Image and video hosting by TinyPic
Trzej bracia, jedna pasja, wiele sukcesów
Inne sporty

Trzej bracia, jedna pasja, wiele sukcesów

Nie tak dawno temu głośno było o brytyjskich triathlonistach, braciach Brownlee, kiedy to jeden pomógł drugiemu przed metą zawodów i wręcz przeprowadził go przez ostatnie metry. Teraz, gdy trwa sezon sportów zimowych, królują inni bracia: Peter, Cene i Domen Prevc.

Można wręcz odnieść wrażenie, że to właśnie Prevców miał na myśli Grzegorz Markowski, gdy śpiewał, że „było ich trzech” i „jeden przyświecał im cel”. Rozminął się jedynie z „inną krwią”, ale liderowi Perfectu (czy też Bogdanowi Olewiczowi, który jest autorem tekstu) możemy wybaczyć tę drobną nieścisłość. Tym bardziej, że jeden z braci już „ma u stóp cały świat”, drugi jest na dobrej ku temu drodze, a trzeci wciąż pragnie o to walczyć.

Rodzinne pielesze

W malutkiej wiosce Dolenja Vas, w urokliwej górskiej okolicy, mieszka siedmioosobowa rodzina. Dwoje rodziców i piątka dzieci, z których najstarsze ma 24 lata i zdominowało poprzedni sezon skoków narciarskich, jak nikt wcześniej.

Nie skacze tylko najmłodsza członkini rodziny Prevców, siedmioletnia Ema. W dawnych czasach robili to nawet rodzice Petera, budując obok domu własne skocznie ze śniegu. Dare, głowa rodziny, latał podobno 25 metrów. Jego najstarszy syn poszybował… dziesięć razy dalej. Sam Božidar, związany ze skokami jest głównie poprzez sędziowanie zawodów. Na pytanie czy wciąż skacze, zadane przez chorwackiego reportera, odpowiedział z przymrużeniem oka: „Tylko na moją żonę”.

Poza śledzeniem karier dzieci, własną – sędziego na skoczni – i innymi zajęciami, o których wspominał, Dare prowadzi też dobrze prosperującą firmę meblarską, mającą dwa oddziały – jeden z nich w stolicy kraju, Lublanie. Jego żona, Lulijana, jest za to bibliotekarką, jednak jej głównym zajęciem wciąż pozostaje wychowywanie dzieci. Jak sama mówi, rzadko jeździ za synami na zawody, woli zostać w domu, by – gdy bracia tam wrócą – wszystko co potrzebne, już na nich czekało.

Rodzice skoczków przyznają zresztą, że nie świętują specjalnie sukcesów swych dzieci. „Po jego [Petera – przyp. red.] wygranych przychodzą do nas sąsiedzi z butelką winą, więc trochę pijemy. Na SMS-y nie odpowiadamy” mówił Dare, a jego żona dodawała: „Nie wiem czy jesteśmy w jakikolwiek sposób specjalni z tego powodu. Chłopcy zawsze mieli dużo rzeczy, o które się troszczyli oraz wielu przyjaciół, więc ich mama nie jest zapewne pierwsza w ich myślach, gdy odnoszą sukcesy”.

Trudno zresztą, by w wiosce liczącej 500 mieszkańców Prevcowie, których większość miejscowych zna od lat, stali się celebrytami. Okolica, w której mieszkają, gwarantuje im spokój, potrzebny też ich dzieciom. A Peter zawsze, gdy przyjeżdża do domu, podobnie jak bracia, skrupulatnie wypełnia swoje obowiązki domowe. W Lublanie może być gwiazdą, ale w swoich rodzinnych stronach pozostaje  synem i chłopakiem z sąsiedztwa.

„Musisz dorosnąć jak najszybciej”

Te słowa, wypowiedziane przez Petera Prevca przy okazji wywiadu udzielonego serwisowi siol.net, doskonale obrazują jego podejście do życia, ale też rzeczywistość świata zawodowego sportu, w którym dzieciństwo szybko trzeba odstawić w niepamięć. Być może fakt, że Peter był na to gotowy i zrobił to bez większego trudu, stanowi klucz do jego sukcesu.

„Młodość jest pojęciem względnym. 20-30 lat temu chłopak w wieku 22 lat żył w okrutnej rzeczywistości, ale nasze pokolenie jest tak rozpieszczone przez rodziców, że mając 23 lata jesteś wciąż młody. I z tym się nie zgadzam, musisz dorosnąć jak najszybciej. Im szybciej jesteś w świecie profesjonalnego sportu, tym szybciej musisz dorosnąć”. Tak brzmi owa wypowiedź w całości. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Peter wskazuje innym drogę, którą sam podążył.

