Prezes Stali Rzeszów: – Nie znam Wojciechowskiego!
Weszło

Prezes Stali Rzeszów: – Nie znam Wojciechowskiego!

Pewnie zdziwiło was, jak to możliwe, że Stal Rzeszów nagle wyskoczyła z kapelusza z potwierdzeniem, iż Józef Wojciechowski faktycznie pełni u nich w klubie jakąś rolę. Spokojnie, nie musicie czuć się w tym gronie samotni. Zdziwieni jesteście nie tylko wy.  

Jeśli zamierzacie szukać śladów „działaczowania” Wojciechowskiego na oficjalnej stronie Stali Rzeszów, śmiało możecie odpuścić. Znajdziecie tam tyle informacji o JW, co o życiorysie Zenka Martyniuka. Na stadionie także nie ma oczywiście żadnego baneru, w lokalnych mediach nie pojawiła się żadna, choćby najbardziej zdawkowa informacja prasowa. Do klubu dodzwonić się trudno, udaje nam się dopiero połączyć się z działem księgowości. Pani, która podaje nam numer do prezesa Stali Rzeszów zapytana o Józefa Wojciechowskiego nie bardzo wie, o kogo chodzi, ale – jak twierdzi – jest tu dopiero od niedawna, więc ma prawo jeszcze nie wiedzieć o dużym nazwisku pomagającym złożyć się na jej pensję. Nie jest to nic nadzwyczajnego.

Gorzej, jeśli równie zorientowany jest sam prezes klubu.

Tomasz Kloc (prezes Stali Rzeszów): – O kim chce pan rozmawiać? Słabo słyszę. Proszę powtórzyć.

– O Józefie Wojciechowskim. Wasz klub poświadczył, że to działacz Stali Rzeszów.

– Nie znam pana Wojciechowskiego.

– Nie zna pan pana Wojciechowskiego?

– Nie. Na pewno chodzi o Stal Rzeszów?

– Tak. Jakim cudem pan nie wie o tym, że pana klub poświadczył, że Wojciechowski jest działaczem Stali Rzeszów i dzięki temu może startować w wyborach na prezesa PZPN-u?

– Na prezesa czego?

– PZPN-u.

– PZPN-u?

– Tak. Polski Związek Piłki Nożnej.

– (chwila zastanowienia) Nie mam pojęcia.

– Czyli – ustalając – nie jest działaczem u was w klubie, tak?

– W klubie… Nie wiem, może wczoraj go dopięli do sekcji piłki nożnej? Nie było takiej informacji. Ja nic o tym nie wiem.

– A pan miał kiedyś jakikolwiek kontakt z Józefem Wojciechowskim? Zna go pan, rozmawiał?

– Nie. Nigdy. Nie znam go.

***

Parę minut po tej – sami przyznacie – dość dziwnej rozmowie z nic niewiedzącym prezesem klubu, dostaliśmy telefon zwrotny. Prezes już dowiedział się, co się dzieje w jego klubie i poinformował, że Wojciechowski nie jest jednak w Rzeszowie postacią anonimową.

– Zainteresowało mnie to, po co pan dzwonił i w związku z tym zadzwoniłem do człowieka od sekcji piłki nożnej. Pan Wojciechowski rzeczywiście współpracuje z sekcją piłkarską.

– Czyli pan o tym nie wiedział?

– Wiele osób współpracuje z piłką nożną. Na forum klubu Wojciechowski się nie pojawia. Nie jest na zarządzie, nie bierze aktywnego udziału. Rozmowy ze sponsorami odbywają się poza zarządem klubu. O niczym nie wiedziałem.

– Taki klub jak Stal Rzeszów rozpoczyna współpracę z tak głośnym nazwiskiem jak Wojciechowski i prezes nie ma o tym pojęcia?!

– Skąd miałem wiedzieć? Na stadionie nie pojawił się żaden baner JW Construction, bo wtedy by mi to nie umknęło.

– Czyli pan dowiaduje się o współpracy z tym czy innym sponsorem dopiero wtedy, gdy jest baner na stadionie?

– Jeżeli są prowadzone z nim rozmowy, współpraca, to czemu mam się specjalnie interesować? To tak jakbym się interesował każdym innym sponsorem. Odsyłam pana do sekcji piłki nożnej. Oni mają pomieszczenie, spotkania, rady. Ich przedstawiciel tylko przychodzi na zarząd, nie było takiego tematu, by pytać czy ten czy owy sponsor coś działa.

– Planuje pan przecież budżet klubu, tak?

– Budżet tak… Po szczegóły odsyłam do pana Jacka Szczepaniaka, prezesa sekcji piłki nożnej, proszę z nim rozmawiać.

***

Tomasz Kloc wprawdzie zajmuje się nie tylko sekcją piłki nożnej Stali Rzeszów, a reprezentuje je wszystkie (czyli także m. in. bokserską, kolarską, zapasów), ale możemy się domyślać, że powinien chociaż usłyszeć o tym, że trzecioligowy klub nawiązał współpracę z jednym z prężniej działających biznesmenów branży budowlanej. Nie chodzi przecież o rodzinny tartak z gminy Węgorzewo, a o deweloperskiego giganta z przeszłością piłkarską, którego w środowisku zna każdy.

Wyobrażacie sobie, że zarządzacie trzecioligowym klubem, przed wami otwiera się taka furtka i wy nawet o niej nie wiecie? Że nie znacie terminów – pal licho. Że nie jesteście w stanie rzucać jak z rękawa kwotami, warunkami, zapisami – jasna sprawa, da się zrozumieć. Ale że taki telefon od dziennikarza jest dla was zdziwieniem?

Niepokojące.

Dzwonimy dalej. Jacek Szczepaniak jest odpowiedzialny wyłącznie za sekcję piłki nożnej, więc zakładamy, że obiło mu się o uszy, że w jego klubie ponoć współpracuje się z jednym z prężniej działających biznesmenów w kraju. Tym razem się nie mylimy.

– Tak zupełnie szczerze: spojrzał pan dzisiaj w lustro po tym jak poświadczył pan, że Józef Wojciechowski jest działaczem Stali Rzeszów?

Jacek Szczepaniak (prezes sekcji piłki nożnej): – Ale gdzie panu poświadczyłem, że jest działaczem? Ja poświadczyłem, że jest członkiem zarządu jako sponsor. Jest jedną z kilku osób na zarządzie i tyle. Ma przyczynić się do poprawiania wizerunku i budowania zespołu. Przecież wiadomo, że nie przyjeżdża tu i nie parzy kawy, nie chodzi za piłkarzami i nie pierze ubrań. Pana pytanie jest nakierowane na to, że on jeździ, załatwia…

– Nie, przecież to oczywiste, że nie. Jest sponsorem, w porządku. Dlaczego nigdzie nie można znaleźć o tym informacji?

– Co to znaczy, że nigdzie?

– Na waszej stronie internetowej jest sekcja sponsorzy – nic o tym nie ma. Na stadionie nie ma żadnych banerów JW Construction. Przesyła wam pieniądze bezinteresownie i nawet nie chce się zareklamować?

– Proszę pana, a kto w ogóle powiedział, że to ma być reklama JW Construction?

– To czego? Proszę wyjaśnić.

– Ja muszę panu wyjaśniać, jakie ja mam umowy sponsorskie?! Pyta pan o Józefa Wojciechowskiego i ja potwierdzam, że on jest u nas jednym ze sponsorów. I tyle. Co pan więcej chce? Niech pan zadzwoni gdzie indziej i zapyta się o innych sponsorów, kto gdzie wpłaca i jak.

– To proszę powiedzieć, jaką firmę chce u was zareklamować, skoro nie JW Construction.

– Niedługo się pan dowie.

– Od kiedy w takim razie trwa ta współpraca?

– Od czerwca.

– Dlaczego w takim razie prezes Tomasz Kloc nie miał pojęcia o tej współpracy? Co, dogadał się pan z takim gigantem biznesowym i głośnym nazwiskiem jak Wojciechowski i nawet się pan nie pochwalił prezesowi?

