Advertisement

Image and video hosting by TinyPic
Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY
Blogi i felietony

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

Gdyby stosować się do reguł powszechnych, powinienem mieć jakieś Postanowienia Noworoczne. Czyli zacząć coś robić na odwrót. Niestety – od jakiegoś czasu nie palę, nie piję, zostanę więc chyba przy ostatnich nawykach. Czuję się bowiem ciut lepiej i chyba ma to związek z abstynencją, polecam. Wprawdzie moje przyrzeczenia nie są wiele warte, ale do Ajaxu dotrwam. Potem toast lub dwa, bo z żalu też się pięknie śpiewa…

Sięgnąłem rano po „PS” – nie przeglądam dziś rano z Karolem, bo zaginął gdzieś sylwestrowo po drodze. Pewnie to przyszłość, ale niebawem zacznę się nagrywać samemu, komórką, jakość coraz lepsza i niezawodność. Nic nowego, rewolucja pożera własne dzieci, zawsze tak było i będzie, w każdym fachu. Dziś akurat Rudi pisze wprawdzie w gazecie, że nie dotyczy to dziennikarzy, ale się nie zgadzam. W zeszłym roku tylko zniknął Durczok z tv, Olejnik z radia, i setka innych o znanych nazwiskach. Jedyny sposób na przetrwanie to praca w dziesięciu miejscach – ale wtedy człowiek wykańcza się fizycznie, zatem skutek ten sam. Drogi Rudi, jedyny fakt z tego tekstu jest taki, że człowiek staje się coraz głupszy, ale wpadł na to Erazm już w średniowieczu. A i na to, że człowiek, co brzmi dumnie, powstaje z czegoś tak banalnie nędznego jak męska… fujara. No i że głupcy są potrzebni, inaczej postęp byłby niemożliwy. Streszczenie niebawem, bo dziś będzie o głupcach współczesnych.

Na pewno wielu z was ogląda C+, a w nim przeróżne analizy taktyczne. Jest nawet specjalne studio, które winno się zwać „Mocz do analizy” (zamiast Mecz – bo bardziej pasuje). Grupa chłopaków bez jakiejkolwiek piłkarskiej czy trenerskiej przeszłości analizuje do bólu każde zagranie z boiska (na szczęście emitują tylko kilka). Poziom tych rozważań jest straszliwie niski, na poziomie starego Gmocha (w każdym aspekcie starego). Pełno tam strzałek, trójkątów i czworokątów, prostokątów ale i rombów, a czeka nas i analiza futbolowego panowania w powietrzu, trójwymiarowa zapewne. Tyle że jest to analiza bzdur kompletnych, abstrahująca od tego co w dziedzinie sztuki wojennej najczęstsze – od przypadku.

Hm, ja dla jaj robiłem niegdyś takie wykresy z mundialu, ale to za leniwego wówczas Władka Stachurskiego, który wrócił z mistrzostw bez zapisków, a zażądali. I zrobiłem, tak jakbym grał w strzałki i żonglował nazwiskami, bodaj za flaszkę albo dwie (negocjował Hurkowski, który nawet mundial pamiętał, bo był). Dobra, do rzeczy. Biorę i przeglądam „Przegląd” dalej, a tam… o kurwa! Tekst o analitykach! Gry Sportowej! O facetach, którzy rozbierają mecze na czynniki pierwsze i to podobno pomaga. Nie wiem, jak sądzę nadal najwyżej połowa zespołów będzie mieć szansę na zwycięstwo w jakiejkolwiek lidze, nawet jak wszystkie zatrudnią całe sztaby analityków, a tylko jeden – na mistrzostwo. Niestety, to tylko złudzenie, podobnie jak leczenie dotykiem, zbawienie przez kazanie i tym podobne.

Kity.

W dodatku stare, nieśmiertelne rzec można. Zatem, coś dla analityków, przede wszystkim tych domorosłych, bowiem ci z C+ przynajmniej zgarniają kasę za klepanie banialuków (ode mnie też, ale ja płacę przymusowy abonament). A ponieważ o wszystkim co głupie było już nie tylko u Erazma ale i u Haszka, cytacik ze Szwejka o… czytaniu gry.

