Forma reprezentacyjna, ciasteczko i karny. Raport z „polskiej” Serie A
Włochy

Forma reprezentacyjna, ciasteczko i karny. Raport z „polskiej” Serie A

Środek tygodnia, a tu pyszności w Serie A, czyli Napolonia, Linetty, Szczęsny i Skorupski. Pięciu Polaków do kolacji podano. Jeden coś puścił, drugi coś podał, trzeci coś obronił. Jako zajawkę podamy, że ogólnie zagrali solidnie. A bello di notte wybieramy Szczęsnego. Oto raport o naszych orłach w Italii.

La Gazzetta Dello Sport pisała w tygodniu, że Linetty jest jedynym pewnym miejsca w wyjściowej jedenastce pomocnikiem Sampy. Reszta walczy o skład. Miło czyta się takie opinie. Dzisiaj z Bologną poprawny mecz w pierwszej połowie, Karol raz mocno uderzył obok bramki, mógł zaliczyć asystę podaniem do Quagliarelli, ale Włoch spartaczył. Walczył, harował, starał się. Można stwierdzić, że koledzy nie pozwolili mu wejść na wyżyny, a właściwie pokazać czegokolwiek więcej. Niestety tuż przed przerwą stracił piłkę, po czym poszła akcja Bologny i… no, tak, już się domyślacie. Sampdoria straciła gola.
Autorem bramki Simone Verdi. Grajek wypluty przez Eibar i Carpi, liderujący teraz w Bolonii. Verdi już we wrześniu jest kandydatem do wygrania nagrody gola sezonu Serie A. W CV ma wpisany pobyt w Milanie (zero meczów), a nawet w Juve. Ale chodzi o Juve Stabia, wiecie, taka włoska Wisła Puławy. Za to w tym sezonie jego grę należy szanować. Jeśli trener kadry 68-letni Giampiero Ventura biegle obsługuje internet, to po zobaczeniu vine’ów z golem Verdiego pewnie zaczął rozmyślać o powołaniu. Na żywo raczej nie oglądał, bo szykował się do wyjścia któreś z wieczornych spotkań. Oto bramka:

Gong do szatni przeszkodził Sampdorii. Gol Destro na 2:0 już w ogóle nie był dobrze przyjęty. A kiedy pomocnik Barreto dostał czerwoną kartkę przy wyniku 0:2, można było już się rozejść. Sampdoria została absolutnie zdominowana przez rywali. Linetty pokazać mógł się tylko w grze defensywnej. To na plus. Choć w ostatniej minucie popełnił brutalny faul i dostał żółtą kartkę. A pewnie nie zdziwiłby się, gdyby była ona czerwona. Zemściło się, bo kiedy w doliczonym czasie Linetty zrobił ruletę w stylu Zidane’a, został ścięty niemilosiernie przez Di Francesco, który dostał czerwień. A znając stężenie szkła w ciele Karola, przez chwilę baliśmy się, że seria rozegranych meczów z rzędu się skończy. Na szczęście szybko wstał. Ciekawostką jest, że Di Francesco to syn trenera Sassuolo. Jak jego tata odpali livescore po swoim meczu, to zadowolony nie będzie. Zwłaszcza, że sam dostał dziś w czapę.

Na kilka chwil przed końcem, Sampa z wolnego trafiła w poprzeczkę, a piłka odbiła się w okolice Karola Linettego. Polak wygrał walkę w powietrzu, ale jego dobitka głową nie przyniosła gola Sampdorii, a wznowienie od bramki rywalom.

***

Czas na starcie Genoa – Napoli. Jak trafiamy na mecz Genoi, to zawsze przypomina się nam Roberto Acquafresca. Pomyśleć, że niedawno chcieliśmy mieć w swojej reprezentacji takiego niedojdę z przeciętniaka ligi włoskiej, a dziś mamy tam swojego Milika. I to w jakim klubie.

Pierwsze na co zwróciliśmy uwagę, to murawa. W szerokości 1/3 to dywan, a 2/3 totalne kartoflisko, jak na Koronie Kielce w ubiegłym sezonie. Ale to tylko ciekawostka. Napoli grało gorzej, niż się tego spodziewaliśmy. W związku z tym Milik nie miał dobrych okazji do wykazania się. Ciekawie zaczęło być po dwóch dobrych okazjach, i to po obu stronach boiska. Ucieszyło nas, że mecz się ożywił, a już po chwili Milik miał taką okazję:

Można by powiedzieć, że forma reprezentacyjna, ale na szczęście Arka – sędzia odgwizdał wcześniej spalonego. Arek miał jeszcze jedną sytuację. Przy rzucie rożnym musiał się schylić, by trafić w piłkę głową. Uderzył bardzo dobrze, ale świetnie obronił Perin. Potem był na nim faul w polu karnym. Ale czy faul, no właśnie. Trudno stwierdzić, z pewnością Arek był przytrzymywany za rękę. Jednak sędziego nie obchodziło, że padł w polu karnym. Na ostatnie 20 minut wszedł „Zielek”. Już na wejściu zaliczył przejęcie i zagrał dobrą piłkę na 40 metrów, ale obrońca zdołał ją przechwycić. To był zalążek tego, co miał zrobić za chwilę. Jakąś minutę później zagrał takie ciasteczko, że chętnie byśmy je schrupali. Albo chociaż przechowali dla Pawła Zarzecznego. Niestety Insigne z gwiazdeczki Serie A, staje się coraz większym parodystą i nie skorzystał z okazji strzelenia bramki. A podcinka, którą dostał od Zielińskiego była przecudowna. Podsumowując – Arek nie miał, jak się wykazać, bo Napoli było swoim cieniem i w ostatnich minutach tyłek musiał im ratować parokrotnie Pepe Reina, a Piotrek dał dobrą zmianę.

***

Co tam u reszty Polaków?

Skorupski puścił dwie bramki (od Fanta Calcio nota 6, jedna z lepszych w zespole), jego oprawcą został Icardi. W ogóle, to jakiś kosmos. Inter strzelił w tym sezonie siedem goli, Icardi – sześć plus asysta. To chyba przypadek najbardziej uzależnionego klubu od swojego zawodnika na świecie.

Wojtek Szczęsny obronił karnego Palladino. Tego też, jak Verdiego, pamiętamy z Juventusu. Ale już jedynego słusznego, z Turynu. Kiedyś strzelał w Juve, dziś kopał w Wojtka.

Roma wygrała 4:0 z Crotone, a taką asystę przy jednej z bramek zaliczył wspaniały dziadek Totti:

Z przyzwyczajenia sprawdziliśmy, jak tam z Torino. Remis. Ciekawe jest to, że Torino z dwoma czerwonymi kartkami zachowało czyste konto. I to bez Glika!

Tabela po piątej serii gier: Juve, Napoli, Roma, czyli 4 Polaków na podium. A Sampa w środku stawki. Jest dobrze, buonanotte!

Screen Shot 09-21-16 at 11.56 PM

KOMENTARZE (0)