– Pan prezes Kloc jest od klubu Stal Rzeszów, który zajmuje się różnymi sekcjami i pełni raczej inne funkcje. My jako piłka działamy autonomicznie. Ta wiadomość nie była szeroko komentowana, specjalnie nie puszczaliśmy tego na zewnątrz.

– W ogóle nie puszczaliście.

– Tak, takie mieliśmy ustalenia, nie chcieliśmy tego publikować. Nie wszystkie rzeczy się publikuje.

– Dlaczego nie chcieliście? Przecież to głośna sprawa, gdy do takiego klubu jak Stal Rzeszów wchodzi z kapitałem czy inną pomocą – nie wiem, bo mówi pan tak enigmatycznie, że ciężko to ustalić – ktoś taki jak Wojciechowski.

– No i teraz dzięki waszemu portalowi to już będzie opublikowane! W czym problem?

– Niejako pomógł pan Wojciechowskiemu w tym, by mógł kandydować na prezesa PZPN. Pana zdaniem to ktoś, kto może zbawić polską piłkę?

– Zbawić, zbawić… A kto zbawia polską piłkę?

– Dobrze, zapytam inaczej. Czy jest w stanie zrobić cokolwiek dobrego dla polskiej piłki?

– Celem człowieka niezależnego finansowo, dysponującego dużym majątkiem, nie jest dorwanie się do dużych pieniędzy z PZPN-u. Bardziej chce to potraktować jako spełnienie swoich ambicji. Z Polonią mu nie wyszło, może chce ocieplić swój wizerunek w piłce poprzez sensowne zarządzanie? Nie wiem, trudno mi powiedzieć. Dla mnie to też było zaskoczenie, że mu się chce. Zaraz nadzieje się na różne komentarze, uwagi, docinki… Będziecie teraz przecież o nim na pewno pisać. Mieliśmy wcześniejszą deklarację pana Józefa, że coś nam pomoże, zadzwonił w tym tygodniu i poprosił o wystawienie tego zaświadczenia. No to… Heh, nie miałem podstaw, by mu go nie wystawić.

– Czyli jeszcze nic nie zapłacił, tylko zadeklarował?

– Nieee… Proszę pana, my mamy pewne rzeczy ustalone, rozmawiamy, musimy mieć jakieś miejsce w tabeli… Ja nie będę teraz zdradzał ustaleń. Nas zadowalają wszyscy sponsorzy, którzy chcą do nas przyjść i z nami współpracować.

– Teraz pojawią się zarzuty, że Jóżef Wojciechowski kupił sobie od was pomoc.

– (śmiech) I ja bym nawet rozumiał takie zarzuty. Proszę mi pokazać klub, do którego chciałby przyjść Wojciechowski i pan powie, że go nie chce. No, może Legia.

– Wisła nie chciała.

 – I zobaczymy, gdzie wylądują. Nie szukałbym tu wielkiego podstępu. Myślę, że jakby Wojciechowski obudził się dzisiaj, to nie szukałby klubu w Rzeszowie, a znalazłby pod Warszawą. Weszło ma swoją wersję na ten temat, my mamy swoją. Nie jest łatwo dzisiaj awansować. Czasami jeden mecz decyduje jak w naszym meczu barażowym, gdzie pomyłka sędziego pozbawiła nas gry w drugiej lidze… To się tak ciągnie. Nie znam klubu, do którego przyszedłby Wojciechowski i usłyszałby, że go tam nie chcą. Rozmowy trwają, niedługo wszystko będzie pewnie finalizowane.

***

Jakaś współpraca jest, ale nie wiadomo jaka, bo klub chwalić się nie chce. Etap tej współpracy jest tak raczkujący, że nie wie o nim nawet główny prezes. Osoba, która klepnęła ten papier poświadczający współpracę uważa, że Wojciechowski to dobry kandydat, bo nie zależy mu na kasie i takiemu człowiekowi się nie odmawia w myśl zasady, że skoro są problemy finansowe, to żadne pieniądze nie śmierdzą.

Nam jednak śmierdzi cała ta sprawa i po rozmowie z najważniejszymi osobami w klubie smród wcale nie opadł choćby o centymetr.

JAKUB BIAŁEK

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (0)