Proszę o skupienie i o odpowiedź kogo przypomina wam Kadet Biegler:

a) wszystkich dziennikarzy sportowych
b) wszystkich dziennikarzy sportowych poza mną

Zatem Szwejk, tom II, fragment:

Gdy przed odejściem pociągu kapitan Sagner powrócił do wagonu sztabowego, znalazł wszystkich oficerów na swoich miejscach. Grali w karty, we „frische viere”. Tylko kadet Biegler nie grał.

Przerzucał kartki różnych zaczętych przez siebie rękopisów, opisujących bitwy, bo chciał się wyróżnić nie tylko na polu walki, ale także jako wspaniały pisarz, opisujący zdarzenia wojskowe. Posiadacz dziwnego herbu „bocianiego skrzydła z ogonem ryby” pragnął stać się fenomenem śród pisarzy wojskowych. Jego próby literackie zaczynały się wielce obiecującymi nagłówkami, w których odbijał się militaryzm owych czasów, ale były to zaledwie notatki prac, które miały powstać później:

„Charakterystyka żołnierzy wielkiej wojny.” — „Kto rozpoczął wojnę?” — „Polityka austriacko-węgierska a wybuch wojny światowej.” — „Notatki z wojny.” — „Austro-Węgry a wojna światowa.” — „Doświadczenia wojny.” — „Odczyt popularny o wybuchu wojny.” — „Uwagi wojenno-polityczne.” — „Sławny dzień Austro-Węgier.” — „Imperializm słowiański a wojna światowa.” — „Dokumenty z wojny.” — „Dokumenty do dziejów wojny światowej.” — „Dziennik wojny światowej.” — Kronika wojny światowej.” „Pierwsza wojny światowa.” — „Nasza dynastia w wojnie światowej.” — „Narody monarchii austro-węgierskiej w wojnie światowej.” — „Walka o panowanie nad światem.” — „Moje doświadczenia z wojny światowej.” — „Mój udział w kampanii wojennej.” — „Jak walczą wrogowie Austro-Węgier.” — „Kto zwycięży?” — „Nasi oficerowie i nasi żołnierze.” — „Znakomite czyny moich żołnierzy.” — Z czasów wielkiej wojny.” — „O zapale walecznym.” — „Księga bohaterów austro-węgierskich.” — „Żelazna brygada.” — „Zbiór moich listów z frontu.” — „Bohaterowie naszego marszbatalionu.” — „Książka podręczna dla żołnierzy frontu.” — „Dni walki i zwycięstwa.” — „Co widziałem i czego doznałem na froncie.” — „W rowach strzeleckich.” — „Oficer opowiada…” — „Z synami Austro-Węgier naprzód!” — „Aeroplany nieprzyjacielskie a nasza piechota.” — „Po bitwie.” — „Nasza artyleria: wierni synowie ojczyzny.” — „Choćby się całe piekło sprzysięgło przeciw nam…” — „Wojna obronna i wojna zaczepna.” — „Krew i żelazo.” — „Zwycięstwo lub śmierć.” — „Nasi bohaterowie w niewoli.”

Gdy kapitan podszedł do kadeta Bieglera i przeczytał te nagłówki, zapytał, po co zostały one napisane i jak należy je rozumieć.

Kadet Biegler odpowiedział mu w istnym natchnieniu, że każdy z tych nagłówków to tytuł książki, która zostanie napisana. Ile nagłówków, tyle książek.

— Pragnę, panie kapitanie, żeby po mnie została pamiątka, gdy polegnę w walce. Wzorem dla mnie jest profesor niemiecki Udo Kraft. Urodził się w roku 1870, teraz gdy wybuchła wojna, zgłosił się na ochotnika i poległ dnia 22 sierpnia 1914 roku pod Anloy. Przed śmiercią wydał książkę: Jak przygotowywać się na śmierć za cesarza.

Kapitan Sagner podprowadził kadeta Bieglera ku oknu.

— Niech pan pokaże, co pan ma jeszcze, kadecie Biegler. Ogromnie interesuje mnie pańska działalność — z ironią mówił kapitan Sagner. — Co to za zeszyt, który schował pan pod bluzą?
— To nic osobliwego, panie kapitanie — z dziecięcym rumieńcem odpowiedział kadet Biegler. — Służę panu.

Na zeszycie podanym kapitanowi był napis:

„Schematy wielkich i sławnych bitew, stoczonych przez wojska austro-węgierskie, na podstawie studiów historycznych ułożone przez c. i k. oficera Adolfa Bieglera. Uwagami i objaśnieniami zaopatrzył c. i k. oficer Adolf Biegler.”

Schematy te były straszliwie proste. Od bitwy pod Nördlingen z 6 września r. 1634, poprzez bitwę pod Zentą z 11 września 1697, pod Caldiero z 31 września 1805, pod Aspern z 22 maja 1809, bitwę narodów pod Lipskiem w roku 1813, Santa Lucia w maju 1848, aż po bitwę pod Trutnovem 27 czerwca 1866 i zdobycie Sarajewa 19 sierpnia 1878 — wszystkie schemaciki były jednakowe.

W każdym z nich kadet Biegler narysował pewną ilość kwadracików, przy czym po jednej stronie były puste, po drugiej posiatkowane. Posiatkowane ukazywały, gdzie się ma rzekomo znajdować nieprzyjaciel. Po obu stronach było lewe skrzydło, centrum i prawe skrzydło. Następnie w tyle stały rezerwy i strzałki zwrócone tu i tam. Bitwa pod Nördlingen tak samo jak zdobywanie Sarajewa podobna była do rozstawienia graczy futbolowych na jakimkolwiek boisku, przy czym strzałki mogły bardzo dobrze oznaczać kierunek kopniętej piłki.

Taka też myśl przyszła do głowy kapitanowi Sagnerowi. Dlatego zapytał:

— Panie kadecie, pan grywa w piłkę nożną?

Biegler zarumienił się jeszcze bardziej i nerwowo zamrugał oczami. Przez chwilę zdawało się, że zaraz wybuchnie płaczem.

Kapitan Sagner z uśmiechem odwracał kartki zeszytu i zatrzymał się nad schematem bitwy pod Trutnovem podczas wojny austriacko-pruskiej. Kadet Biegler dopisał przy tym schemacie uwagę:

„Bitwa pod Trutnovem nie powinna była zostać stoczona, ponieważ pagórkowata okolica uniemożliwiała rozwinięcie dywizji generała Mazzucheli, zagrożonej przez potężne kolumny pruskie, znajdujące się na wyżynach otaczających lewe skrzydło naszej dywizji.”

— A więc, zdaniem pańskim — rzekł z uśmiechem kapitan Sagner oddając Bieglerowi zeszyt — bitwa pod Trutnovem mogła była zostać stoczona jedynie w tym wypadku, gdyby Trutnov leżał śród równin. Jesteś pan Benedek budziejowicki. Bardzo to pięknie z pańskiej strony, kadecie Biegler, że w czasie tak krótkiego przebywania w wojsku starał się pan przeniknąć wszystkie tajniki strategii, tylko że te usiłowania pańskie wypadły tak samo, jak to się zdarza chłopcom, gdy się bawią w wojsko i nadają sobie tytuły generałów. Sam pan się tak szybko awansował na oficera, aż miło patrzeć. C. i k. oficer Adolf Biegler! Zanim dojdziemy do Pesztu, będzie pan marszałkiem polnym. Onegdaj siedział pan u swego tatusia i ważył pan skóry krowie, a dzisiaj k. u k. Leutnant Adolf Biegler! Człowieku, przecie panu jeszcze daleko do oficera! Kadet to nie oficer. Wisisz pan w powietrzu między podoficerami a podchorążymi. Jest pan akurat takim samym oficerem jak frajter, który w knajpie każe się nazywać sierżantem sztabowym.

— Słuchaj no, Lukasz — zwrócił się do porucznika — skoro masz w swojej kompanii kadeta Bieglera, to go ćwicz, a zdrowo. Podpisuje się jako oficer, więc niech sobie na ten tytuł zasłuży w bitwie. Jak będzie ogień huraganowy, a my będziemy atakowali, to niech ze swoim plutonem idzie przecinać zacieki z drutu kolczastego der gute Junge. A propos, każe ci się kłaniać Zykan, jest komendantem stacji w Rabie.

Kadet Biegler widząc, że rozmowa z nim jest skończona, zasalutował i zaczerwieniony przeszedł przez cały wagon, aż zaszył się wreszcie w jego końcu.

Jak lunatyk otworzył drzwi klozetu i spoglądając na niemiecko-madziarski napis: „Używanie klozetu dozwolone jedynie podczas jazdy pociągu”, załkał i rozpłakał się na dobre. Potem rozpiął spodnie… Potem siedział ocierając łzy. Potem użył zeszytu z napisem: „Schematy wielkich i sławnych bitew stoczonych przez wojska austro-węgierskie, ułożone przez c. i k. oficera Adolfa Bieglera”. Pohańbiony zeszyt zniknął w otworze klozetu i spadając na tor, obijał się jeszcze przez chwilę między szynami pod pędzącym pociągiem wojskowym.

Kadet Biegler obmył sobie w umywalni klozetu zaczerwienione oczy i wyszedłszy na korytarzyk postanowił być mocnym, cholernie mocnym. Już od rana bolała go głowa i brzuch. Przechodził obok końcowego przedziału, gdzie ordynans batalionu Matuszicz ze służącym dowódcy batalionu Batzerem grali w zechcyka.

Zajrzał do wewnątrz przez uchylone drzwi i zakaszlał. Gracze spojrzeli na niego i grali dalej.

— Co to, nie wiecie, jak zagrać? — zapytał Biegler.
— Nie mogłem inaczej — odpowiedział służący kapitana Sagnera Batzer swoją straszliwą niemczyzną z Gór Kasperskich. — Mi’is’d’ Trump’ ausganga.
— Należało wyjść w dzwonki, panie kadecie — mówił dalej — w wysokie dzwonki, a zaraz potem zagrać winnego króla… Tak należało…

Kadet Biegler nie rzekł już ani słowa i zaszył się w kącie wagonu. Gdy później podszedł do niego podchorąży Pleschner, żeby go poczęstować łykiem koniaku, którego butelkę wygrał w karty, to się zdziwił, że Biegler tak pilnie studiuje książkę profesora Udo Krafta: Jak przygotowywać się na śmierć za cesarza.

*

Gdy to czytałem, przyszedł mi na myśl Kołtoń, Przytuła, Mielcar, Wegrzyn, to wybitni kadeci, ale i setka innych, i każde studio przed- i pomeczowe w każdej telewizji. A w tym czasie nikt nie pisze gdzie zaszył się Jodłowiec i czemu Legia wyprzedaje się za drobne, skoro bajdurzy o setkach milionów na wydatki…

Pierwsza definicja dziennikarstwa była taka: news nie jest wtedy kiedy pies pogryzie człowieka, tylko kiedy człowiek pogryzie psa.

Takich informacji w dzisiejszej makulaturze nie znalazłem ani jednej.

Wyglądały, wszystkie, na napisane w ubiegłym roku.

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

27 komentarzy do "Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY"

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Prejuce Nakoulma

Bede go zjadl

Pocieszny Kamilek

Bardzo trafne spostrzeżenie co do tych wygłupów w studiach okołomeczowych. Do tego dodać do porzygu patetyczną, ryczącą reklamę STS oraz gościa krzyczącego „ojojojojoj!” przy pierwszym lepszym starciu fizycznym i mamy komplet najbardziej wkurwiających rzeczy w „SuperPiątku”.
Pozdrawiam Pana Pawła i „górne 3%”.

Felix Ogbuke

Największe kluby mają sztaby analityków, liczące kilka osób i to tylko przy pierwszej drużynie. Ale oczywiście Paweł „Wyrocznia” Zarzeczny twierdzi, że to bez sensu. O ile analizy w C+ są robione dla zabawy i po to, żeby Janusz z Andrzejem mieli coś więcej do powiedzenia, niż tylko „chujowo zagrał”, to jednak w poważnym futbolu dają zdecydowanie więcej.
Tak to bywa, czasem w pogodni za byciem kontrowersyjnym i oryginalnym, można niechcący (albo chcący, kto go tam wie) wyjść na idiotę. Chociaż czasem zabawnego.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Przemysław Kow.

Przytuła wygląda i brzmi jak z jakiejś lewackiej imprezy trans narko dance.

Gino Lettieri vel. Wunderwaffe

Pan Zarzeczny krytykuje „dupa nie ekspertów”, ale sam, gdy ma okazję wykazać się wiedzą w Stanie Futbolu, czy nawet w tym felietonie , to skupia się na opowiadaniu anegdot z dupy (szczerze mówiąc guzik mnie obchodzi, co wydymał i z kim pił i co to nie on), na przerywaniu innym i wpierniczaniu rogalików. Po drugie jeśli będę miał ochotę poczytać Szwejka, to wezmę do reki książkę Haska, a jeśli otwieram artykuł Zarzecznego, to jednak mam ochotę poczytać zarzecznego, a nie Haska! Cytat można wykorzystać, nawet akapit, ale kurwa tyle? A poza tym to recydywa…

Tomasz Terka

podano do stołu

wally

Guziec?!

Witek

Nie palę, nie piję.. Hmmm… to może rogaliki?

Janusz Rychter

Nie

Al Bundy

Widzę, ze ideałem Zarzecznego jest analiza w stylu Wójta czy Smudy. Efekty są ogólnie znane.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Al Bundy

Smuda awansował na Euro? To ciekawe…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Gino Lettieri vel. Wunderwaffe

On może troluje, ja uważam, że jesteś idiotą.

Benis Jądro

Kiedyś byłeś lepszym trollem

Thor Steinar

Udawanie pedzia to nie trollowanie, a wołanie o pomoc jakiegoś nieszczęsnego pierdolniętego kretyna !!!!!!

Tulismanore

„Przypominam, że był pierwszym polskim trenerem, który doprowadził reprezentację do mistrzostw europy. Takich rzeczy nie pamiętasz czy trollujesz??”

Nie wiem kurwa czy trollujesz czy jestes taki tepy.. Przeciez Smuda nigdzie kurwa nikogo nie doprowadzal tylko gralismy w ME za darmo bez jakiegokolwiek meczu eliminacji bo bylismy gospodarzem. Wybrali Polske a potem gralismy sparingi przez 3 lata. Tak samo w tych ME mogla prowadzic Polske babcia klozetowa z dworca czy Doda.

Tulismanore

„czyli finał olimpijski 1992 i awans na euro 2012?”

A z ktorego miejsca Smuda awansowal na Euro bo zapomnialem? Jakies wyniki z eliminacji podasz?