Najstarszy z braci od dziecka interesował się sportem. Jeden z pierwszych medali, jakie zdobył w swym życiu, przywiózł ze szkolnych zawodów w… pływaniu. A w zimie, gdy spadł śnieg, robił dokładnie to, co jego rodzice wiele lat wcześniej – lepił ze śniegu lub budował z desek swoje własne skocznie. Zapał, z jakim do tego przystępował, sprawił, że jego ojciec zdecydował się na zapisanie niespełna ośmioletniego Petera go do miejscowego klubu, Triglav Kranj. Słoweniec trenuje w nim zresztą do dziś.

Późniejsze lata to już pokonywanie kolejnych szczebli kariery – pierwszy FIS Cup w wieku 14 lat, Puchar Kontynentalny półtora roku później, po kolejnym miesiącu pierwsze podium, w rodzinnym Kranju, a jeszcze tej samej zimy przyjazd do Szczyrku gdzie na Zimowym Olimpijskim Festiwalu Młodzieży zaprezentował ogrom swego talentu, wygrywając konkurs i ustanawiając rekord obiektu. W Pucharze Świata zadebiutował w tym samym roku, ale kolejnej zimy. Od tamtej pory wygrał 21. konkursów, raz triumfując w klasyfikacji generalnej, zdobył medale mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich, trzykrotnie był zdobywcą małej Kryształowej Kuli za loty… Jego sukcesami można by zapisać całą książkę. Nie oznacza to jednak, że przyszły mu one bezproblemowo.

Wiecznie drugi

Ta łatka, którą mu „przyklejono”, nie wzięła się znikąd. Przez pewien okres w swej karierze, gdy znalazł się już tuż pod szczytem, nie mógł się na niego wspiąć. Przegrał walkę o Kryształową Kulę z Kamilem Stochem, drugi był też na igrzyskach olimpijskich w Soczi czy mistrzostwach świata w roku 2013. „Ukoronowaniem” tego wszystkiego był jednak sezon 2014/15, gdy po ostatnim konkursie Prevc i Severin Freund mieli tyle samo punktów w klasyfikacji generalnej. Wygrał Niemiec, bo na koncie miał… no właśnie – więcej zwycięstw w konkursach.

Warto dodać, że porażkę Prevca „zapewnił” mu jego dobry kolega z kadry, Jurij Tepes, który oddał wtedy niemal idealny skok, spychając Petera na drugie (nikogo to już nie dziwi, prawda?) miejsce w tamtych zawodach.

„Stało się, co się stało. Jestem na zerze i muszę zacząć się wspinać” mówił kilka miesięcy później, we wspominanym już wywiadzie dla siol.net. Ta metafora nie jest tu zapewne użyta przypadkowo. Idolem Petera, o czym wielokrotnie wspominał, jest bowiem nieżyjący już wspinacz górski – Nejc Zaplotnik. Młodego skoczka zawsze inspirowała jego nieustępliwa postawa. Peter poszedł tą samą drogą – nie poddał się, gdy po raz kolejny stawał na drugim stopniu podium, a wyniki wreszcie przyszły.

„Prevc zdobył wiele różnych doświadczeń, zajął mnóstwo drugich miejsc, wciąż czegoś brakowało, ale porażki go ukształtowały, pozwoliły osiągnąć tę niesamowitą dyspozycję i wygrać wszystko, co było do wygrania” mówi Piotr Majchrzak, twórca Niezbędnika Kibica Skoków Narciarskich. Na pytanie o to, czy Prevc może zostać najlepszym skoczkiem w historii odpowiada: „Prevc ma szansę stać się jednym z najlepszych. Ma jeszcze co najmniej siedem lat dobrego skakania przed sobą”.

W tej chwili Peter zmaga się jednak z samym sobą i nie tyle nie może się wspiąć wyżej, co ma problem z tym, by nie zlecieć z hukiem na dół. Sezon zaczął od upadku w Ruce, a z każdym kolejnym konkursem jego dyspozycja wyglądała gorzej – ostatnio nie zakwalifikował się nawet do drugiej serii. Przed Turniejem Czterech Skoczni postanowiono „zresetować” najstarszego z braci, uznając, że jest po prostu przemęczony. Po niesamowitym dla siebie sezonie 2015/16 miał mało czasu, by się zrelaksować. Goniły go zobowiązania sponsorskie, wywiady, eventy…

Postanowiono też przeprowadzić badania krwi, by wykluczyć ewentualność choroby. Peter skupi się więc w najbliższym czasie na odbudowaniu swej dyspozycji, a TCS ma służyć głównie temu. Za to jego młodszy brat na początku sezonu o nic martwić się nie musi.

Pod parasolem, naprzeciw presji

domen-prevc

Mowa o Domenie, który po raz pierwszy swój talent zaprezentował w poprzednim sezonie, gdy stanął na podium w Engelbergu, a potem w Sapporo. Szczerze zdziwiony tak dobrymi występami młodego Słoweńca był nawet starszy z Prevców. „Mój brat mnie zaskoczył. Nie myślałem, że będzie tak silny psychicznie. Mam nadzieję, że nie będzie obarczony dużą presją ze strony publiki” mówił Peter po listopadowym konkursie w Klingenthal (a więc jeszcze przed pierwszymi dużymi sukcesami Domena).

Życzenie Petera wydaje się jednak być nie do spełnienia. O ile po świetnym, debiutanckim sezonie, ta presja mogła nie być jeszcze zbyt duża, o tyle teraz – wobec niesamowitej formy na starcie nowej kampanii, oczy wszystkich zwrócone są na siedemnastoletniego Słoweńca. Cztery zwycięstwa i jedno drugie miejsce w pierwszych siedmiu konkursach to osiągnięcie fenomenalne, które już wywindowało Domena na stanowisko nowej gwiazdy skoków. Otoczenie skoczka zdaje sobie z tego sprawę, dlatego robi wszystko, by chłopak nie oszalał.

„Dzięki trenerom słoweńskiej kadry Domen ma rozpostarty nad sobą parasol ochronny, który pozwala mu się spokojnie rozwijać” mówi Piotr Majchrzak. Już w poprzednim sezonie Goran Janus pokazał, że potrafi umiejętnie wprowadzać młodego zawodnika w świat „dorosłych” skoków, co objawiało się, paradoksalnie, choćby tym, że nie pozwolił mu wystąpić we wszystkich zawodach. Tym sposobem Domen ominął m.in. konkursy lotów, które przy jego bardzo agresywnym stylu skakania mogłyby skończyć się poważną kontuzją. Takiej doznał zresztą Peter w sezonie 2011/12, gdy złamał obojczyk i od tamtego czasu zaczął skakać zupełnie inaczej. W Słowenii nikt zapewne nie chciałby powtórki tej historii, stąd ostrożność w prowadzeniu kariery najmłodszego z braci.

A warto dodać, że kariera młodego zawodnika rozwija się niesamowicie szybko. Trzy lata temu, jako trzynastolatek, Domen zadebiutował w FIS Cupie, rok później pojechał na zimowy olimpijski festiwal młodzieży, gdzie zdobył srebrny medal w rywalizacji indywidualnej i złoto w drużynie. Dokładnie takie same rezultaty zanotował w poprzednim sezonie na mistrzostwach świata juniorów. Jego debiut w Pucharze Świata, który nastąpił kilka miesięcy wcześniej, nie został poprzedzony występami w Pucharze Kontynentalnym – Domen do kadry A wskoczył niemal z marszu i zrobił to w bardzo dobrym stylu, ostatecznie kończąc Puchar Świata na 14. miejscu. Od tego momentu oczekiwania względem niego znacznie podskoczyły, a on, nie tyle je spełnił, co przerósł.

Już teraz możemy powiedzieć, że dwóch z braci zapisało swoje karty w historii słoweńskich skoków. Trudniej będzie o to, by zrobił to również trzeci z nich.

Zawieszona kariera

phpThumb_generated_thumbnailjpg

Nikt nie miał i nie ma wątpliwości, że dwudziestoletni Cene Prevc ma talent. Być może nie na miarę Petera, ale przy odpowiednim prowadzeniu pozwalający mu na stałe wskoczyć do światowej czołówki. Problem w tym, że do tej pory nie potrafił go przekuć w odpowiednie wyniki. W zeszłym sezonie kłopoty Cenego się spiętrzyły – do braku formy dołączyły urazy, które skomplikowały powrót do niezłej dyspozycji. Między innymi z tego powodu Prevc, po rozmowie z trenerami, zdecydował o zawieszeniu kariery. W czasie, gdy nie skakał, wciąż trenował, ale też chodził na studia. W przeciwieństwie do Petera, który z uczelni zrezygnował po roku, on próbuje łączyć naukę ze skokami.

„Kocham skakanie, to mi wystarcza” mówił niedawno, gdy pytano go o to czy gotów jest występować znów w konkursach mniejszej rangi, np. w Pucharze Kontynentalnym. Być może to tylko ta miłość sprawiła, że do rywalizacji jeszcze wrócił. Poza skokami ma wiele zainteresowań, a studia na wydziale elektrotechniki w Lublanie idą mu bardzo dobrze. Prawdopodobnie bez trudu mógłby zrezygnować ze sportu i odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

Zrezygnować jednak nie chce, a do dalszego skakania zachęcają go też trenerzy na czele z Goranem Janusem, który przed sezonem włączył Cenego do kadry A.  Decyzję tę bardzo chwalił sobie młody sportowiec, przyznając, że trenowało mu się w niej dużo lepiej niż na „zapleczu”. Poskutkowała ona wygranymi zawodami Pucharu Kontynentalnego, a także późniejszym powołaniem do kadry A. W piątek Oberstdorfie to właśnie Cene był najlepszy ze wszystkich braci.

Trenerzy i ludzie związani ze słoweńską kadrą zawsze mówią o swoim podopiecznym to samo: młody, ambitny, ciężko pracujący, profesjonalny, obdarzony dużym talentem. Co więc sprawia, że wciąż nie udaje mu się nawiązać do sukcesów swego rodzeństwa?

Możliwe, że to właśnie ich osiągnięcia i presja z nimi związana. To, z czym radzi sobie Domen, mogło „zablokować” Cenego. Z drugiej strony Piotr Majchrzak zauważa, że po dobrych występach w Letnim Pucharze Kontynentalnym dwa lata temu Cenemu mogła po prostu „uderzyć do głowy woda sodowa” i stąd decyzja o jego „zresetowaniu” poprzez odpoczynek od skoków. Zresztą po tamtym sezonie w prasie pojawiały się plotki, jakoby młody Słoweniec zaczął zbyt prędko uważać się za gwiazdę. Być może, znów w przeciwieństwie do Petera, który podkreślał w wywiadach, że takowego nie potrzebuje, „środkowy” z braci powinien zwrócić się po pomoc do psychologa. Nie ma w tym żadnej ujmy, z ich usług korzystali przecież najwięksi.

Ten sezon może okazać się decydujący o przyszłości Cenego. Na razie wszystko w jego przypadku wygląda nieźle, a sam zawodnik powoli pnie się w hierarchii słoweńskich skoków. W pierwszym konkursie Turnieju Czterech Skoczni pokazał, że potrafi skakać na dobrym poziomie. Pytanie, czy jest w stanie robić to regularnie?

Jak to możliwe?

Na całym świecie trafiają się rodziny, w których dwaj bracia czy dwie siostry osiągają sukcesy w sporcie. Trudno jednak o wskazanie takiej, gdzie troje rodzeństwa dysponowałoby talentem, pozwalającym odnosić im w swojej dyscyplinie sukcesy.

Co stoi za Prevcami i dzięki czemu udało im się wejść na wyżyny światowego skakania? Cóż, z pewnością w grę wchodzą ogromne pokłady talentu, jednak bez ciężkiej pracy – co zawsze podkreśla Peter nie byłoby z nich żadnego, choćby najmniejszego sukcesu. Istotne z pewnością jest też to, że bracia wychowali się w okolicy, gdzie skakanie jest niezwykle popularne, w pobliżu istnieje klub, są obiekty, na których dyscyplinę tę można uprawiać. Do tego ich rodzice, którzy sami kochali skoki, nie tylko nie bali się o ich zdrowie i nie „blokowali” ich miłości do tego sportu, a wręcz przeciwnie – zachęcali do tego. To przyniosło Słowenii zdobywcę Pucharu Świata i jego brata, który w tym sezonie godnie go zastępuje.

SEBASTIAN WARZECHA

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

5 komentarzy do "Trzej bracia, jedna pasja, wiele sukcesów"

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Janusz Rychter

Ch*j nie skoczki Adaś Małysz to był gość

Adam Malysz

Dzięki stary

RobertMateja

Ja to byłem skoczkiem!

Air Crash

Mateja – legenda .

Tomasz Szczygieł

A teraz wyobraźcie sobie że Peter, Domen i Cene będą mieli po trzech synów i każdy z nich zacznie trenować skoki narciarskie.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY