Covilo i Niezgoda – dwie snajperskie sensacje trwającego sezonu
Weszło

Covilo i Niezgoda – dwie snajperskie sensacje trwającego sezonu

21 lat, debiutant na poziomie Ekstraklasy oraz debiutant w barwach Ruchu, bo przecież do Chorzowa trafił dopiero ostatniego dnia letniego okienka transferowego. Niespełna rok temu kopał na trzecim poziomie rozgrywkowym, wiosną nawet nie powąchał ligowej murawy w barwach Legii. W tym sezonie w Warszawie zagrał tylko w żenującym meczu z Arką, na który Besnik Hasi delegował drugi garnitur, a jego podopieczni byli zdecydowanie słabsi od swoich rywali. Po przenosinach do Chorzowa pierwszego występu doczekał się na stadionie Lechii w Gdańsku, wchodząc na drugą połowę. I zaprezentował się na tyle dobrze, że od kolejnego spotkania – rozgrywanego ostatniego dnia września – stał się pierwszym wyborem Waldemara Fornalika w linii ataku.

Bilans Jarosława Niezgody jako podstawowego napastnika Ruchu prezentuje się nadzwyczaj okazale. Młody napastnik rozegrał sześć spotkań w wyjściowym składzie – rzadko kiedy zostając na boisku do ostatniego gwizdka – i strzelił w nich pięć bramek. Sprawa była o tyle niełatwa, że przecież Ruch nie jest żadną potęgą, a drużyną, która do wczoraj zajmowała ostatnie miejsce w tabeli. Z tych sześciu meczów cztery zostały przegrane, a lekko, łatwo i przyjemnie było właściwie tylko w ostatnim starciu w Lublinie. Wynik Niezgody robi więc tym większe wrażenie, bo w tak grających „Niebieskich” o gole naprawdę nie jest prosto.

A jak to wygląda w klasyfikacji strzelców? Jeżeli odliczymy trafienia z rzutów karnych, których Niezgoda przecież nie wykonuje, młody napastnik Ruchu – wraz z kilkoma innymi piłkarzami – jest trzecim najlepszym strzelcem ligi. Innymi słowy, od tego nieopierzonego debiutanta, który przegapił większość część trwającego sezonu (na koncie jedynie 606 minut), tylko dwóch piłkarzy potrafiło strzelić więcej goli z gry. Jakkolwiek spojrzeć, mamy tu do czynienia z naprawdę imponującym wejściem w naszą ligę.

*

Skoro już jesteśmy przy klasyfikacji strzelców bez uwzględnienia rzutów karnych, warto też spojrzeć, kto wyprzedził Niezgodę. Nie jest to nikt spośród aktualnych liderów wyścigu o koronę najlepszego snajpera, bo Marcin Robak strzelił aż cztery gole z jedenastek, a Konstantin Vassiljev trzy. Napastnika Ruchu zostawili w tyle tylko Nemanja Nikolić z sześcioma golami na koncie oraz kolejne wielkie zaskoczenie pierwszej części sezonu, Miroslav Covilo z siedmioma zdobytymi bramkami.

Wielokrotnie pisaliśmy już, że rosły defensywny pomocnik Cracovii ma lepsze liczby niż niejeden względnie uznany ligowy napastnik. Aktualny bilans Covilo w Polsce to 70 spotkań i 18 goli. I jest to średnia, której pozazdrościć mogłyby mu takie ligowe asy, jak Zjawiński, Śpiączka, Kownacki, Biliński czy Krzysztof Piątek. A przypomnijmy, że mowa tu o defensywnym pomocniku, którego podstawowym zadaniem jest zaryglowanie środka pola, a nie przesądzanie o wynikach spotkań. Ostatni raz tak bramkostrzelnego piłkarza na pozycji sześć-osiem oglądano w Krakowie chyba za czasów Radosława Kałużnego w Wiśle.

Tak jak pomocnik „Pasów” zawstydza kilku ligowych napastników swoimi liczbami z trzech ostatnich lat, tak w bieżącym sezonie bez wyjątku zawstydza już wszystkich ofensywnych piłkarzy Ekstraklasy. Robak i Vassiljev potrafili go jeszcze wyprzedzić strzelając mnóstwo goli z rzutów karnych, ale całej reszcie żadne wykonywanie jedenastek już nie pomogło. Czasami zastanawiamy się, co by było, gdyby Jacek Zieliński po prostu przesunął swojego pomocnika do ataku. Coś nam się wydaje, że taki ruch mógłby sprowadzić na ziemie wielu naszych ligowych napastników, którzy dziś cieszą się opinią bramkostrzelnych.

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (0)