Bez Milika ani rusz. Napoli znów bez wykończenia…
Włochy

Bez Milika ani rusz. Napoli znów bez wykończenia…

Fakty są nieubłagane. W tym sezonie Napoli w meczach z Arkadiuszem Milikiem w składzie wygrało sześć razy, dorzuciło do tego dwa remisy i tylko raz przegrało. Od momentu, gdy Polak się rozsypał – w pięciu meczach zwyciężyło dwukrotnie, dwa razy przegrało, a dziś mimo kolosalnej przewagi zremisowało z Lazio. Hit soboty w Serie A zawiódł, ale przede wszystkim – zawiodło wykończenie neapolitańczyków. I nie jest to już żadna nowość.

Gra gospodarzy tego meczu mogła się podobać, przynajmniej po przerwie. Znów wielką robotę robił Marek Hamsik, aktywny był Insigne, ale wszystko, co dobre kończyło się na dwudziestym metrze od bramki strzeżonej przez Marchettiego. Podanie, podanie, podanie, dośrodkowanie, gra wznowiona od bramki. Podanie, podanie, podanie, strzał w kępę krzewów w Parco Virgiliano. Nie chcemy tutaj idealizować Milika, bo nie od dziś wiadomo, że najlepiej oceniamy piłkarzy nieobecnych, ale trudno nie odnieść wrażenia, że przy piłce krążącej co chwila od skrzydła do skrzydła – coś wreszcie trafiłoby w Polaka i wleciało do bramki.

Szybka wymiana ciosów – po solowych akcjach Hamsika i Balde – poza tym długi, bardzo długi klincz. Klincz, w którym Lazio opierało się o liny, ale na tyle skutecznie, że ani razu nie padło na deski. Bezradność. Gdy znów zwalniała kolejna akcja, gdy za plecami obrońców schowani byli nie tylko Callejon czy Mertens, ale nawet Zieliński, gdy Lazio skutecznie wytrącało z rytmu nawet najlepszego na placu Hamsika. Trudno nie dostrzegać tu prawidłowości – brakowało żądła z przodu. Kogoś, do kogo można puścić dłuższą piłkę, na kogo można w ciemno dorzucić (jedyna niezła akcja Zielińskiego to właśnie dośrodkowanie na Milika, nieszczęśliwie akurat nieobecnego w polu bramkowym Lazio).

Lazio zneutralizowało dzisiaj rywala, co szczególnie trudne nie było. Jeśli strzelał – to Insigne. A jeśli Insigne – to raczej niecelnie. W efekcie Mateusz Święcicki i Filip Kapica zdążyli podczas długich przestojów scharakteryzować politykę transferową Napoli w 2004 roku, ich trening z tamtego okresu (3 tysiące widzów na trybunach, pięciu piłkarzy na murawie), przebrania halloweenowe zawodników, snapy żony Ciro Immobile oraz nieakceptowalnych żartach w Barcelonie (wysypanie lodu na łóżko kolegi).

Co najgorsze – większość tych historii była ciekawsza od gry. Jeśli Juventus wywiezie komplet z Werony ze stadionu Chievo – powiększy przewagę nad neapolitańczykami do dziewięciu punktów. Po dzisiejszym 1:1 w tabeli może ich po tej kolejce przeskoczyć nawet Atalanta.

A, jeszcze ten Piotr Zieliński. Grał 90 minut, ale opieramy się tutaj tylko na internetowych relacjach, bo na boisku go poza wspomnianą akcją sprzed przerwy nie widzieliśmy.

Fot.FotoPyK