Janusz Wójcik

Oj Pawełku, Pawełku, szkoda że się nie przyznałeś dlaczego w Nowym Roku tak Cię wzięło na abstynencję i co się działo z Karolkiem. Bo widzicie moi drodzy, w Sylwestra spotkałem redaktora Zarzecznego w Pałacu Prezydenckim, gdyż byłem tam na zaproszenie samego Prezydenta Dudy. Wchodzę, a tam impreza na sto tysięcy ludzi. „Skromnie”- pomyślałem, bo na moich urodzinach było ostatnio sto pięćdziesiąt tysięcy, w tym dwa zwaśnione plemiona Tutsi i Hutu. Prawie wszystkich już spiłem w tym pałacu (niech się misiaczki następnym razem namyślą zanim zaproszą Wuja do picia), patrzę, a tam mym oczom ukazał się Pawełek wraz ze swoim uczniem i kompanem, Karolem. O przyjęciu na którym byliśmy, Pawełek miał podobne zdanie do mojego, że ludzi trochę mało, i alkohol dają w naparstkach o pojemności 100 ml.
-A najgorsze jest to, że nie ma rogalików.- powiedział.-Najlepsze do zagrychy, i nikt ich nie zje więcej ode mnie!
-Pawełku! To się świetnie składa! Niedawno zdobyłem mistrzostwo Ameryki Łacińskiej w konkursie jedzenia rogalików!
Pawłowi oczka się zaświeciły na myśl o zmierzeniu się ze mną.
-Janusz, w takim razie zapraszam do siebie i zobaczymy kto zje więcej rogali! Tylko uprzedzam, jemy sposobem Wenezuelskim. Rogalika maczamy w nafcie, zagryzamy, po czym przepijamy szklanką bimbru!
Uśmiechnąłem się szelmowsko. Właśnie takim sposobem zdobyłem ów mistrzostwo.
Przyjechaliśmy do rezydencji Pawła. Zasiedliśmy, obok siebie napełniliśmy wiadra z bimbrem (Pawełek był bardzo dobrze zaopatrzony, na podjeździe stała cysterna tego zacnego trunku), a w międzyczasie Karol zastawił stół rogalikami oraz naftą. Sam również chciał się z nami zmierzyć, na co przystaliśmy. Po dziesiątym rogaliku maczanym w nafcie oraz przepijanym szklanką bimbru, rzuciłem pomysł:
-Panowie, pitolimy się z tym jak baby! Od tej kolejki naftę na rogaliku podpalamy, a bimber pijemy na wiaderka!
O ile Pawełek zgodził się ochoczo, o tyle jego uczeń zrobił to z grzeczności, co było widać już po pierwszym rogaliku. Karolek, wypiwszy wiaderko bimbru, zamknął się w szafie. Kiedy wołaliśmy go na następną kolejkę, wybełkotał że on nigdzie nie idzie, bo mu jest dobrze w tej Narnii. W ten właśnie sposób zaginął na Sylwestrze. Jego strata. Redaktor Zarzeczny jednak dalej walczył. Wzajemnie umilaliśmy sobie czas kolejnymi anegdotkami z życia (muszę przyznać, że Paweł ma prawie tak ciekawe życie jak ja) ale po siódmym wiaderku widać było, że i jego czas się kończy. Po jedenastym płonącym rogaliku Paweł padł na marmurową podłogę swojej rezydencji z takim impetem, że aż zrobił w niej wgniecenie.
-Wujo… wygrałeś. Szacunek dla Ciebie. Miałem się nie mieszać w Twój konflikt z Krzysiem Stanowskim, ale wiedź, że jeśli kiedykolwiek ktoś mnie spyta o mecz Legii, w którym Deyna ustrzelił hattricka, bo nie wiedział że spotkanie jest sprzedane, i skończyło się 4:3 dla przeciwników… to potwierdzę Twoją wersję. Sam byłem na tym meczu.- wydukał Paweł, po czym usnął skulony jak baranek.
Cały Pawka. Nawet jak pokonany bez żadnego zakładu, to honorowo doceni zwycięzcę. Pawełku, musimy to kiedyś powtórzyć! Widać że troszkę koloryzujesz w tych swoich opowieściach, ale i tak Cię lubię! Pozdrawiam Cię serdecznie z Dubaju, ja właśnie jadę na skromne posiedzenie na dwieście tysięcy osób do szejka Muhammada ibn Raszida Al Maktuma, który ma zaszczyt być moim przyjacielem.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Janusz Wójcik

Chciałbym ale prezes mi powiedział obecne pokolenie to za duże pizdusie. Dawniej jak Kowalowi strzeliłem z otwartej w plecy to do następnego roku miał motywację do gry. A dziś piłkarz dzwoni do trenera że nie przyjdzie na trening bo ma depresję. Bo nie kupił sobie torebki w galerii. Gdybym ja był trenerem, to piłkarze by torby szukali pomiędzy nogami, a nie na półkach w galeriach! Prezesi zapominają że Wujo nawet największego leszcza w dwa miesiące urobi na harpagana!

yqm

3/10. Chyba Pawełkowi powoli kończą się pomysły na felietony. Przepisanie tekstu Haszka o tym dobitnie świadczy.

aleksy
aleksy

Sztuką jest znaleźć odpowiedni fragment. Innymi słowy, trzeba być oczytanym. Pawełek zaniża swój poziom. Schodzi do poziomu młodych, wykształconych z wielkich miast. Doceń to. To rodzaj misji. Ktoś może sięgnie po Haszka.

Janusz Kibol-Cebula

Nowy rok a stary Zarzeczny pierdoli jak zawsze.

gucio333

#ZarzecznyOut

ham-burczyk

brawo Pawel

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY