażby z bramkarzami. W przeciągu roku do seniorskiej reprezentacji powołania dostawało 13 golkiperów! Dlatego też wprowadzili przepis pozwalający grać na tej pozycji w CSL jedynie rodzimym zawodnikom. Nie ma przecież lepszych okoliczności do nauki niż regularna gra na najwyższym osiągalnym poziomie. Coś co teraz ich ogranicza za jakiś czas może przynieść może nie kłopot bogactwa, lecz na pewno wymierne rezultaty.

Tamtejsi działacze, trenerzy, a nawet i zwykli rodzice dzieciaków też zdali sobie sprawię, że proces ten nie dokona się w jedną noc. Nie bez powodu ci pierwsi szybko zrezygnowali z pomysłu ściągania do siebie emerytów typu Didier Drogba czy Nicolas Anelka, a zamiast tego postanowili zainwestować w talenty z Ameryki Południowej, takie jak Ricardo Goulart czy Roger Martínez. Podobnie negatywnie odebrano też na przykład wizytę Davida Beckhama, która miała miejsce kilka lat temu i miała na celu popularyzację futbolu wśród lokalnej młodzieży. – Oni nie znajdą rozwiązania w 3 lata, tylko w 30 – mówił Rowan Simmons, autor książki „Bamboo Goalposts” o historii chińskiej piłki, deprecjonując w ten sposób sens takich eventów. – Kiedy odwiedzają nas wielkie postacie, dzieciakom każe się grać w piłkę. Potem wielkie postacie wyjeżdżają, a dzieciaki znów nie robią nic – wtórował mu Ma Dexing, redaktor naczelny miejscowej gazety „Titan Sports”.

beckham

Trochę siłą zatem za promowanie futbolu wziął się rząd. To u nich normalne, głównie ze względu na ustrój, iż władza ingeruje we wszystko. Metody… Cóż, są tak samo kontrowersyjne, jak i ciekawe. Jedną z najważniejszych zmian było na pewno wprowadzenie piłki nożnej jako przedmiotu obowiązkowego do wszelkiego rodzaju szkół. Oprócz tego stworzono serię podręczników, z której adepci będą czerpać wiedzę na temat najpopularniejszego sportu na świecie – zakładamy, że opisano w niej głównie kwestie przygotowania fizycznego czy też taktycznego. Jak szeroko zakrojoną akcją jest ten projekt niech świadczy fakt, iż już teraz dotyczy on ponad 17 milionów uczniów.

W tę stronę, choć w znacznie bardziej „cywilizowany” sposób, idą oczywiście kluby, a na ich czele Guangzhou Evergrande, tamtejszy potentant. Powiedzieć o Tygrysach z południa [przydomek Guangzhou – przyp. red], że mają „mają rozmach skurwisyny”, to jak nie powiedzieć nic. Przy budowie i tworzeniu swojej akademii współpracują z Realem Madryt (choć oficjalnie Florentino się tego wypierał), dzięki czemu pracuje tam ponoć około 20 hiszpańskich szkoleniowców. Tym najbardziej znanym jest chyba Fernando Sanchez Cipitria, który wcześniej prowadził drużynę Juvenilu Królewskich.

1218efff8ce41334268896c92864777d

Prawdziwy obraz tego, na jaką skalę działa akademia Guangzhou pokazuje jednak dopiero jej rzeczywisty ogrom. Wygląda niczym Hogwart, ale jej adepci ganiają za futbolówką, a nie złotym zniczem. Została zbudowana za 185 milionów dolarów i o dziwo tym razem złamanego grosza nie dorzucił rząd. W jej skład wchodzi między innymi gigantyczny internat, lecz nie każdy może się w nim znaleźć – zaproszenia rozsyła klub, po wcześniejszej rekomendacji skautów pracujących na terenie całego kraju. Gwoli ścisłości przypominamy, iż powierzchnia Chin jest 30-krotnie większa niż Polski.

Ogromny postęp poczyniono w ostatnich latach także w Szanghaju, o czym na łamach Weszło opowiadał trener Andrzej Strejlau. – W Shenhua mieliśmy tylko jedno boisko, które wcześniej było żużlowe, dopiero my zrobiliśmy z niego trawiaste. Zaproszono mnie do Chin po 10 latach i byłem w szoku – piękny campus, oświetlenie, równa nawierzchnia, 10 boisk… Szalony przeskok!

To jednak Guangzhou stawia poprzeczkę najwyżej, ponieważ boisk treningowych ma 80.

A view shows some of the 50 pitches at Evergrande soccer academy in Qingyuan, southern China December 3, 2015. Picture taken December 3. REUTERS/Tyrone Siu

Ma też chyba najbardziej restrykcyjne reguły. W swoje kręgi nie przyjmuje dzieci innych narodowości, bowiem docelowo szatnia Tygrysów z Południa ma być w 100% chińska. Co prawda nikt tam sobie deadline’ów w tej kwestii nie stawia, choć w mediach przebąkuje się o roku 2020. Czy to realny termin? Śmiemy wątpić, ale jak to mawia Gary Neville klasyk: sky is the limit. Tak czy inaczej jest to inicjatywa godna pochwały. Już teraz w akademii zrzeszonych zostało ponad dwa tysiące dzieciaków, a ich liczba ma wciąż rosnąć.

Życie w niej podporządkowane zostało futbolowi niemal w każdym detalu, lecz jednocześnie dba się tam o podstawowe wykształcenie dzieci, bo przecież nie wszystkie zostaną zawodowymi piłkarzami. Dużą uwagę zwraca się więc na naukę języków obcych, co zresztą w ogóle do tej pory było mało popularne w Państwie Środka. Chińczycy zauważyli jednak, że znajomość języków może w przyszłości pomóc wszystkim dzieciakom. Jeśli w ich szeregach pojawi się Yao Ming – wzór sportowca pod względem rozwoju kariery, lecz… koszykarz – to zapewne prędzej czy później trafi do Europy, a do właściwej aklimatyzacji potrzebny będzie mu angielski, hiszpański czy niemiecki. Z kolei ci co (wybitnymi) piłkarzami nie zostaną, wejdą na rynek pracy z dodatkowym argumentem w swoim CV.

Dla nas to zupełnie normalne, ale w Chinach dostrzegają jeszcze jedną wielką zaletę oraz szansę w sposobie funkcjonowania futbolowych akademii. Jeden z dzienników w Guangzhou szczególnie podkreślał bowiem rolę tego typu ośrodków w rozwoju społecznym chińskiej młodzieży. Tym razem w osiągnięciu celu ma pomóc po prostu to, że młodzi piłkarze nie mieszkają w „jedynkach”, lecz pokojach czteroosobowych. Brzmi absurdalnie? Coś jednak musi być na rzeczy, skoro problem zauważają obcokrajowcy. Ostatnio w rozmowie z Weszło mówił o tym chociażby Marek Zub, który pracuje w Shenyang Urban (trzeci poziom rozgrywkowy):

„Przytoczyli mi przysłowie: «Jeden Chińczyk potrafi rozwinąć w sobie siłę smoka, a trzech Chińczyków to tylko trzy owady». Oni nie mają zdolności do współpracy, nie potrafią – dotyczy to nie tylko sportu – koordynować działań zespołu. Każdy chiński zawodnik umie biegać, skakać i kopać piłkę, lepiej lub gorzej, ale problem zaczyna się, gdy muszą zrobić coś wspólnie. Nie mają też w sobie kreatywności, którą my mamy, co wynika z wychowania – ich światopogląd, od przedszkola do posady w państwowych firmach, jest bardzo ograniczony i ukierunkowany na bardzo dobrą pracę odtwórczą.”

1-2

Na ich szczęście w porę zorientowali się, iż w kwestii futbolu bardziej warto odtwarzać europejskie standardy, niż się na nich zamykać. To też dla nich całkiem nowe podejście do sprawy, bo przez lata dumnie odcinali się od reszty świata. Uważali chyba, że skoro ich kultura jest jedną z najstarszych na świecie, to i w piłce nożnej nie potrzebują żadnych wzorców. Była to jednak samonapędzająca się spirala – trenerzy mieli ogromne problemy z załatwieniem sobie jakichkolwiek staży, podobnie zresztą było z samymi zawodnikami.

Dopiero od kilku lat sytuacja zaczęła ulegać dynamicznym zmianom. W końcu i mając na myśli piłkę nożną wzięli sobie do serca maksymę Konfucjusza: „Co usłyszę, to zapomnę. Co zobaczę, to zapamiętam. Co sam zrobię, tego się nauczę”. Bardzo prężnie w tej kwestii już jakiś czas temu zaczął działać Szanghaj Shenhua, który w 2011 roku nawiązał bliską współpracę z Atlético Madryt. Kluby te stworzyły razem projekt „Drużyna dla świata”, a jego podstawowym założeniem była organizacja systemu wymian dla juniorów. Dla Chińczyków natomiast jeszcze ważniejszy stał się inny aspekt współdziałania – możliwość wysłania trenerów do Hiszpanii, by ci uczyli się metod szkoleniowych od trenerów pracujących w różnych sekcjach Los Colchoneros, w tym także samego Diego Simeone.

Chińska młodzież z kolei najbardziej skorzystała na tak zwanym „Projekcie Wanda”, którego powstanie datuje się na 2010 rok. Kieruje nim Wang Jianlin, właściciel przedsiębiorstwa Dalian Wanda Group, do spółki z kilkoma klubami z Hiszpanii – Villarrealem, Valencią oraz wcześniej wspomnianym Atlético. W ramach tejże współpracy do wyżej wymienionych co rok trafia grupa wyselekcjonowanych wcześniej, najbardziej utalentowanych juniorów (30, po 10 do każdego klubu), którzy wcześniej przeszli przez system castingów rodem z talent show. – Są bardzo zdyscyplinowani i skoncentrowani na nauce tego, co jest esencją hiszpańskiego futbolu. Kilku z nich ma szansę na zrobienie kariery w Europie, a już na pewno w Chinach – mówił swego czasu Angel Misis, trener ze szkółki Los Colchoneros. W aklimatyzacji pomaga im fakt, iż chodzą do tych samych szkół co miejscowe dzieci, trenują razem z nimi, a dodatkowo uczestniczą w organizowanych specjalnie dla nich wycieczkach, podczas których chłoną iberyjską kulturę.

at

Valencia i Villarreal znalazły się w gronie najchętniej współdziałających z Chińczykami klubów nie bez powodu. Zanim na Estadio Mestalla zawitał Peter Lim i jego świta, Nietoperze długo romansowały właśnie z Wangiem Jianlinem w celu przejęcia klubu, co jednak ostatecznie nie doszło do skutku. Z kolei marketingowcy Żółtej Łodzi Podwodnej jako jedni z pierwszych w Primera División postanowili uruchomić nową wersję oficjalnej strony Los Amarillos w języku chińskim.

Dziś mnóstwo klubów z Hiszpanii ma konotacje z różnymi przedsiębiorstwami rodem z Państwa Środka. Za przykład może tu posłużyć choćby Rayo, na koszulkach którego do niedawna widniało logo firmy Qbao z branży multimedialnej. Ten sam koncern sponsoruje zresztą Real Sociedad. Kiedy jeszcze w zeszłym sezonie obie ekipy rozgrywały ze sobą mecz, był on ironicznie reklamowany jako „Derbi Qbao”. Mimo to cel został osiągnięty – przedsiębiorstwo otrzymało rozgłos, a kluby pieniądze. Szczególnie korzystne warunki wynegocjowali sobie Baskowie. Według  Jokina Aperribaya, prezydenta Realu Sociedad, Chińczycy mają pokryć nawet do 25% kosztów renowacji Estadio Anoeta. W zamian natomiast Txuri Urdin przyjęli do Zubiety [akademia Realu Sociedad – przyp. red.] kilku młodych chińskich adeptów futbolu.

rsss

Jak łatwo zauważyć na takim modelu współpracy korzystają obie strony – jedni mogą zdobyć wiedzę i umiejętności praktyczne z dziedziny futbolu, drudzy zaś podbijają nowe rynki, zyskują rozgłos, a tym samym zyskują też kolejnych fanów oraz pieniądze. Bezcenną reklamę zrobiło sobie Altético sprowadzając Xu Xina z Szanghaju Shenhua. Szczególnie głośno zrobiło się o tym wydarzeniu na chińskim portalu społecznościowym Hupu, odpowiedniku facebooka, odwiedzanym codziennie przez około 730 milionów ludzi. Czy trzeba tu coś więcej dodawać?

2015_02_11_xu_xin

Ten niewiarygodnie ogromny materiał ludzki Chińczycy muszą jeszcze właściwie zagospodarować. Tylko i aż, ale w tym społeczeństwie naprawdę da się wyczuć głód futbolu. Z roku na rok, na stadiony ekip z CSL przychodzi coraz więcej osób, a średnia liczba osób na widowniach zbliżona jest do tej z Ligue 1! To jednak nic – prawdziwy kibicowski potencjał drzemiący w Chińczykach pokazują badania, według których rodzimą ligę śledzi jedynie 22% wszystkich fanów futbolu. Z drugiej strony w Państwie Środka dość popularne jest ponoć zjawisko brania zwolnienia lekarskiego po to, by… obejrzeć w telewizji mecz ulubionego zespołu piłkarskiego. Gdyby te same osoby udało się przyciągnąć na trybuny, CSL jeszcze bardziej urosłaby w siłę. O ile oczywiście niektóre kluby zdecydowałyby się udostępnić fanom całe areny. Często bywa bowiem tak, iż poszczególne sektory są po prostu zamknięte dla fanów. Tak dzieje się chociażby na stadionie drużyny Beijing Guo’an – choć może on pomieścić blisko 65 tysięcy ludzi, jeszcze nigdy nie został w pełni otwarty na mecz piłkarski. Warto wziąć to pod uwagę, kiedy ktoś zacznie mówić nam o pustych chińskich arenach.

* * *

„Ożywienie” chińskiego futbolu to konieczność potrzebna do spełnienia, by przemienić nasz kraj w potęgę sportową – miał powiedzieć Guardianowi przedstawiciel Xi Jinpinga, sekretarza generalnego ChRL. – W ten sposób zamierzamy realizować „chiński sen” – dodawał. Bo rzeczywiście, główny przedstawiciel Państwa Środka wydaje się mieć prawdziwego świra na punkcie futbolu. Podczas wizyt stricte politycznych chętnie pozuje z piłką przy nodze, a na jego postaci wzoruje się propagandowe komiksy, według których w przyszłości Chiny zorganizują i wygrają mundial. Najbliższy prawdopodobny termin jest jednak dość odległy – rok 2034.

cntv

Xi Jinping natomiast poszedł dalej niż tylko w proste PR-owe chwyty. Razem ze swoimi najbliższymi doradcami opracował bowiem program rewitalizacji ich ojczystego futbolu i rozpisał go na 50 punktów (jeśli macie wyjątkowo dużo czasu, z całością możecie zapoznać się tutaj → klik). Bardzo ważnym z nich i przełomowym w historii kraju – komunistycznym, podkreślmy – ma być ten dotyczący reformy Chińskiego Związku Piłkarskiego. Zakłada on demokratyzację struktur organizacji, a także całkowite wydzielenie jej z Generalnego Ministerstwa Sportu. Dla CFA przewiduje się zatem całkowitą reorganizację w hierarchii poszczególnych stanowisk, utworzenie odrębnego budżetu i niezależność finansową związku oraz autonomiczność w podejmowaniu decyzji co do dalszego rozwoju chińskiego futbolu oraz podejmowania współpracy międzynarodowej.

Byłoby to bezprecedensowe wydarzenie w historii ChRL, ponieważ dotychczas to rząd regulował niemal każdy aspekt funkcjonowania sportu w całym kraju.

* * *

Wszystko to brzmi całkiem różowo, ale Chińczycy mają oczywiście też swoje obawy. Te najpoważniejsze dotyczą korupcji, która przez lata wbijała kolejne gwoździe do trumny miejscowego futbolu – Jeśli CSL staje się coraz popularniejsza, to coraz więcej osób będzie pragnęło wpłynąć na jej kształt w sposób nielegalny – twierdzi Yao Ming z „Titan Sports”. – Walka z korupcją musi więc trwać, wciąż i wciąż – dodaje.

Wygląda na to, że w tym kolejnym wielkim skoku największymi wrogami Chińczyków będą oni sami.

MARIUSZ BIELSKI

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

31 komentarzy do "Inne oblicze chińskiego futbolu. Jak naprawdę wygląda piłkarska rewolucja?"

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Janusz Bodziony

Ale chuj kurwa legia warszawa ,elo sztywniutko, korali taki seksi , wygramy elo w dupe elo

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

pkb

Zdajesz sobie sprawę, że rząd chiński i PZPN dysponują jednak dość różnymi środkami i ich możliwości nieco się różnią? Takie porównanie nie ma najmniejszego sensu.

7egionista

Przydałby się tutaj jakiś moderator, żeby pilnował i banował idiotów.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Janusz Kibol

Takie czasy nastały, że stary dobry Cieloch, na tle dzieci nowego weszlo, jest oazą kultury i rozsądku :-)

7egionista

Postanowienie noworoczne:)

Znawca94

Tylko że to nie jest prawdziwy Jacek Cieloch tylko jakiś podszyw.

udebuluzor

Bierze zgodnie z postanowieniem to co lekarz wypisal i jest kontakt.

Znawca94

Jeśli nawet Jacek choruję na jakaś chorobę.Nawet na schizofrenię to nie widzę powodu do śmiechu.Sam choruję na Chorobę Afektywną Dwubiegunową i jest to nieuleczalna choroba psychiczna.Związana z nieprawidłową pracą mózgu tzw.neuroprzekażnikami.Również jestem byłym piłkarzem który musiał przez to zrezygnować ze sportu.Ponieważ leki na chad czy schizofrenię to są silne psychotropy ze sporymi skutkami ubocznymi porównywane do chemioterapii.
Szkoda że Polska to nadal taki zacofany kraj w kwestii chorób psychicznych.
Przez to chory musi się ukrywać bo społeczeństwo stygmatyzuję nazywając osobę CHORĄ wariatem,świrem,dziwadłem…Tylko dlatego ,że zachorowała nie ze swojej winy.Bo choroba to choroba.Nie raz takie osoby są nad wyraz inteligetne,kreatywne,wrażliwe z wieloma cechami i zaletami o których zdrowi mogą pomarzyć.

Dawid Jankowiak the Perpetrator
Dawid Jankowiak the Perpetrator

Przecież tu ani Cielocha ani Jankowiaka nie ma. :-)

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

HBKwowo

XD Co tu sie odpierdala XD

p2879k

świeetny artykuł, szczegolnie fragment o akademii

Jacek Deląg

Wcześniej miałem negatywne zdanie o ostatnich wojażach Chińczyków na rynku europejskim. Jednak po przeczytaniu tego świetnego tekstu uzmysławiam sobie, że tak naprawdę Chiny robią to co od dawna jest powszechne już w Europie, a zwłaszcza w Anglii. Dlaczego tutaj nie ma, aż takich słów sprzeciwu, że Brytyjczycy niszczą futbol. Myślę, że wiele osób boli to, że nie wszystkie oczy będą zwrócone na rozgrywki europejskie. A koszykówka? Cały świat spogląda na NBA, więc może niedługo cały świat piłkarski będzie spoglądał na Chiny? Chociaż to jest i będzie trudne do osiągnięcia. Ale czy to jest niemożliwe?

Szymon Jabłonowski

Bardzo ciekawy i fajnie napisany artykuł.

theczarek

Ja sie bardzo cieszę z ich ofensywy. Tacy niszczyciele futbolu jak wlasnie premier league dostaną po tyłku dzieki temu poziom w Europie sie wyrówna, bo juz tak wielu nie bedzie chciało oglądać PL i wszystko pójdzie łańcuszkiem w dół z plusem dla slabiakow czyli nas.

DonMeone

Rewelacyjny artykuł !

pm

Może mój błąd, że przyjmuję teraz model myślenia europejski, ale ja bym się nieco wkurzył na miejscu chińskiego piłkarza. Przychodzi do twojego klubu taki Tevez, który tak na oko jest 5 razy lepszym od ciebie piłkarzem i równocześnie zarabia 1000 razy lepiej od ciebie. Zawodnicy zagraniczni mają niby podnosić poziom chińskiej piłki, ale w praktyce mogą demotywować rodzimych grajków. Jeszcze nie słyszałem o takiej lidze czy klubie, w którym tworzenie kominów płacowych nie wpłynęło negatywnie na cały zespół.

Nie wątpię, że Chiny jeszcze porządnie namieszają w światowej piłce, ale czy uda im się stworzyć ligę na poziomie zbliżonej do hiszpańskiej, włoskiej czy niemieckiej? Szczerze w to wątpię. Potencjał w ludziach mają ogromny, ogromne są też koszty jakie ładują ogólnie w piłkę, ale chyba brak im innowacyjności.

jjacekj

Na kominy płacowe patrzymy z europejskiej perspektywy. Wydaje mi się, że w Azji nie muszą one stanowić aż takiego problemu ze względu na inną kulturę.

Jacek Deląg

I może też być tak, że dla nich już sama gra z jedną czy drugą gwiazdą europejską może być wielką nobilitacją, co sprawi, że komin płacowy nie będzie dla nich aż tak istotny.

jjacekj

Sprzeciw wobec chińskiej polityki transferowej w Europie jest oczywisty. Nie chodzi o psucie rynku, czy zagrożenie, jak powiedział Conte, tylko o zabieranie nam świetnych piłkarzy, których wolelibyśmy oglądać u siebie. A artykuł świetny!

Trollosiewicz

Ale to też niepotrzebnie, bo jednak czy bez Oscara nie da się żyć?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Dawid Jankowiak the Perpetrator
Dawid Jankowiak the Perpetrator

No, zatrudnijcie go, jak tak prosi. :-)

Gato Amarillo

No super, jakby się jeszcze tylko od Tybetu odwalili to już by było zupełnie gites.

gorek

Super artykuł, aż chcę się czytać :-)

szczupi

Patrząc na ostatnią zgniliznę w europejskiej piłce taki zimny prysznic w postaci chińskiej ligi jest chyba „naszym” bogatym potrzebny. Przykład płacenia przez angielskie kluby po 10 baniek za grajków na poziomie Krzysztofa Danielewicza pokazuje, że europejskie kluby zagubiły się w wydawaniu kasy. Wg mnie, za 10-15 lat będziemy mieli wysyp chińskich mega talentów, chińskie kluby będą sprzedawać a nie kupować, większe pieniądze będą obracać się w Azji, a wtedy może i Anglicy czy Hiszpanie uspokoją wydatki transferowe i zreformują szkolenie. Cała chińska sprawa moim zdaniem może tylko być pozytywem dla europejskiej piłki

shugz

Chińczycy przynajmniej nie rzucają pieniędzy na byle kogo.. Witsel, Jackson, Hulk, Oscar, Lavezzi, Tevez, Alex Teixeira.. ci panowie spokojnie ugraliby ze 30 meczów na sezon w drużynach pokroju Juventusu..
Zresztą, ja już wolę 60 milionów za Oscara, który mimo wszystko pokazał już światu i w Chelsea i reprezentacji dobrą grę, niż jak WBA woła 40 za Berahino, co w karierze 3 razy piłkę dobrze kopnął..
Nie jest w sumie powiedziane, że tacy jak Witsel, Oscar czy Teixeira nie wrócą do europejskiej piłki, wszak to jeszcze młode chłopaki.. co innego taki Tevez, któremu stuknie w tym roku już 33 wiosna i raczej nie opłaca mu się już powrót na „salony”..
Jedyne, co jest głupie, to ich gadki dlaczego przechodzą do Chin.. żaden zawodnik nie powinien tego ukrywać, bo raz, że to jest przecież oczywista oczywistość, a dwa, że nie muszą się przed nikim wymigać i mogą otwarcie to przyznać, zamiast wymyślać coraz to głupsze powody.. nie wiem, czy słowa Oscara odnośnie transferu do SIPG które widziałem ostatnio w necie są prawdziwe, ale jeśli są, to to właśnie nie sam transfer jest najśmieszniejszy, a jego „motyw”.. :)
Po co takie gadanie pod publiczkę, że nie idzie dla kasy, jak każdy wie, że idzie?

Lelumpolelum

Jak uda im się w ciągu 20 lat wygrać Puchar Azji to będzie sukces, jak staną się czołową drużyną Azji i będą się regularnie kwalifikować do Mundialu, to będzie sukces. Nie wierzę żeby kiedykolwiek byli w stanie osiągnąć poziom czołowych reprezentacji Ameryki Płd. i Europy, nawet reprezentacji z drugiego szeregu jak Polska, Szwajcaria. O mocarstwowych planach to już się nasłuchałem przy okazji MLS i reprezentacji USA. Jankesi bardzo dobrze grali na Mistrzostwach Świata 2002 i wtedy opowiadano jaki tam rozwój soccera, jakie szkolenie i wielkie plany, w 2010 planowany medal albo nawet mistrzostwo… No nie doczekałem się, a w 2002 będąc dzieckiem wierzyłem panom z TV. Kasa jest bardzo ważna, ale w przypadku futbolu tradycja, kultura piłkarska danego kraju, zaplecze intelektualne jest też bardzo ważne. Dlatego taki 3,5mln niezamożny Urugwaj jest w stanie wysłać na Mundial dobrą reprezentację i wypuszczać w świat takich piłkarzy jak Forlan, Suarez i Cavani. Amerykanie wychowali chociaż połowę Lewego albo Forlana? To kiedy Chińczycy wychowają sobie chociaż takiego Donovana? Liga to inna sprawa, ale też nie spodziewam się osiągnięcia poziomu sportowego zbliżonego do najlepszych lig Europy i Ameryki Płd., chyba że zrezygnuje się z przepisów o ograniczeniu liczby obcokrajowców w składzie, no ale wtedy w reprze nic nie drgnie. Dupa zawsze z tyłu.

sebaolsztyn

Super artykuł

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY